Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Mądrość i odpowiedzialność...

Mądrość i odpowiedzialność [POŻEGNANIE TADEUSZA MAZOWIECKIEGO]

Łukasz Bertram

Wśród anegdot przytoczonych przez Jacka Kuronia we wspomnieniach jest i ta, gdzie tuż po internowaniu spotykają się Seweryn Jaworski, radykalny lider „Solidarności” w Hucie Warszawa, i Tadeusz Mazowiecki. „A mówiłem, ostrzej” – woła pierwszy. „A mówiłem, mądrzej” – odpowiada drugi. „I co wam przyszło z tej mądrości?”. „A wam – co z tej ostrości?”.

Prócz waloru humorystycznego opowiastka przypomina o jednej, niezwykle istotnej rzeczy: aby „S” – czy szerzej, opozycja demokratyczna – mogła zwyciężyć, musiała opierać się na dwóch nogach. Pierwsza z nich śmiało wybiegała naprzód i rozbijała kopniakiem przeszkody. Druga ostrożnie badała grunt, stąpając po „mądrości etapu”.

Premierostwo Tadeusza Mazowieckiego było krytykowane jako asekuranckie, zbyt wolno zmieniające Polskę i niepotrzebnie lękające się cienia sowieckiego, rzucanego już nie przez potwora, lecz przez mysz. Porównywano go do sapera, który posuwa się krok po kroku po polu minowym, jest jednak jedyną osobą na świecie, która nie wie, że nie ma już na nim nic, co mogłoby wybuchnąć.

Oczywiście, ocena polityczna działalności Mazowieckiego i jego rządu długo będzie jeszcze przedmiotem kontrowersji. Warto jednak pilnować się w takich chwilach, by nie przekładać mądrości dzisiejszej na mądrość roku 1989. Trudno było wówczas z dnia na dzień pozbyć się poczucia, że sukces może w każdej chwili zostać cofnięty – tak jak stało się to z Sierpniem rozbitym przez Grudzień; że wschodni sąsiad, który przez ponad czterdzieści lat definiował polskie granice wolności, nie ma już tej mocy. Podobnym anachronizmem jest zarzut, że ekipa, która robiła sobie zdjęcia z Wałęsą, nie była przygotowana do rządzenia krajem. Wszak jedynymi osobami, które miały wówczas doświadczenie w zarządzaniu, koordynowaniu na wielką skalę – byli może co bystrzejsi funkcjonariusze wydziałów KC.

Tadeusz Mazowiecki nie rzucał się w rewolucyjnym zapale głową naprzód. Był kością, mięśniem, ścięgnem owej drugiej nogi, która wstrzymywała tę pierwszą przed skokiem w każdą bohaterską przepaść. Jako redaktor naczelny „Więzi”, która godząc się z pewnymi ramami wyznaczonymi przez peerelowski system, starała się wprowadzać weń treści niemieszczące się w myślowej sztancy – nie zaniedbując jednocześnie misji otwierania okien polskiego Kościoła na nowe prądy soborowe. Jako doradca Lecha Wałęsy i ekspert „Solidarności” wskazujący ścieżkę między sprzeciwem i kompromisem, przestrzegający przed licytowaniem, gdy nie ma się w ręce asów. Jako premier, który spiesząc się powoli, uczył, że wolność, demokracja, podmiotowość – to odpowiedzialna praca, a nie pusty frazes.

Przewidując, jak często w najbliższych dniach w najbardziej grząskich otchłaniach Internetu i mediów pojawiać się będzie ledwie maskowana – albo i nie – radość z tej śmierci, jak będzie się szarpać deklinacją „grubą kreskę”, nie rozumiejąc, albo nie chcąc rozumieć, jaki był tej linii faktyczny sens – trzeba jasno podkreślać, że odszedł człowiek, z którym nie mieliśmy obowiązku zawsze się zgadzać. Mieliśmy i mamy jednak pewność, iż mądrość, odpowiedzialność, Polska, wszystko to, o czym czasem mówimy z ironicznym przekąsem, zestaliły się trwale z jego życiem i postawą.

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Ireneusz S. Wierzejski/ Źródło: Wikimedia Commons

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 250

(44/2013)
29 października 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj