Bądź na bieżąco!

Zapisz się na newsletter
Kultury Liberalnej

Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Krótko mówiąc > TOKARSKA-BAKIR: Co to...

TOKARSKA-BAKIR: Co to znaczy, że Polska jest krajem chłopów i żołnierzy

Szanowni Państwo, nawiązując do aktualnego Tematu Tygodnia, zapytaliśmy Joannę Tokarską-Bakir, jaka była rola negatywnych stereotypów wobec polskiej wsi w dyskusji nad „Złotymi żniwami”. I czy „Złote żniwa” odegrały rolę przy negatywnej stereotypizacji polskiej wsi. Zapraszamy do lektury!

Joanna Tokarska-Bakir

Co to znaczy, że Polska jest krajem chłopów i żołnierzy

W odpowiedzi chcę tu powiedzieć dwie rzeczy, ogólną i szczegółową.

Ogólna: Polska jest krajem chłopów i żołnierzy. Tak w każdym razie sądził Konstanty Kot Jeleński. Jak to jest, że w kraju chłopów i żołnierzy żołnierze udają arystokrację, zaś chłopi – żołnierzy? Moja próbna odpowiedź jest następująca. Polska, mimo że tyle od Indii mniejsza, stanowi poniekąd przeciwieństwo Indii, gdzie hierarchie społeczne trwają nienaruszone. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, jak to być może, że w sześćsetmilionowym państwie tak łatwo spotkać znajomych. Ludzie znają się do tego stopnia, że nie sposób udawać, że się jest braminem, podczas gdy się jest siudrą (jako instrukcję w dziedzinie indyjskich podziałów kastowych polecam „Homo hierarchicus” Louisa Dumonta, niedawno wydany po polsku). Zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie panuje zagadkowa anonimowość – nie znają się nawet ci, którzy znać się powinni. Wskutek dwóch wojen światowych i powojennego wymieszania, skądinąd bardzo pożytecznego, wszystkie polskie klasy uciekły ze swoich miejsc w miejsca wybrane, najzupełniej fantastyczne.

Skoro polskie społeczeństwo powojenne gra w komórki do wynajęcia, społeczna pogarda musi dziś dotyczyć tych, którzy nie zdążyli się zorientować w jej regułach. Byli zbyt powolni, by dokądkolwiek uciec. To chłopi.

Teraz rzecz szczegółowa. Absolutnie nie zgadzam się z poglądem, że Jan Tomasz Gross przyczynił się do negatywnej stereotypizacji polskiej wsi. Jest natomiast faktem, że w publicznej dyskusji po ostatniej książce Grossów pojawił się trend, przechwytujący impet argumentacji autorów „Złotych żniw” tak, by przestała ona godzić w „narodowe ciało zbiorowe” i zamiast tego ugodziła w „ciało klasowe” – chłopstwo właśnie. Badacz społeczny bez trudu rozpozna w tym usiłowaniu metamorfozę narodowej obsesji niewinności.

Martwić się wypada, że podobne głupstwa, delegujące chłopów do odegrania roli czarnego luda w polskiej historii najnowszej, powtarzają nobliwi inteligenci. Tego samego wieczoru, gdy w Teatrze Na Woli odbywała się warszawska premiera książki Grossów, miało też miejsce posiedzenie ekumenicznej rady, mniejsza o nazwę, na którym w kontekście „Złotych żniw” zupełnie wprost chłopstwo mianowano jądrem ciemności narodu polskiego. Gdyby członkowie tejże rady mieli w pamięci ofertę „przyjęcia szumowin do narodu”, z wiadomym skutkiem złożoną kiedyś chłopom przez Stronnictwo Narodowe, zachowaliby się może bardziej odpowiedzialnie.

Niepokojące generalizacje w tej sprawie znajduję w książce skądinąd bardzo zasłużonej badaczki, Barbary Engelking-Boni, „Jest taki piękny letni dzień”. Fantastyczna jest praca, którą wykonała, zbierając żydowskie relacje, jednak etnograficzna refleksja, jaka książkę poprzedza, składa się – w kwestiach dotyczących chłopstwa jako grupy – z serii szkolnych błędów, umacniających stereotyp. Starając się wyjaśnić makabrę, jaką zioną relacje Żydów o przechowywaniu się na prowincji, badaczka sięga po zasłużoną w etnografii kategorię izolacji świadomościowej, którą interpretuje nieprawnie – w kategoriach nie tyle konserwatyzmu treści, ile ich genealogii. Przypomnę więc, że treści, które składają się na tzw. chłopski światopogląd, szczególnie w partiach, które dotyczą tego, co wolno było robić Żydom, rzadko były własnym wynalazkiem chłopstwa. Bez przyzwolenia klas wyższych – duchowieństwa, ziemiaństwa, nauczycieli i elit urzędniczych – chłopstwo, jako grupa podporządkowana, „nie wychyliłoby się” przeciw Żydom.

Jest także coś nieprzyzwoitego w poszukiwaniu uzasadnień mordów w „gospodarce ograniczonych dóbr” (mowa o artykule Marcina Zaremby „O polskiej banalności zła”, „Polityka”, nr 12 (2799) z 19 marca 2011, s. 70-73), podczas gdy pod ręką są racje tak oczywiste, jak opadanie treści dziedziczonych po elitach i wyuczona, głęboko zakorzeniona pogarda. Piszę o tym krótko, bo stanowisko Marcina Zaremby komentowałam w debacie o „Złotych żniwach” w Teatrze Na Woli, a także w tekście „Historia jako księgowość kreatywna” (dwutygodnik.com).

Nie sztuka piętnować postawę tych, którzy powtarzają za wieszczem: „znam to tylko z opowiadań, ale strzegę się tych badań, bo mi psują myśl o polskiej wsi”. Chodzi o to, żeby mimo że serce nas boli, zacząć żegnać się z tezą „wieś to Jedwabne, miasto to Żegota” (Sylwia Chutnik).

* Joanna Tokarska-Bakir, antropolożka kultury, pracowniczka naukowa Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Slawistyki PAN.

„Kultura Liberalna” nr 129 (26/2011) z 28 czerwca 2011 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 129

(26/2011)
29 czerwca 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj