Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Początek i koniec...

Początek i koniec Jana Karola

Łukasz Jasina

Odchodzący hiszpański monarcha z rodziny Burbonów zasiadał na tronie przez blisko czterdzieści lat – czyli mniej więcej tyle samo ile jego poprzednik generalissimus Francisco Franco. Relacje generalissimusa i jego następcy to fascynujący temat, o którym często zapominamy. Zanim Jan Karol de Bourbon zaczął budować w Hiszpanii demokrację, musiał być najpierw lojalnym podopiecznym caudilla.

Generał Franco nie chciał tronu Hiszpanii dla siebie. Miał zresztą tylko córkę, a nikomu wtedy nie mieściło się w głowie, że może ona odziedziczyć po nim tron. Stanęło więc na regencji. Podzielona Hiszpania potrzebowała regenta, ale kandydatów do tronu było wielu. Dynastia Burbonów skonfliktowała się wewnętrznie jeszcze w wieku dziewiętnastym. Stanęło na wnukach Alfonsa XII – ostatniego króla Hiszpanii sprzed wojny domowej. Ich ojciec – Jan był podejrzewany o liberalne ciągoty. Ostatecznie nie objął tronu, a do rezygnacji przekonał go dopiero syn. Jan umiera jako hrabia Barcelony w momencie, gdy miasto to kończy olimpijskie igrzyska.

Jan Karol przyjeżdża wraz z bratem do Hiszpanii. Po pewnym czasie młodszy z Burbonów ginie w dziwnym wypadku z bronią, a Jan Karol staje się lojalnym sługą generalissimusa. Ten ostatni jednak zwleka z wyborem. Ani ślub z córką króla Grecji Zofią, ani narodziny małego infanta nie przekonują starzejącego się Franco. Sytuacja zmienia się na początku lat siedemdziesiątych, gdy potencjalnego następcę dyktatora – admirała Blanco – dopadają baskijscy terroryści. Gdy rozstrzeliwuje się przeciwników politycznych władzy, Jan Karol milczy, dzięki czemu jest w swoim następstwie niezagrożony.

Kilka lat temu nakręcono w Hiszpanii film o umieraniu dyktatora. Kto jest w nim postacią negatywną? Franco? Nie! Jest nią cyniczny książę czekający jak sęp na swoją sukcesję. Gdzieś w tle umiera kat republikanów (lub zbawca Hiszpanii – niepotrzebne skreślić w zależności od poglądów), rozstrzeliwuje się tu i ówdzie – a Jan Karol nie robi nic, tylko czeka… Tak naprawdę sytuacja była nieco bardziej skomplikowana, niż jest to pokazane w filmie – Jan Karol buntował się przeciwko decyzjom Franco, ale też w sposób naturalny go zastępował. To z nim woleli rozmawiać w Madrycie: Nixon, Ford czy Kissinger.

Po długich i ciężkich cierpieniach Franco umarł. Pochowano go z pompą w największym kościele świata wykutym w skale. Leży tam do dziś. Król żałobie przewodniczył i wdowy z królewskiego pałacu nie usunął. Na dekadę stał się autentyczną głową państwa. To on rozmontował frankizm i dopuścił do odnowienia demokracji. To on ją ochronił. Zamiast Franco na salonach pojawia się „La Pasionaria”, czyli Dolores Ibárruri. Dopiero gdy premierem zostaje lider socjalistów – Felipe González – król zaczyna naśladować innych monarchów europejskich i przybiera pozę raczej „ojca narodu” niż prawdziwego przywódcy.

Jeśli nie liczyć filmów – widmo frankizmu nigdy go jednak nie ścigało. Nawet teraz, gdy wypalony i zmęczony król myśli o emeryturze, wypomina mu się raczej drobne wpadki, podejrzane powiązania i aktualne problemy. Frankizm jest tak zamierzchłą przeszłością, że zdaje się już nie interesować nikogo poza hiszpańskimi lustratorami.

Koniec Jana Karola jako monarchy nie zaskakuje. O tym, że powinien być zastąpiony przez syna, poważni analitycy myśleli od dawna. Hiszpania jest w kryzysie, ale jej ustroju nie trzeba budować od nowa. Co najwyżej potrzebuje ona symbolicznego zjednoczenia. Paradoksalnie to, że monarcha z rodu Burbonów ma szansę taką jednoczącą rolę odegrać, jest zasługą Jana Karola.

 

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 283

(23/2014)
11 czerwca 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj