Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Ekonomia striptizu. „Magic...

Ekonomia striptizu. „Magic Mike XXL”

Ewa Stusińska

Filmy o Magic Mike’u zestawione z „Dziewczyną zawodową” dają nieoczywisty wgląd w świat seksbiznesu, w którym zabrakło seksu, został zaś czysty biznes. Seks bowiem stał się niczym więcej, jak urynkowionym towarem, który pozostaje w obiegu, traci wartość lub na niej zyskuje i w który się inwestuje bądź nie.

To nie będzie tekst o seksie i związanym z nim biznesie, o emancypacji lub jej pozorach, o ciele i jego formach reprezentacji we współczesnej kulturze. Przez kilka dobrych dziesięcioleci tropiliśmy różne seksualne figury pojawiające się w filmowej retoryce: od wjazdu pociągu na stację w La Ciotat i latarnię morską w „Casablance” po głębokie gardło Lindy Lovelace i BDSM w „Pięćdziesięciu twarzach Greya”. Dotarliśmy do momentu, w którym – jak pisał Foucault – „zaczęliśmy stawiać seksowi pytanie, czym jesteśmy”, zwracając się jednak nie tyle „do seksu-natury, ile do seksu-historii, seksu-znaczenia, seksu-dyskursu” [1]. Tymczasem coraz bardziej umykała nam inna wstydliwa warstwa znaczeń dzieła – ekonomia.

Dlatego zamiast pisać o samym „Magic Mike’u XXL”, zgodnie z regułami marketingu warto poszerzyć analizę o dwa gratisy: „Magic Mike’a” (2012) i „Dziewczynę zawodową” (2009). Wszystkie trzy filmy łączy postać Stevena Soderbergha (reżysera dwóch ostatnich filmów oraz producenta sequela o striptizerze), tematyka seksbiznesu, a także obsadzenie w pierwszoplanowych rolach aktorów, którzy seksbiznes znają z własnego doświadczenia. Channing Tatum zaczynał karierę jako tancerz i striptizer, Sasha Grey – jako aktorka filmów porno. Trylogię „Dziewczyna zawodowa” – „Magic Mike” – „Magic Mike XXL” łączy jednak przede wszystkim zainteresowanie twórców ekonomią ludzkich relacji, wymianą ciało–pieniądz, całkowitym utowarowieniem stosunków seksualnych, a także niepewną wartością rynkową ciała w kapitalizmie doby kryzysu finansowego.

Trylogia sugeruje wręcz, że seks, podobnie jak wszystko, co stałe, rozpłynął się w powietrzu.

Ewa Stusińska

Ciało i seks były towarami na długo przed Marksem. Dzięki swoim własnościom zaspokajały określone potrzeby ludzkie. Bez znaczenia, czy potrzeby te pochodziły z żołądka, czy też z wyobraźni. Ciało i seks miały więc wartość użytkową (zaspokajały potrzebę fizjologiczną) i wartość wymienną (obiekt wymiany społecznej od czasów ludów pierwotnych po prostytucję i XIX-wieczne aranżowane małżeństwa). Jednak kapitalizm spowodował, że podobnie jak w przypadku innych towarów wartość użytkowa przedmiotu oddzieliła się od jego wartości wymiennej. A „jeżeli – jak pisał Marks – abstrahujemy od jego wartości użytkowej, abstrahujemy też od jego cielesnych składników i kształtów, które czynią zeń wartość użytkową. Nie jest on już stołem, domem, przędzą czy jakąkolwiek inną rzeczą użyteczną. Znikły wszystkie jego zmysłowe przymioty”. Co więcej, spekulacja wartością wymienną podważyła wiarę w samo istnienie wartości użytkowej.

Bowiem o ile wcześniej seksbiznes pozostawiał złudzenie, że gdzieś indziej istnieje seks „dobry”, „naturalny”, „prawdziwy” (np. seks z miłości albo seks uświęcony przez związek małżeński), zaś ekonomia polityczna sugerowała, że poza wartością wymienną kapitału istnieje idealna wartość dóbr, tak obecnie, po kolejnym kryzysie finansowym, nikt już nie wie, czym ta wartość użytkowa miałaby być. Innymi słowy, pod wpływem reguł panujących w świecie wartości wymiennych zmienił się status samego seksu. Trylogia „Dziewczyna zawodowa” – „Magic Mike” – „Magic Mike XXL” sugeruje wręcz, że seks podobnie jak wszystko, co stałe, rozpłynął się w powietrzu.

magicmike1

Bessa-lala

Nowy Jork, 2008 r. Chelsea, ekskluzywna dziewczyna do towarzystwa z filmu „Dziewczyna zawodowa”, wie, że w dobie kryzysu o jej wartości rynkowej decyduje luksusowa marka. „Z Michaelem spotkałam się 7 lipca. Miałam na sobie sukienkę Michaela Korsa, bieliznę La Perla i diamentowe kolczyki”. Droga dziewczyna musi wyglądać drogo. Zniknęły zmysłowość, uwodzenie, wieloznaczność znaków, migotanie sensów. Seksualność, pożądanie, rozkosz są wartościami podrzędnymi i rządzą się podobnymi prawami jak każdy towar: „masz seks i musisz zrobić z niego dobry użytek”. A skoro seks jest towarem, musi być w obiegu, ciąg inwestowania i reinwestowania musi zachodzić nieprzerwanie, nie ma mowy o żadnej stałości. Dlatego też paradoksalnie sam towar nie musi być nawet konsumowany. Wystarczy że klient umówi kolejne spotkanie.

W „Dziewczynie zawodowej” nie ma obrazów seksu również z powodu impotencji kochanków, którzy płacą, by raczej porozmawiać o trapiących ich problemach finansowych. Seks pozostał tu jako jedna z „technik siebie”. Foucault użył tego pojęcia na określenie „zabiegów koło siebie”, „technik samorealizacji”, czyli praktyk, dzięki którym można przekształcać samego siebie, pracować nad sobą, „uczynić z własnego życia dzieło” [2]. Podobnie jak karta benefit na siłownię – niektórym wystarczy samo jej posiadanie, innym pomaga to zorganizować i zoptymalizować troskę o ciało, jeszcze inni czerpią z wysiłku fizycznego źródło prestiżu. Nie ma już jednak doświadczenia seksu.

Nie ma też dylematów moralnych. Chelsea jest w stałym związku, z czym nie koliduje jej praca zawodowa. Jej chłopak Chris wie o wszystkim, sam jest zaabsorbowany obsługiwaniem bogaczy na ekskluzywnej siłowni w ciągu tygodnia i uczestniczeniem w wyjazdach do Las Vegas jako osoba do towarzystwa na weekend. Co spaja związek Chelsea i Chrisa? Dziewczyna nie potrafi tego wyjaśnić, gdyż równie dobrze może w każdej chwili odejść do innego mężczyzny. Co bowiem złego jest w sprawdzaniu możliwości/poszerzaniu oferty/zwiększaniu szans? Dlaczego ten sposób myślenia ma być ograniczony jedynie do rynku?

magicmike2

Nie wiemy, co myśli Chelsea. Pomimo głosu zza kadru żadna narracja bohaterki nie jest tu osobista, skierowana do samej siebie. I prędzej czy później każda wypowiedź okazuje się tylko retrospektywnym elementem rozmowy, skierowanym do kogoś lub po coś. Wypowiedzią dla dziennikarza (która może zwiększyć jej popularność) lub dokumentacją spotkania (w celu weryfikacji, czy dany strój zadziałał/zaowocował kolejną randką). Jeden kod towarzyszy zresztą wszystkim scenom, spotkaniom z klientem, dziennikarzem, właścicielem agencji czy chłopakiem. Role seksualne i zawodowe wymieniają się tu niezauważalnie. Zlewają się ze sobą. Spadek akcji będzie tylko metaforą spadku libido. Na jedno wychodzi, bowiem ani pieniędzy, ani seksu nie widać.

Jakie scenariusze czekają Chelsea? Inny rynek (propozycja wyjazdu do Dubaju), czasowy sponsor (moda na serwisy „Find Your Daddy” wciąż kwitnie w USA 2015 r.) czy rozwój marki poprzez np. lepsze pozycjonowanie strony, atrakcyjniejsze zdjęcia, napisanie swojej biografii i sfilmowanie jej, jak sugeruje właściciel agencji? Z pewnością dziewczyna będzie musiała dobrze zarządzać sobą.

Krótka rozprawa między startupowcem, szamanem a coachem

Tampa (stan Floryda), 2011 i 2014 r. Kim są Magic Mike i jego kumple, czyli zespół striptizerów z filmu „Magic Mike”, a także nieco zmieniony skład w kontynuacji „Magic Mike XXL”? Uwodzicielami czy impotentami, skrytymi monogamistami czy spełnionymi ekshibicjonistami? W istocie odpowiedź jest zupełnie inna. Prawie wszyscy bohaterowie z branży erotycznej, przedstawieni w tych filmach, są niespełnionymi przedsiębiorcami-startupowcami, pragnącymi w tych niepewnych czasach zbudować coś swojego, rozwinąć naturalny talent, pokazać prawdziwe „ja”, czerpać motywację z nowomowy trenerów osobistych.

W pierwszej części Mike rezygnuje z kariery striptizera i zakłada firmę produkującą meble z recyclingu. W drugiej – Tito prowadzi na co dzień food truck z dietetycznymi koktajlami, a Big Dick Richie chce opatentować „kondomiętówki”. Jednak żaden z nich nie do końca wierzy w siebie, nikt nie zarabia wiele, nie myśli „globalnie”. Dlatego po raz ostatni wyruszają na wspólną wyprawę na konwent striptizerów. Tu – w przeciwieństwie do „Dziewczyny zawodowej” – pieniądze będą widoczne jako morze jednodolarówek, w których można brać kąpiel. Ziarnko do ziarnka. Pochwała oszczędności.

MAGIC MIKE XXL

Każdy z bohaterów zdaje sobie sprawę, że praca ciałem nie zapewnia bezpieczeństwa finansowego, a wybrani, którym się to udało, nie osiągnęli sukcesu wyglądem czy talentem, lecz przede wszystkim skutecznym biznesem i przedsiębiorczością. Dallas, szef Mike’a, który w pierwszej części postanawia przenieść biznes do Miami, nie zważając na wątpliwości wspólnika, w kolejnej zostawia pozostałych tancerzy i wyjeżdża do Chin, by tam szukać lepszego rynku zbytu. Z kolei Domina, dawna znajoma Mike’a, która twardą ręką prowadzi elitarny dom ze striptizem dla stałych gości, wprowadza innowacyjny model biznesowy „abonamentów na rozkosz”. Innymi słowy, przetrwali najsilniejsi.

A pozostali? Skoro skończyły się etaty, pora na start-upy. Każdy może stworzyć własną markę. Nieprzypadkowo ostatni wielki występ zespołu pod przyjętą na tę okazję nazwą „Resurrection” będzie wielkim zerwaniem z tradycją striptizu. Zamiast zespołowych układów strażaków, policjantów czy budowlańców (tradycyjne etaty), zobaczymy występy solowe, związane z indywidualnymi pasjami bohaterów (skrzyżowanie step up ze start up).

Sex is dead

Baudrillard, krytykując pornografię, twierdził, że próbuje ona stworzyć „prawdę” przez wzbogacenie przestrzeni seksu o kolejny wymiar, produkowanie znaków, tworzenie seksu bardziej rzeczywistym od rzeczywistego, w rezultacie materializowanie przemocą czegoś, co należy do innego porządku. Zdaniem autora „O uwodzeniu” pornografia (czyli zgodnie z językowym znaczeniem przedstawienie nierządu) nie jest ideologią (rozumianą jako zakłamanie rzeczywistości, zakładające jednak istnienie tej ostatniej), ale efektem prawdy, maskującym to, że prawda o seksualności nie istnieje – jest symulakrą. Czy po kryzysie finansowym to symulakrum nie zostało jednak uchylone, gdy sytuacja ekonomiczna zmusiła wszystkich graczy do sprawdzenia, co de facto stoi za dobrami, które kupują, sprzedają lub w które inwestują? Czyż podobnie, jak uczynił to kryzys finansowy z kapitalizmem, nie został podważony podstawowy współczesny model seksualności?

W trylogii zawodowej Soderbergha prostytucja czy męski striptiz nikogo już nie oburzają. O „seksie” się rozmawia, za „seks” się płaci. Seksu się jednak nie uprawia. Stosunek seksualny jest symulowany (na scenie w „Magic Mike’u, ale również poza sceną striptizerzy mają problemy z seksem) albo w ogóle nie istnieje („Zawodowa dziewczyna”). Nie niesie zagrożenia ani rozkoszy. Bańka spekulacyjna pękła. Czy coś z niej zostało? Z pewnością z seksbiznesu został biznes.

Czy film o prostytutce lub pokaz męskiego striptizu są znakiem liberalizacji seksualnej? Analiza tych trzech produkcji sugeruje, że są raczej pośmiertnym surogatem seksu, pozbawionym swojej substancji, uprawomocnionym w swym powierzchownym działaniu.

Przypisy:

[1] Michel Foucault, „Historia seksualności”, przeł. B. Banasiak, T. Komendant, K. Matuszewski, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2010, s. 72.
[2] Michel Foucault, „Techniki siebie” [w:] tegoż, „Filozofia, historia, polityka. Wybór pism”, PWN, Warszawa–Wrocław 2000, s. 249.

 

Film:

„Magic Mike XXL”, reż. Gregory Jacobs, USA 2015.

 

 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 342

(30/2015)
28 lipca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj