Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Władimir Ironiczny

Władimir Ironiczny

Wojciech Engelking

Ostatnie decyzje Putina w sprawie Ukrainy udowadniają, że prezydent Rosji wcale nie zwariował – jak w lutym twierdziła Angela Merkel. Gest taki, jak wysłanie na Ukrainę białego konwoju – z pozoru groteskowy – to raczej próba uprawiania polityki w warunkach permanentnego stanu wyjątkowego.

Kto jest suwerenem?

Każdemu, kto pamięta zdanie otwierające „Teologię polityczną” Carla Schmitta, odpowiedź na zadane wyżej pytanie nie będzie nastręczać większych trudności. „Suwerenem jest ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym”.

Stan wyjątkowy, według niemieckiego prawnika, to czas, w którym prawo przestaje obowiązywać, odkleja się od rzeczywistości. Ani jej już nie opisuje, ani, co istotniejsze, nie konstytuuje. To rzeczywistość staje się pierwotna wobec systemu prawnego – co jednak nie oznacza, że pogrąża się ona w chaosie. Nad rzeczywistością panuje bowiem, za pomocą decyzji, suweren. „Sprawujący władzę autorytet pokazuje, że aby stworzyć prawo, nie potrzebuje prawa”. W sytuacji stanu wyjątkowego suweren ujawnia swoją obecność i moc decyzyjną, która wykracza poza ramy prawne. Jak niedawno pisał Jan Rokita („Nieliberalna demokracja Orbána”, tygodnik „wSieci” z 11 sierpnia br.): „Powinnością polityka jest odczytywanie znaków czasu i antycypowanie całkiem nowego wyzwania”. Putin je odczytał i antycypował.

Rosyjski prezydent traktuje władzę jako osobistą rozgrywkę i – jak mówił Władysław Innoziemcew w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” – podejmując decyzje, nie myśli o horyzoncie dłuższym niźli dwadzieścia najbliższych lat. Czy to oznacza, że Putina całkowicie nie interesuje, co stanie się z Rosją po jego odejściu? Niekoniecznie. W założeniu Schmitta, stan wyjątkowy był przede wszystkim stanem przejściowym – koniecznym z punktu widzenia racji stanu, niemniej jednak niepożądanym. Putin wprowadzając go w życie, chce z  niego uczynić trwały model uprawiania polityki.

Beczka śmiechu

Jak jednak to robi? Spójrzmy na tak marginalną z pozoru kwestię, jak „biały konwój”, kolumnę kilkuset ciężarówek skierowanych na granicę z Ukrainą. Co wiozą? Oficjalna wersja brzmi, że pomoc humanitarną – w co nikt oczywiście specjalnie nie wierzy. Czy jednak naprawdę sądzić można, że Putin nafaszerował bronią dla separatystów konwój od kilku dni obserwowany przez cały świat? Przecież nie tak dawno udało mu się niepostrzeżenie zaopatrzyć bandy Igora Striełkowa w system rakietowy BUK, który prawdopodobnie posłużył do zestrzelenia samolotu malezyjskich linii lotniczych. Nie mamy zatem do czynienia z „końwojem” trojańskim. Zdjęcia i nagrania udostępniane w internecie pokazują, że w środku KAMAZ-ów faktycznie znajdują się paczki z żywnością, lekarstwami i ubraniami.

Po co tworzyć kolumnę białych ciężarówek, które żartobliwi internauci natychmiast porównali do ciężarówek ze świątecznej reklamy Coca-Coli? Po to, by faktycznie przypominały one kolumnę ze świątecznej reklamy Coca-Coli.

Wojciech Engelking

Przejrzawszy zawartość kilkunastu ciężarówek, celnicy i międzynarodowi obserwatorzy ze zdumieniem dostrzegli jednak, że w każdej z nich upchnięto relatywnie mało paczek. Bez trudu można by skrócić konwój o połowę, gdyby zapakować KAMAZ-y do pełna. Po co więc tworzyć kolumnę białych ciężarówek, które żartobliwi internauci natychmiast porównali do ciężarówek ze świątecznej reklamy Coca-Coli? Najprostsza odpowiedź brzmi: po to, by faktycznie przypominały one kolumnę ze świątecznej reklamy Coca-Coli. Żeby były groteskowe. Żeby szybciutko trafiły do internetu i dostarczyły użytkownikom ubawu co nie miara. Żeby powstawały na ich temat żarty. Obserwując zachodnią reakcję na biały konwój, prezydent Rosji może jak Gogolowy Chlestakow spytać: „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!”.

Śmiejecie się z samych siebie, czyli z własnej polityki pomocy humanitarnej, bronienia interesów swoich obywateli za granicą (pod jakim to pretekstem – przypomnijmy – Putin rozpoczął wojnę na Ukrainie), jedzenia jabłek – tego wszystkiego, co nazywacie polityką, a co z faktyczną polityką ma wspólnego niewiele. Faktyczną politykę natomiast uprawia w Europie jedynie Władimir Putin.

Groteskowa demokracja

Jakiś czas temu w „Demokracji nieufnych” Iwan Krastew trzeźwo zauważył, że obwieszczanie kryzysu demokracji nie ma większego sensu – demokracja ma to do siebie, że jest w kryzysie cały czas. Głównie dlatego, że demokratyczny suweren, lud, jest ex definitione niestały. I – paradoksalnie – dlatego też demokracja ma w sobie stałość, która pozwala jej przejść przez kryzysy zewnętrzne. Inaczej, jak pisał Fareed Zakaria, rzecz ma się z demokracją sterowaną. W niej o kryzysie nie może być mowy: wszystko musi działać jak w zegarku i dlatego też demokracja sterowana jest tak bardzo podatna na kryzysy i niestała. To właśnie ową niestałość Władimir Putin odczytał i antycypował. I postanowił przy okazji konfliktu na Ukrainie wprowadzić trwały stan wyjątkowy.

Obserwując zachodnią reakcję na biały konwój, prezydent Rosji może jak Gogolowy Chlestakow spytać: „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!”.

Wojciech Engelking

Biały konwój objawia groteskowość demokracji, której suweren może sobie pozwolić na krótki stan wyjątkowy, zwany rewolucją, ale nie długi, zaprowadzający faktyczną zmianę. Można jednak spytać: komu Putin chce uzmysłowić groteskowość demokracji? Rosjanom? Na użytek swoich wyborców prezydent Rosji sprokurował już narrację o zdemoralizowanym, hedonistycznym, liberalnym Zachodzie. Komu zatem? Wydaje się, że jest to działanie nakierowane wyłącznie na zewnątrz. Putin szuka wśród zachodnich przywódców tych, którzy także antycypują i odczytają znaki czasu – i jednego z takowych, Viktora Orbána, już znalazł.

Po co jednak Putin ich szuka? W doktrynie stanu wyjątkowego Schmitta decyzjonistyczne tworzone prawo nie ma – jak w liberalnych demokracjach – formy ogólnego i abstrakcyjnego przepisu, lecz polega na doraźnym rozstrzygnięciu. Putin jednak zakłada, że prawo nie może być wyłącznie partykularną decyzją oderwaną od kontekstu polityczno-gospodarczego, ponieważ utrudnia w ten sposób wymianę handlową, co doskonale uświadomiły mu zachodnie sankcje. Narzucając na zewnątrz swoją narrację o uprawianiu polityki w modelu decyzjonistycznym, szuka w Europie (także poza granicami Unii Celnej) partnerów do robienia biznesu.

Nie powinniśmy lekceważyć takiego – z pozoru sytuującego się na granicy polityki – happeningu, jakim stał się biały konwój. Warto na niego spojrzeć jak na parodię wartości Zachodu. Parodię na tyle udaną, że parodiowani samych siebie uznali za żart i zaczęli się z niego śmiać.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 293

(33/2014)
19 sierpnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj