Polska od dawna była krajem bliskim mi kulturowo. Mieszkając we Lwowie, często słyszałam język polski na ulicach. W ostatnich latach przed pandemią w moim mieście bywało dużo polskich turystów. Moich polskich znajomych miło zaskakiwały ceny, ale przede wszystkim przyciągała ich bliskość geograficzna, przytulna atmosfera na ulicach, architektura, pewna łatwość w rozumieniu języka ukraińskiego, pomysłowo urządzone kawiarnie, restauracje.
W rodzinnych opowieściach też przewijali się Polacy lub zjawiska związane z Polską. Wspominano sąsiadkę, która była Polką, słuchanie polskiego radia, kupowanie polskich ubrań lub deficytowej wysokiej jakości bielizny i polskich czasopism jeszcze w czasach ZSRR. Kiedy chodziłam do szkoły, jeździliśmy na wycieczki do polskich miasteczek, a potem studiowałam w Polsce w ramach programu wymiany studenckiej, w związku z czym zaczęłam uczyć się języka polskiego. W tym okresie poznałam mojego ówczesnego partnera z Polski. Stopniowo myśleliśmy o wspólnym miejscu do życia.
Żyć w Polsce?
Przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny bywałam w Polsce coraz częściej. W styczniu 2022 odwiedziłam wydarzenie artystyczne ukraińskich twórczyń Julii Krywicz i Oleny Apczel „Słownik” w Warszawie [wywiad z Oleną Apczel, ukraińską reżyserką, a od 2024 wojskową Sił Obronnych Ukrainy]. Podczas spotkania kilka osób z doświadczeniem imigranckim opowiadało, jak żyje im się w Polsce, z jakimi wyzwaniami się borykają. Jak z ich punktu widzenia wygląda integracja.
Wtedy myślałam, że chyba nie dam rady przejść przez tę liczbę formalności, by zalegalizować pobyt. Studiować na wizie studenckiej czy zwiedzać od czasu do czasu – to jedno, ale jak mam szukać pracy, nie mówiąc jeszcze dobrze po polsku? Od czego zacząć?
Płacz, działanie, rozpacz, działanie
24 lutego 2022 roku byłam we Lwowie. Był to bardzo długi dzień. Razem z koleżanką szukałyśmy, gdzie i jak możemy pomóc. Słyszałyśmy pierwszy alarm, jeszcze wtedy ćwiczeniowy.
Rodzice przez cały dzień przekonywali mnie, żebym wyjechała przynajmniej na jakiś czas z Ukrainy, bo nie byłabym sama, miałam w Polsce wsparcie. Nie chciałam się zgodzić. Płacz, działanie, rozpacz, działanie.
W końcu posłuchałam rodziców. W nocy z 24 na 25 lutego 2022 roku spróbowałam wyjechać do Polski, przemieszczając się od dworca do dworca.
Na moich oczach przemieszczały się całe rodziny z dużymi walizkami, z dziećmi, ze zwierzętami.
Pojawiło się wielu żołnierzy.
W końcu znalazłam pociąg przez Słowację, nie było nic innego. Czekałam na niego, stojąc obok dwóch mężczyzn. Właśnie przyjechali z Polski. „My jedziemy w drugą stronę. Najpierw do rodzin, a potem na wojnę”.
Mróz, błękitne niebo, ciepła zupa i Polacy
Tej nocy władze polskie wysłały pierwszy pociąg ewakuacyjny, do którego przypadkowo trafiłam. Rano dotarliśmy do Przemyśla. Pamiętam jasne słońce, błękitne niebo i potężny mróz.
Próbowałam przekonać moich sąsiadów z wagonu, że to już Przemyśl. Większość z nich pochodziła z Charkowa, Dniepru i innych wschodnich regionów Ukrainy. Nie znali ani słowa po polsku. Nie mogłam sobie wyobrazić, że ci ludzie nigdy tu nie byli.
Podpowiadałam, dokąd dalej iść na dworcu, ale szybko okazało się, że moja pomoc nie jest konieczna – wszędzie, na każdym kroku, byli już wolontariusze wraz z tłumaczami mówiącymi po ukraińsku.
Na dworcu – bezpłatna herbata, kawa, przekąski. Wolontariusze sami podchodzili i oferowali pomoc. Było wielu polskich i zagranicznych dziennikarzy. Od 26 lutego pociągi ze Lwowa do Przemyśla kursowały regularnie. W ramach pomocy humanitarnej polskie koleje i Ukrzaliznytsia (koleje ukraińskie) zapewniły wiele z tych połączeń bezpłatnie.
Dotarłam do Krakowa i dzięki znajomym od razu dołączyłam do inicjatywy „Zupa dla Ukrainy Kraków”. Polacy i Polki przygotowywali różnorodne wegetariańskie zupy i przynosili w słoikach do magazynu. Organizatorzy akcji szybko rozwozili te gotowe, tak potrzebne posiłki. Rozdawali je nowo przybyłym rodzinom, dzieciom z ewakuowanych domów dziecka czy osobom z domów dla ludzi starszych, na dworce kolejowe czy polsko-ukraińską granicę.
Dołączyłam do grupy poszukującej transportu i zakwaterowania dla uchodźców z Ukrainy. Wiele rodzin pozostawało w Polsce, ale sporo osób jechało dalej. Miałam dostęp do plików z kontaktami do kilkudziesięciu wolontariuszy, którzy zaznaczali, z jakiego do jakiego miasta mogą przewieźć ludzi czy mogą ich przyjąć na noc lub na kilka dni. Większość wolontariuszy była Polakami, byli też Ukraińcy i Białorusini, którzy od dłuższego czasu mieszkali w Polsce.
W tym czasie wszyscy jesteśmy jak rodzina
Zapisałam kilka wiadomości, które otrzymałam od nieznanych mi wcześniej Polek i Polaków:
„Od kiedy potrzebujecie tego noclegu? To mogę po nie pojechać”. „Z granicy do Garwolina? Już wyjeżdżam”. „Kończymy ewakuację ze Wschodu i ledwo żyję. Ponad 100 osób wywiezione z Dniepru i Zaporoża. Sukces!”.
„Mogę udostępnić na 10 dni 2 pokoje. Musiałabym mieć kilka godzin na zorganizowanie łóżeczek i pościeli”.
„Może trzeba coś jeszcze zorganizować z rzeczy materialnych?”. „Przyjedziemy po nie dwoma samochodami na granicę, dostaniemy drugi wózek. Fajnie by było, jakby mogły wyjść jutro na normalny spacer”. „Zapraszamy! Powiedz tylko, jak możemy pomóc”. „W tym czasie wszyscy jesteśmy dla siebie jak najbliższa rodzina”.
Te wspomnienia ogólnego zaangażowania, nieobojętności i solidarności między Polakami i Ukraińcami zostaną ze mną na zawsze.
Wszędzie były flagi ukraińskie – duże, małe, cyfrowe, z tkanin – na ulicach, autobusach, urzędach, placówkach, budynkach prywatnych.
W którymś momencie odebrałam telefon od Karoliny Wigury, członkini Zarządu Fundacji Kultura Liberalna. Usłyszałam: „Jest mi bardzo przykro. Zastanawiamy się, jak możemy pomóc. Przyjeżdżaj, ja Cię zatrudnię”. Obie wzruszyłyśmy się i tak zaczęła się moja praca w „Kulturze Liberalnej”.
Pomoc
W kolejnych miesiącach ważnym miejscem stały się dworce kolejowe. Były na nich zorganizowane punkty informacyjne, a w nich dyżurowały osoby mówiące po ukraińsku, rosyjsku.
Ukraińska diaspora w Polsce bardzo pomogła w kryzysie uchodźczym po pełnoskalowej inwazji. Ludzie ci byli wolontariuszami we wszystkich kluczowych miejscach, tłumaczyli, brali do siebie krewnych i nieznajomych Ukraińców, utrzymywali ich w razie potrzeby, pomagali się adaptować.
Na dworcach znajdowały się również magazyny, do których przywożono żywność i inne niezbędne rzeczy dla uchodźców (pieluchy, wózki dziecięce, ciepłą odzież, wszystko, co mogłoby być potrzebne w podróży). Razem z Katarzyną Skrzydłowską-Kalukin chodziłyśmy po nich, zbierając materiały do reportażu o ukraińskich uchodźczyniach.
W wielu polskich miastach co najmniej pół roku funkcjonowały specjalne placówki humanitarne z odzieżą, obuwiem, gdzie po pokazaniu paszportu ukraińskiego lub pieczątki, można było wziąć bezpłatnie potrzebne rzeczy.
Do lipca 2022 obywatele Ukrainy mogli jeździć bezpłatnie pociągami PKP Intercity w drugiej klasie.
W większości polskich miast do połowy 2022 roku działała darmowa komunikacja miejska dla Ukraińców.
Jednym z najważniejszych działań wspierających było to, że od 16 marca 2022 obywatele Ukrainy mogli dostać numer PESEL ze statusem „UKR”. Uprawnia ich to do korzystania z opieki zdrowotnej, świadczeń socjalnych, do legalnej pracy. Status ten ma być ważny jeszcze rok – do 4 marca 2027 roku.
Osoby, które przekroczyły granicę po 24 lutego 2022 roku mogły dostać jednorazowo po 300 złotych. Osoby z niepełnoletnimi dziećmi – 500 złotych miesięcznie na dziecko (od 2024 roku 800 złotych). Od 1 lutego 2026 roku zasady wypłaty 800 plus dla obywateli Ukrainy zostały znacząco zaostrzone: wymagane jest złożenie nowego wniosku, udowodnienie aktywności zawodowej z zarobkami minimum 50 procent minimalnego wynagrodzenia oraz realizacja obowiązku szkolnego przez dzieci w Polsce.
Przez trzy miesiące matki z dziećmi mogły dostawać co miesiąc 700 złotych i 600 złotych na kolejną osobę w rodzinie z UNHCR (agencja ONZ do spraw uchodźców). Obecnie z tej pomocy mogą korzystać osoby najbardziej narażone wykluczenie. A od 15 marca 2022 roku do 30 czerwca 2024 roku osoby, które zapewniały obywatelom Ukrainy mieszkanie i wyżywienie, mogły otrzymać 40 złotych za osobę na każdy dzień.
Uchodźcy mogli korzystać z bezpłatnej pomocy psychologicznej, kursów języka polskiego. Teraz działają już pojedyncze takie inicjatywy.
Ponieważ do Polski przyjechały głównie kobiety z dziećmi i osobami starszymi, ta pomoc była bardzo potrzebna i przydatna.
Znajomi pytają, czy czuję dyskryminację
Znajomi Polacy i Ukraińcy pytają mnie często, czy spotykam się z jakąś formą dyskryminacji ze strony Polaków. Moja odpowiedź brzmi: nie.
Nie studiuję, nie mam dzieci, więc nie widzę, co dzieje się na uczelniach, w przedszkolach i szkołach. Wielokrotnie słyszałam pozytywne historie. Zdarzają się też przypadki nękania ze względu na pochodzenie, agresja w komunikacji miejskiej, nie można tego ignorować ani bagatelizować. Ale na szczęście nie jest to tendencja.
Niestety, negatywne wiadomości z Polski znacznie szybciej docierają do ukraińskich mediów niż pozytywne – i zaczynają dominować, zniekształcając wizerunek Polski w Ukrainie i odwrotnie.
Dlatego trzeba mówić o pozytywach. O osobach i instytucjach, które działają na rzecz stosunków polsko-ukraińskich, piszą, mówią o wszystkich niuansach i sprawach złożonych.
Euromajdan Warszawa, Siostry – polsko-ukraiński magazyn internetowy, Dom Ukraiński, „Nowa Polska” po ukraińsku o polskiej kulturze, historii, polityce i gospodarce, Polskie Radio dla Ukrainy, Fundacja „Nasz Wybór”, Slava TV, Centrum Mieroszewskiego… i wiele, wiele innych.
To potężna siła aktywnych osób, które są naprawdę zainteresowane budowaniem relacji między Ukrainą a Polską. Zgadzam się z jednym z wniosków badania Centrum Mieroszewskiego „Polacy o Ukrainie i stosunkach polsko-ukraińskich 2025”, że wciąż wyjątkowo mało wiemy o sobie nawzajem.
A gdyby to Ukraina miała przyjąć uchodźców?
Zastanawiam się, jak by było, gdyby Ukraina przyjęła 1–2 miliony uchodźców bliskich sobie kulturowo? A jak zareagowalibyśmy na uchodźców z całkowicie odległej kultury? Te rozważenia pomagają mi lepiej rozumieć strach przed obcością.
Słuchając podcastów Ukraїner „Wrodylo” («Вродило»!), w którym goście opowiadają o tym, jak to jest być Ukraińcem innego pochodzenia etnicznego, dostrzegam, że jako społeczeństwo ukraińskie nie jesteśmy wystarczająco otwarci i tolerancyjni. Dużo jest jeszcze przed nami.
W Polsce ważną pracę na rzecz poznania przybyszów z innych kultur wykonuje Krzysztof Renik, opowiadający w swoim cyklu tekstów w „Kulturze Liberalnej”, historie polskich obywateli pochodzących z innych krajów.
Nie zawsze jest oczywiste, dlaczego dana osoba przebywa poza „swoim krajem”. Być może przeżyła dramatyczną sytuację, a nawet tragedię, a może miała korzystne warunki do startu i z lekkim sercem opuściła swój kraj.
Być może miała wybór, aby wyjechać albo zostać, przeżywała ciężki dylemat, a może była to konieczność. Być może ma dokąd wrócić, a może nie.
Z pewnością mogę stwierdzić, że zazwyczaj trudno jest być obcokrajowcem. Jednak ludzie przeprowadzali się i zawsze będą się przeprowadzać.
Czy to ze względu na rodzinę, lepsze warunki finansowe, czy też z powodu coraz częstszych wojen, konfliktów zbrojnych i kryzysów klimatycznych. W pierwszej kolejności traci na tym kraj, z którego wyjeżdżają.
Wdzięczność, wojna, przetrwanie, życie
Ukraina i Ukraińcy są naprawdę wdzięczni obywatelom Polski i polskiemu rządowi za całą pomoc, o której wspomniałam powyżej. Na pewno nie wszystko wymieniłam, osobnego tekstu dotyczy kwestia pomocy wojskowej dla Ukrainy [Raport Fundacji im. Stefana Batorego „Solidarność i rozczarowanie. Bilans stosunków polsko-ukraińskich w latach 2022–2025”].
Będąc w Ukrainie, opowiadam o polskiej solidarności. Szczególnie gdy w stosunkach między krajami pojawiają się kryzysy. Mam do tego przestrzeń. Natomiast obywatele Ukrainy mieszkający w Ukrainie mają inną listę priorytetów, o które się martwią, na przykład: skąd wziąć energię elektryczną, czy w razie alarmu udać się do schronu przeciwbombowego (o ile w ogóle jest w pobliżu), czy może lepiej się wyspać, aby następnego dnia mieć siłę do pracy. Jeśli ktoś z rodziny służy w wojsku, priorytetem jest pomoc tej osobie i lęk o nią. I na razie ta lista się nie zmieni.
Jesteśmy wdzięczni Polakom, dlatego cieszymy się, kiedy czytamy dane takie jak te z raportu Deloitte i UNHCR, które pokazują, że w 2024 roku osoby uchodźcze z Ukrainy wygenerowały 2,7 procent polskiego PKB, co świadczy o ich znaczącym wkładzie w rozwój gospodarczy kraju. „69 procent uchodźców z Ukrainy w wieku produkcyjnym jest aktywnych zawodowo – to jedynie nieco mniej niż w przypadku obywateli Polski (75 procent). Ich obecność nie spowodowała wzrostu bezrobocia ani spadku wynagrodzeń – wręcz przeciwnie: przyczyniła się do zwiększenia zatrudnienia i produktywności w polskich firmach. Obecnie znaczna część osób uchodźczych pracuje poniżej swoich kwalifikacji – jedynie 1/3 z tych z wyższym wykształceniem wykonuje pracę zgodną ze swoimi kompetencjami” [„Niewykorzystany potencjał. Praca poniżej kompetencji osób cudzoziemskich spoza Unii Europejskiej”. Autorzy: Kristina Stankiewicz i Mateusz Jeżowski].
Dobrze jest mieć świadomość, że nie tylko korzysta się z pomocy i życzliwości, ale przyczynia się do rozwoju gościnnego państwa.
Niemiły dla Ukraińców, czy po prostu dla ludzi?
Moja siostra przyjechała do Polski wraz ze swoim niepełnoletnim synem po pełnoskalowej inwazji i przeszła wszystkie etapy usamodzielniania się dzięki opisanym ułatwieniom. Dzięki przyjaciołom, którzy przez 7 miesięcy bezpłatnie udostępniali jej swoje mieszkanie. Nauczyła się języka polskiego od zera.
Z wykształcenia jest prawniczką, tu pracuje w sklepie spożywczym, gdzie ma świetny kontakt z klientami. Regularnie otrzymuje komplementy za swoją znajomość języka polskiego, a kiedy wyjeżdża na dwa tygodnie do Ukrainy, po powrocie słyszy: „A my już się baliśmy, że nasza Pani nie wróci, jak dobrze, że znów jest”.
Niestety, klienci bywają różni. Rzadko, ale dochodzi do sytuacji, w których spotyka się z otwartą dyskryminacją, słowami, że powinna wyjechać z Polski.
Wobec mnie też czasami ktoś zachowuje się nieprzyjemnie w sklepie lub w miejscu, w którym korzystam z jakiejś usługi. Pierwszą myślą, która przychodzi mi wtedy do głowy, jest to, że to pewnie z powodu mojego akcentu – słychać, że nie jestem Polką.
Ale później widzę, że ta osoba zachowuje się nieprzyjemnie też wobec Polaków.
Znacznie częściej pracownicy różnych instytucji czy miejsc usługowych w ogóle nie zwracają uwagi ani na mój akcent, ani na paszport.
Skończyły się ukraińskie flagi na ulicach polskich miast i miasteczkach. Dużo słyszę, czytam o nastrojach antyukraińskich, chociaż sama bezpośrednio rzadko spotykam się z ich przejawami. Wszystko się zmienia i nie może pozostać w miejscu, ta solidarność również się zmienia, ale to nie oznacza, że jej nie ma. Widzę, jak obywatele Polski pomagali i nadal pomagają. Przykładem tego jest niedawna zbiórka – obywatelom polskim udało się zebrać ponad 10 milionów złotych dla Ukrainy na ogrzewanie w związku z rosyjskimi atakami na ukraiński sektor energetyczny. Polski pisarz Szczepan Twardoch zebrał kolejne 2 miliony złotych na drony FPV i zagłuszarki dla ukraińskich żołnierzy. A Elwira Niewiera, polska reżyserka, przekazała kolejną paczkę ze specjalnymi antybiotykami dla szpitala wojskowego w Dnipro.
Jeszcze kilka lat temu nie miałam zamiaru mieszkać na stałe w kraju innym niż Ukraina. Tak się wydarzyło, że teraz jestem częścią polskiego społeczeństwa. To mój drugi dom. Mam tu swoje obowiązki, ale także swoje potrzeby. Tak właśnie jest w domu.