Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > [Debata o CATTELANIE]...

[Debata o CATTELANIE] Patrzeć tak, aby zobaczyć

Paweł Majewski

Dawno temu poetka pisała „A któż to jest ten mały dzidziuś w kaftaniku? / Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów! / Może wyrośnie na doktora praw? / Albo będzie tenorem w operze wiedeńskiej?” Wiersz Pierwsza fotografia Hitlera jednak uszedł jakoś uwadze publiczności.

Egzegeci Szymborskiej zazwyczaj pomijali go wstydliwie, a jej krytycy woleli skupiać się na wierszach z okresu stalinowskiego, rozkosznie łatwo dających się przejechać walcem słusznej sprawy, podczas gdy utwór, którego podstawą jest zdjęcie Adolfa Hitlera w wieku niemowlęcym, stanowił krępującą zagadkę – nie do końca było wiadomo, jak można go skrytykować.

Szymborska zmierzyła się w tym wierszu z jednym z poważniejszych problemów intelektualnych drugiej połowy ubiegłego wieku, ale podeszła do niego we właściwy dla siebie sposób – dyskretnie, ironicznie i wątpiąco. Ostatnie słowa wiersza, „Nauczyciel historii rozluźnia kołnierzyk / i ziewa nad zeszytami”, otwierają szeroki horyzont interpretacji. Jednak, ponieważ sztuka słowa pisanego nie narzuca się odbiorcy tak silnie, jak sztuki wizualne, prowokacja ta – o ile w ogóle była zamierzona – nie wywołała skandalu.

Inaczej dzieje się więc z ujęciami zła w sztuce współczesnej czy raczej w tych jej odmianach, które podejmują żywy dialog ze światem zewnętrznym. Wyobraźmy sobie choćby wystawienie tej samej fotografii, którą opisała Szymborska, w jakiejkolwiek przestrzeni galeryjnej, nawet bez komentarza. Pomińmy zarazem w tym miejscu akademicką kwestię możliwości reprezentacji doświadczenia (zwłaszcza granicznego) w dziele sztuki, choć kwestia ta doprowadza do wysokiej gorączki wielu autorów zajmujących się tym tematem. W twórczości Maurizio Cattelana prowokacja – niewątpliwie obecna, a nawet może wehikularna dla dynamiki obiegu jego prac – jest pierwszym stopniem wtajemniczenia, nie zaś ostatnim, jak sądziło wielu. Trochę jak u akcjonistów wiedeńskich albo u przedstawicieli sztuki abiektalnej, służy ona temu, by wytrącić widza z równowagi w taki sposób, by powrócił do niej wzbogacony o nowe spojrzenie.

Nietytułowana praca z roku 1997 przedstawia malutkiego kurczaka kroczącego przed siebie w asyście dwóch potężnych labradorów, których sylwetki – chociaż jeden z tych psów siedzi, a drugi leży opierając się na przednich łapach – w porównaniu z filigranową postacią kurczęcia wydają się tym bardziej dominować przestrzeń całej grupy. Ale czy psy rzeczywiście „asystują”? Kurczaczek znajduje się poza polem ich widzenia, które obejmuje raczej obszar wokół niego. A więc pilnują? Stanowią ochronę? A może klucz etyczno-środowiskowy w ogóle tu nie pasuje? Może nawet jest niestosowny, skoro w pracy użyto spreparowanych martwych zwierząt? W takim razie idźmy innym tropem – to groteskowy dialog z tradycją sztuki europejskiej, parodia grupy rzeźbiarskiej, w której oddano motyw „słabość chroniona przez siłę” albo „opieka nad bezbronnym”. Muzea dostarczą setek realizacji tych toposów. Tyle, że są to realizacje z udziałem postaci ludzkich albo ludzkich i zwierzęcych. Tymczasem Cattelan stawia w ludzkich rolach same zwierzęta. Czy wobec tego chce sparodiować ludzki motyw? Może praca ta jest przykładem myślenia posthumanistycznego, w którym podmiotowość ludzka ulega detronizacji i musi pogodzić się z emancypowanymi podmiotami nie-ludzkimi? Lecz jeśli tak, to stajemy przed kolejnym problemem – czy można do tych „non-humans” zastosować humanistyczne kategorie porządkowania i rozumienia rzeczywistości? Skąd mamy wiedzieć, jaka relacja zachodzi między kurczęciem a psami? Skąd wiemy, że zachodzi jakakolwiek? Może te trzy zwierzęta „zostały zgrupowane/zgrupowały się” w sposób sugerujący znaczenie tylko dla naszych ludzkich oczu? Wszyscy widzieliśmy, jak stykają się ze sobą zwierzęta różnych gatunków. Jeśli nie atakują się nawzajem i nie pożerają, to na ogół nie dostrzegają się, ich istnienia nie wchodzą ze sobą w żaden rezonans, każde pozostaje w swoim wieczno-teraźniejszym solipsyzmie. Ale wszystkie te określenia także są wzięte z ludzkiego słownika – a przeto oddają sytuacje, do których je odnosimy, tylko z naszego punktu widzenia. Między ludźmi a nieludźmi nie zachodzi i nie może zajść proces intencjonalnej znaczącej komunikacji. Grupa Cattelana zaświadcza o tym w sposób wielorako paradoksalny. I wobec takiego stanu rzeczy pytanie, które narzuca się jako pierwsze – czy to są złe psy, które zjedzą kurczaczka, czy dobre psy, które ochronią kurczaczka – staje się naiwne.

Spójrzmy na inną realizację tego twórcy – We (My) z roku 2010. Struktura jest i tym razem bardzo prosta (i jest taka w większości prac Cattelana, co czyni je tym bardziej uderzającymi, ponieważ widz nie jest zmuszany do wykonywania skomplikowanych czynności hermeneutycznych w ramach procesu oglądania dzieła; w tym sensie Cattelan bierze w nawias tradycję obiegu sztuki ustrukturowanego poprzez warstwy tradycji symbolicznej i kulturowej). Na zasłanym czystą pościelą staromodnym łóżku małżeńskim leżą na wznak dwa męskie manekiny w eleganckich ciemnych garniturach. Mają identyczne twarze, wzorowane na twarzy samego Cattelana. Jeden z nich trzyma dłonie płasko na udach, prawa ręka drugiego leży na prześcieradle, lewa – na jego sercu. Spojrzenia skierowane w górę, lekko skrzywione głowy. Typowa martwota sklepowych manekinów, jak gdyby twórca nie chciał, by te postacie wyglądały na żywe (o co przecież w razie potrzeby byłoby bardzo łatwo, zwłaszcza po lekcji hiperrealizmu).

Centrum niepokoju, jaki wzbudza ta praca, nie jest fakt, że dwóch mężczyzn leży razem w jednym łóżku, lecz fakt, że – jeśli nie liczyć odmiennego ułożenia dłoni –są oni identyczni. Oraz tytuł – dlaczego My? Kim są „my”? Czy to twórca i jego sobowtór, tajemniczy dręczący Doppelgaenger? Czy może mają się tu odnaleźć widzowie, dostrzegając własne alter ego spoczywające na czystej pościeli wraz z bliźniakiem trzymającym rękę na sercu w geście radykalnej szczerości, takiej, jaką rezerwujemy tylko dla samych siebie, a i to nie zawsze? Podwojenie postaci ludzkiej niepokoiło ludzi od zarania kultury i cywilizacji. W niektórych dawnych kulturach przyjście na świat bliźniaków wywoływało lęk tak silny, że jednego z nich uśmiercano, ponieważ stanowił niewytłumaczalny element nadmiarowy w porządku świata i życia. Jeszcze i dziś utrzymują się pogłoski o tajemniczych więziach, jakie mają łączyć bliźnięta jednojajowe – mają one jakoby odczuwać nawzajem swoje silne przeżycia niezależnie od odległości, w jakiej się aktualnie znajdują. Faktem stwierdzonym jest, że często w dzieciństwie posługują się swoistymi idiolektami zrozumiałymi tylko dla nich, choć uczeni nie wyjaśnili dotąd przekonująco, jak dochodzi do wytworzenia takich „prywatnych języków”.

Cattelan gra na tych faktach i opiniach kulturowych. Dokłada do nich sztuczną „manekinową” elegancję swoich kukieł. Jak gdyby ubogie, obdarte marionety Kantora przeszły przez ręce wizażystów. Zadane tu pytanie o tożsamość osobową człowieka pozostaje tak samo nierozstrzygnięte jak pytanie o to, co łączy małe kurczę z dużymi psami. Dynamika znaczeń wyłaniających się z tych obiektów, jest radykalnie otwarta. Znaczenia te nie zmierzają do określonego finału interpretacji. To jeszcze jeden składnik prowokacji, której celem jest podtrzymywanie aktywnego namysłu nad naszym pospólnym losem, wytrącanie umysłów z wygodnej drzemki, do jakiej skłania je samopotwierdzający się pusty dyskurs codzienności wizualizowanej w mediach masowych. Włoski twórca posługuje się prostymi elementami tych wizualizacji po to, by zadawać owej codzienności nieproste pytania.

„Macie więc, oczy moje, napaście się tym widokiem”, powiedziano to u Platona o widoku rozkładających się zwłok – i ten cytat z Państwa jest otwarciem motywu makabry w kulturze Zachodu. Maurizio Cattelan uświadamia nam, że nie trzeba aż makabry, nie trzeba strug krwi i innych płynów fizjologicznych ani ostrych przedmiotów wtykanych w czułe miejsca, żeby doznać nie-swojości i powracać do siebie przez czas dłuższy niż chwila.

** Debata „Co robi Hitler na Próżnej? Moralne znaczenie prowokacji w sztuce” organizowana przez „Kulturę Liberalną” oraz Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski odbędzie się 10 grudnia o godzinie 19.00 w ramach festiwalu Watch Docs w sali Laboratorium CSW.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 204

(49/2012)
4 grudnia 2012

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj