Wiele mówi się o skandalu, jaki wywołała premiera „Salome” Richarda Straussa. Tymczasem nic podobnego nie miało miejsca. Owszem dzieło budziło pewne zastrzeżenia więc cesarz Wilhelm II, (nie jest tajemnicą, że był bardzo konserwatywny) uznał „Salome” za niesmaczną, w Wiedniu Mahler chciał dyrygować dziełem, ale i tam cenzura zakazała tego bezecnego dzieła i być może właśnie dlatego uniknięto potencjalnych skandali.
Nastawienie umysłowe epoki próbowało uwolnić sztukę, czego na gruncie opery dokonała „Salome”. Drezdeńska premiera w 1905 roku nie była skandalem, tylko wielkim sukcesem! Obyło się bez incydentów, a publiczność była zachwycona. Podobnie było przy okazji kolejnego wystawienia w Graz, a wkrótce i w Berlinie, gdzie cesarz zgodził się na wystawienie „Salome” pod warunkiem, że na scenie pojawi się Gwiazda Betlejemska (sic!). Miała wnieść chrześcijańskie światło do historii Heroda Antypasa i nikomu nie przeszkadzało, że pokazała się w czasie panowania Heroda Wielkiego trzydzieści lat wcześniej.
Salome jest jak księżyc
Nowa inscenizacja „Salome” w Komische Oper nie jest kolejną, w której Salome jest krzywdzoną dziewczynką, molestowaną przez ojczyma, albo femme fatale, która bawi się mężczyznami. Nie wiemy kim ona jest. Reżyser spektaklu, Jewgienij Titov pokazuje Salome, która sama nie wie kim jest. Poszukuje siebie, oraz „największej tajemnicy, większej niż śmierć” – miłości. Problem w tym, że Salome zakochuje się błyskawicznie, oraz w tym, że ona nie kocha konwencjonalnie. Okazuje się seryjnym mordercą a Jochanaan jest jej kolejną ofiarą.
Salome jest jak księżyc! Reżyser upodobnił Salome do księżyca, ona nie ma ludzkiej twarzy. Narraboth, zakochany w Salome bez wzajemności powie: „Jaka blada jest jej śliczna twarz. Nigdy wcześniej nie widziałem jej tak bladej. Jest jak odbicie mlecznobiałego pączka róży, uchwyconego w srebrnym lustrze”. Herod po wejściu na scenę doda: „Jak dziwnie wygląda księżyc! Czyż to nie ciekawy widok? Ma twarz dzikiej, szalonej dziewczyny, która wszędzie szuka kochanków… albo, która przechadza się po chmurach”. Salome wygląda i jest tym kim chcemy żeby była. Nie jest postacią tylko zbiorem pragnień, wrażeń i emocji.

Chevalier – Salome, która zatańczyła cały spektakl
Sukces „Salome” opiera się więc w takim samym stopniu na dyrygencie i orkiestrze, co na śpiewaczce wcielającej się w tytułową postać. Nagrań „Salome” lekko licząc jest setka. Najciekawiej sytułową postać sportretowały woklanie: Goltz, Zampieri, Nilsson, Behrens, Welitsch, Caballe. Dyskografia przyrasta i niebawem Deutsche Gramophon wprowadzi na rynek nowiutkie studyjne nagranie pod batutą Alexa Priora i z Ambur Braid w roli tytułowej. Pomijając fonograficzną bibliotekę odwołań słyszałem na żywo ten utwór dziesiątki razy, w różnych inscenizacjach. Niektóre z tych wykonań z pewnością wryły się w pamięć, ale żadna Salome nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak Nicole Chevalier.
Chevalier już dawno temu objawiła się na scenie Komishe Oper Berlin, jako śpiewaczka niezwykle charyzmatyczna. W latach 2012-2017 była członkiem zespołu Komische Oper skąd pamiętamy ją z: „Semele” Haendla, „Medei” Riemana, z „Opowieści Hoffmana” gdzie kreowała wszystkie trzy główne postaci kobiece, czy w końcu z kilku ról Mozartowskich. Każda z tych ról była wyjątkowa, każda odcisnęła się w pamięci, lecz nawet bardzo dobrym śpiewakom naprawdę wyjątkowe kreacje nie zdarzają się z każdą partią po którą sięgają. Salome przedwcześnie skończyła kariery kilku śpiewaczek, które wyszły ze starcia z tą rolą kontuzjowane i nigdy się już nie pozbierały. Dla Chevalier okazała się niezwykle szczęśliwa. Chevalier jest Salome dekady, a może i ćwierćwiecza, Salome Chevalier to nie jest postać, tylko nieskończony zbiór pragnień, wrażeń i emocji – ekspresjonistyczny poemat symfoniczny z głosem, jak muzykologia opisała „Salome”.
Chevalier została zmuszona w tej inscenizacji do ograniczenia środków wyrazu aktorskiego – olbrzymia maska obejmowała całą głowę śpiewaczki. Zupełnie pozbawiona twarzy osiągnęła niebywałą wręcz ekspresję. Chevalier niepowtarzalny śpiew uzupełniła tańcem! Nie chodzi o sławny taniec Salome w centralnej części dramatu, który był pierwszym striptizem w operze (ale to dopiero w l. 60.). Chevalier „zatańczyła” cały spektakl – muzyka dawała jej impuls do każdego kroku, każdego najdrobniejszego gestu, które wykonywała.

Krew i ciało
Bardzo dobrze zostali dobrani także wykonawcy pozostałych ról. Karolina Gumos to zmysłowa wokalnie i cudownie zdegenerowana aktorsko Herodiada. Jako paź Herodiady wystąpiła obdażona mozartowskim głosem Susan Zarrabi – urzekająca niewielka kreacja, która nadała początkowej scenie wiele wdzięku i lekkości. Tansel Akzeybek jako Narraboth był naprawdę bardzo poruszający. Nie przeszkadzały problemy intonacyjne Matthiasa Wohlbrechta, który był bardzo przekonywającym aktorsko Herodem. I w końcu Günter Papendell, który od piętnastu lat jest jednym z filarów opery Komicznej; wreszcie rozumiałem absolutnie każde słowo, które śpiewał Jochanaan.
Orkiestra Opery Komicznej była bardzo dobrze przygotowana, ale nie można powiedzieć, żeby dyrygent, James Gaffigan walczył o jakąś szaloną precyzję w orkiestrze. Zdecydowanie bardziej skupił się na oddaniu atmosfery dusznej, orientalnej nocy i ewoluującego szaleństwa – było w tym wykonaniu więcej krwi, ciała, energii, a Chevalier jak wampir całą tę muzyczną krew wyssała z brzmienia orkiestry, ze Straussa.
Ryszard Strauss „Salome”
dyrygent: James Gaffigan
reżyseria: Evgeny Titov
scenografia: Rufus Didwiszus
kostiumy: Esther Bialas
śpiewacy: Nicole Chevalier (Salome), Matthias Wohlbrecht (Herod), Karolina Gumos (Herodiada), Günter Papendell (Jochanaan), Tansel Akzeybek (Narraboth), Susan Zarrabi (paź Herodiady);
w pozostałych rolach: Ivan Turšić, Johannes Dunz, Thoma Jaron-Wutz, Ferdinand Keller, Andrew Nolen, Junoh Lee, Christoph Späth, Philipp Meierhöfer, Andrew Harris, Stephanos Tsirakoglou, Grace Heldridge
Orkiestra Opery Komicznej w Berlinie
recenzowany spektakl odbył się 27 grudnia 2025 roku
(premiera inscenizacji: 9 grudnia 2025)
zdjęcia ze spektaklu © Jan Windszus