Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Ameryka – dłużniczka...

Ameryka – dłużniczka czarnych. Recenzja filmu „Pięciu braci” w reżyserii Spike’a Lee

Dawid Dróżdż

Premiera „Pięciu braci” zbiegła się w czasie z największą od lat 60. falą antyrasistowskich protestów w Stanach. Spike Lee opowiada o wojnie w Wietnamie – nie oznacza to jednak, że jego analiza stosunków rasowych jest nieaktualna.

Jest październik 1965 roku. Pięciu amerykańskich żołnierzy przedziera się przez dżunglę w Phú Cường w Wietnamie Południowym. Wśród nich jest czarnoskóry osiemnastolatek. Pluton, do którego należy, został ostrzelany przez członków Wietkongu. Amerykanie chcą odeprzeć atak. Zostają jednak zaskoczeni – pod nogami żołnierzy ląduje granat. Osiemnastolatek rzuca się na niego, chwyta go w dłoń i przykrywa swoim ciałem, aby pochłonąć całą moc eksplozji. Ginie na miejscu. Pozostali żołnierze są uratowani.

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Nastolatkiem, który ocalił życie swoich kompanów, był Milton L. Olive. Pierwszy czarnoskóry uhonorowany Medalem Honoru – najwyższym odznaczeniem wojskowym w amerykańskiej armii. Hollywood nie zainteresowało się jednak historią heroicznego czynu Olive’a. Nie zrobiło filmu o nim ani o żadnym innym czarnoskórym bohaterze wojny w Wietnamie – mimo że stanowili oni aż 32 procent amerykańskiej armii.

Hollywood nie zainteresowało się historią heroicznego czynu Olive’a. Nie zrobiło filmu o nim ani o żadnym innym czarnoskórym bohaterze wojny w Wietnamie – mimo że stanowili oni aż 32 procent amerykańskiej armii.

Dawid Dróżdż

Zamiast tego mieliśmy gros białych bohaterów (lub antybohaterów) – między innymi Forresta Gumpa, Rambo, Rona Kovica z „Urodzonego 4 lipca”, Kurtza i Willarda z „Czasu apokalipsy”, sierżantów Barnesa i Eliasa z „Plutonu” czy szeregowego Pyle’a i sierżanta Hartmana z „Full Metal Jacket”.

Dopiero Spike Lee, reżyser konsekwentnie wypełniający misję oddawania głosu czarnym w kinie, poddaje rewizji wojnę w Wietnamie i przedstawia ją z perspektywy Afroamerykanów.

Wyprawa po kompana i… po złoto

Czterech czarnoskórych weteranów wojny w Wietnamie wraca po latach do Sajgonu (obecnie Hồ Chí Minh). Chcą odnaleźć szczątki – poległego na wojnie kompana – „walecznego” Normana (Chadwick Boseman), aby przewieźć je do Stanów i pochować je z należytymi honorami.

To jednak nie jedyny cel wyprawy weteranów. Podczas wojny Amerykanie płacili Wietnamczykom z Południa złotem za pomoc w walce przeciwko Wietkongowi. Piątka czarnoskórych miała je im przekazać – zdecydowali jednak zachować skarb dla siebie.

Spike Lee opowiada więc o wojnie w Wietnamie z dzisiejszej perspektywy – historia poszczególnych bohaterów mówi o traumie weteranów. W szerszym kontekście „Pięciu braci” problematyzuje z kolei relacje rasowe w Stanach.

Dawid Dróżdż

„Przejmiemy to złoto. Przejmiemy je za czarnych żołnierzy, którzy nie wrócili do domu. Za braci i siostry wyrwane Afryce i rzucone do Jamestown w Wirginii w 1619 roku. Damy to złoto naszym braciom” – mówi w retrospekcji z wojny Norman, który wpadł na pomysł przechwycenia złota. Żołnierze zakopali łup. Po wojnie nie udało im się jednak go odnaleźć – zgubili punkty orientacyjne, złoto na ponad pół wieku pozostało pod ziemią. Teraz podstarzali już weterani mają dokończyć misję – dzięki zdjęciom satelitarnym ustalili, gdzie powinno znajdować się złoto. Idą więc na poszukiwania w głąb dżungli.

Bohaterowie początkowo sprawiają wrażenie, jakby wyparli przeszłość – być może dlatego, że Hồ Chí Minh w ogóle nie przypomina Sajgonu, w którym walczyli przed laty. Ulice mienią się neonami, które oświetlają ekskluzywne hotele, drogerie z ubraniami czy McDonalda. Bohaterowie korzystają z uroków „nowego miasta” – popijają drinki, wywijają na parkiecie w lokalnej dyskotece, wspominają z rozrzewnieniem stare czasy. Film zaczyna się niemalże jak party movie, które zakończy się srogim kacem.

Dopiero przy spotkaniu bohaterów z lokalną społecznością ulatuje chilloutowy nastrój. Wówczas odzywa się bowiem obustronny resentyment. Przypadkowo napotkany Wietnamczyk oskarża jednego z bohaterów o morderstwo jego rodziców. Ten z kolei nie kryje nienawiści do „żółtków” – wojna naznaczyła go bowiem na całe życie. „Widzę duchy. Waleczny Norm nawiedza mnie prawie co noc” – przyznaje, gdy dostał wcześniej ataku paniki po dyskusji z Wietnamczykiem.

Wojna białych, w której ginęli czarni

Spike Lee opowiada więc o wojnie w Wietnamie z dzisiejszej perspektywy – historia poszczególnych bohaterów mówi o traumie weteranów. W szerszym kontekście „Pięciu braci” problematyzuje z kolei relacje rasowe w Stanach.

Amerykanie już w latach 50. wysyłali do Wietnamu Południowego żołnierzy, którzy wspierali Republikę Wietnamu w walce z komunistyczną Demokratyczną Republiką Wietnamu (Wietnamem Północnym wspieranym przez Związek Radziecki i Chiny). Prawdziwy napływ amerykańskich wojsk nastąpił w latach 60.

materiały prasowe Netflix

W Stanach buzowało wówczas od napięć rasowych – dopiero w 1964 roku prezydent Lyndon B. Johnson podpisał ustawę znoszącą segregację rasową. Niewiele to jednak zmieniło – czarnoskórzy nadal musieli walczyć o swoje prawa; lata dyskryminacji spowodowały, że byli w gorszej sytuacji ekonomicznej. Przekładało się to na możliwości rozwoju – czarni zamiast zdobywać wykształcenie i piąć się po szczeblach kariery zawodowej, pozostawali „zamknięci” w biednych dzielnicach zwanych czarnymi gettami, gdzie szerzyła się przestępczość. Dochodziły do tego silnie zakorzenione w społeczeństwie uprzedzenia rasowe.

Rząd chętnie wysyłał czarnych na front. Ponad 30 procent żołnierzy było czarnych – mimo że stanowili oni tylko 11 procent całego amerykańskiego społeczeństwa. Rasizm był w Wietnamie na porządku dziennym. Czarni często byli wysyłani na stracenie – na pierwszą linię frontu do bezpośredniej walki z wrogiem. Z powodu braku wykształcenia nie mieli szans na szybki awans w strukturach armii i bezpieczniejszą pracę administracyjną. Nie bez przyczyny wojna wietnamska jest więc nazywana „wojną białych, w której ginęli czarni”.

Welcome to the Jungle

Hollywoodzkie kino o wojnie w Wietnamie często romantyzowało ten okres w kontekście stosunków rasowych. Wystarczy przypomnieć scenę z „Forresta Gumpa”, w której tytułowy bohater niesie na rękach umierającego Bubbę, czarnoskórego przyjaciela. Rzeczywiście, z niektórych relacji czarnych weteranów wynika, że wojna w Wietnamie była dla nich wyzwoleniem z rasowych opresji. W sytuacji zagrożenia, będąc na froncie, kolor skóry przestawał mieć znaczenie. Żeby przetrwać, wszyscy musieli współpracować – biali i czarni stali się sobie równi. Wspomina o tym także jeden z bohaterów „Pięciu braci”, który mówi: „Kiedyś czarni coś znaczyli. Walczyliśmy razem. Tu, w tej przeklętej dżungli, zostaliśmy braćmi”.

Bohater „Pięciu braci” – jakkolwiek absurdalnie to brzmi – wspomina wojnę w Wietnamie z sentymentem, bo wtedy czuł się dla kraju ważny. Stany nie wynagrodziły mu jednak tej lojalności. „Wysyłacie 20 milionów czarnych na wasze wojny, każecie im zbierać waszą bawełnę, nie dając im w zamian nic. Prędzej czy później ich lojalność się skończy” – mówi Malcolm X, działacz na rzecz praw Afroamerykanów, w archiwalnej wypowiedzi z 1962 roku, którą Spike Lee przywołuje na początku filmu.

Weterani wojny w Wietnamie rzeczywiście są pozostawieni na pastwę losu. Rząd nie zapewnił im jakiegokolwiek bezpieczeństwa; oddanie narodowi nie przyniosło im żadnych korzyści. Jeden z bohaterów cierpi na ataki paniki, drugi kuleje – ma uszkodzoną jedną nogę; jeszcze inny jest zadłużony po uszy, nie ma pieniędzy na opłacenie hotelu.

Ponadto rząd amerykański nigdy nie przyczynił się do całkowitego zwalczenia dyskryminacji rasowej. Zinstytucjonalizowany rasizm jest nadal obecny, czego najświeższym przykładem jest morderstwo George’a Floyda. Nadużywanie władzy przez białych policjantów wobec czarnych, ale także surowsze traktowanie czarnych przez system karny, to stale powtarzające się procedery w Stanach.

Integracja rasowa na wojnie w Wietnamie była więc jedynie pozorna. W rzeczywistości potomkowie niewolników nigdy nie uwolnili się z roli przedstawicieli rasy podległej białym Amerykanom. Wiedzą o tym bohaterowie Spike’a Lee, którzy decydują się zawłaszczyć złoto – ma ono być dla nich rekompensatą za krzywdy wyrządzone przez kraj. „Giniemy za ten kraj od samego początku, w nadziei, że kiedyś zajmiemy należne nam miejsce. A oni tylko kopią nas w tyłek. Walić to! Ameryka jest naszą dłużniczką. To my stworzyliśmy tę dziwkę!” – mówi w jednej ze scen Norman.

Ameryka wczoraj i dziś

„Pięciu braci” nie jest jednak do końca udanym filmem. Fabuła jest rozwleczona – wiele scen nic nie wnosi do historii. Ponadto Lee zamiast skupić się na głównym wątku i rozbudowaniu psychologicznych portretów czterech bohaterów, wprowadza do filmu kolejne postacie – między innymi syna jednego z weteranów, który rości sobie prawo do części złota; byłą kochankę drugiego z weteranów czy Francuzkę, rozbrajającą miny w dżungli. Wielu bohaterów pozostaje dla nas anonimowa.

W sytuacji zagrożenia, będąc na froncie, kolor skóry przestawał mieć znaczenie. Żeby przetrwać, wszyscy musieli współpracować – biali i czarni stali się sobie równi. Wspomina o tym także jeden z bohaterów „Pięciu braci”, który mówi: „Kiedyś czarni coś znaczyli. Walczyliśmy razem. Tu, w tej przeklętej dżungli, zostaliśmy braćmi”.

Dawid Dróżdż

Film jest jednak ważnym dopełnieniem narracji o wojnie w Wietnamie z perspektywy, która dotychczas była przez mainstreamowe kino pomijana. Spike Lee w swoim stylu bywa kąśliwy i zabawny. Nie jest przy tym sentymentalny – nie opowiada o powrocie weteranów do miejsca traumy z nostalgią czy przesadną refleksyjnością. Zamiast tego mamy krytyczne spojrzenie na Amerykę (zarówno dzisiejszą, jak i tę z czasów wojny).

Po uszach dostają Lyndon B. Johnson i Richard Nixon, którzy dopuścili do interwencji militarnej Stanów w Wietnamie i lekceważyli społeczny opór. Reżyser krytykuje także administrację „prezydenta z ostrogą piętową” [1], który prowadzi antyimigrancką, ksenofobiczną politykę. Trump pojawia się w dialogach bohaterów nie przez przypadek. Aluzje do współczesności pokazują pewną ciągłość myśli realizowaną przez kolejne pokolenia rządzących. W kontekście relacji rasowych oznacza to, że Stany nie potrafią kulturowo uwolnić się od okresu niewolnictwa i segregacji rasowej, które determinują dzisiejszą kondycję Ameryki – kraju od wielu dekad stojącego w rozkroku pomiędzy republikańskim dążeniem do homogeniczności a marzeniem o równości, o którą walczą liberałowie, środowiska lewicowe i Afroamerykanie.

Przypis:

[1] Donald Trump w latach 60. cierpiał ponoć na ostrogę piętową. Dzięki tej dolegliwości został uznany za niezdolnego do wykonania służby wojskowej i uniknął wyjazdu do Wietnamu. Trump przejawiał wówczas lewicowe poglądy i był przeciwnikiem interwencji Stanów w Wietnamie.

 

Trailer:

 

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 597

(27/2020)
16 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj