Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > #bagnetnabroń [Komentarz do...

#bagnetnabroń [Komentarz do Tematu tygodnia: „Zabijanie Polaków”]

Wojciech Engelking

Tego wieczora, gdy Putin wkroczył na Krym, spotkałem na Placu Zbawiciela moją rówieśniczkę, studentkę. Rozmowa szybko zeszła na temat wojny. Czy wybuchnie? A jeśli tak, jak będzie wyglądała? „To proste”, zażartowała moja towarzyszka, „ty weźmiesz karabin, a ja zostanę sanitariuszką”. Roześmiałem się, choć rzecz wcale nie jest śmieszna. Pokolenie urodzone po 1989 r. w żaden inny sposób nie jest sobie w stanie wojny wyobrazić.

Lista zarzutów, jakimi publicyści zwykli traktować tzw. millenialsów jest długa i niewarta cytowania. Lwią ich część można streścić w następujący sposób: dzieci III RP to pokolenie, dla którego – jak ujął Jan Hartman – godnie znaczy wygodnie. To zbiorowisko – dodał Jan Sowa – ludzi jednowymiarowych, nijak niezainteresowanych sprawami publicznymi, którzy z pewnością nie przedłożą interesu wspólnoty nad zbawienie własnej duszy. Ciężej, aniżeli klęskę ojczyzny, przeżyją utratę ojcowizny. Zdaniem Sowy te „dzieci Adama Michnika i Aleksandra Kwaśniewskiego” patriotyzm pojmują jako w miarę sumienne wypełnianie reguł umowy społecznej i wyrabianie dobrobytu, a kwestie dotyczące zbiorowości narodowej wolą zostawić zawodowym technokratom.

Można nad tą sytuacją wznosić okrzyki o tempora, o mores jak „wSieci”, można zacierać ręce z satysfakcji – jak „Newsweek”. Można też powiedzieć, że młodzi Polacy po prostu w niewielkim stopniu różnią się od swoich kolegów z wyżej rozwiniętych państw Unii Europejskiej, gdzie od kilku lat również toczą się podobne debaty. Czy to dobrze, czy źle nie miejsce tu, by oceniać. Należy raczej powiedzieć, że taka jest dominanta, od której dopiero następują interesujące odchylenia. Na przykład obserwowalny od kilku lat powrót zjawiska wojny do zbiorowej świadomości pokolenia Z.

Obecności wojny

Nieprzypadkowo użyłem rzeczownika: zjawisko. Jako pojęcie wojna była bowiem obecna już wcześniej. W jaki sposób? Polemizując z Piotrem Pacewiczem na łamach „Gazety Wyborczej” (12-13.04.2014), Jacek Żakowski podniósł kwestię konserwatywnego kształtowania kanonu wiedzy przez system edukacyjny III RP, w którym „historia wykładana jest wedle XIX-wiecznych schematów narodowo-martyrologiczno-bitewnych”. Zarzut to popularny i wyeksploatowany.

Dawno temu, kiedy Roman Giertych był jeszcze narodowcem, powiedział, że prawica może i nie wygra wyborów w Polsce, ale narzuci swoją narrację. Trzeba było kilkunastu lat, by zrozumieć wagę tych słów.

Wojciech Engelking

Wojna jest obecna w nauczaniu w sposób rzeczywiście dziwaczny. Prowadzi do zadawanego mniej lub bardziej otwarcie pytania w stylu „czy walczyłbyś w powstaniu, młody Polaku?”. To absurdalne z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że czyni autentyczne poczucie możliwości zagrożenia wojną, które nigdy nie powinno być ze świadomości wyrugowane, przedmiotem czysto teoretycznego rozważania, w którym rolę zamiennika wiedzy historycznej odgrywają emocje. To znaczy: odsuwa myśl o tym, że coś takiego jak wojna, naprawdę istnieje.

Po drugie, tego rodzaju pytanie jednocześnie niesamowicie wojnę przybliża. Wypiera ze świadomości młodych Polaków poczucie, że wojna to całkowite wywrócenie obowiązującego porządku, czyniąc ją oswajalną. Gdy zaś wojna z czysto odległego pojęcia stanie się zjawiskiem bliskim, będzie to miało opłakane skutki.

Hipsterskie wojaki

Pierwszy zwiastun murowanego kinowego hitu jesieni (nie tylko z racji prowadzania szkolnych wycieczek), czyli filmu „Miasto 44” Jana Komasy, otwiera muzyka znana młodemu widzowi skądinąd. To „Young And Beautiful” z ostatniej płyty Lany Del Rey. Reżyser w ten sposób tłumaczy w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”  zamysł swojego filmu o powstaniu warszawskim: „Opowiadam o młodych ludziach, ich potrzebach, talentach. Nie uwierzę np., że nie myśleli wtedy o seksie. Nadrzędnym celem było uzyskanie niepodległości, ale pod pojęciem wolności kryją się proste rzeczy – normalne życie, spędzania czasu z rówieśnikami. Wszystko jest podszyte hormonami, które w bohaterach buzują, powodując rodzaj euforii”.

Wyznanie Komasy spotkało się wśród prawicowych publicystów z krytyką godną gombrowiczowskich ciotek kulturalnych, wśród tego zaś nurtu debaty publicznej, który lubi się określać mianem patriotów krytycznych – z apologią. Trudno w tym momencie ten spór rozstrzygać, zwłaszcza że filmu Komasy jeszcze nie mieliśmy szansy obejrzeć. Mieliśmy jednak okazję zobaczyć serial „Czas honoru” i niedawną adaptację „Kamieni na szaniec” w reżyserii Roberta Glińskiego; mogliśmy również zobaczyć rozgrywające się pod patronatem Muzeum Powstania Warszawskiego gry miejskie upamiętniające sierpniowy zryw. A zatem kolejne symptomy przekształcenia wojny z pojęcia w zjawisko.

Millenialsi zdają sobie sprawę z własnej nieporadności w obliczu zjawiska wojny. Ale na nieporadność tę, dzięki m.in. profesjonalizacji armii, machają ręką, zrzucają z siebie odpowiedzialność.

Wojciech Engelking

Dawno temu, będąc jeszcze narodowcem, Roman Giertych powiedział, że prawica może i nie wygra wyborów w Polsce, ale narzuci swoją narrację. Trzeba było kilkunastu lat, by zrozumieć wagę tych słów: prawica od kilku lat staje się dla pokolenia millenialsów źródłem jedynego sensownego języka do mówienia o wojnie. Nie jednak przez popularne wśród narodowców, jak najbardziej godne szacunku składanie kwiatów na grobach powstańców warszawskich; nie przez malowanie na murach napisów „Polska Pany”, ale przez oswojenie wojny. I to wśród tych millenialsów, których krytykowali Hartman i Sowa, nie szukających własnej politycznej identyfikacji, lecz godnych, bo wygodnych, obojętnych, wychowanych na wojnie toczonej w grach komputerowych.

Jacy są na przykład włączający się w wojnę harcerze z małego sabotażu w filmie Glińskiego? Stylowi, we fryzurach i ciuchach przypominających dzisiejsze stylizacje; jacy są Żołnierze Wyklęci z ostatniego sezonu potwornego „Czasu honoru”? To żołnierze-hipsterzy. Rzeczywistość wojenna w tym nowym dyskursie to albo niezapomniana przygoda, albo normalność. W żadnym wypadku nie rzeź. Dlatego dla millenialsów zupełnie na miejscu będzie zeszłoroczna dyskusja, czy Zośka i Rudy byli w homoseksualnym związku, czy nie. Bo wojna, nie będąc pojęciem, martwą literą, ale modnym zjawiskiem, nie jest na pierwszym planie, zostaje przyjęta do wiadomości jako normalność, możliwa do przeżycia. Równie dobrze można dyskutować, czy Zośka i Rudy byli w homoseksualnym związku w czasie festiwalu muzycznego.

Zrzucona odpowiedzialność

Millenialsi zdają sobie sprawę z własnej nieporadności w obliczu zjawiska wojny. Ale na nieporadność tę, dzięki m.in. profesjonalizacji armii, machają ręką, zrzucają z siebie odpowiedzialność. Uznają istotność i wagę zjawiska, ale nie chcą, by ich dotyczyło – tak na przykład wybrzmiewały wypowiedzi kilku stołecznych licealistów w zbiorowym wywiadzie dla „Newsweeka”, który redakcja opatrzyła tytułem: „Młodzi Polacy nie będą ginąć za ojczyznę”.

Dodatkowo: fajność wojny została zupełnie dla millenialsów oddzielona od tego, w imię czego wojnę się prowadzi – m.in. od kwestii narodowej, która pozostaje martwą literą. Wojna-zjawisko istnieje jako element stylu, jest wobec niego drugorzędna. Nie oznacza to jednak, że jest zjawiskiem pustym, lecz raczej możliwym do napełnienia jakąkolwiek ideologią. Najlepszym przykładem jest od niedawna przyjmowana przez młodzież bezkrytycznie teza o wielkości Żołnierzy Wyklętych i słabo wybrzmiewające oskarżenia ich o antysemityzm.

Czy z tej sytuacji jest jakiekolwiek dobre wyjście? Póki co wojna pozostaje w sferze teorii (i oby jak najdłużej w niej pozostała), gdzie więcej i sensowniej możemy powiedzieć o wojnie jako rzeczy fajnej i stylowej, a nie o wojnie jako o rzezi. Dopóki pozostaje ona na gruncie teoretycznym, ja będę nosił karabin, a moja koleżanka będzie sanitariuszką: w ramach poprawności patriotycznej. Ewentualnie – w ramach poprawności genderowej – skoro w obliczu wojny już możemy o niej dyskutować, zamienimy się rolami.

Skoro tu jesteś...

... mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa.

Każda i każdy z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 20 zł miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców i Patronów!

SKOMENTUJ

Nr 275

(15/2014)
16 kwietnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj