Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Spacerując > PIOTROWSKI: Totem, który...

PIOTROWSKI: Totem, który nie znaczy nic

Igor Piotrowski

Totem, który nie znaczy nic

Zauważyłem go dopiero podczas trzeciej wizyty w Leuven. Zielony chrząszcz z poliestru tkwiący na dwudziestotrzymetrowej iglicy. W pozycji, której owady zdecydowanie nie lubią, czyli spodem do góry. Trzymetrowy skarabeusz odtworzony w ciągu dwu i pół roku w rotterdamskim studio z mikroskopem i specjalnie dobranymi farbami w ręku. „Totem” znanego belgijskiego artysty Jana Fabre’a stoi od siedmiu lat na Ladeuzeplein, największym kwadratowym placu w mieście. Naprzeciwko biblioteki uniwersyteckiej, nad podziemnym parkingiem. W nocy jest podświetlony i emanuje zimną, zieloną barwą. Na tle słynnych rzeźb miasta Leuven, choćby „Fons Sapientiae” Jefa Claerhouta, „Renée” Armanda Loveniersa czy „Kotmadam” Freda Bellefroida, wyróżnia się tym, że w żaden sposób nie budzi sympatii. Również jego geneza każe patrzeć nań podejrzliwie. Został podarowany z okazji jubileuszu 575-lecia lowańskiego uniwersytetu przez miasto, które – jak głosi opowieść – także dostało go od innego miasta, czyli Mechelen. Darowanemu chrząszczowi nie patrzy się w aparat gębowy, a nie za bardzo dało się go komuś już dalej przekazać, dlatego został przyjęty.

Czy dla odbioru ma znaczenie, że jest to owad? Chyba nie. W Polsce, w Szczebrzeszynie mamy pomnik brzmiącego w trzcinie chrząszcza z wiersza Brzechwy. Jest co prawda z drewna lipowego, ma ręce, nogi, cylinder i gra na skrzypcach, co ułatwia percepcję. Nieopodal Szczebrzeszyna leży Zwierzyniec, który szczyci się największą liczbą pomników, tablic i innych upamiętnień na jednego mieszkańca. Pośród tych sześćdziesięciu z okładem monumentów jest także kamień poświęcony nalotowi szarańczy na Lubelszczyznę w 1711 roku i zwalczeniu plagi przez wspólnotę. Pomniki czy rzeźby zwierząt coś takiego zwykle oznaczają – albo poświęcone są konkretnym, legendarnym zwierzętom, albo upamiętniają ich ogólną rolę, albo wreszcie mają budzić mniej lub bardziej miłe skojarzenia. Niekiedy nawet wywoływać uczucia ambiwalentne. Jak wrocławski pomnik zwierząt rzeźnych czy „Bandundu Jazz Fontein” Toma Frantzena. W Tervuren, położonym nieopodal Leuven, w pobliżu Muzeum Afryki Centralnej, na rondzie umieszczono fontannę składającą się z różnych akwatycznych zwierząt afrykańskich grających na instrumentach. Rzeźby Frantzena to nonet z żółwiem na gitarze i żabą na akordeonie. Jeśli, jak mi się zdarzyło, ogląda się ten „wodny jazzband” po zwiedzeniu wystawy poświęconej belgijskim sentymentom postkolonialnym, gdzie zobaczyć można zespół jazzowy z Kinszasy, a warto pamiętać, że Bandundu to nazwa jednego z miast w Kongu, to spokojnie fontannie nie da się przyglądać. Być może te moje odczucia są „mylnymi wzruszeniami” i chodzi tylko o afrykańskie zwierzęta obok afrykańskiego muzeum, jednak nawet ta semantyka coś ze sobą niesie.

Przebity robak niesie ze sobą jedynie pustkę. Pomysł, jak go interpretować, zdaje się jednocześnie wydumany i banalny. Autor sam mówił o chrząszczu jako o „radarze ludzkiej egzystencji”. W innym miejscu zaś powiedział: „»Totem« jest symbolem centrum społeczeństwa. Hołdem dla życia i śmierci. Tutaj jest hołdem dla piękna, nauki, wiedzy. Krótko mówiąc, poezja istnienia”. Eksplikacja mętna („radar”) lub oczywista („centrum” i „hołd”), a intencja być może przewrotna (bo z jakiegoś powodu jest przewrócony, co kontrastuje z pięknymi słowami o nim). Podpowiedzi szukano również w genealogii Fabre’a (Jean-Henri Fabre, entomolog, słynny autor książki „Z życia owadów”, to ponoć rodzina artysty). W praktyce przyszpilania owadów, by mieć je zebrane i skatalogowane. Wszystko na próżno. Skarabeusz ostatecznie nie poddaje się antropomorfizacjom, jego wielkie znaczenie symboliczne zostało zapoznane, nie ma nikogo, kto by się przyznał do totemu. Te wszystkie pragnienia hermeneutyczne – by uczynić rzeźbę zrozumiałą – są świadectwem rozpaczy. Jeśli nawet miało to być przerażające, drażniące, raniące, to takie – jak się zdaje – nie jest, bo mało kto jeszcze na chrząszcza zwraca uwagę. Ginie w powodzi innych wrażeń. Albo jest za wysoko, albo się do niego już wszyscy przyzwyczaili. Albo go wypierają. Nie stał się w każdym razie symbolem miejsca ani miasta. Jest curiosum, ale curiosum ponad głowami mieszkańców – ponad dorocznym wesołym miasteczkiem, bożonarodzeniowym jarmarkiem, sierpniowym festiwalem rockowym, dniem sportu i triatlonem, lipcowymi koncertami dzwonów rozbrzmiewającymi z wieży biblioteki, ciuchami, którymi handluje się na placu co piątek. Dlaczego dopiero za trzecim razem dotarło do mnie, że on w ogóle istnieje? „Nadziany chrząszcz nie został doceniony przez wszystkich” – eufemistycznie ujmują to autorzy albumu o Brabancji Flamandzkiej, prowincji, której stolicą jest Leuven. Większość znajomych mieszkańców miasta kwituje go wzruszeniem ramion. Tylko czy o to chodziło?

Rzeźba:

„Totem”, Jan Fabre, odsłonięta w 2004, stoi w Leuven na placu Ladeuzeplein przed wejściem do głównej biblioteki uniwersyteckiej.

* Igor Piotrowski, kulturoznawca, teolog, doktor w Instytucie Kultury Polskiej UW.

 

Kultura Liberalna” nr 118 (15/2011) z 12 kwietnia 2011 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 118

(14/2011)
12 kwietnia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj