Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Większy i lepszy...

Większy i lepszy słoń (naukowy)

Marta Bucholc

Każda praca naukowa niesie pewną ilość wiedzy. Jak dużą, nie da się ocenić inaczej, niż analizując treść: nie nakład, liczbę odsłon, czytelników czy cytowań, lecz treść. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego najwyraźniej nie podziela tego poglądu.

Od wielu już dekad w obiegu jest historyjka o kongresie poświęconym słoniom, podczas którego Polak przedstawić miał referat pt. „Słoń a sprawa polska”. Dziś jednak sprawie polskiej bliższy okazuje się tytuł wystąpienia Amerykanina: „Większy i lepszy słoń”. Tytuł komiczny, gdyż Amerykanin, samym tytułem wyrażając uświęcone przez stereotyp wartości swego społeczeństwa, popadł w absurd.

Naukę polską często przedstawia się dziś na podobieństwo nieudanego słonia. Jest wprawdzie duża, ale nie dość duża w porównaniu z innymi, zagranicznymi przedstawicielami tego gatunku. Ponadto, zwyczajem słoni ma być zwalista, umiarkowanie ruchliwa, nieskłonna i niezdolna do efektownych podskoków w rankingach. Nauka polska rozprasza się łatwo, mnóstwo energii poświęca na zbędne czynności, jak posypywanie się piaskiem i polewanie wodą. Nie skupia się na rzeczach kluczowych: wykorzystaniu swojej siły i rozmiaru po to, by być jeszcze większą i silniejszą. Nauka polska w niedostatecznym stopniu się samooptymalizuje.

Dlatego też podejmowane są próby dopomożenia jej od zewnątrz. Likwidacja dotacji dla czasopism i monografii naukowych od roku 2016 – zarządzona przez odchodzącą minister nauki i szkolnictwa wyższego – ma służyć „zwiększeniu koncentracji środków finansowych przeznaczonych na upowszechnianie nauki”.

Większa koncentracja, czyli mniej wydatków, ale większe kwoty i na większe, lepsze cele. Dotychczasowe cele były niezadowalające, ponieważ „znaczna część środków przeznaczana była na dofinansowanie wydawania czasopism oraz monografii, które nie zawsze docierały do szerokiego grona odbiorców”.

I tu leży, a raczej tutaj legnie rychło słoń pogrzebany, i to na skutek smutnego nieporozumienia. Nauka, nie tylko w Polsce, nie ma i nie będzie nigdy miała szerokiego grona odbiorców. Nauka to działalność ważna, czasem widowiskowa, czasem bardzo pożyteczna, ale nieodmiennie niszowa i marginalna. Ponadto, ta marginalna działalność dużo kosztuje ogół, i tak też zawsze było, od kiedy ogół przejął walną część kosztów utrzymania nauki od prywatnych uczonych i mecenasów. Nauka nie jest więc kosztowo efektywna – naukę finansuje się ze względu na jej wartość wewnętrzną, nie z powodu rozumowej kalkulacji. Oczywiście, nie idzie za tym, iżby finansowanie nauki się nie kalkulowało, nie ma jednak bezpośredniego i widocznego przełożenia nakładów na pożytki, jakie nauka przynosi społeczeństwu.

Najważniejsze jest jednak to, że zdolna do wzrostu i żywotna nauka to działalność rozproszona, jak szczęśliwy słoń. Musi się poobrzucać piaskiem, polać wodą od czasu do czasu, postać albo potruchtać w sobie tylko znanym kierunku. Zwiększanie koncentracji – wiem, że powtarzam banały, ale trudno, widocznie inaczej się nie da – oznacza zmniejszanie różnorodności, a zatem nie tylko faktycznej wolności badań, ale i potencjału innowacyjności. Ta bowiem, wbrew dominującym współcześnie wizjom, jest często kwestią przypadku, nie programu. Oczywiście, są dziedziny wiedzy i obszary badań, gdzie bez dużych nakładów niczego się nie osiągnie, bo koszty są zbyt duże: tam merytorycznie zasadne jest komasowanie badań i programowanie ich na ogromną skalę. Nie można jednak mechanicznie przenosić tego rozumowania na inne dziedziny.

Jak rozumiem, decyzja MNiSW ma na celu ograniczenie zaangażowania publicznego w małe, niszowe wydawnictwa o niewielkim zasięgu, by nie narażać ministerstwa na zarzut bezsensownej rozrzutności. Można zrozumieć to, że urzędnicy, odpowiedzialni wszak za celowe wydawanie budżetowych pieniędzy, uzasadniają swoje decyzje względami celowościowymi i pragną mieć żelazne, ilościowe dowody na efektywność swoich działań. Argumenty, że niszowe wydawnictwa w ogóle się bez dotacji nie ukażą, będą tu bezskuteczne, bo w świetle przywołanych racji to niewielka szkoda dla polskiej nauki, a ochrona polskiego dziedzictwa narodowego i kulturowego to wszak rzecz innego resortu. Oprócz celowości ilościowej istnieją jednak również względy merytoryczne.

Każda praca naukowa niesie pewną ilość wiedzy. Jak dużą, nie da się ocenić inaczej, niż analizując treść: nie nakład, liczbę odsłon, czytelników czy cytowań, lecz treść. Indeksy i liczebności mają sens wtedy, gdy za ich pomocą porównujemy ze sobą podobne rzeczy, służące podobnym celom. Wydawnictwa korzystające z dotacji ministerialnej były jednak bardzo do siebie nawzajem niepodobne, służyły bardzo rozmaitym celom, na różne sposoby wnosiły wkład w rozwój nauki, niektóre z nich znaczny, inne – zgoda – znikomy. Do tego, by ten wkład ocenić, trzeba być naukowcem, specjalistą w danej dziedzinie, a i tak łatwo się srodze pomylić. Nie ma jednak lepszej metody. Wątpliwości jest zawsze mnóstwo, ale rozstrzyganie ich przez unieważnienie problemu i zrzucenie ciężaru dowodu na liczby to sposób tak pragmatyczny, że aż zbyt amerykański.

Globalna nauka i tak staje się z wolna oligopolem kilku najlepszych i największych słoni. Nasz nie ma w tej konkurencji szans, żadne statystyki efektywności wydatkowania środków na naukę tego nie zmienią. Niechaj przynajmniej będzie słoniem szczęśliwym i żywotnym, niech się cieszy choćby tą odrobiną swobody, jaką możemy mu jako społeczeństwo zapewnić.

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ

Nr 358

(46/2015)
20 listopada 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj