Berlińska Staatsoper to miejsce najodpowiedniejsze, żeby świętować setne urodziny „Wozzecka”. I na początek należy zapytać, czemu na taką okazję nie zaproponowano nowej inscenizacji, a jedynie odświeżono produkcję, która miała premierę w 2011 roku? Otóż dlatego, że klaustrofobiczna, mroczna i zarazem prosta inscenizacja Andrei Breth ma niezwykłą siłę oddziaływania. 

Utrzymany w konwencji psychologicznego realizmu teatr Breth w mocny i dosłowny sposób pokazuje bóstwo, przemoc i samotność w opresyjnym społeczeństwie, które doprowadzają wrażliwą jednostkę do załamania nerwowego. Breth zdaje się mówić jednym językiem z kompozytorem. Językiem muzycznym, który przejął od Schönberga – i jest on idealny do tak intensywnego emocjonalnie tematu. 

Mimo iż ten psychologiczny naturalizm Berga w postfreudowskich już czasach był dla wszystkich oczywisty, niektórzy próbowali mu zaprzeczać. Leopold Schmidt na łamach „Neues Berliner Tagenblatt” napisał: „Berg rozpaczliwie unika wszelkiej naturalnej ekspresji, a jego jedyną domeną jest absurd”.

Skandal, którego nie było

Po próbie generalnej „Wozzecka” konserwatywna prasa nie tyle przewidywała klapę, co chciała ją spowodować. Postarano się zatem sfabrykować skandal, którego w rezultacie nie było. Bowiem 14 grudnia 1925 roku liberalna i intelektualna publiczność operowa Berlina wyszła z teatru w większości dość entuzjastycznie nastawiona do nowego dzieła. 

Dalej u Schmidta czytamy: „Premierowa publiczność aż nazbyt wyraźnie składała się z zaproszonych gości i przyjaciół, którzy przybyli z Wiednia, aby jednoznaczną oceną umożliwić sukces. Dopiero zachowanie publiczności podczas kolejnych przedstawień, niezainteresowanej konkretną osobą ani stylem, pokaże, czy w «Wozzecku» możemy dostrzec urzeczywistnienie nowego artystycznego ideału naszych czasów”. No i faktycznie… „Wozzeck” to „dzieło o nieprzemijającej witalności”, jedyna opera atonalna, która znalazła swoje stałe miejsce w repertuarze. Choć robiono wiele, żeby tak się nie stało. 

Antysemickie berlińskie gazety przedstawiły Berga jako Żyda z Wiednia, co miało uzasadnić wątpliwości estetyczne wobec jego muzyki. Jednak nie były one estetycznej, lecz ideologicznej natury. Naziści odrzucili awangardę z powodu braku wykształcenia i poczucia niższości. Berg więc, z całą drugą szkołą wiedeńską, zaliczeni zostali w poczet „sztuki zdegenerowanej” [niem. Entartete Kunst]. 

Co zabawne, ta rzekoma trudność dodekafonii wydaje się nadal zniechęcać część publiczności do słuchania „Wozzecka”. A przez niektórych druga szkoła wiedeńska nadal, po stu latach, postrzegana jest jako muzyka współczesna. 

Wozzeck – tradycyjna awangarda

Wróćmy jeszcze na jeden cytat do krytyki muzycznej. Paul Zschorlich w „Deutsche Zaitung” pisał po premierze: „Dzieło Chińczyka z Wiednia, bo te masowe ataki i bitwy instrumentów nie mają nic wspólnego z muzyką europejską i jej rozwojem. Zadaję sobie tylko jedno pytanie: czy ci ludzie, którzy wczoraj bili brawo, to ci sami, którzy słuchają Mszy h-moll Bacha lub opery Mozarta? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to zdolność osądu tej publiczności dorównuje zdolności Tybetańczyków”. 

Ha! Zschorlich nie mógł sobie celniej strzelić w kolano retoryki, bo ten atonalny materiał dźwiękowy „Wozzecka” Berg uporządkował w pięcioczęściową suitę (akt 1), czteroczęściową symfonię (akt 2), zaś całość wieńczy passacaglia (akt 3).

Tylko przy najwyższej precyzji można osiągnąć w „Wozzecku” pełną ekspresję. Christian Thielemann nadał wszystkim kontrapunktom czytelność i lekkość, a jednocześnie orkiestra brzmiała  z rozmachem, czasem wręcz Mahlerowskim. 

Przy całej skuteczności obsady to Staatskapelle Berlin pod batutą Thielemana była gwiazdą wieczoru. Niemniej Simon Keenlyside stworzył poruszającą postać w tytułowej roli – jego Wozzeck poszturchiwany przez wszystkich dookoła stopniowo popada w obłęd. 

To idioci, z którymi się styka na co dzień, podrzynają gardło Marii. W tej roli wystąpiła Anja Kampe i zapewne pojawią się utyskiwania, że zabrakło w jej śpiewie miękkości, łagodności. Tak, to prawda, Kampe wyszła z paradygmatu wrażliwej Marii. Jest raczej Maryną – smutną, nieco ekscentryczną. Normalni ludzie – co doskonale pokazuje, że żadne z nich nie jest szalone z urodzenia.

Alban Berg „Wozzeck”

libretto: Alban Berg na podstawie tekstów Georga Büchnera

dyrygent: Christian Thielemann
reżyseria: Andrea Breth
soliści: Simon Keenlyside (Wozzeck), Andreas Schager (Tamburmajor), Florian Hoffmann (Andres), Wolfgang Ablinger-Sperrhacke (kapitan), Stephen Milling (doktor), Anja Kampe (Maria), Anna Kissjudit (Małgorzata); w pozostałych rolach: Friedrich Hamel, Dionysios Avgerinos, Stephan Rügamer

Chór Staatsoper Berlin i Staatskapelle Berlin

Recenzowany spektakl odbył się 21 grudnia 2025.

Cytaty z recenzji Paula Zschorlicha i Leopolda Schmidta przytoczono za tekstem Juliusa Kappa zamieszczonym w książce programowej spektaklu. 

 

Zdjęcia ze spektaklu: © Stephan Rabold