0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Krótko mówiąc > PAWEŁ ŚPIEWAK: Samotność...

PAWEŁ ŚPIEWAK: Samotność Benjamina Netanyahu

komentarz prosto z Jerozolimy

Paweł Śpiewak

Samotność Benjamina Netanyahu

Obecny kryzys stosunków amerykańsko-izraelskich przychodzi w wyjątkowo trudnym okresie dla interesów narodowych Izraela. Najważniejszą rzeczą jest obecnie kwestia atomowych ambicji Iranu. Państwo żydowskie, żyjąc w cieniu bomby atomowej, znajdzie się w wyjątkowo trudnym położeniu. Zmniejszy się radykalnie imigracja. Nikt nie będzie chciał osiedlać się w Erec Israel, coraz więcej młodych, dobrze wykształconych specjalistów będzie wyjeżdżać do Stanów, zmniejszą się inwestycje gospodarcze. Marzenie syjonistów jeszcze z początku XX wieku rozmyje się. Izrael przestanie być uważany za bezpieczny dom dla całej światowej diaspory żydowskiej.

Pod presją i osłoną Iranu wzmocnią się zapewne fundamentaliści i radykałowie islamscy. Będą nawoływać do anihilacji całego Izraela. Inne państwa tego regionu, które poważnie obawiają się dominacji irańskiej, przede wszystkim Arabia Saudyjska oraz Egipt, z całą pewnością również przystąpią do prac nad bronią nuklearną. Zacznie się nowy wyścig zbrojeń, w wyniku czego załamie się obecna równowaga sił na Bliskim Wschodzie. Będzie to działać oczywiście na niekorzyść Izraela, ponieważ w tej sytuacji jego zasoby nie wystarczą już do obrony.

Iran może mieć bombę A w ciągu roku lub dwóch. Czy sam Izrael jest w stanie obronić się przed tym zagrożeniem? Jest to wysoce wątpliwe. Pewnie jest natomiast, że prezydent Obama znajduje się w bardzo trudnej dla siebie sytuacji. Nie tylko Irańczycy uzyskują prestiżową i polityczną przewagę w regionie. Gdyby Izrael podjął działania samoobronne, atakując irańskie instalacje wojenne, oznaczałoby to podniesienie cen ropy i gazu, a co za tym idzie – nawrót kryzysu gospodarczego. Wyborcy amerykańscy mogą tej sytuacji nie zrozumieć i Obama straci szanse reelekcji.

Izrael jest nie na żarty zagrożony. Musimy o tym pamiętać. Traktuję groźby irańskiego prezydenta pod adresem Izraela bardzo poważnie. W takiej sytuacji bez sojuszników, bez wsparcia międzynarodowego, w tym krajów Unii Europejskiej, bez zdecydowanej antyirańskiej rezolucji Narodów Zjednoczonych, bez silnego sojuszu z Ameryką, znajdzie się z własnego powodu w pewnej izolacji. Czas nagli. Jedynym dostępnym obecnie sposobem powstrzymania Iranu jest nacisk polityczny i gospodarczy wspólnoty międzynarodowej.

Skuteczność działań amerykańskich w regionie blisko i środkowo wschodnim Azji zależy od stosunku muzułmanów do Ameryki. Obecna administracja nie zamierza bronić polityki kolonizacyjnej Izraela, bo w ten sposób mnożyłaby sobie wrogów w świecie islamskich, a poza tym nie można sobie pozwolić na to, by amerykańskie decyzje były uzależnione od politycznych rozgrywek premiera Benjamina Netanyahu. Tym bardziej, że skuteczność amerykańskiej polityki sankcji i izolacji Iranu wymaga nowego otwarcia na kraje azjatyckie.

Trudna to sytuacja dla izraelskich jastrzębi. Prawica najpierw domagała się ostrej reakcji wobec Iranu, a gdy te są podejmowane na arenie międzynarodowej, torpeduje je, zaostrzając kurs w stosunkach z Palestyńczykami i tym samym wchodząc w otwarty już konflikt z polityką innych państw Zachodu.

Wszystko więc wraca do punktu wyjścia, do polityki wewnętrznej Izraela. Ameryka chce potrząsnąć politykami izraelskimi. Zdaniem wielu komentatorów prezydent Obama postawił w Białym Domu premierowi Izraela mocne i trudne warunki, albo będzie popierać politykę bezpieczeństwa Ameryki i jej sojuszników europejskich, politykę zgodną z interesami bezpieczeństwa Izraela albo będzie wspierał radykalną prawicę izraelską z ministrem spraw zagranicznych Libermanem na czele. (Bardzo dziwny to minister, bo i tak wszystkie ważne decyzje w polityce zagranicznej podejmuje premier). Wybór dla Netanyahu nie jest łatwy, ale póki co nie potrafił dogadać się z Amerykanami. Premier wybrał prawicę z wielu powodów, w tym ideowego, ale również dlatego, że bez niej jego rząd się nie utrzyma.

Zobaczymy, co stanie się po świętach Pesach, czyli po najbliższym wtorku. Wiele wskazuje na to, że rząd opuszczą przedstawiciele Partii Pracy z ministrem Ehudem Barakiem na czele (obecnie minister obrony narodowej Izraela, niegdyś premier) i podjęte zostaną starania o stworzenie rządu jedności narodowej. W tym widzę dużą szansę dla państwa Izrael, jak również dla samego premiera Benjamina Netanyahu.

Pamiętajmy, tak trudnej i dramatycznej sytuacji, jaka mamy obecnie, Izrael nie przeżywał od bardzo długiego czasu.

* Paweł Śpiewak, profesor socjologii.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 64

(13/2010)
5 kwietnia 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj