„[…] koncentrowanie się na podstawowym repertuarze operowym, który pozostaje niezmienny, nie gwarantuje operze przyszłości, a nawet ten podstawowy repertuar cierpi na dłuższą metę, jeśli brakuje dzieł współczesnych. Nowe dzieła przekształcają przestrzeń słuchania. Co więcej, opera zawsze była miejscem narodzin czegoś nowego” – powiedział Tobias Kratzer, który na początku tego sezonu objął stanowisko dyrektora artystycznego Hamburskiej Opery Państwowej. Trudno się do końca zgodzić z całością tezy Kratzera, jednak niewątpliwie teatr operowy potrzebuje dzieł współczesnych.

W 2022 roku Tobias Kratzer, jako dyrektor in spe, zamówił u Olgi Neuwirth i Elfride Jelinek nową operę, której niedawna premiera wzbudziła spodziewane duże zainteresowanie. 

Wbrew temu, co sugerują niezainteresowani sztuką różnej maści filistrzy lub ignoranci, domniemany generalny kryzys teatru operowego jest ich fantazją.

Jeśli chcemy mówić o kryzysie opery, to jak najbardziej możemy, ale o tym dotyczącym rzemiosła.

Opera surrealistyczno-psychologiczna

Olga Neuwirth i Elfride Jelinek to bynajmniej nie jest przypadkowy duet kompozytor + librecistka, bo ich współpraca sięga lat osiemdziesiątych, i choć nie jest to bardzo płodna kooperatywa, to wydaje się dość znacząca. W 1991 roku odbyła się premiera trzech kilkunastominutowych oper, które okazały się przełomem w karierze kompozytorskiej Neuwirth. Na ich pierwszą wspólną pełnometrażową operę „Bählamms Fest”, opartą na opowiadaniu Leonory Carrington „Uczta baranka”, trzeba było zaczekać do 1999 roku, później, w 2003 roku przyszła kolej na „Zagubioną autostradę”, opartą na filmie Davida Lyncha.

Obie surrealistyczno-psychologiczne opery mają status ważnych utworów eksperymentalnych i domykają historię opery XX wieku. W najnowszej, trzeciej z kolei pełnometrażowej operze Neuwirth i Jelinek nadal podążają szlakiem surrealizmu, lecz tym razem naprawdę pełnoskalowego i wzbogaconego o groteskę, co zdradza pełny tytuł dzieła: „Monster’s Paradise: Grand Guignol Opéra”.

Pełne odczucie „Grand Guignol” i groteski daje świadomość, że Jelinek cierpi z powodu fobii społecznej, siedzi więc zamknięta w domu i rozsmakowuje się literacko w poczuciu tego, jak otaczający świat jest okropny. Nie ma w tekście „Monster’s Paradise” niczego, co byłoby nowe w twórczości literackiej i publicystycznej Jelinek, jednak jest to tekst ciekawy, bo dostarcza nie tylko fantastycznej fabuły, ale i wielu smaczków i gier językowych.

Jedynym mankamentem „Monster’s Paradise” wydaje się tekst muzyczny Neuwirth. Wprawdzie w tej warstwie dzieła nie brak oryginalnych pomysłów, ale jest ich zbyt mało, żeby tekst muzyczny mógł w pełni skutecznie „uciągnąć” tekst libretta, które z kolei właśnie przez to wydaje się czasem nieco przegadane.

Jelinek jako postać operowa

„Monster’s Paradise” opowiada absurdalną historię, a sama Jelinek jest kimś więcej niż tylko librecistką. Pojawiają się bowiem na scenie razem z kompozytorką jako dwa wampiry — Bampi i Wampi — w tych rolach wystąpiły aktorki: Ruth Rosenfeld, Sylvie Rohrer, oraz śpiewaczki: Kristina Stanek i Sarah Defrise. Wszystkie wypadły znakomicie jako prowadzące całe show. Bampi i Wampi próbują ratować świat przed autorytarnym debilem, w czym zrazu pomaga im potwór — inspirowany Godzillą, japońską mangą, ale na potrzeby opery, wynalazku bądź co bądź włoskiego, skrzyżowany z gorgonzolą, a może nawet i Gorgoną? Nosi więc imię Gorgonzilli!

Kolejną główną postacią jest król-prezydent. Skrzyżowanie Króla Ubu oraz prezydenta, którego premierowa produkcja w reżyserii Tobiasa Kratzera pokazała jako Donalda Trumpa. W tę rolę znakomicie wcielił się Georg Nigl, wiernie imitując infantylne zachowania Trumpa, począwszy od gestów, na sposobie mówienia skończywszy.

W tym miejscu „Monster’s Paradise” wychodzi z konwencji Grand Guignol Opéra i staje się dojmująco realistyczna. Reżyser Tobias Kratzer w tej historii o Myszce Miki, która już nie jest słodka, tylko jest sługusem tyrana; Kermicie, który rzuca się na Miss Piggy; o zombie, Gorgonzilli i wampirach widzi w królu-prezydencie jedyną prawdziwą postać. Podchodzi więc do niej z powagą i nie karykaturuje Trumpa, tylko przewrotnie go heroizuje.

Trumpa pożera potwór

W kluczowym momencie spektaklu dochodzi do batalii, w której ścierają się dwie antagonistyczne siły polityczne. Bitwa kończy się, gdy Gorgonzilla pożera Trumpa! Publiczność wciągnięta w spektakl Kratzera w tym jednym miejscu odrywa się i przerywa show radosnymi brawami! Choćby tylko dla tej sceny warto było pojechać do Hamburga, żeby zobaczyć ten spektakl. Niebywale satysfakcjonujące.

Z wyjątkiem portretu Trumpa wszystko świadomie wykracza poza granice realistycznej wiarygodności, traktując absurd nie jako dystopię, lecz jako zwierciadło świata. Muzyka „Monster’s Paradise” nie ogranicza się do ilustrowania nonsensów i zdaje się wychodzić z bezpiecznych ram muzycznej groteski. Neuwirth umieszcza akcję w stanie permanentnej nierównowagi harmonicznej. Kompozytorka rozszerzyła orkiestrę symfoniczną o różne instrumenty perkusyjne, rozstrojone gitary elektryczne czy w końcu rozstrojony fortepian. 

Najciekawsze efekty udaje jej się osiągnąć przy pomocy wykorzystywanego przez Neuwirth efektu elektronicznego duplikowania głosu przy jednoczesnej alteracji w górę i w dół, co daje dające dysonujące spektrum — taki efekt nierealności kompozytorka przewidziała dla Gorgonzilli.

Muzyka nie jest apolityczna

Wróćmy na koniec do rozstrojonego fortepianu, na którym Bampi i Wampi grają na cztery ręce „Fantazję f-moll” Schuberta. Muzyka w spektaklu pojawia się z nagrania. Wspaniałym pomysłem byłoby, gdyby same autorki „Monster’s Paradise” nagrały tę „Fantazję”, bo przypomnijmy, że Jelinek w 1971 roku otrzymała dyplom Konserwatorium Wiedeńskiego, gdzie studiowała między innymi grę na fortepianie, choć dyplom zagrała na organach. 

Jednak Staatsoper Hamburg zrobiło niemiłą niespodziankę i w nagraniu „Fantazji” pojawia się Elisabeth Leonskaja — austriacka pianistka gruzińskiego pochodzenia, która w listopadzie 2025 roku, czyli już na etapie przygotowywania premiery „Monster’s Paradise”, zagrała w Moskwie koncert dla rosyjskich żołnierzy pod dyrekcją dyrygenta i altowiolisty Jurija Baszmeta, który jest znanym zwolennikiem Putina i w przeszłości publicznie popierał wojnę z Ukrainą, stwierdzając: „Postępujemy słusznie. I zwyciężymy”.

Pojawienie się Leonskiej w „Monster’s Paradise” na scenie w Hamburgu niedługo po tym, jak stała się częścią putinowskiej propagandy kulturalnej, jest kolejnym „rozstrojeniem” się świata. 

I szkoda, że Kratzer, dyrektor Hamburskiej Staatsoper i reżyser spektaklu, nie kazał Gorgonzilli zeżreć także Bampi i Wampi, żeby obok „Fuck Trump” wybrzmiało również „Fuck Putin”. Muzyka nie jest apolityczna!

„Monster’s Paradise: Grand Guignol Opéra” [„Raj potworów”]

muzyka: Olga Neuwirth
libretto: Elfride Jelinek
dyrygent: Titus Engel
reżyseria: Tobias Kratzer
w rolach głównych: Sarah Defrise, Kristina Stanek, Andrew Watts, Eric Jurenas, Georg Nigl, Anna Clementi, Sylvie Rohrer, Ruth Rosenfeld, Elisabeth Leonskaja, Titus Engel

Chór Hamburskiej Opery Państwowej i Hamburska Orkiestra Filharmoniczna 

recenzowany spektakl: 11 lutego 2026 (premiera inscenizacji: 1 lutego 2026) 

zdjęcia ze spektaklu © Tanja Dorendorf