Natan Szczarański, rosyjski Żyd, spędził w latach siedemdziesiątych dziewięć lat w gułagu za „zdradę”, czyli za ujawnienie, jak reżim sowiecki prześladuje Żydów. W swych wspomnieniach opisuje, jak – jako jedyny Żyd w obozie – obchodził tam Chanukę. „Kiedy wytłumaczyłem, że jest to święto wyzwolenia narodowego […] moi przyjaciele [nieżydowscy współwięźniowie] postanowili obchodzić je wraz ze mną”. A gdy klawisze skonfiskowali mu chanukiję, Szczarański groźbą wszczęcia strajku głodowego wymusił jej zwrot.

Następnie zaś w obecności więźniów i klawiszy zapalił w niej świece i zmówił błogosławieństwa, dodając jedno dodatkowe, które akurat przyszło mu do głowy: „I niech nadejdzie dzień, gdy wszyscy nasi wrogowie, którzy dziś planują naszą zgubę, staną przed nami, usłyszą nasze modlitwy, i powiedzą: Amen!”. „Amen!”, odpowiedział odruchowo klawisz Osim.

W metaforze światła, które rozprasza ciemność i ją zwalcza, możemy się rozpoznać wszyscy, Żydzi i nie-Żydzi, wierzący i niewierzący. Dlatego właśnie zapalanie chanukiji stało się na całym świecie popularnym świętem żydowskim, otwartym na udział i na nadzieje wszystkich innych. Trudno o bardziej uniwersalny gest radości niż przekazywanie ognia, który pomnaża światło. I trudno o bardziej jednoznaczny zamach na ten gest niż próba ugaszenia tego ognia.

Poseł Braun swym gestem domknął swą duchową ewolucję. Zdążył w niej nawrzeszczeć na Polaków pomagających Żydom czy dążących do zgłębienia zła, które sprawiało, że inni Polacy ich mordowali, na Polaków pomagających Ukraińcom i na Polaków broniących się przed zarazą. Teraz po prostu opowiedział się po stronie prób ugaszenia nadziei. Nawet durny klawisz Osim by na taki pomysł nie wpadł.

Zaś gasząc – chce podpalić, tak jak wrzeszcząc, chciał zagłuszyć. Tylko od jego wyborców zależy, czy mu się to uda.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Wikimedia Commons.