Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Ludowy znaczy powszechny

Ludowy znaczy powszechny

Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z Jakubem Bodzionym

„Wyczerpała się formuła polityki, w której udział biorą wyłącznie klasyczne partie. Teraz potrzebna jest inicjatywa, która pokazuje, że jeśli potrafimy dogadać się wewnątrz zróżnicowanej koalicji, to będziemy prowadzić taki sam dialog podczas rządzenia Polską”, mówi prezes PSL-u i kandydat Koalicji Polskiej na prezydenta.

Jakub Bodziony: Czym pan się różni od reszty czterdziestoletnich kandydatów w garniturach?

Władysław Kosiniak-Kamysz: Różnię się doświadczeniem, zdolnością do dialogu i współpracy. Znam problemy całego kraju, a nie tylko wielkiego miasta.

I tylko pan? Rafał Trzaskowski ma doświadczenie na szczeblu rządowym, europejskim i samorządowym.

Rafał Trzaskowski jest dużo starszy ode mnie, ale ministrem był dużo krócej. Zajmował się cyfryzacją, a ja kwestiami społecznymi i pracą, co ma znaczenie zwłaszcza w czasach kryzysu gospodarczego.

Jakie znaczenie ma dla pana koalicja z Pawłem Kukizem? PSL było w latach 2007–2015 w koalicji z partią „ciepłej wody w kranie”, a Kukiz prezentował się do niedawna jako antysystemowy radykał.

Z Pawłem Kukizem startowaliśmy z dwóch bardzo odległych biegunów, a spotkaliśmy się na wspólnej liście i w jednym klubie poselskim. To jest dobry przykład tego, że prowadząc dialog, można znaleźć wspólny mianownik. Przekonaliśmy go do części naszych postulatów, takich jak emerytura bez podatku, a Paweł Kukiz pokazał nam zalety różnych projektów obywatelskich. Źródła naszej współpracy są też historyczne – już Wincenty Witos po zamachu majowym mówił o zmniejszeniu liczby posłów i potrzebie wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych.

Czyli to jest realny sojusz, który wynika ze wspólnoty poglądów?

Moje poglądy naprawdę ewoluowały w kierunku niektórych pomysłów Pawła Kukiza. Nie jest to efektem koniunkturalizmu czy politycznych kalkulacji, lecz naszych długich, wspólnych rozmów.

W czasie pandemii szczególnie wyraźnie ujawniła się osobista i systemowa słabość prezydentury Andrzeja Dudy. Dlatego jestem przekonany, że zmiany o charakterze ustrojowym, zwiększające zakres kontroli społecznej i demokracji bezpośredniej, są w Polsce potrzebne.

Na czym polegają słabości prezydentury Andrzeja Dudy?

Słabość osobista to strach przed Jarosławem Kaczyńskim i nieumiejętność lub niechęć do korzystania z instrumentów, które Konstytucja daje prezydentowi. Słabość systemowa jest związana z ograniczoną mocą sprawczą prezydenta i całego systemu politycznego. Rządy autorytarne, które sprawuje PiS, wdarły się do Polski poprzez źle zorganizowaną demokrację.

W pana programie znajdujemy jednak propozycje, które mogą zmniejszać stabilność systemu demokratycznego. Proponuje pan powszechne wybory na Rzecznika Praw Obywatelskich, Prokuratora Generalnego czy członków Krajowej Rady Sądownictwa.

Myśli pan, że lepiej, aby Prokurator Generalny odpowiadał przed obywatelami czy przed Jarosławem Kaczyńskim? Zbigniew Ziobro, który teraz pełni tę funkcję, jest posłem, ministrem i prezesem partii, która wchodzi w skład koalicji rządzącej. Konstytucja nie uchroniła nas przed dewastacją służby cywilnej, totalnym upartyjnieniem mediów publicznych i ograniczeniem kompetencji samorządów. Kiedy po 20 latach od uchwalenia ustawy zasadniczej do władzy przyszły osoby, które za nic mają przewidziane w niej normy, to obecnie możemy tylko protestować. A powinniśmy mieć możliwość zablokowania zmian w wymiarze sprawiedliwości, na przykład za pomocą dnia referendalnego.

Czy nie lepiej byłoby wybierać kandydatów na najważniejsze urzędy większością dwóch trzecich głosów? W programie powołuje się pan na rozwiązania, które funkcjonują w Estonii i Szwajcarii, ale pierwsze z tych państw liczy mniej mieszkańców niż Warszawa, a drugie ma długą tradycję demokracji bezpośredniej.

System wymaganej większości dwóch trzecich byłby lepszy niż to, co mamy obecnie, ale uważam, że optymalnym rozwiązaniem będą wybory bezpośrednie. W przypadku Rzecznika Praw Obywatelskich wynika to z samej nazwy urzędu. Trzeba te rozwiązania dostosować do polskich warunków, ale bez wyznaczenia kierunku nic się nie zmieni.

Rolnicza łatka, która została nam z premedytacją przyklejona przez konkurentów, miała ograniczyć nasze możliwości.

Władysław Kosiniak-Kamysz

Czym jest ludowość dla lekarza pochodzącego z inteligenckiej rodziny?

Jest to po prostu powszechność. W latach 90. to słowo zostało utożsamione nie tyle z wiejskością, co z rolnictwem, jednak angielskie tłumaczenie nazwy naszej partii to Polish People’s Party, podobnie jak w przypadku innych chadeckich i centrowych ugrupowań ludowych z Hiszpanii, Włoch, Austrii czy Bałkanów.

Rolnicza łatka, która została nam z premedytacją przyklejona przez konkurentów, miała ograniczyć nasze możliwości. Polski ruch ludowy powstał dokładnie 125 lat temu i wtedy ludowość odnosiła się do tego, że 80 procent społeczeństwa stanowili mieszkańcy wsi, którzy żyli z pracy na roli. Jednak pierwszym prezesem PSL-u nie był rolnik, ale adwokat Karol Lewakowski. Dlatego to, że teraz na czele naszej formacji jest lekarz, można uznać za symboliczną klamrę naszej historii.

Czy tradycja PSL-u ma jakieś znaczenie w 2020 roku?

Ta ludowość jest oczywiście inna niż 125 lat temu. Różni się również od tej z XX wieku czy nawet tego, co mogliśmy obserwować 15 lat temu. Bycie zakorzenionym w tradycji, szanowanie swojej kultury i tożsamości nie oznacza, że nie należy się zmieniać. Nawiążę do mojego ulubionego poety Adama Asnyka, który w wierszu „Daremne żale” pisał, że „trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę”. I kolejny cytat z innego jego wiersza: „nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć macie sami doskonalsze wnieść. Na nich się jeszcze święty ogień żarzy i miłość ludzka stoi tam na straży”. W tych utworach skupia się zarówno moja filozofia, jak i to, jak rozumiem zmiany w ruchu ludowym. Historia ma dla mnie ogromne znaczenie, bo pozwala wyciągać wnioski na temat teraźniejszości.

Na przykład jakie?

Że Polską rządzi obecnie grupa rekonstrukcyjna sanacji. Oczywiście trzeba zachować proporcje miejsca i czasu, ale mechanizmy działania są bardzo podobne. Nie jest to zresztą przypadek, bo Jarosław Kaczyński również dobrze zna historię i dostrzega te analogie.

W czasie pandemii szczególnie wyraźnie ujawniła się osobista i systemowa słabość prezydentury Andrzeja Dudy.

 Władysław Kosiniak-Kamysz

Wiem też, że wyczerpała się formuła polityki, w której udział biorą wyłącznie klasyczne partie. Teraz potrzebna jest inicjatywa, która pokazuje, że jeśli potrafimy dogadać się wewnątrz zróżnicowanej koalicji, to będziemy prowadzić taki sam dialog podczas rządzenia Polską.

Czy tego postulatu lepiej nie spełnia Szymon Hołownia i jego inicjatywa bezpartyjnej prezydentury?

Bezpartyjny prezydent brzmi bardzo ładnie, ale w rzeczywistości prezydent pozbawiony zaplecza w parlamencie to najprostsza recepta na permanentny kryzys polityczny. Zwłaszcza gdy prezydent – jak to wynika z oświadczeń Szymona Hołowni – ma być wręcz „antypartyjny”. Polska przechodziła już podobną historię podczas prezydentury Lecha Wałęsy. I czy wtedy naprawdę było tak idealnie?

To szerokie postrzeganie ludowości ma pomóc PSL-owi zdobyć wielkomiejski elektorat?

Udało nam się to zrealizować przy okazji ostatnich wyborów parlamentarnych, kiedy po raz pierwszy od 72 lat zdobyliśmy mandat poselski w Warszawie. Wszyscy powtarzali, że nie mamy na to szans.

Sam mam 38 lat i w PSL-u jestem przez większość swojego życia. Zdaję sobie sprawę z tego, że partia musi się zmieniać. Wybory prezydenckie to nie jest początek mojej kariery politycznej ani chęć zaistnienia, tylko ukoronowanie pewnej drogi. Zaczynałem od roznoszenia ulotek, zbierania podpisów, uczestniczyłem w 18 kampaniach wyborczych, wiem, jak wygląda polityka zarówno z perspektywy ław rządzących, jak i opozycji.

Polską rządzi obecnie grupa rekonstrukcyjna sanacji. Oczywiście trzeba zachować proporcje miejsca i czasu, ale mechanizmy działania są bardzo podobne.

 Władysław Kosiniak-Kamysz

To jaką partią ma być PSL?

Powszechną. Nie chcę stać na czele ugrupowania klasowego czy regionalnego. Dlatego w partii są różne nurty, wewnętrzny dialog i demokracja. Pamiętam, kiedy w 2008 roku jako młody chłopak prowadziłem kongres PSL-u. Wtedy Władysław Bartoszewski senior mówił o tym, że partie, które wewnętrznie nie przestrzegają demokracji, nie będą przestrzegać demokracji w Polsce, kiedy dojdą do władzy. Wystarczyło mniej niż 10 lat i te słowa okazały się prorocze.

Myślę, że ten brak wewnętrznego dialogu jest chorobą polskiej polityki, zdominowanej przez newsy i telewizyjne paski. Szanuję lewicę za to, że odrodziła się parlamentarnie dzięki temu, że połączyła w dialogu różne nurty lewicowości: społeczny progresywizm, socjalne wsparcie i wieloznaczną tradycję. To samo dzieje się w centrum, w postaci Koalicji Polskiej. Do zjednoczenia lewicy dorzuciłem zresztą swoją cegiełkę, bo gdyby nie moja decyzja o nieodnawianiu Koalicji Europejskiej, SLD wystartowałoby z Platformą na jednej liście, Razem poszłoby osobno do wyborów, a Wiosna prawdopodobnie w ogóle nie wzięłaby udziału w wyborach.

Bezpartyjny prezydent brzmi bardzo ładnie, ale w rzeczywistości prezydent pozbawiony zaplecza w parlamencie to najprostsza recepta na permanentny kryzys polityczny.

 Władysław Kosiniak-Kamysz

Czym konkretnie chciałby pan przekonać do siebie młodych wyborców? O ten elektorat rywalizują na centroprawicy Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia.

Pozornie moi kontrkandydaci mogą wydawać się łatwiejsi do zaakceptowania. Chciałbym jednak przekonywać młodych ludzi swoim stylem politycznym, zgodnie z którym bronię swoich poglądów, ale nie szukam wrogów. Jestem otwarty na argumenty, nie mam w sobie zacietrzewienia.

A tych z dużych miast?

Wiele kwestii w moim programie jest adresowanych do mieszkańców dużych miast. Mam tu na myśli Powszechną Ustawę Metropolitarną czy Zielone Targi, które zbliżają rolników do miasta. Istotne znaczenie mają również kwestie ekologiczne. Kiedy 15 lat temu Jarosław Kalinowski mówił o biopaliwach, to wszyscy się z niego śmiali, a gdy Waldemar Pawlak przekonywał Donalda Tuska do zielonej energii, to ten powiedział, że nie ma to na to żadnych szans. Zdecydowano się wtedy na budowę kolejnych bloków węglowych, a teraz słyszę, że wszyscy są zwolennikami OZE. To my wyznaczaliśmy nowy kierunek w tej sprawie już lata temu.

Nasz program, który ma silną nogę społeczną i wolnościową, chociażby w postaci dobrowolnego ZUS-u, pokazuje, że można łączyć tradycję z nowoczesnością. Nie chodzi o ograniczanie wolności ani o skrajny liberalizm, który osłabia instytucje państwa. Sam jestem zwolennikiem zasady pomocniczości, czyli oddawania kompetencji władzy, która jest najbliżej człowieka.

Od kiedy nowoczesność to dla pana dobrowolny ZUS? Czy stał się pan w ostatnim czasie bardziej wolnorynkowy?

To jest czynnik, który został wzmocniony dzięki Pawłowi Kukizowi, ale ludowcy mają wolnorynkowość we krwi. Zignorowanie tej kwestii było jedną z przyczyn, które w XVIII wieku doprowadziły do upadku Rzeczpospolitej. Pańszczyzny nie zniosła również Konstytucja 3 maja, a symboliczną próbę upodmiotowienia chłopów podjął dopiero Tadeusz Kościuszko. Walka o własność ziemską chłopów była również kluczowym elementem konstytucji marcowej. Nawet Józef Tischner mówił o wolności jako ślebodzie, którą czujemy w swoim gospodarstwie. Przepraszam, że ja tak dużo o historii, ale to po prostu wszystko z siebie wynika…

Wróćmy do teraźniejszości. W pana programie dużą część zajmują kwestie związane ze zmianami klimatycznymi. Przekonuje pan, że do 2030 roku Polska powinna pozyskiwać połowę energii z OZE. Jak powinna wyglądać sprawiedliwa transformacja dla ponad 100 tysięcy osób zatrudnionych w sektorze górniczym?

Właśnie z tego względu nie jestem w grupie osób i polityków, którzy twierdzą, że w 2035 roku Polska w stu procentach zrezygnuje z węgla. To jest po prostu niemożliwe. Jednak z czasem coraz mniej osób będzie zatrudnionych w górnictwie, a do 2025 roku planowane jest zamknięcie kilkunastu kopalń. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień, ale Śląsk musi stać się zielonym centrum energetycznym

A co z atomem?

Jak byłem dzieckiem, pierwszy raz usłyszałem o planach budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu. Potem, kiedy podrosłem, pamiętam, jak powoływano kolejne spółki, które miały zbudować reaktor. Czas pokazał, że dużej elektrowni jądrowej w Polsce nie będzie.

Uważam, że nie warto przeznaczać ogromnych środków na budowę takiej instalacji, zwłaszcza że trwają zaawansowane prace nad technologią, która pozwala na funkcjonowanie mniejszych reaktorów. Popieram to rozwiązanie, bo w założeniu ma być tańsze, bezpieczniejsze i bardziej efektywne.

Ważną rolę w kampanii prezydenckiej odgrywa pana żona. Jak miałoby wyglądać sprawowanie przez nią obowiązków pierwszej damy?

Moja żona planuje założyć Polską Fundację Ochrony Zdrowia, która miałaby pomagać w zbiórkach publicznych i w leczeniu chorób rzadkich. Jest to zgodne z jej wykształceniem i działalnością charytatywną, którą od lat prowadzi. Paulina podczas kampanii często zabiera głos i przedstawia poglądy, które, na szczęście, nie zawsze są zbieżne z moimi.

Czy tego nie powinien robić NFZ?

W większości państw w Europie publiczne fundusze czy kasy zdrowia opłacają standardowe procedury leczenia. W większym lub mniejszym zakresie, ale zawsze najnowsze czy eksperymentalne procedury wymagają czasu, by stać się częścią publicznej, bezpłatnej ochrony zdrowia. Życie i zdrowie osób cierpiących na nietypowe schorzenia nie może jednak czekać, więc taka fundacja jest niezbędna. Wsparcie państwowych spółek w postaci dofinansowania publicznych zbiórek będzie o niebo bardziej sensowne niż wydatki na fatalną antypromocję Polski uprawianą przez Polską Fundację Narodową.

W jakich sprawach pana poglądy „na szczęście” nie zawsze są zbieżne z tym, co myśli małżonka?

Ostatnio rozmawialiśmy dużo o antykoncepcji, edukacji i świadomości seksualnej. Żona przekonała mnie do tego, że edukacja i refundowana antykoncepcja jest lepsza niż pomysł tabletki „dzień po” dostępnej bez recepty.

Szanuję lewicę za to, że odrodziła się parlamentarnie dzięki temu, że połączyła w dialogu różne nurty lewicowości: społeczny progresywizm, socjalne wsparcie i wieloznaczną tradycję. To samo dzieje się w centrum, w postaci Koalicji Polskiej.

 Władysław Kosiniak-Kamysz

Czy chodzi o obowiązkową edukację seksualną w szkołach?

Tak, bo dzięki niej młodzi ludzie będą podejmować bardziej świadome decyzje. Są państwa, gdzie w szkołach jest przedmiot „Zdrowie”, czyli nauka higieny, edukacji seksualnej i zdrowego stylu życia. Myślę, że takie zajęcia są potrzebne, niezależnie od tego, jakbyśmy je nazwali.

Czy aktywne zaangażowanie żony w kampanię oznacza, że zamierza pan jako prezydent wspierać prawa kobiet?

Sam miałem okazję przygotowywać wiele ustaw, które wiązały się z poszerzeniem praw kobiet. Uważam, że kwestia wydłużenia płatnych urlopów macierzyńskich do 52 tygodni, z możliwością podzielnia tego okresu między rodzicami, to była rewolucyjna zmiana. Wiem, że dla wielu matek traumą był powrót do pracy po 4 miesiącach od urodzenia dziecka. Ważną kwestią są również nierówności płacowe pomiędzy kobietami i mężczyznami.

W europejskich statystykach w tym temacie wypadamy całkiem dobrze.

W badaniu Eurostatu została zbadana jedynie podstawa pensji, a w Polsce bardzo dużą część zarobków stanowią dodatki – wysługa lat, stażowe, dodatek funkcyjny. Kiedy weźmiemy je pod uwagę, to różnice płacowe robią się znacznie większe.

Nasz program, który ma silną nogę społeczną i wolnościową, chociażby w postaci dobrowolnego ZUS-u, pokazuje, że można łączyć tradycję z nowoczesnością.

Władysław Kosiniak-Kamysz

O równości będzie też świadczyć polepszenie dostępu do służby zdrowia, opieki dla dzieci i osób starszych. Sprowadzenie tego problemu do kwestii aborcji uważam za niezwykle ubogie.

Tu pojawia się kwestia wynagrodzenia za opiekę nad dziećmi.

Popieram ten pomysł, szczególnie w rodzinach wielodzietnych. Sam byłem propagatorem polityki rodzinnej i potrafię docenić dobry program w tym zakresie. Muszę pochwalić rząd PiS-u zarówno za 500 plus, jak i emeryturę dla matek, które wychowały co najmniej czwórkę dzieci. Ale są kobiety, które urodziły piątkę dzieci i mają dwadzieścia lat stażu pracy, a emeryturę dostaną taką samą. I to jest problem, bo ta polityka jest równa, ale niesprawiedliwa. Powinno istnieć jakieś zróżnicowanie w tym obszarze.

Program 500 plus, chociaż chwalony obecnie przez wszystkie opcje polityczne, nie zdołał zatrzymać kryzysu demograficznego w Polsce. Jaka jest pana odpowiedź w tej sprawie?

Wzrost dzietności, podobnie jak w przypadku rocznych urlopów dla rodziców, rzeczywiście był tylko chwilowy. Dobra koniunktura gospodarcza i rekordowa migracja pracowników z zagranicy sprawiły, że kryzys demograficzny nie odbił się na rynku pracy. Sytuacja może się jednak bardzo szybko zmienić w związku z międzynarodowym kryzysem gospodarczym wywołanym przez epidemię koronawirusa, co może ukazać prawdziwą skalę problemu demograficznego.

Żona przekonała mnie do tego, że edukacja seksualna i refundowana antykoncepcja jest lepsza niż pomysł tabletki „dzień po” dostępnej bez recepty.

Władysław Kosiniak-Kamysz

Co w związku z tym?

Polityka prorodzinna potrzebuje ciągłych impulsów. Po kwestii urlopów i 500 plus takim sygnałem musi być polityka mieszkaniowa. Z badań wynika, że brak możliwości posiadania lub wynajęcia własnego mieszkania jest obecnie największą przeszkodą w założeniu rodziny. Ja proponuję proste rozwiązanie, państwo finansuje wkład własny w wysokości 50 tysięcy złotych dla młodej pary na zakup pierwszego mieszkania, nie wnikając, czy mieszkanie jest z rynku pierwotnego, czy wtórnego, i w jakim banku zaciągany jest kredyt.

Następnie należy poprawić dostępność żłobków i przedszkoli, a także promować zatrudnienie na niepełnym etacie. W największym stopniu państwo powinno wspierać rodziny z trójką lub większą liczbą dzieci. Od tego momentu osiągamy zastępowalność pokoleń i nie powinniśmy tutaj szukać oszczędności.

PiS manipuluje, twierdząc, że opozycja chciałyby wycofać się z socjalnych rozwiązań obecnego rządu. To zwykłe kłamstwo. Ciągłość polityki rodzinnej jest kluczowa dla jej efektywności.

Na koniec chciałbym zapytać o politykę zagraniczną. Jaki kierunek działania jest dla pana najważniejszy?

Priorytetowa jest silna pozycja Polski w Unii Europejskiej. W przeciwnym razie dla nikogo nie będziemy partnerem, chociaż możemy być traktowani jak przyjaciel.

Ma pan na myśli sojusz polsko-amerykański?

Zawsze będziemy mieć przyjacielskie relacje z USA, ale partnerstwo wynika z naszej realnej siły, której nie sposób osiągnąć bez Unii Europejskiej. Im bardziej osiadamy na antypodach UE, tym bardziej uzależniamy się do Stanów Zjednoczonych. Uważam, że naszym celem powinno być zajęcie pozycji we Wspólnocie, którą zwolniła Wielka Brytania. Jeśli uda nam się odbudować pozycję w Unii, pozwoli nam to na podmiotowy sojusz polityczny i militarny z Amerykanami, a także na współpracę gospodarczą z Chinami.

Trzeba koniecznie zmienić politykę, w ramach której Polska ma embargo na eksport żywności do Rosji, a w tym czasie importuje stamtąd miliony ton węgla.

Władysław Kosiniak-Kamysz

Czy zajęcie pozycji Londynu w UE oznacza, że Polska miałaby zostać głównym hamulcowym integracji europejskiej?

W żadnym wypadku. W moim programie znajduje się postulat wpisania członkostwa Polski w UE do Konstytucji. Uważam, że Unia powinna mieć większe kompetencje na przykład w temacie zdrowia publicznego, ponieważ konieczna jest odbudowa europejskiego przemysłu farmaceutycznego i medycznego. Należy także wyrównać poziom opieki zdrowotnej w poszczególnych krajach UE.

Podejście obecnego rządu do Unii skończyło się porażką. PiS nie osiągnęło swoich celów w Europie, o czym w najbardziej symboliczny sposób świadczy głosowanie nad drugą kadencją Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Wtedy nawet Węgry zagłosowały wbrew stanowisku polskiego rządu. Nie bierzemy udziału w programie budowy europejskiego czołgu, bo obraziliśmy się na Francuzów. Straciliśmy również swój wpływ na politykę wschodnią, która była kiedyś naszą specjalnością.

W swoim programie pisze pan o pragmatycznym dialogu z Rosją. Co się kryje za tym określeniem?

Najkrócej – trzeba koniecznie zmienić politykę, w ramach której Polska ma embargo na eksport żywności do Rosji, a w tym czasie importuje stamtąd miliony ton węgla. To przecież absurd.

Chodzi mi również o ponowne otwarcie ruchu transgranicznego w obwodzie kaliningradzkim. Powinniśmy przy tym utrzymywać kontakty z rosyjską opozycją i przyciągać do siebie Białoruś. Im więcej jest napięć na linii Mińsk–Moskwa, tym bliżej będzie Łukaszence do Polski. Myślę, że Białoruś jest naszym często pomijanym, a bardzo ważnym sąsiadem, dlatego potrzebne jest nowe otwarcie w relacjach dwustronnych. Trudno obecnie liczyć na demokratyzację tego kraju, dlatego uważam, że musimy stanowić dla Mińska atrakcyjną alternatywę wobec Rosji.

Na pewno jedną z pierwszych odwiedzonych przeze mnie stolic byłby Kijów. Ze względu na coraz większą liczbę Ukraińców mieszkających w Polsce, ale także z powodów politycznych i historycznych. Uważam jednocześnie, że prawda o ludobójstwie na Wołyniu nie może zostać w żaden sposób zapomniana. Będę przekonywał prezydenta Zełeńskiego do ekshumacji i odpowiedniego upamiętnienia ofiar. Uważam, że ta sprawa musi być załatwiona, co będzie najlepszą, chociaż symboliczną ilustracją europejskich aspiracji Ukrainy, co jest przecież polską racją stanu.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 594

(24/2020)
26 maja 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj