Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Kanon lektur szkolnych...

Kanon lektur szkolnych nie ma znaczenia. I dobrze!

Zofia Majchrzak

W roku szkolnym 2020/2021 lekturą po raz pierwszy w polskiej szkole stanie się gra komputerowa. Czas odejść od jałowej krytyki lektur szkolnych i przejść do konstruktywnej rozmowy o treściach edukacyjnych dla młodzieży. To wymaga porzucenia idei kanonu, jaką znaliśmy dotychczas.

W liście do redakcji Jakub Banachowicz pisze, że „wielu uczniów w ogóle nie czyta lektur, opierając się na streszczeniach znalezionych w internecie, na lekcjach natomiast ze zniecierpliwieniem czeka na dźwięk dzwonka”. Jeżeli tak jest, to spór o konkretne pojawiające się i znikające z listy lektur pozycje jest w dużej mierze jałowy.

Dyskusja o kanonie lektur, szczególnie na poziomie licealnym, to stały element debaty publicznej. Żeby miała ona sens, powinniśmy najpierw zastanowić się nad tym, jaką rolę obecnie odgrywa on w szkolnictwie. Po pierwsze, musimy szczerze odpowiedzieć na pytanie: czy kanon lektur rzeczywiście kształtuje kulturowo młodych ludzi? W swoim tekście Banachowicz trafnie zauważa, że „kultura młodzieży ma zdecydowanie więcej wspólnego z serialami na Netflixie i z zagraniczną muzyką ze Spotify niż mesjanizmem Mickiewicza, «Weselem» Wyspiańskiego czy pieśniami patriotycznymi”. Ta myśl wymaga jednak uzupełnienia. Kultura młodzieży ma więcej wspólnego również z TikTokiem, animacją komputerową niż z opłakiwanymi przez wielu opowiadaniami Brunona Schulza i „Jądrem ciemności” Conrada, które zostały wycofane z listy.

Kanon lektur w obecnym kształcie nie utrwala dotychczasowego porządku. Prowadzi raczej do tworzenia się kontrkultury albo do obojętności młodych na kulturę. Nawet jeśli powierzyć tworzenie kanonu kompetentnym ekspertom i poddać go szerokiej konsultacji, nie zachęci on szerokiego grona młodzieży do czytania. Walka o kanon w znanej postaci to projekt krótkoterminowy, biorący pod uwagę perspektywę maksymalnie dziesięciu najbliższych lat. Dzisiejsza młodzież rzadko sięga po książki, jednak nie z powodu braku zainteresowania otaczającym ją światem. Kiedy istnieją inne środki przekazu, książki nie są już tak atrakcyjne i przestają stanowić podstawowy sposób przekazywania informacji.

Nawet jeśli powierzyć tworzenie kanonu lektur kompetentnym ekspertom i poddać go szerokiej konsultacji, nie zachęci on szerokiego grona młodzieży do czytania.

Zofia Majchrzak

Jeśli kanon nie jest czynnikiem wpływającym na kulturowe formowanie „pokolenia Z”, dlaczego debata na jego temat wciąż powraca i przybiera tak emocjonalne formy? Politycy zajmują się tą sprawą w całkowitym oderwaniu od jej realnego znaczenia dla systemu edukacji. Kanon lektur symbolizuje dla nich ogólny kierunek polityki kulturalnej. Jeśli dodać do listy wybór sielanek i liryki religijnej autorstwa Franciszka Karpińskiego, grupa rządząca zamanifestuje stanowisko w sprawie umacniania roli religii katolickiej w życiu Polaków. Kiedy ograniczyć czytanie „Ferdydurke” do fragmentów, władza wypowiada się na temat poglądów Witolda Gombrowicza i jego ambiwalentnego stosunku do ojczyzny.

Czas odejść od jałowej krytyki lektur i przejść do konstruktywnej rozmowy o treściach edukacyjnych dla młodzieży. To wymaga porzucenia idei kanonu, jaką znaliśmy dotychczas. W roku szkolnym 2020/2021 lekturą po raz pierwszy w polskiej szkole stanie się gra komputerowa – „This War of Mine”. Produkcja krajowego studia 11 bit studios opowiada o dramacie wojny z perspektywy cywilów i ma służyć jako punkt wyjścia do rozmowy o historii czy etyce.

Co ważniejsze, wprowadzanie gier komputerowych do systemu edukacji to symboliczny krok w stronę otwarcia się na nowe formy przekazu, które są bardziej atrakcyjne dla dzieci i nastolatków. Aby skutecznie przekazywać treści kulturowe najmłodszym pokoleniom, najpierw musimy zastanowić się nad dostosowaniem formy do ich potrzeb i przyzwyczajeń. Powstaje wiele gier, seriali, podcastów o tematyce mogącej stymulować młodzież. Na przykład emitowana przez Netflixa seria „Planet Earth” skłoniłaby do dyskusji na temat zmian klimatycznych i środowiskowych. Nie ma potrzeby tkwić w przekonaniu, że absorbcja wiedzy odbywa się jedynie poprzez czytanie książek, najlepiej w wersji papierowej.

Kolejne pytanie dotyczy samego istnienia kanonu. Spory o kanon świadczą o tym, że nie istnieje jeden zbiór książek powszechnie w Polsce czytanych i podziwianych. W zależności od poglądów i preferencji czytelników może on wyglądać bardzo różnie. Zamiast dążyć do stworzenia kanonu przez wielkie K, powinniśmy zachęcać młodych ludzi do obcowania z kulturą w sposób mniej arbitralny. Powinniśmy przestać roztrząsać kwestie miejsca poszczególnych pozycji na liście lektur i porozmawiać o jego poluzowaniu i przesunięciu większej odpowiedzialności za wybór lektur na nauczycieli i uczniów. Wymagałoby to zmian w formie egzaminów maturalnych. Zamiast być quizem ze znajomości imion i nazwisk bohaterów, matura musiałaby pozwalać uczniom analizować i wypowiadać się o tekstach kultury, które w szczególny sposób ich zafascynowały. To da się zrobić, egzaminy funkcjonują w taki sposób w systemie brytyjskim, a także jako część matury międzynarodowej.

Czas odejść od jałowej krytyki lektur i przejść do konstruktywnej rozmowy o treściach edukacyjnych dla młodzieży. To wymaga porzucenia idei kanonu, jaką znaliśmy dotychczas.

Zofia Majchrzak

Jest jeszcze jedna rzecz, która umyka nam w rozmowie o spisie lektur. Chodzi o sposób, w jaki rozmawia się o nich na lekcjach, a także o to, z jaką wiedzą po ich przeczytaniu zostają młodzi ludzie. Jest to bardzo ważna kwestia, szczególnie w atmosferze krytyki niektórych pozycji ze spisu lektur albo postulatów o usunięcie ze szkół tekstów takich jak „W pustyni i w puszczy”, które na fali amerykańskich protestów Black Lives Matter pojawiły się ostatnio w debacie publicznej. Zamiast usuwać, można dyskutować i wyjaśniać. Jeśli uczniowie szkoły podstawowej nie są gotowi na krytyczne odczytanie tekstu i pogłębioną rozmowę na temat postaci Kalego, Mei i okresu kolonizacji, to wystarczy omówić ją na późniejszym etapie edukacji. Analizując teksty kultury, musimy mieć na uwadze kontekst historyczny i społeczny, w którym powstawały i pamiętać, że tworzone i podziwiane dzisiaj dzieła za 50 lat mogą okazać się tak samo nieprzystające do nowej rzeczywistości.

Jak pisze w książce „Koniec pokoleń podległości” Jarosław Kuisz, generacja wychowana w Polsce Ludowej nazywa postawy odmienne od oczekiwanych „wykorzenieniem z Historii czy Narodu. Warto jednak zadać pytanie, czy naprawdę byłoby pożądane, aby w polskości nic się nie zmieniło”. Zmiana w rozumieniu polskości i podejściu młodzieży do kultury jest nieunikniona wraz z upływem czasu. Nastąpi niezależnie od tego, w jaki sposób rozwiążemy kwestię kanonu lektur. Jeśli uwzględnimy potrzeby „generacji Z” w naszym myśleniu o kulturze i systemie edukacji, mamy szansę wpłynąć na jej kierunek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 606

(36/2020)
19 sierpnia 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj