Od ataku terrorystycznego na nowojorskie World Trade Center w 2001 roku zaczęła się era wielkiego niepokoju, a następujący po dziesięcioleciach rozwoju i bezprecedensowego dobrobytu kryzys finansowy w 2008 roku i kolejne wstrząsy wprowadzały Zachód w poczucie rozedrgania, niemocy i dekadencji. Bezradność, brak wizji, a nawet elementarnej wyobraźni i postępująca pasywność w reakcji na zagrożenia – w tym otwarcie rzucane przez międzynarodówkę dyktatorów wyzwania – były odwrotnie proporcjonalne do posiadanego potencjału. Kluczową intencją zachodnich elit politycznych okazywała się zasadniczo niemrawa obrona status quo, sprowadzająca się do administrowania kryzysami, a najchętniej – przymykania oczu na problemy z nadzieją na ich przeczekanie lub przekazanie następcom. Odsuwanie jakichkolwiek zdecydowanych rozwiązań na przyszłość służyło temu, by za wszelką cenę uniknąć – realnych i wyobrażonych – kosztów politycznych. 

Zachód – Stany Zjednoczone po dyskredytacji neokonserwatywnego interwencjonizmu prezydenta George’a W. Busha – był zasadniczo reaktywny i niezdecydowany, a śmiałe projekty i inicjatywy geopolityczne zdawali się proponować i przejawiać od czasu do czasu jedynie nieliczni europejscy federaliści i niektórzy francuscy prezydenci. 

Na tym gruncie wyrosła neoimperialna, rewanżystowska polityka Rosji Władimira Putina cechująca się szeregiem agresji i awanturniczych interwencji zbrojnych – od Gruzji, przez Ukrainę, po Syrię i Afrykę. 

Truizmem będzie stwierdzenie, że prowokowała je mentalna słabość Zachodu. Przewaga Putina to przewaga woli – sprowadzająca się do jasnego zdefiniowania celów i przeciwnika, dokładnej analizy jego słabości, braku skrupułów w działaniu. Wiąże się z tym szybki i sprawny proces decyzyjny, gotowość do podejmowania ryzyka, a także – gdy konieczne – ponoszenia olbrzymich ofiar i kosztów. Zbrodnicze cele Putina mogą być nierealne, ale ich ostateczna realizacja zależy przede wszystkim od stopnia oporu stawianego przez oponenta i wyczerpania zasobów Kremla.

Słabości Zachodu

W tej geopolitycznej rozgrywce, którą należy traktować po prostu jak wojnę, strategicznym przeciwnikiem jest, jak określa to rosyjska propaganda – „kolektywny Zachód”. Zachód, którego problemy z jednością i spójnością Kreml umiejętnie rozgrywa. Wspomniana różnica potencjałów oznacza skupienie się na dywersji ideologicznej i informacyjnej, działaniach agenturalnych i niszczeniu wroga od wewnątrz. 

Pomimo teoretycznej świadomości tego rodzaju zagrożeń, ochrzczonych mianem „wojny hybrydowej”, świat Zachodu wciąż nie ma na nie odpowiedzi. 

System demokratyczny ze swoim pluralizmem interesów i opinii, różnorodnością aktorów, rządami prawa, szukającymi taniej sensacji mediami, podatnymi na manipulację społeczeństwami i krótkoterminowymi cyklami politycznymi jest ze swojej natury podatny na wykorzystywanie własnych zasad i cech przeciwko sobie.

Niesławna wizyta ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu na początku 2025 roku to symboliczny moment w historii. Od tego czasu Stany Zjednoczone rozpoczęły realizację koncepcji polityki transakcyjnej skupionej na własnych, wąsko rozumianych interesach gospodarczych. Ciągłość tej polityki i relacje z sojusznikami schodzą na drugi plan, co tylko potwierdza ogłoszona niedawno nowa Strategia Bezpieczeństwa USA. Zakłada ona całkowitą dominację Amerykanów na zachodniej półkuli (patrz – los uzurpującego sobie władzę prezydencką w Wenezueli Nicolasa Maduro) oraz definiuje Unię Europejską nie jako sojusznika, lecz konkurenta. Jednocześnie jako coraz mniej jasny i chimeryczny jawi się stosunek USA do Chin. To z kolei wymusza transformację Europy w kierunku globalnego gracza, który na poważnie weźmie odpowiedzialność przynajmniej za własne bezpieczeństwo. Alternatywą jest dalsza marginalizacja – polityczna, demograficzna, militarna i gospodarcza – Starego Kontynentu. 

Paradoksalnie – w dużej mierze działania te będą stanowiły realizację postulatów Donalda Trumpa związanych z upodmiotowieniem europejskich krajów NATO i ich poziomem wydatków obronnych. W tym miejscu należy przyznać rację Francuzom, zwracając także historycznie uwagę na poniekąd słuszną intuicję nieufnych wobec USA i relacji transatlantyckich gaullistów, którzy od lat pięćdziesiątych XX wieku realizowali politykę, którą dziś określilibyśmy mianem strategicznej autonomii

Warto też przypomnieć wydarzenia związane z kryzysem sueskim w 1956 roku, w którym administracja prezydenta Dwighta Eisenhowera wystąpiła przeciwko swoim sojusznikom – Wielkiej Brytanii i Francji. Europejskie mocarstwa przeprowadziły wówczas militarną interwencję w Egipcie w odpowiedzi na nacjonalizację kanału sueskiego. USA – w imię zachowania wiarygodności w świecie arabskim i przeciwdziałania rosnącym w nim wpływom Związku Radzieckiego – potępiły inwazję na Suez wspólnie z ZSRR. Europejscy interwenci pod nieoczekiwanym naciskiem politycznym i finansowym USA musiały się wycofać. 

Francuzi i Brytyjczycy wyciągnęli z tego odwrotne wnioski. Paryż wycofał się ze struktur wojskowych NATO, nigdy nie pozbywając się resentymentu wobec Amerykanów, a Londyn postawił na rozwój wyjątkowo bliskich relacji sojuszniczych z USA. Brytyjczycy upatrywali w tym szansę na zwiększenie swoich wpływów (jednocześnie dekadę później symbolicznie mszcząc się na Amerykanach, odmawiając jakiegokolwiek zaangażowania w wojnę w Wietnamie).

Nowe Stany Zjednoczone Europy

Trudno przecenić znaczenie Ukrainy i skutków rozpętanej przez Rosję wojny dla przyszłego porządku świata. 

Zwycięstwo Ukrainy będzie zwycięstwem wolnego świata nad sojuszem autokratów, którzy na gruzach liberalnego porządku chcą podzielić się strefami wpływów. 

To jednocześnie szansa na wyrwanie się z marazmu i dekadencji, na przywrócenie pewności siebie Europie i ukonstytuowanie jej nowej, niezależnej roli jako istotnej strażniczki ładu opartego na zasadach (tak zwanego rules-based order), do których należą prawo międzynarodowe i nienaruszalność granic. Nie mówiąc już o bezpośrednim zagrożeniu dla Polski, Europy i wschodniej flanki NATO. Alternatywą jest kolejna odsłona niesławnego koncertu mocarstw. Pierwsze skrzypce będzie w nim grała brutalna siła wykorzystywana do narzucania eksploatacji surowcowo-gospodarczej i podnoszenia prestiżu stosujących ją rządów (a tak naprawdę pompowania ego kapryśnych przywódców). Słowem – neokolonializm i to nieskrywany już nawet pod płaszczykiem jakiejkolwiek misji cywilizacyjnej. 

Europa potrzebuje dziś wizji, której zwieńczeniem mogą być postulowane przez Winstona Churchilla Stany Zjednoczone Europy – rozumiane jako nowy, w pełni opierzony, dynamiczny podmiot polityki międzynarodowej. Z potencjałem wojskowym pozwalającym nie tylko na zapewnienie bezpieczeństwa na kontynencie, lecz również obecność globalną.

Drogą do niej jest przyspieszona i pogłębiona integracja europejska. Z komponentami takimi jak ogólnoeuropejskie wybory, konstytucja i znacząco uproszczony system instytucjonalny przewidujący kluczową rolę Parlamentu Europejskiego oraz powołanie europejskich sił zbrojnych. Unia Europejska powinna radykalnie ograniczyć krępujące konkurencyjność regulacje wciąż istniejących barier na wspólnym rynku oraz postawić na rozwój przedsiębiorczości i innowacji, które będą stanowiły odpowiednio silny bodziec rozwojowy – na co wskazuje między innymi głośny raport Mario Draghiego, jak też inicjatywy deregulacyjne rodzimego biznesu (projekt Sprawdzamy.pl). 

Ujarzmienia wymagają także skrajne, nacjonalistyczno-populistyczne siły polityczne, wykorzystywane przede wszystkim przez Rosję i Chiny do rozsadzania Europy od środka. Kraje takie jak Francja i Rumunia potrafiły ostatnio spacyfikować rodzime siły prokremlowskie. Skazanie liderki francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen za malwersacje finansowe wykluczyło ją z udziału w wyborach głowy państwa. Na podstawie rosyjskiej ingerencji w kampanię wyborczą Rumunia unieważniła pierwszą turę wyborów prezydenckich. Prorosyjski kandydat Calin Georgescu otrzymał zarzuty karne i został wykluczony z udziału w wyborach. Służby antykorupcyjne, odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i instytucje wymiaru sprawiedliwości zadziałały w tych krajach skutecznie. W Polsce konieczna jest delegalizacja partii Grzegorza Brauna i ruchu „obrońców granic” Roberta Bąkiewicza, których działalność stoi w rażącej sprzeczności z konstytucją. 

Niepokojące nastroje antyunijne w dużym stopniu nie są organiczne, ale kreowane i podsycane propagandowo i dezinformacyjnie przy sporym zaangażowaniu obcych sił. Może pomóc skanalizować je także aktywna, energiczna narracja proeuropejska uzupełniająca przemianę Wspólnoty z tytana regulacji w siłę wspierającą przedsiębiorczość, innowacje, inwestycje i obronę. 

Integrująca się na nowo Europa zdecydowanie powinna obejmować Wielką Brytanię i Ukrainę, a korzyści z członkostwa powinny być maksymalizowane dla wszystkich krajów członkowskich i ich obywateli. Zarysowane wyżej procesy integracyjne i wzmacniające UE oraz walka z Rosją muszą być prowadzone równolegle. Trudno sobie wyobrazić sukces europejskiego projektu bez Ukrainy i demonstracji siły, jaką będzie jej zwycięstwo i akcesja. Wielkim projektem rozwojowym – powtarzającym sukces planu Marshalla – może stać się wkrótce jej odbudowa.

Wojna z Rosją nie ma cudownego rozwiązania dyplomatycznego. To iluzja, o której mówi od 2022 Wołodymyr Zełenski i ukraińska dyplomacja. 

Szkodliwym mitem jest także to, że tej wojny nie da się wygrać.

Przyjrzyjmy się zatem jakie instrumenty – hasłowo – mogą zostać zastosowane przez Europę w tym celu i pokuśmy się o zarys planu zwycięstwa. 

W ramach europejskiego planu zwycięstwa dla Ukrainy można wyróżnić kilka podstawowych płaszczyzn: przemysłowo-zaopatrzeniową, finansowo-sankcyjną, wojskową, energetyczną, dyplomatyczną i instytucjonalną. 

Obszar przemysłowo-zaopatrzeniowy

Ukrainie należy zapewnić pełen dostęp do danych wywiadowczych, łączności satelitarnej oraz jak najszybsze i najdalej idące dostawy sprzętu wojskowego. 

Z naciskiem na samoloty myśliwskie, artylerię, rakiety dalekiego zasięgu i obronę przeciwlotniczą. Fundamentalne znaczenie mają przy tym zużywane w ogromnych ilościach amunicja i pociski rakietowe. Zachodnie uzbrojenie musi być przy tym pozbawione jakichkolwiek ograniczeń w zakresie jego użycia. 

Należy stworzyć program inwestycji w ukraińskie przedsiębiorstwa i inicjatywy obronne. 

Oraz w producentów technologii tak zwanego podwójnego zastosowania. Z naciskiem na innowacyjne technologie w dziedzinie między innymi dronów i pojazdów autonomicznych, technologii rakietowych i walki radioelektronicznej. Celem jest nie tylko wsparcie Ukrainy, ale i transfer technologii na Zachód, by rozwijać własny potencjał. 

Kolejny punkt to kontynuacja „inicjatywy czeskiej” w dziedzinie amunicji – szeroki, interwencyjny skup wszelkiej możliwej, przydatnej amunicji i broni produkcji radzieckiej i rosyjskiej na całym świecie na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy.

Należy dokonać przeglądu krytycznych technologii, komponentów i surowców strategicznych w zakresie, w którym Europa polega na dostawcach z USA i innych krajów w celu rozpoczęcia prac nad ich zastąpieniem. W zakresie surowców normuje to już unijna regulacja Critical Raw Material Act, wyzwaniem pozostaje jednak eksploatacja (otwarcie) istotnych złóż na poziomie państw członkowskich i wsparcie innowacji technologicznych pozwalających potencjalnie na uniezależnienie od niektórych materiałów.

Potrzebne są radykalne inwestycje w zwiększenie europejskich zdolności obronnych. 

Szczególnie w dziedzinie dronów i robotyzacji, artylerii i artylerii rakietowej, amunicji, lotnictwa, obrony przeciwlotniczej, walki radioelektronicznej, łączności i technologii satelitarnych. Reindustrializacja i wykorzystanie istniejącego potencjału przemysłu maszynowego i motoryzacyjnego (z uwzględnieniem cierpiących na spadek zamówień niemieckich fabryk samochodów) w kierunku zbrojeniowym. Doświadczenia ukraińskie determinują także zasadność wydłużenia resursów użytkowania oraz szerokiego magazynowania i konserwacji wycofywanego z użytku sprzętu – co w przypadku konfliktów o dużej intensywności ma kardynalne znaczenie. Gdyby zadbano o to wcześniej, starsze, lecz nadal bardzo wartościowe na współczesnym polu bitwy systemy uzbrojenia takie jak samoloty myśliwsko-uderzeniowe Tornado (wycofane między innymi przez Royal Air Force) mogłyby zostać przekazane ukraińskim siłom powietrznym.

Ostatni punkt to integracja krajowych przemysłów obronnych i unifikacja (redukcja) wykorzystywanych typów uzbrojenia. Proces ten – przy założeniu istotnego wzrostu nakładów obronnych w Europie i szerokich programów zakupowych – może być korzystny producentów z państw członkowskich. Redukcji muszą ulegać dublujące się europejskie programy rozwojowe dotyczące tych samych typów platform, w miejsce których należy promować specjalizacje przemysłów obronnych poszczególnych krajów.

Obszar finansowo-sankcyjny

Tu konieczne jest wykorzystanie już zamrożonych funduszy i konfiskata wszelkich możliwych rosyjskich aktywów państwowych i biznesowych – o ile nie służą wspieraniu rosyjskiej, antykremlowskiej opozycji – i przeznaczenie ich na finansowanie wysiłku wojennego. Zagwarantowanie Ukrainie przynajmniej wyrównania finansowego pomocy udzielanej dotąd przez USA.

Trzeba też domknąć dziurawy system sankcyjny. 

Wyeliminować powszechnie znane luki prawne oraz proceder wykorzystania pośredników z krajów trzecich i wprowadzić całkowite embargo na handel (w tym dostawy surowców energetycznych do Europy) z Rosją i Białorusią. Krajom umożliwiającym obchodzenie sankcji (takim jak Kazachstan i Kirgistan) należy postawić ultimatum: handel i współpraca z Rosją lub z Europą. Odpowiednich nacisków i zachęt będą wymagały także relacje z Turcją i Indiami. Chodzi o stanowcze egzekwowanie sankcji wobec mieszczących się tam instytucji finansowych, jak również spółek-córek zachodnich firm umożliwiających obchodzenie sankcji. Metody siłowe są z kolei konieczne do walki z tak zwaną flotą cieni – statków eksportujących rosyjskie paliwa kopalne. 

Obszar wojskowy

Pierwszy punkt w tym obszarze to rozwój wojskowego potencjału nuklearnego i objęcie francusko-brytyjskim parasolem atomowym Europy i Ukrainy (na wypadek użycia przeciwko niej broni nuklearnej). Wobec pogwałcenia memorandum budapesztańskiego (w związku z którym Ukraina dobrowolnie przekazała Rosji 176 poradzieckich międzykontynentalnych pocisków balistycznych i 6 tys. głowic jądrowych) 

– rozpoczęcie debaty o wyposażeniu Ukrainy w broń nuklearną. 

Oczywiście, jest to bardzo daleko idący postulat, ale wydaje się, że tak uzbrojona Ukraina gwarantowałaby swoje istnienie, jednocześnie neutralizując groźbę użycia broni atomowej przez Rosję (co pozostawało dotąd głównym – i niestety skutecznym – straszakiem na kraje takie jak USA i Niemcy). 

Kolejna sprawa to „zamknięcie nieba”, czyli ustanowienie tak zwanej strefy zakazu „obcych” lotów nad Ukrainą skutkującego zestrzeliwaniem z terytorium krajów UE rosyjskich rakiet, dronów i samolotów. Działanie to – w obliczu sporadycznie spadających na terytorium UE rakiet lub ich szczątków przelatujących nad Ukrainą – powinno być zakomunikowane Rosjanom jako konieczne dla bezpieczeństwa Europy.

Należy powołać – we współpracy z Siłami Zbrojnymi Ukrainy – Legion Ukraiński w Europie. 

Wymaga to odpowiedniego finansowania i wynagrodzenia dla europejskich i ukraińskich ochotników. A także zachęt w postaci przyznawania obywatelstwa UE rekrutowanym na terenie Unii Ukraińcom i ich najbliższym. Szeroką akcję rekrutacyjną można przeprowadzić wśród europejskich żołnierzy w stanie spoczynku, w tym weteranów wojennych. Kompleksowym wsparciem powinni być objęci powracający z Ukrainy weterani i ich rodziny. Kluczowe są odpowiednie zachęty. 

Kolejny punkt to utworzenie komponentu lotniczego do walki w Ukrainie złożonego z europejskich (i innych) pilotów w stanie spoczynku i personelu naziemnego. Można to zrobić, nie przystępując oficjalnie do wojny. Warto mieć w tym punkcie na uwadze kremlowskie „zielone ludziki”, które zajęły Krym, żołnierzy z Korei Północnej walczących przeciwko Ukrainie, a historycznie również – interwencję „ochotników” chińskich w czasie wojny w Korei. Ukraina już w 2022 roku powołała Legion Cudzoziemski. Bardzo potrzebna jest obsługa i piloci myśliwców. Ich szkolenie jest procesem kosztownym i bardzo czasochłonnym.

W obszarze wojskowym ważny jest też oficjalny, szeroko zakrojony program szkoleń i współpracy pomiędzy wojskami państw europejskich a siłami ukraińskimi. Ukraińcy posiadają unikalne doświadczenia z przechodzącego właśnie transformację współczesnego pola bitwy. Niestety, według dostępnych informacji, polska armia do ich wykorzystania – nawet w zakresie medycyny taktycznej i działań polskich ratowników bojowych – podchodziła dotąd sceptycznie. To samo dotyczyło taktyki zastosowania dronów, w tym najbardziej masowych dronów FPV (first person view). Powoli się to zmienia – zwłaszcza po ostatnich atakach rosyjskich dronów w Polsce – ale nadal w stopniu dalece niewystarczającym. Deklaracje na poziomie politycznym, a ich implementacja to dwie rozchodzące się rzeczywistości.

Ostatnia sprawa w tym obszarze to dyslokacja poważnych sił (zwiększenie obecności) krajów zachodnioeuropejskich na północą (arktyczną) i wschodnią flankę NATO – od Rumunii, przez Polskę, do krajów bałtyckich.

Obszar dyplomatyczny

Tu wymienię cztery punkty. Pierwszy to ścisła współpraca wojskowa i gospodarcza z Wielką Brytanią, Norwegią, Kanadą, Australią, Japonią, Koreą Południową i innymi krajami demokratycznymi zainteresowanymi zwycięstwem Ukrainy. Rozwinięcie współpracy przemysłowo-obronnej przy jednoczesnym zniesieniu klauzul zakazujących reeksportu w wypadku dokonywanych zakupów. Bardzo istotne jest także zabezpieczenie dostaw strategicznie istotnych surowców – spopularyzowanych ostatnio w debacie publicznej metali ziem rzadkich. 

Punkt drugi to wsparcie rosyjskiej opozycji demokratycznej.

Z długofalową intencją kreowania kadr dla przyszłego prozachodniego rządu w Rosji oraz wsparcie ruchów odśrodkowych i antykolonialnych w rosyjskich republikach. Kontynuowane i rozwijane musi być także wsparcie dla opozycji białoruskiej. Znanym faktem jest ich atomizacja, niemniej – pod warunkiem jasnego uznania integralności terytorialnej Ukrainy – wspierać należy nie tylko ośrodki polityczne, ale również medialne i inicjatywy obywatelskie oraz paramilitarne (jak ochotnicze jednostki rosyjskie i białoruskie walczące po stronie Ukrainy). 

Po trzecie, ważne jest szerokie, dyplomatyczne i finansowe wsparcie prozachodnich sił politycznych i ruchu protestu w Gruzji. Dążenie do zmiany władzy w Gruzji, następnie wzmocnienie jej sił zbrojnych i włączenie jej w struktury europejskie. Czy zaangażowana w Ukrainie Rosja byłaby w stanie utrzymać zagrożoną deokupacją Abchazję i Osetię Północną? 

Po czwarte, należy aktywnie przeciwdziałać (wywiadowczo, dyplomatycznie, gospodarczo, poprzez doradców wojskowych etc.) wpływom Rosji w krajach trzecich (w tym na Bałkanach, w krajach afrykańskich i na Bliskim Wschodzie), w których próbuje ona zaznaczyć i poszerzyć swoją obecność. Misje stabilizacyjne, wspieranie sił prozachodnich, programy inwestycyjne i rozwojowe stanowiące zachęty do współpracy dla miejscowych elit i ludności. 

W obszarze energetycznym wystarczy wymienić spotęgowane inwestycje w niezależność energetyczną Europy. Reaktywację i rozwój energetyki atomowej. W dziedzinie energii odnawialnej – sieci przesyłowe i magazyny energii.

Obszar instytucjonalny

W tym obszarze ważne są trzy punkty. Po pierwsze, radykalne wzmocnienie instytucji i programów służących walce z dezinformacją, propagandą i szeroko rozumianymi zagrożeniami hybrydowymi (takich jak East StratCom Task Force) ze strony Rosji i jej sojuszników. 

Po drugie, wzmocnienie roli Europejskiej Agencji Obronnej, by mogła realnie nadzorować i koordynować wyżej wymienione działania w zakresie obronności, bezpieczeństwa i współpracy przemysłowej. 

Po trzecie, powołanie Europejskich Sił Zbrojnych.

Oraz ustanowienie europejskiego odpowiednika artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego obligującego sygnatariuszy do wspólnej obrony zaatakowanej strony. W wariancie optymalnym – z uczestnictwem wiodących, pozaeuropejskich krajów demokratycznych (połączonych siecią sojuszy). Rodzi to ryzyko zanegowania roli NATO, niemniej powinno służyć jego uzupełnieniu, wychodząc naprzeciw realiom, w których Sojusz i gwarancje w jego ramach coraz częściej kontestowane są w Białym Domu.

