
Książka „Laboratorium Palestyna” Antony’ego Loewensteina ukazała się w pierwszej połowie 2023 roku, przed atakiem Hamasu z 7 października i następującej po nim brutalnej odpowiedzi Izraela. Już wtedy, zanim oczy świata zwróciły się na Palestynę, książka otrzymała szereg nagród branżowych i została uznana za jedną z najważniejszych publikacji w tym temacie. Od października 2025 roku możemy przeczytać ją także po polsku.
Podróż do króliczej nory
Czytanie o systemach opresji ma dla niektórych pewien mroczny, nieodparty urok. Dlatego taką popularnością cieszą się książki, podcasty czy filmy o wielkich totalitaryzmach XX wieku albo na przykład festiwale filmów dokumentalnych o Korei Północnej czy innych „egzotycznych”, opresyjnych reżimach na całym świecie. Powodem jest fakt, że pojedyncze składowe takich społeczeństw wydają się nam tak obce i niesamowite, że aż nieprawdopodobne. Dopiero głębsze zrozumienie systemu, rządzących nim zasad i instytucji wspierających i uzasadniających siebie nawzajem, pozwala dostrzec, dlaczego one w ogóle istnieją i działają.
W przypadku historii Izraela, a w szczególności historii jego przemysłu zbrojeniowego, służb, technologii, prawa i mariażu tych wszystkich elementów w celu utrzymania trwającej osiem dekad okupacji i apartheidu, czytelnik może spędzić miesiące, a nawet lata, czytając o kolejnych częściach też układanki. Pewne jej elementy wydają się początkowo absurdalne – ciężko jest nam uwierzyć, że państwo może dokonywać zbrodni wojennych na olbrzymią skalę i być witane z honorami przez, wydawałoby się, poważnych i porządnych polityków. Albo że kraj, który dba o wizerunek jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie, zaopatruje w broń i technologie autorytarne i opresyjne reżimy, takie jak na przykład Togo, Gwatemala prezydenta Montta czy Białoruś, albo że testuje broń na cywilach na okupowanych terenach i chwali się tym na międzynarodowych targach broni.
Istotą książki „Laboratorium Palestyna”, napisanej przez niezależnego australijskiego dziennikarza żydowskiego pochodzenia, jest podróż do tej „króliczej nory” i skupienie się na tym, jak Izrael eksportuje technologię przemocy i nadzoru na cały świat, jak zarabia na globalnej militaryzacji i chęci kontroli swoich obywateli, którą kolejne rządy normalizują w ramach narracji o bezpieczeństwie narodowym. Główną osią książki jest skrupulatne wykazywanie powiązań Izraela poprzez transfer technologii czy sprzedaż broni z szeregiem rządów na całym świecie. Loewenstein maluje krwawy szlak izraelskiej broni i rozwiązań inwigilacyjnych, od Palestyny przez gwatemalskie i rwandyjskie ludobójstwa, kolumbijskie kartele narkotykowe, po autorytarne reżimy Europy Wschodniej.
Laboratorium
Tytuł „Laboratorium Palestyna” nawiązuje do sytuacji terenów okupowanych w Palestynie, w szczególności Gazy i Zachodniego Brzegu, które stały się przestrzenią, gdzie Izrael testuje technologie wojskowe, systemy nadzoru oraz metody kontroli społecznej. W tym ujęciu terytoria okupowane funkcjonują jako „teren doświadczalny”, gdzie w realnych warunkach konfliktu testuje się drony, oprogramowanie szpiegowskie, systemy rozpoznawania twarzy czy narzędzia monitorowania populacji. Doświadczenia zdobyte w tych warunkach są następnie wykorzystywane komercyjnie: izraelski przemysł zbrojeniowy promuje produkty jako „sprawdzone w boju”, co zwiększa ich atrakcyjność na globalnym rynku. Pamiętajmy, że wiele państw zachodnich nie ma możliwości lub społecznego przyzwolenia na testowanie swoich rozwiązań w walce. Firmy technologiczne są zatem w stanie sprzedawać opracowane bez poszanowania żadnych praw obiektów inwigilacji – czyli zazwyczaj Palestyńczyków – systemy nadzoru i inwigilacji państwom, które nie mogłyby wytworzyć ich same.
Przykładem mogą być rozwiązania związane z nowoczesnym wykorzystaniem dronów w działaniach bojowych czy policyjnych. Chociaż dzisiaj są one zupełnym mainstreamem, kojarzącym się nam przede wszystkim z wojną w Ukrainie, to właśnie Izrael był pionierem w tej dyscyplinie. Loewenstein opisuje między innymi testowanie dronów podczas Marszu Powrotu z 2018 roku. Najbardziej zaawansowaną technologią, którą wtedy testowano, był dron Sea of Tears, zrzucający gaz łzawiący na wybrane obszary. Pomimo deklarowanej precyzji, gaz trafił w namioty z kobietami i dziećmi oraz w grupy dziennikarzy. Od 2021 roku takie drony zaczęto stosować także na Zachodnim Brzegu, a wkrótce później wprowadzono uzbrojone w ładunki wybuchowe do zabójstw celowanych.
Metafora „laboratorium” obejmuje także polityczne i administracyjne praktyki zarządzania terytoriami okupowanymi, takie jak system przepustek, sieci checkpointów czy ograniczenia ekonomiczne, które również bywają postrzegane jako modele eksportowane później do innych państw. W konsekwencji życie Palestyńczyków przedstawiane jest u Loewensteina jako codzienność ukształtowana przez ciągłe eksperymenty technologiczne i polityczne, na które nie mają oni żadnego wpływu. Palestyńczycy – a w pewnych przypadkach sami Izraelczycy – są przedmiotem badań i inwigilacji, pozwalającym wytworzyć konkretne produkty, które są potem kapitalizowane poza granicami tak zwanego konfliktu palestyńsko-izraelskiego.
Izraelski, w dużej mierze nieregulowany, przemysł nadzoru jest dziś światowym liderem. To izraelski Cellebrite był jednym z narzędzi używanych podczas tłamszenia opozycji na Białorusi w 2020 roku. Reżimy Putina i Łukaszenki korzystały z niego podczas inwigilacji mniejszości seksualnych, opozycjonistów czy nawet samego Aleksandra Nawalnego. Jednocześnie w tym samym czasie, już po inwazji w 2014 roku, Izrael przez lata odmawiał sprzedaży wielu swoich technologii inwigilacji – na przykład Pegasusa – Ukrainie, nie chcąc szkodzić swoim relacjom z Rosją.
Loewenstein opisuje na przykład, jak na izraelskich międzynarodowych targach przemysłu obronnego, bezpieczeństwa wewnętrznego i cyberbezpieczeństwa (Israel Defence Exhibition) w Tel Awiwie w 2022 roku pojawiło się dwanaście tysięcy przedstawicieli służb policyjnych i wojskowych z dziewięćdziesięciu państw, w tym z krajów łamiących prawa człowieka, takich jak: Bahrajn, Białoruś, Filipiny, Uganda, Maroko czy Nigeria. Prezentowano tam narzędzia nadzoru oparte na sztucznej inteligencji, która dopiero – w formie prototypu ChataGPT – wchodziła do szerokiego użytku.
Reporter zwraca uwagę, że prawdziwym celem produktów reklamowanych jako zwiększające wygodę użytkowników (zarówno wśród samych Izraelczyków, jak i Palestyńczyków), na przykład aplikacje umożliwiające szybsze przejście przez punkt kontrolny czy uzyskanie pomocy medycznej podczas pandemii, służyło tak naprawdę do monitorowania i namierzania niepożądanych jednostek, a nawet całych populacji.
Technokapitalizm na sterydach
Przyglądając się argumentacji Loewensteina, nietrudno zrozumieć, dlaczego Izrael stał się jednym z głównych obiektów krytyki globalnej lewicy. W jego ujęciu państwo pełni rolę laboratorium zaawansowanego technologicznie technokapitalizmu, który świadomie rezygnuje z wielu ograniczeń – od przejrzystej regulacji działalności firm, po ochronę praw człowieka, aby rozwijać rozwiązania z sektora inwigilacji, zbrojeniówki i big data bez zahamowań. Być może nawet bardziej niż z technokapitalizmem mamy do czynienia z technofaszyzmem. Izrael jest dziś przykładem zaawansowanego technologicznie państwa narodowego, które przyznaje prymat jednej grupie etnicznej, a jednocześnie staje się prekursorem wizji świata lansowanej przez część prawicowych, libertariańskich miliarderów z Doliny Krzemowej. W książce pojawia się zresztą postać Petera Thiela, jednego z najbardziej wpływowych inwestorów i propagatorów ideologii „mrocznego oświecenia”, który angażował się również w izraelskie technologie nadzoru.
Izrael jest państwem zamożnym, lecz od neoliberalnych reform z lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, coraz bardziej nierównym społecznie. Loewenstein przywołuje badania, według których kraj ten ma jedne z najwyższych nierówności dochodowych w całej OECD. W 2020 roku aż 23 procent izraelskich Żydów oraz 36 procent Arabów żyło poniżej progu ubóstwa. Mimo spektakularnych sukcesów sektora high tech nie przekłada się to na powszechną poprawę jakości życia. Technologia zamiast służyć dobrobytowi większości mieszkańców, jest wykorzystywana przede wszystkim do rozbudowy infrastruktury inwigilacji, kontroli oraz testowania rozwiązań wojskowych. Możliwość tak szybkiego rozwoju wynika, jak wskazuje autor, między innymi z masowego naruszania praw podstawowych ogromnej populacji żyjącej zarówno w Izraelu, jak i na terytoriach okupowanych: prawa do prywatności, wizerunku, swobodnego poruszania się czy do ochrony danych.
W tym kontekście można zestawić działania Izraela z mechanizmami, które od lat krytykuje się w zachodnim sektorze technologicznym, zwłaszcza w start-upach. Jednym z nich jest „selekcja negatywna”, czyli proces, w którym środowisko presji na szybki wzrost premiuje osoby i organizacje gotowe „dowieźć” wyniki za wszelką cenę, również kosztem zasad etycznych, bezpieczeństwa użytkowników czy praw obywatelskich. Start-upy działają w logice szybkiego wytwarzania nowych produktów i błyskawicznego wdrażania nowych funkcji, bez uwzględnienia choćby otoczenia prawnego. W Izraelu takie podejście bywa uzasadniane kategorią „egzystencjalnego zagrożenia” czy bezpieczeństwa narodowego. W efekcie awansują ci, którzy są skłonni ignorować ryzyka społeczne, normy etyczne i długofalowe konsekwencje, podczas gdy podmioty ostrożne czy badające wszelkie ryzyka, przegrywają ten wyścig. To właśnie istota negatywnej selekcji: system nagradza tych, którzy zadają najmniej trudnych pytań.
Skutki takiej dynamiki są dobrze znane. Prowadzi ona do ignorowania prywatności użytkowników, osłabienia standardów bezpieczeństwa danych, tworzenia algorytmów utrwalających istniejące uprzedzenia, zniesienia przejrzystości procesów decyzyjnych oraz wytwarzania produktów, które mogą realnie szkodzić jednostkom i całym społecznościom. Kiedy chodzi o start-up produkujący aplikację do nauki języka czy technologiczne gadżety w „normalnym” państwie, negatywne skutki takiego podejścia są możliwe to zneutralizowania w rozsądnym czasie, a ewentualni poszkodowani mogą dochodzić swoich praw w sądach. Gorzej, kiedy tę logikę stosuje cały sektor technologiczno-militarny dziesięciomilionowego państwa.
Wizja ta jest na tyle rozpoznawalna, że przeniknęła już do kultury popularnej. Przykładem jest Boravia z ostatniego filmu o Supermanie – agresywna i zaawansowana technologicznie republika przedstawiona jako hybryda cech kojarzonych zarówno z Izraelem, jak i Rosją, chodząca na pasku technomagnata Lexa Luthora. Odniesienia te były na tyle wyraźne, że zauważano je nie tylko w analizach lewicowych intelektualistów, lecz także w głównonurtowych mediach, a po premierze filmu komentarze na temat podobieństw zalewały media społecznościowe.
Ponura przepowiednia
„Laboratorium Palestyna” jest książką, o której warto myśleć w kontekście momentu jej oryginalnego wydania, czyli okresu poprzedzającego wydarzenia z 7 października 2023 roku. Nie dlatego, że nie ma ona z nimi nic wspólnego, ale raczej dlatego, że opisane w książce zjawiska wprost doprowadziły do ludobójstwa, zbrodni wojennych i tragedii, które oglądamy przez ostatnie ponad dwa lata. Loewenstein, wydając „Laboratorium Palestyna” przed eskalacją, spełnił rolę Kasandry, wprost wskazując na źródła nadchodzącej katastrofy, zanim jeszcze się ona wydarzyła.
Po 7 października, ale jeszcze przed polskim wydaniem, miałem okazję czytać wydanie anglojęzyczne (wydawnictwo Verso) z połowy 2023 roku. W konkluzjach książki Loewenstein pisze, że jeśli nie podejmie się działań mających na celu zablokowanie mechanizmów opisanych w reportażu, dojdzie do tragedii – najpewniej czystki etnicznej pod pozorem narodowego bezpieczeństwa:
„Najczarniejszy scenariusz, jakiego od dawana wszyscy się obawiają, ale nigdy nie został zrealizowany, to czystka etniczna Palestyńczyków mieszkających na terenach okupowanych lub przesiedlenia i przymusowe deportacje pod pozorem dbania o bezpieczeństwo narodowe” – tu Loewenstein rozważał potencjalne punkty zapalne, obstawiając wojnę z Iranem lub Hezbollahem. „Izrael mógłby wtedy rozpocząć operację wojskową mającą spowodować masową emigrację Palestyńczyków z nikłą szansą powrotu do ojczyzny” – konkluduje.
Dziennikarz pisze także o tym, że jeśli do tego dojdzie, to w przeciwieństwie do Rosji, Izrael będzie mógł popełniać zbrodnie wojenne czy łamać prawa człowieka bez reakcji Zachodu – tak jak Egipt czy Arabia Saudyjska – ponieważ sprzedał tak wiele sprzętu obronnego i technologii zachodnim partnerom. Izrael jest dla tych państw niezastąpiony, a technologie takie jak Pegasus czy narzędzia firmy NSO służące do hakowania telefonów, zostały przez nie kupione. Ich użycie, chociażby w Polsce, wywołało skandal, gdzie większość komentatorów nie tyle uważało, że nie powinno się takiego narzędzia używać, ale raczej, że było ono źle ukierunkowane – na polityków czy grupy społeczne, które akurat inwigilacji nie powinny być poddawane. Samo posiadanie takich narzędzi przez państwo wydawało się nam natomiast niezbędne i słuszne. Zgodnie z tą logiką łatwo jest zrozumieć, czemu najlepsi dostawcy takich technologii są traktowani ulgowo, zwłaszcza jeśli dokonują zbrodni gdzieś daleko i w sposób, który nie wywołuje zbyt dużego oburzenia wyborców na Zachodzie. „Nasi przyjaciele mogą zabijać i okaleczać bezkarnie” – pisze proroczo Loewenstein.
Książka:
Antony Loewenstein, „Laboratorium Palestyna. Jak Izrael eksportuje technologię przemocy na cały świat”, tłum. Agnieszka Sobolewska, wyd. Szczeliny, Kraków 2025.