Szanowni Państwo!

Osobę z przebodźcowaniem politycznym łatwo poznać po tym, że deklaruje przerzucenie zainteresowania z publicystyki i newsów na sztukę. Jednak, jak pokazuje często doświadczenie, osoba taka nie przestaje spalać się w sporach światopoglądowych i nie wygląda na wypoczętą.

Wytłumaczenie jest bardzo proste – ucieczka od wycieńczających, ale nieprzynoszących rozwiązania bojów o praworządność czy aborcję do galerii sztuki, teatrów i kin jest nieskuteczna. W galeriach i kinach też toczy się bój.

Po pierwsze, sztuka reaguje na problemy polityczne od zawsze. Podobnie – od zawsze polityka miesza się do sztuki. Tak było za czasów Juliusza Cezara, Władysława Gomułki czy Jarosława Kaczyńskiego. Teatr, kino, literatura czy malarstwo opowiadają o tym, co się dzieje w społeczeństwie, a więc poruszają kwestie, które mogą prowadzić do przebodźcowania: wpływ kleru na władzę, dyskryminacja różnych grup społecznych, uzależnienia czy zaślepienia ideami i postaciami. Osoba, która deklaruje, że nie śledzi polityki, w teatrze dostanie swoją dawkę politycznych dylematów czy deklaracji. W zależności od tego, czy przedstawienie jest lepsze, czy gorsze.

Po drugie, w czasach wzmożonej polaryzacji, sztuka stanowi łup dla polityków. Stąd odgórne ingerencje w twórczość artystek i artystów. W czasach PRL po prostu była cenzura, teraz są albo nie ma pieniędzy na stworzenie dzieła. Są też właściwe nominacje na stanowiska szefów instytucji kultury.

Skoro dzieje się to od zawsze, dlaczego akurat teraz piszemy o tym w nowym numerze „Kultury Liberalnej”? Bo w sztuce i polityce pojawiają się nowe tematy świadczące o specyfice aktualnych czasów. Podczas gdy media informacyjne skupiają się na szczegółach, które pojawiają się i znikają co kilka godzin, sztuka wydobywa z problemów społecznych i politycznych sedno. I tłumaczy je najczęściej z perspektywy jednostki, pozwalając poczuć ich siłę.

Współczesna sztuka polska pozwala sobie na wiele dzięki temu, że nie tylko artystom, ale i ludziom w ogóle więcej wolno w czasach wolności politycznej, ale i swobód obyczajowych. Niektórzy artyści żartowali, że PRL-owska cenzura zmuszała do większego kunsztu poprzez konieczność pisania, mówienia między wierszami. Teraz wolno wprost, co nie zawsze wychodzi na korzyść dziełu, wprowadzając do teatru czy filmu zbyt dużą dosłowność.

Z pewnością to jednak kwestia warsztatu i talentu twórcy, a nie wad wolności. Dobrą sztukę o osobach LGBT da się zrobić bez dosłowności i patosu. A może fakt, że te cechy są obecne w przedstawieniach, to efekt niedostatku wolności i odgadywania gustu oraz potrzeb instytucji finansujących sztukę?

Polaryzacja doprowadziła też do tego, że już nie kłócimy się o obrazę uczuć religijnych w przedstawieniach czy instalacjach, ale o to, jak wygląda budynek muzeum, w którym ma być prezentowana sztuka, jak w przypadku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Pisze o tym Krzysztof Ratnicyn w tekście o związkach sztuki z polityką. „W internecie i mediach wylała się ogromna liczba krytycznych i wręcz napastliwych komentarzy. W centrum uwagi była ohydna w opinii krytyków bryła MSN oraz Rafał Trzaskowski jako główny winowajca kształtu architektonicznego muzeum. To dość zabawne, bo przecież w minionych latach kłócono się raczej o przekaz płynący z różnych wystaw i prezentowanych tam dzieł. Weźmy choćby Dorotę Nieznalską i jej «Pasję» (przypomnijmy, że z inicjatywy posłów Ligi Polskich Rodzin, artystka została skazana na pół roku ograniczenia wolności i prace społeczne; później zaś ostatecznie uniewinniona w drugiej instancji, w 2010 roku)”.

„Każda sztuka jest polityczna. Tworzy przestrzeń do rozmowy o rzeczywistości, tożsamości, historii, idei i może to robić w sposób wyrazisty i czytelny, widoczny w geście artystycznym, ale także przez przemilczenie wybranych tematów. Twórczyń i twórców stanowczo apolitycznych najczęściej nie ma w mainstreamowym obiegu artystycznym” – pisze z kolei Sylwia Góra, szefowa działu literackiego „Kultury Liberalnej”.

Podaje historyczne i współczesne przykłady związku sztuki z polityką, wskazując na ich moc oddziaływania na debatę publiczną. Z jednej strony, obraz swastyki łączącej Władimira Putina i Angelę Merkel, który miał się pojawić na ostatnim biennale sztuki, przed odwołaniem kuratora pawilonu polskiego nominowanego przez PiS. Z drugiej, rzeźba „Wilgotnej Pani” stojąca w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, gdy dyrektorką tej instytucji była kontrowersyjna, deklarująca feministyczne wartości Monika Strzępka, prowokując do licznych komentarzy w mediach.

Zapraszam do czytania tych tekstów, a także innych, które publikujemy w nowym numerze. Życzę dobrej lektury,

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”