Powyższe działania mają niewątpliwie ambitny i dalekosiężny charakter. Jednak kluczowe jest to, że są one możliwe bez formalnego wysłania tysięcy europejskich żołnierzy na terytorium Ukrainy. Takie podejście może ułatwić pozyskanie poparcia politycznego w poszczególnych krajach członkowskich UE. 

Z kolei – będące dziś podstawową kością niezgody – gwarancje jej bezpieczeństwa można traktować jako wtórne do przywrócenia integralności terytorialnej Ukrainy i jej akcesji do UE. Logicznie rzecz biorąc, najpierw należy jednak wygrać wojnę. W wersji maksymalnej – przywrócić granice Ukrainy sprzed inwazji w 2014 roku. W minimalnej – zachować jej pełną suwerenność na kontrolowanych terytoriach.

Przejąć inicjatywę od Rosji

Zdaję sobie sprawę, że postulaty te wymagają znaczącej woli politycznej, poważnych nakładów i przeprowadzenia wielu analiz. Trzeba wyznaczyć priorytety, a poszczególne działania będą miały różny horyzont czasowy i stopień prawdopodobieństwa realizacji. Spotkają się również z kontrowersjami i przeciwdziałaniem drugiej strony i jej ośrodków wpływu. Co istotne jednak – już samo ich poważne sformułowanie i rozpoczęcie przygotowań do implementacji określonych z nich będzie przyczyniać się do wzmocnienia morale Ukrainy, Europy i potęgować zaniepokojenie na Kremlu. 

Logika reaktywnego działania i „zarządzania eskalacją” skazuje Ukrainę na kroplówkę zachodniej pomocy i wieczny konflikt. Należy przejąć inicjatywę, poprzez zaspokojenie realnych potrzeb frontowych i odstraszanie Rosji poprzez własne zdolności. 

Jednocześnie już same znaczące dostawy sprzętu wojskowego mogą w istotny sposób wpłynąć na sytuację frontową, przenosząc nacisk z Ukraińców na okupantów. 

Po pierwsze, jeśli Ukraina będzie dysponowała flotą dwustu nowoczesnych myśliwców wyposażonych w wystarczającą liczbę rakiet, w tym dalekiego zasięgu, zyska przewagę w powietrzu, a Rosja najprawdopodobniej nie będzie w stanie utrzymać jej nawet na własnym terytorium. 

Po drugie, jeśli liczebność artylerii rakietowej zostanie kilkukrotnie powiększona (Ukraińcom przekazano dotąd najpewniej – szacunkowo – 65–80 systemów HIMARS/MLRS), a ograniczeniem przestanie być dostępność rakiet dalekiego zasięgu, rosyjskie pozycje będą systemowo równane z ziemią. Magazyny, składy uzbrojenia i amunicji będą musiały zostać odsunięte tak daleko, że zaopatrzenie ich wojsk na linii frontu może stać się dramatycznym problemem. Rosyjskie zakłócanie ograniczyło skuteczność (celność) tej broni, ale w istotnym stopniu może być ona rekompensowana – obok kontrzagłuszania – przez liczbę wystrzeliwanych pocisków.

To tylko dwa przykłady ilustrujące realną, fundamentalną różnicę, do jakiej możemy doprowadzić, zapewniając Ukrainie odpowiednie wsparcie. Tym samym przybliżając perspektywę zwycięstwa. 

Last but not least, poczucie silnego wsparcia ze strony Europy i sukcesy na froncie mogą przyczynić się do złagodzenia poważnych problemów armii ukraińskiej z werbunkiem i dezercją.

Rachunek kosztów 

Koszty związane z przedstawionymi działaniami można traktować – obok elementarnej inwestycji w bezpieczeństwo kontynentu i ubezpieczenie od militarnych zagrożeń – jako w pewnym stopniu przejściowe i służące przyszłym zyskom związanym z powojennym boomem. Odbudowa Ukrainy będzie prawdopodobnie wiązać się z unormowaniem cen energii, poszerzeniem wspólnego rynku, rozwojem nowych technologii (czego przykładem mogą być innowacje ery zimnej wojny i izraelski, związany z sektorem zbrojeniowym, model start-up nation).

Wartym rozważenia elementem – i kolejną izraelską inspiracją – może być także wprowadzenie (przywrócenie) szerokiego, inkluzywnego poboru do wojska dla każdej płci przynajmniej przez część krajów UE, w szczególności na wschodniej flance. 

Powinno wiązać się to z godnym wynagradzaniem zasadniczej służby wojskowej i możliwością atrakcyjnej kariery w siłach zbrojnych. 

Ułatwieniem zdobywania dobrego wykształcenia, nabywaniem wartościowych także na cywilnym rynku pracy kompetencji oraz społecznym prestiżem samej służby.

Jedną z myśli przewodnich niniejszej koncepcji jest doprowadzenie do wymuszonego rozciągnięcia strategicznego Rosji. Ograniczone zasoby tego kraju nie pozwalają na realną konkurencję i skuteczne przeciwdziałanie w warunkach odbywającego się na wielu frontach starcia i globalnego „podminowywania” jej szeroko rozumianych aktywów. 

Ostatecznym, długofalowym i wydającym się dziś bardzo śmiałym celem powinna być implozja niewydolnego i sukcesywnie kompromitowanego reżimu Putina, a następnie jego zastąpienie siłami nastawionymi na modernizację we współpracy z Europą. Po uprzednim przeprowadzeniu procesu dekolonizacji, demilitaryzacji, osądzeniu zbrodniarzy wojennych i wypłaceniu reparacji Ukrainie.

W najbardziej optymistycznej (i na razie równie mało prawdopodobnej) perspektywie można będzie wówczas zaoferować rosyjskiemu kapitałowi i społeczeństwu sojusz przeciwko Chinom i powtórzenie – w tym dzięki zachodnim inwestycjom – gospodarczego sukcesu Japonii i Niemiec Zachodnich po drugiej wojnie. Wydaje się, że – dziś wysoce niepożądana i mentalnie odległa – perspektywa przywrócenia i rozwoju relacji gospodarczych z Rosją, warunkowana gruntowną zmianą jej systemu polityczno-ekonomicznego, byłaby atrakcyjną wizją dla europejskiego biznesu.

Nuklearny szantaż i ryzyko wojny atomowej

W scenariuszu ukraińskiego zwycięstwa – należy próbować odpowiedzieć na pytanie o rosyjską broń atomową i perspektywę ataku nuklearnego ze strony Federacji Rosyjskiej. 

Szantaż atomowy jest od kilku lat zgraną kartą. 

Wielokrotnie przekroczono już niemal wszystkie zarysowane przez Putina i jego rząd „czerwone linie” – każdorazowo bez istotnej reakcji. Były wśród nich dostawy systemów Patriot i zachodnich czołgów, wyrzutni HIMARS i następnie rakiet taktycznych ATACMS, Storm Shadow i zgody na wykorzystanie zachodniej broni do uderzeń na cele w Rosji, dostaw myśliwców F-16, uderzenia w cele na Krymie, rozszerzenie NATO o Szwecję i Finlandię, operacje lądowe na terytorium Rosji czy same główne mechanizmy sankcyjne – począwszy od zamrożenia rosyjskich rezerw walutowych, odłączenia sektora bankowego od systemu SWIFT po rozpoczęcie finansowania Ukrainy z zysków (odsetek) od zamrożonych rosyjskich aktywów. 

Użycie taktycznej broni nuklearnej przez Rosję nie pozwoli jej raczej na osiągnięcie fundamentalnego przełomu na linii frontu. Może natomiast stanowić furtkę, która umożliwi Zachodowi pełne, mocniejsze zaangażowanie. Zgodnie z ujawnionymi wcześniej planami, w takim scenariuszu Stany Zjednoczone planowały zmasowane uderzenie konwencjonalne w celu zniszczenia wszystkich sił rosyjskich w Ukrainie. Oczywiście, biorąc pod uwagę działania obecnej administracji w USA, zasadne jest pytanie o aktualność powyższego planu. 

Łamiąc atomowe tabu, Rosja stanie się jednak dyplomatycznym pariasem nawet w Chinach i krajach globalnego Południa, od współpracy z którymi pozostaje całkowicie uzależniona. Wiadomo również, że rosyjskie, wielokrotnie publicznie groźby uderzenia nuklearnego na Zachód, spotykały się ze zdecydowaną presją ze strony jej partnerów. O ile Indie i Chiny również kontestują dominację Zachodu, o tyle reagują alergicznie na szaleńcze kremlowskie rojenia o nuklearnej anihilacji wroga.

Europa – głównie dzięki Francji – posiada własny arsenał atomowy, a jego wykorzystanie w określonych warunkach nie powinno budzić na Kremlu wątpliwości. Stosowne sygnały w tym zakresie zaczął już wysyłać prezydent Emmanuel Macron. Warto, by w podobnym kierunku podążyli – aktualnie modernizujący własny potencjał nuklearny – Brytyjczycy.

Wreszcie, nawet jeśli uznać założenie nieprzewidywalności Putina w sytuacji, którą uzna za podbramkową, zachodzi istotne prawdopodobieństwo, że gotowość do nuklearnej eskalacji może wywołać alarm w jego otoczeniu i łańcuchu dowodzenia. Wątpliwe może okazać się tym samym istnienie szerokiego kolektywnego samobójcy na Kremlu i w rosyjskim dowództwie, co zmusi te grupy do działania.

Paraliżujący strach przed atomowym guzikiem Putina to poddanie się jego blefowi i droga donikąd. 

Nie oferuje wyjścia z sytuacji i jednocześnie prowadzi do dalszej eskalacji rosyjskich żądań. 

Odnowić Zachód 

Zarysowana tu wizja ma swój ciąg dalszy. To wielobiegunowy, integrujący się Zachód, w którym USA stają się docelowo jednym z trojga aktorów. W międzyczasie – zgodnie z własnymi preferencjami i tradycją izolacjonizmu – redukując swoje globalne zaangażowanie. 

Jeśli Amerykanie będą dziś koncentrować swoją uwagę na problemach wewnętrznych, zachodniej półkuli i Dalekim Wschodzie, powstała próżnia będzie wymagać zagospodarowania. W tej sytuacji na drugi filar Zachodu może wyrosnąć obejmująca Ukrainę Europa, a trzeci – brytyjska „Anglosfera” złożona z pozostałych anglosaskich demokracji (Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii). 

Kluczową rolę zwornika w tym układzie może odegrać usytuowana niejako centralnie Wielka Brytania, którą kulturowe, historyczne, gospodarcze, wojskowe i wywiadowcze powiązania zakotwiczają silnie w każdej z powyższych, projektowanych struktur. Brytyjczycy – znajdujący się obecnie w pułapce rozwojowej i pogrążeni w egzystencjalno-ekonomicznym kryzysie – mogą jednocześnie zachować specjalną relację z USA, być częścią Anglosfery i jednocześnie powrócić jako wiodący kraj członkowski (względnie blisko stowarzyszony) do UE. Ścisła współpraca Zjednoczonego Królestwa z Unią nad wsparciem Ukrainy jawi się jako projekt istotnie zbliżający je do siebie i gojący brexitowe rany. Strefa bezpieczeństwa i obrony może dać punkt wyjścia do odnowienia relacji handlowych i reintegracji gospodarczej.

Wszystkie te struktury powinny dążyć do wzajemnej integracji, w której UE i Anglosfera byłyby połączone układem o wolnym handlu, obronie, pełną swobodą przepływu osób i kapitału. Zniesione zostałyby bariery protekcjonistyczne, dotyczące podejmowania nauki, pracy i inwestycji, a niedawny, publicystyczny koncept Kanady jako członka UE stałby się w pewnej mierze rzeczywistością. 

Uwierzyć w zwycięstwo

Połączony potencjał Anglosfery (idea określana często – w nawiązaniu do skróconych nazw krajów – akronimem CANZUK) i Europy mógłby z nich uczynić czołową siłę i światowych protektorów „ładu opartego na zasadach”. Docelowa odbudowa relacji z USA (i ich strategiczny „powrót do gry”, po możliwych zmianach sytuacji politycznej) powinna zapewnić dominację, skuteczną obronę i promocję liberalnego porządku w przewidywalnym okresie. 

Układ ten powinny w oczywisty sposób uzupełniać sojusznicze Japonia, Korea Południowa, Tajwan i – co zdecydowanie wymagałoby powrotu do bardziej demokratycznych, liberalnych korzeni – Izrael.

W ten sposób wzmocniony, integrujący się i odnowiony Zachód nie tylko zapobiegłby wywróceniu porządku świata, jaki znamy, w kierunku wymarzonym przez Putina, Xi, irańskich ajatollahów, Kim Dzong Una, pomniejszych satrapów, fundamentalistów i ugrupowania terrorystyczne. Stanowiłby także inkluzywną siłę na rzecz demokracji, praworządności i praw człowieka. Materialnymi zachętami do szanowania reguł gry i kooperacji powinno być otwieranie dla państw rozwijających się i nowych sojuszników zachodnich rynków, wsparcie finansowe i inwestycyjne stanowiące alternatywę dla współpracy z coraz bardziej ekspansywnymi na tym polu Chinami.

Tego rodzaju globalna perspektywa jest konieczna, jeśli jako Europejczycy nie chcemy ulec marginalizacji, a docelowo – wasalizacji. Wzmocniony, wielobiegunowy Zachód może być odpowiedzią na rosyjsko-chińską darwinistyczną wizję wielobiegunowego, podzielonego na strefy wpływów porządku świata.

Prawdziwa zmiana zaczyna się jednak na poziomie mentalnym – nigdy nie wygrał nikt, kto nie uwierzył w zwycięstwo. 

Zachód to my, a Europa musi przejąć inicjatywę jego obrony, traktując zwycięstwo Ukrainy i neutralizację rosyjskiego zagrożenia jako wyzwanie i szansę na geopolityczną dojrzałość. Brzemię odpowiedzialności za wolny świat spada dziś na nas.

Polska jest wciąż euroentuzjastyczna i rozumie egzystencjalne zagrożenia dla bezpieczeństwa kontynentu, prowadzi wielki program rozbudowy swoich sił zbrojnych. Tym samym może stać się jednymi z liderów i głównych animatorów tego procesu.