Tygodnik „The New Yorker” zadebiutował 17 lutego 1925 roku, czyli dokładnie sto lat temu, i to wtedy rozpoczyna się jego biografia spisana przez Michała Choińskiego – amerykanistę, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego i stypendystę Fulbrighta na Uniwersytecie Yale. „W pierwszych latach działalności tygodnika wszystko kręciło się wokół Nowego Jorku. «To miasto jest jak poezja. Wiąże na tej małej wyspie wszystkie aspekty życia, wszystkie rasy i rodzaje ludzi. Dodaje do tego muzykę i akompaniament swojej wewnętrznej maszynerii» – pisał E.B. White w «Here is New York». Między 1925 a 1930 rokiem trzydzieści dziewięć tekstów zaczynało się słowami «New York» lub «New Yorker», a piętnaście «Manhattan» lub «Metropolitan». Reklamy tygodnika brzmiały: «Nowy Jork to nie miejsce na mapie, to nie miasto czy wyspa […]. ‘New Yorker’ to sposób myślenia i punkt widzenia»” [s. 32] – pisze autor.

Spacer po Nowym Jorku

Książka dotyczy więc nie tyle samego tygodnika, co tygodnika w najbardziej fascynującym mieście świata. Michał Choiński oprowadza nas po Nowym Jorku, opisując w najlepszym reporterskim stylu kolejne miejsca, w których umawia się ze swoimi bohaterami: kawiarnie, bary, restauracje, biura. Odwiedza też miejsca związane z tygodnikiem. Mamy tu słynny Hotel Algonquin na 44. ulicy, gdzie spotykali się ludzie kultury, nazywający się „Złotym Kręgiem”, by dyskutować, a – jak pisze Choiński – „ich przyjacielskie uszczypliwości szybko stały się legendą”. Stworzyli salon, w którym dobrze się bawili, i z którego wyłonił się „The New Yorker”. Możemy także oczami autora zobaczyć najwyższy wieżowiec miasta One World Trade Center, w którym obecnie znajduje się siedziba tygodnika (pierwsza była pod numerem 25 na 45. ulicy, cztery minuty piechotą z Hotelu Algonquin). To miejsce symboliczne dla miasta.

Choiński, pisząc o tygodniku, opowiada także historię Nowego Jorku, ale i świata, bo – o czym pisze – z czasem „New Yorker” przestał być lekko humorystycznym i ironicznym tygodnikiem skupionym na swoim mieście, a stał się jednym z najważniejszych magazynów świata, podejmującym najtrudniejsze tematy reporterskie, które milionom ludzi (i to pewnie nie przesada) przekazały coś, o czym inaczej mogliby się nigdy nie dowiedzieć.

Teksty, które zmieniły bieg historii

Kolejne rozdziały książki dotyczą esejów i reportaży opublikowanych w tygodniku, takich jak: „Cicha wiosna” Rachel Carson, „Hiroszima” Johna Herseya, „Eichmann w Jerozolimie” Hannah Arendt, „Z zimną krwią” Trumana Capote’a, „Od agresywnych propozycji do seksualnej napaści. Ofiary Harveya Weinsteina opowiadają swoje historie” Ronana Farrowa czy „Imperium bólu” Patricka Raddena Keefe’a. To tylko kilka najważniejszych wśród wielu innych, które stały się w XX czy już XXI wieku historyczne nie tylko dlatego, że opisywały najważniejsze wydarzenia, którymi wówczas żyło społeczeństwo amerykańskie, ale nierzadko same tworzyły historię, wpływając na bieg wydarzeń.

Książka jest zbudowana na zasadzie przeplatania się fragmentów dotyczących ważnych dla magazynu tekstów oraz takich, gdzie poznajemy wraz z autorem, podczas jego odwiedzin siedziby „New Yorkera”, kolejne działy tygodnika. Przedstawia nam on także postacie ważne w jego historii, jak choćby Josepha Mitchella, legendarnego już pisarza i dziennikarza, który przez kilka dekad zmagał się z blokadą pisarską, a mimo to przychodził codziennie do pracy i dostawał pensję. Bywało, że koledzy i koleżanki z redakcji przeszukiwali gabinet Mitchella, by sprawdzić, czy w koszu nie ma śladów jakichś prób jego pracy. Nie znajdowali niczego. Jednak redakcja wciąż dawała mu szansę. To jedna z tych historii, które najlepiej świadczą o etyce i podejściu do dziennikarzy w „New Yorkerze”. Poznajemy też kolejnych redaktorów naczelnych pisma. Zaczyna się od jego twórcy Harolda Rossa oraz najdłużej szefującego Williama Shawna. Później były krótkie kadencje Roberta Gottlieba i Tiny Brown. Od 1998 roku redaktorem naczelnym tygodnika jest zaś David Remnick. Choiński oprowadza nas po działach prozy i poezji, gdzie publikowali najwięksi, tacy jak John Updike, J.D. Sallinger, Vladimir Nabokov czy wspomniany już Truman Capote. W „New Yorkerze” publikowane były również teksty Polaków: Stanisława Lema, Wisławy Szymborskiej, Adama Zagajewskiego, Zbigniewa Herberta czy Olgi Tokarczuk. Dowiadujemy się też, jak powstają słynne newyorkerskie okładki, jak choćby ta z 1976 roku zatytułowana „Widok świata z Dziewiątej Alei” czy jedna z najlepiej znanych – z września 2001 roku, już po ataku na World Trade Center.

Dziennikarskie rzemiosło

Autor opisuje proces powstawania cotygodniowych numerów, a szczególnie reportaży. Biografia „New Yorkera” staje się momentami także świetną książką o dziennikarskim rzemiośle. Każdy reportaż to miesiące, a czasem i lata pracy. To dziesiątki ludzi, bo pracuje nad nim nie tylko sam autor, lecz także redaktorzy, robiąc czasem liczne poprawki – oraz chyba najsłynniejszy na świecie dział fact checkingu, którego pracownicy dzwonią do każdego bohatera, sprawdzają każdy fakt, datę, adres, nazwisko, każdy detal. To w końcu też duże pieniądze, które zostały zainwestowane w powstanie tekstów. Z nostalgią czyta się o etyce dziennikarskiej, rzetelności, dokładności, po prostu o dobrze wykonanej pracy. Zwłaszcza w czasach, gdy większość informacyjnych czy w teorii opiniotwórczych portali „wypluwa” dziennie setki tekstów bez wcześniejszego sprawdzenia w nich już nawet nie faktów i autentyczności bohaterów, ale błędów stylistycznych czy ortograficznych.

„The New Yorker. Biografia pisma, które zmieniło Amerykę” Michała Choińskiego to wynik długiej i wnikliwej pracy. Autor przeprowadził wywiady z ponad pięćdziesięcioma redaktorami tygodnika. Choiński to ponoć „jedyny Polak, któremu redakcja «New Yorkera» tak mocno uchyliła drzwi swojego świata”. I to widać. Książka jest rzetelna, dokładna, to „porządnie wykonana robota” – zgodnie z newyorkerskimi zasadami. To biografia pisma, ale też ludzi, którzy przez lata je tworzyli, i tych, którzy robią to do dziś. To biografia pewnego środowiska i wspólnoty idei.

Ronald Sukenick w książce „Nowojorska bohema” opisał postać szefa agencji reklamowej na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku tak: „Mieszka on w eleganckiej części miasta i ma otwarty kredyt u Abercrombiego i Fitcha [„Znany ekskluzywny dom towarowy w Nowym Jorku” – przyp. tłum. książki]; regularnie czytuje «New Yorkera», który jego zdaniem jest «naprawdę świetnym» pismem; słucha WQXR, stacji na UKF specjalizującej się w muzyce klasycznej, chodzi do Muzeum Sztuki Nowoczesnej i zdecydowanie woli francuskie «filmy» niż hollywoodzkie «ruchome obrazki»”.

Jak widać, kiedyś czytanie „The New Yorkera” było symbolem snobizmu. Dziś magazyn jest na pewno jednym z najlepiej znanych na świecie. W rankingach zajmuje wysokie miejsce, obok pozycji takich jak „National Geographic”, „Time”, „Vogue” czy „Rolling Stone”. Choć wydaje mi się, że gdyby przeprowadzono sondaż znajomości tytułów i autorów najsłynniejszych dla konkretnego magazynu, „The New Yorker” z pewnością by wygrał. Dziś nie łączy się już z zakupami w ekskluzywnym domu towarowym czy elegancką częścią miasta, a na pewno nie kojarzy się wyłącznie z Nowym Jorkiem. Jest czytany na całym świecie. Być może właśnie dlatego, że naturalnie kojarzy się właśnie z tego świata ciekawością.

Książka: 

Michał Choiński, „The New Yorker. Biografia pisma, które zmieniło Amerykę”, wyd. Znak, Kraków 2024.