Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Krótko mówiąc > MAZGAL: Po słynnym...

MAZGAL: Po słynnym lądowaniu Boeinga 767. Sen o lataniu

Anna Mazgal

Sen o lataniu

Jednym z motywów przewodnich naszej narodowej świadomości jest latanie. Być może romantyzm przypisywany czynności wzbijania się ponad ziemię dobrze współgra z naszą aż nazbyt często uciekającą od przyziemności narodową duszą? Jednocześnie polskie latanie od zawsze jest politycznie uwikłane, począwszy od niedocenianego przez sojusznika i historię udziału polskiego Batalionu 303 w bitwie o Anglię, na żałobnych reperkusjach katastrofy smoleńskiej kończąc.

Oto jednak pojawił się nowy profil lotniczej legendy. Boeing 767, maszyna polskiego przewoźnika, z polską załogą, ma prawdopodobnie uszkodzony system hydrauliczny, odpowiadający m.in. za wysuwanie podwozia. Samolot krąży nad Warszawą, a kolejne próby uruchomienia mechanizmu zawodzą. Do akcji wkraczają rozmaite służby: policja zamyka ruch drogowy na newralgicznych arteriach, szpitale przygotowują się na przyjęcie 230 pasażerów, lotnisko zostaje zamknięte, jego służby są w pełnej gotowości. Ludzie odrywają się od swoich zajęć i w napięciu czekają przed ekranami telewizorów na awaryjne lądowanie. Dramatyczna w swej lakoniczności i opanowaniu rozmowa pilota z kontrolerem, który życzy kapitanowi powodzenia. 15 sekund niezwykłego, udanego lądowania. 90 sekund ewakuacji. To bardziej amerykański sen niż polski mit.

Analizując to wydarzenie z perspektywy narodowej tradycji, należałoby powiedzieć, że udał się nam pozytywny mit o lataniu. Jednak sens tego wydarzenia wymyka się tradycyjnemu formatowi. Wiele jego elementów ma wymiar symboliczny, jak choćby to, że kapitan rejsu nr 16 ma na nazwisko Wrona. Ponure znaczenie „wrony” czasów stanu wojennego zyskuje nagle konkurencyjne, przepełnione światłem i naszą wspólną dumą znaczenie.

Symbolika tego snu o lataniu to nic innego jak przekonanie, które przedarło się do zbiorowej świadomości, że 1 listopada nad Warszawą nie wydarzył się cud. Po prostu każdy z uczestników tego zdarzenia wykonał to, co do niego należało najlepiej, jak potrafił. Lata szkoleń i doświadczenia pilotów, załogi, kontrolerów, strażaków i wszystkich innych zaangażowanych osób zogniskowały się w sprawnym działaniu podczas tych kilku dramatycznych godzin. Nikt nie podarował nam szczęśliwego zakończenia – sięgnęliśmy po nie sami. Jest to zatem nie mit zesłanego nam przez los cudu, ale mit, w którym pełnimy rolę sprawczą.

W polskiej zbiorowej świadomości Ikar zwykle podlatuje za blisko słońca i spada do morza. Przy czym analizie słuszności decyzji o trajektorii lotu poświęcamy zwykle mniej czasu niż narzekaniom na zbyt wysoką temperaturę Słońca. To, że 1 listopada Ikar szczęśliwie wylądował, nie przesądza jednak niestety o tym, jak oceni go historia.

Jeśli bowiem uznamy, że wydarzenia 1 listopada zasługują na miejsce w naszej narodowej mitologii, będziemy musieli jako zbiorowość przyjąć, że bywamy odpowiedzialni za swoje czyny i decyzje. Że mamy siły i potencjał, które można skutecznie wykorzystać dzięki dobrej koordynacji. Tego rodzaju symbolika stoi w sprzeczności z poglądami tej części społeczeństwa, która uważa, że nad nami i nad naszymi snami o lataniu wisi klątwa, a nawet spisek, a ich tragiczną manifestacją była katastrofa smoleńska, ale i łaska boska, której zbrojnym ramieniem są cuda. Jest to ta część społeczeństwa, której łatwiej jest uznać, że za pomyślnym zakończeniem lotu 16 stoją przewożone na pokładzie samolotu cudowne relikwie, a nie determinacja, talent i umiejętności Dzieci Bożych.

Jeśli w rodzimej hagiografii uznamy odpowiedzialność kapitana Tadeusza Wrony za dostarczenie 230 osób całych i zdrowych z Newark do Warszawy, będziemy musieli też przyznać, że sami jesteśmy odpowiedzialni za to, dokąd i którędy lecimy. Siłą rzeczy niektórzy z nas będą musieli też zmierzyć się z poglądem, że nędzne położenie, w którym się znajdują, nie jest winą mgły, spisku czy zakamuflowanej opcji niemieckiej. Siadając za sterami Boeinga 767, kapitan Tadeusz Wrona na pewno nie miał pojęcia, jaką pracę domową nam zadaje. Jest to jednak praca domowa, którą jako zbiorowość musimy w końcu odrobić i również za to kapitanowi należą się podziękowania.

* Anna Mazgal, członkini redakcji „Kultury Liberalnej”, aktywistka, ekspertka Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. Reprezentuje OFOP w Obywatelskim Forum Legislacji.

„Kultura Liberalna” nr 148 (45/2011) z 8 listopada 2011 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 148

(45/2011)
8 listopada 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj