Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Putinada] Wileńska kukułka...

[Putinada] Wileńska kukułka swinguje

Piotr Oleksy

O albumie „Muzyczne Rodowody – Litwa”. O litewsko-polskiej i wileńskiej scenie muzycznej. O muzyce w języku polskim i Wilnie w muzyce.

„To jest taka superowa okazja, żeby pokazać, że my nie jesteśmy tacy, co tylko w krakowskich strojach tańczą. Że żyjemy tu tak samo jak młodzi ludzie w Polsce, Niemczech, czy gdziekolwiek. Dobrze się bawimy i fajnie spędzamy czas!” – słowa Rafała Mikelewicza, wokalisty punkowego zespołu Will’n’Ska, stały się swoistym mottem przewodnim albumu „Muzyczne Rodowody – Litwa”. Albumu, który prezentuje niemały dorobek polskiej sceny muzycznej z Litwy.

Być może już niedługo kultura Polaków litewskich przestanie kojarzyć się głównie z kulturą tradycyjną i ludową. Nie ma wątpliwości, że jej kultywowanie jest niezwykle potrzebne, jednak młodzi Polacy z Wileńszczyzny coraz mocniej akcentują swoją nowoczesność oraz odrębną tożsamość – różną od „typowo” polskiej czy litewskiej. Jakiś czas temu sporo zaczęło się dziać w Internecie. Wystarczy wspomnieć opisywany na łamach „Nowej Europy Wschodniej” czy „Gazety Wyborczej” fejsbukowy fanpejdż „Pulaki z Wilni” (ponad 5 000 „polubień”!) lub niezwykle popularny blog Aleksandra Radczenki „Inna Wileńszczyzna jest możliwa”. Kolejną, coraz bardziej widoczną formą manifestacji własnej kultury jest muzyka popularna – zespoły tworzone przez osoby o polskim pochodzeniu i niewstydzące się swej polskości grają punk, ska, hip-hop, indie rock, comedy rock, pop-folk czy heavy metal. A grają wyjątkowo dobrze, a to coraz częściej dostrzegają również Litwini.

Wesołe chłopaki z zespołu Black Biceps, stylem nawiązujący do Gogol Bordello czy Leningradu, byli hitem ostatniej edycji programu „Lietuva Talantai”. Indierockowy Kite Art został wybrany najlepszym młodym zespołem rockowym na Litwie w konkursie festiwalu LRT Opus. Koncerty Will’n’Ska są prawdziwym wydarzeniem wileńskiej sceny punkowej. A to jeszcze nie wszyscy.

plyta

Wiele osób twierdzi, że za początek polskiej sceny na Litwie należy uznać rok 2012. To wtedy zaczął grać Kite Art, swój pierwszy koncert dała też grupa Will’n’Ska. Oczywiście nie wzięło się to z niczego i pewne fundamenty już były: po polsku śpiewały kapele takie jak AK, Zimbabwe czy Ghetto. Polacy tworzyli też pierwszy w Wilnie zespół ska, czyli Saint Oil Sand – oni jednak swój pierwszy kawałek w polskim języku zagrali dopiero specjalnie dla „Muzycznych Rodowodów – Litwa”. Wydarzeniem na lokalnej scenie rockowej były też koncerty zespołu Gold Lion z charyzmatyczną Katarzyną Bitowt na wokalu – występującą obecnie jako Jańka z Wilna – oraz obecnym perkusistą Will’n’Ska w składzie.

Muzycy z zespołu Kite Art nie zawsze grali tak hipnotycznie, oscylując wokół brzmień znanych z twórczości takich kapel jak Radiohead czy Sigur Rós. Oni również kiedyś byli punkami. „Samo śpiewanie po polsku było dla mnie wyrazem punku – powiedział kiedyś Robert Bieńkuński, wokalista i lider zespołu. – Śpiewaliśmy nie dlatego, że ktoś zabraniał śpiewać w tym języku, że my, Polacy na Wileńszczyźnie, często wstydzimy się naszego pochodzenia, swojego języka, czujemy się gorsi. Chodziło i chodzi mi o to, że trzeba szanować siebie, swoich rodziców, historię przodków, no i po prostu zwyczajnie być sobą” – wyjaśnia dalej Robert. Dla niego bycie sobą oznaczało też w końcu poszukiwanie zupełnie nowych brzmień, co na pewno wyszło na dobre zespołowi Kite Art i całej litewskiej scenie muzycznej. Kapela ta zbiera coraz lepsze recenzje i pojawia się na wielu prestiżowych wydarzeniach, takich jak wspomniany festiwal LRT Opus czy koncert w kultowym wileńskim klubie Loftas.

Wierni punkowi pozostali muzycy z Will’n’Ska, choć jak sami podkreślają, do kwestii gatunków muzycznych nie podchodzą doktrynalnie. Już sama nazwa wskazuje, że w ich graniu usłyszymy ska, nie obce są im też ciężkie gitary. „Ideą naszej grupy jest zabawa stylem i językiem” – tłumaczy Rafał, wokalista zespołu. Dlatego oprócz języka polskiego na ich koncertach można usłyszeć też litewski, rosyjski czy angielski. W tych językach zaśpiewali też swój najbardziej znany jak do tej pory utwór, czyli „Multukulturę”:

Witamy wszystkich w stolicy Litwy
tu nie ma wojny, tu nie ma bitwy
pytają nas za kogo kto
niestety my – apolityczne dno
tutaj językiem może każdy władać jakim chce
i nawet dziecko w trzech językach umie witać się
chociaż afrykańska flaga zdobi Giedymina Góra
Europa Wschodnia – tu multikultura!

W zasadzie wszystkie zespoły nawiązują w jakiś sposób do lokalności. Zawsze też towarzyszy temu pozytywny przekaz, który podkreśla dystans do politycznych sporów oraz swoistą jedność mieszkańców Wileńszczyzny. Na płycie Muzyczne Rodowody Litwa bezpośrednio dał temu wyraz metalowy zespół Berserker, śpiewając po polsku i litewsku: „Niech nienawiść nas omija / Przyjaźń złączy cały lud!”. Nazwa zespołu nawiązuje do skandynawskiej mitów – berserkerami nazywano najdzielniejszych wojowników. Ślady kultury skandynawskiej wyraźnie słychać też w ich melodyjnym, metalowym graniu. Agnieszka Wołczek, wokalistka zespołu, podkreśla, że członkowie Bersekera nie ukrywają jednak swego polskiego pochodzenia. Nikt z branży muzycznej nie miał z tym problemu.

Karol Pasznikowicz, czyli raper Filmik, stwierdził kiedyś, że na Litwie nikt nie rapuje po polsku. „Skoro nikt tego nie robił, to pomyślałem, że ja zacznę” – opowiada Filmik. „Dla mnie język polski przede wszystkim niezwykle wzbogaca litewską kulturę hip-hopu. Koledzy Litwini, którzy robią dla mnie muzykę, również się z tym zgadzają”. „Chcesz czy nie / reprezentuje polski hip-hop w Litwie / tak już jest / że innym posługuję się językiem” – rapuje Filmik w utworze „Po polsku”. Słowa te można rozumieć dwojako – raper posługuje się innym językiem niż litewscy koledzy, z drugiej strony jednak, język ten różni się także od języka polskiego. Bo młodzi muzycy z Wileńszczyzny nie wstydzą się już również, że mówią własną gwarą, a może nawet własnym językiem. Nie brakuje tu rusycyzmów, wtrąceń z języka litewskiego czy specyficznych konstrukcji zdania. Poseł Tadeusz Aziewicz, przewodniczący Polsko-Litewskiej Grupy Parlamentarnej, wcale się temu nie dziwi. „Śpiewają tak jak mówią na co dzień, czyli «po wileńsku», co zdumiewająco dobrze pasuje do rytmów i harmonii zaczerpniętych z różnych gatunków muzycznych, szczególnie reggae i ska” – podkreśla.

berseker3

Berserker

 

Wileńska gwara stała się wręcz osią twórczości zespołu StaraNova, który przypomina stare pieśni ludowe z Wileńszczyzny, aranżując je w dość nowoczesnej formie. W ten sposób otrzymujemy pop-folk na wysokim poziomie, a Wileńszczyzna zaznacza swą obecność w jakże popularnym teraz nurcie „muzyki świata”. Paweł Żemojcin, lider i perkusista zespołu, podkreśla, że taka forma twórczości jest dla niego manifestacją patriotyzmu, choć zespołu nie tworzą wyłącznie Polacy. „Litewska część naszego zespołu nie ma żadnego problemu z tym, że śpiewamy po polsku. Przede wszystkim cieszą się, że mogą grać coś zupełnie innego niż do tej pory i poznawać nieznaną im kulturę” – zaznacza Żemojcin.

Słuchając polskich zespołów z Wilna, łatwo można zauważyć, że Wilno i region odgrywają ogromne znaczenie w ich twórczości. Wspomniana Kasia Bitowt, czyli Jańka z Wilna, zaczęła pisać o tym mieście i ludziach w nim żyjących, gdy znalazła się w dalekiej Szkocji. Bitowt nie ukrywa, że sięgnięcie po gitarę i pióro było reakcją na przekaz medialny dotyczący stosunków pomiędzy Polakami i Litwinami na Wileńszczyźnie. Wtedy napisała utwór będący swoistym manifestem tęsknoty za Wilnem przełamującym stereotypowy pogląd na relacje międzyludzkie w tym mieście – „Wilna Moja i Twoja”. Zaśpiewany oczywiście po wileńsku:

Zycia idzi pu krengu:
to biala polkula, to czarna.
Ostatnio jakosci tengo
przechodzo zimowe dni marne.
Jedyna zostaji puciecha,
to moja kochana miasta.
I w jedna ja tylko wierzaaa:
nikomu ona niciasna.

Bo Wilna Moja i Twoja.
tak, zeby juz stabilna,
tak, zeby juz bez boja
zyla Moja i Twoja Wilna.

Opadow wypadla kucza
i juz zawszystkiem chrenowa
a ja dalej glowa tlucza
z nadziejo, ze bendzi tolkowa.
Ej, pacani i mrozi,
i te, co matem nikryci,
trzeba zesz tylko checi,
a miejsca na wszystkich tu chwyci.

Jańka podkreśla też specyfikę Polaków litewskich, a w zasadzie „Pulaków”. „Tylko między Pulakami czuję się jak w domu. Dlatego nie «Litwo, ojczyzno moja…», lecz «Wilno, ojczyzno moja…»” – stwierdziła w wywiadzie dla EastWestInfo.eu. Zaznacza, że tworzą oni specyficzny własny świat, którego zrozumienie wymaga pełnego wejścia w tę społeczność. Dlatego na emigracji „Pulak” tęskni ze swym miastem, co porusza w nim nieznane dotąd obszary własnej wrażliwości. „To chyba dziwne, ale wracając do Wilna, chodzę ulicami i mówię do niego szeptem. I kiedy udaje mi się to zrobić szczerze, to monolog zamienia się w dialog. Może, że to jest chore… ale czuję, że to miasto żyje i ma swój charakter, swój pogląd i zależy mu na jego mieszkańcach” – wyznała Jańka. „Wilno to jednak miasto nie tylko Pulaków, bo przecież «miejsca na wszystkich tu chwyci»”.

„Czemu wszyscy wyjechali / mądre, fajne ludzi śmiali” – pyta w jednym ze swych utworów Rob.B.Colton, poruszając tak żywy na Litwie problem emigracji. „Nikt nie chce żyć w takim kraju / każdy chce popaść do raju / wszystkim źle a mnie tak fajnie…” – śpiewa Rob, by za chwilę zaznaczyć, że przecież mądrzy, fajni i śmiali ludzie powinni sami sobie stwarzać raj. Jańka z Wilna i Rob.B.Colton (a właściwie Robert Błaszkiewicz) są sobie niezwykle bliscy w swej twórczości, a zarazem stanowią jakby dokładne przeciwieństwa. Bard – kobieta i bard – mężczyzna. Ona wybrała czasową emigrację, on nawołuje by raj stwarzać sobie samemu. Ona na fotografiach zasłania się sympatyczną maską, on jest profesjonalnym modelem. Jej śpiew chwyta za serce, przy jego muzyce noga aż sama zaczyna podrygiwać.

janka

Jańka z Wilna

Bo właśnie ta ogromna różnorodność jest największym plusem polskiej sceny muzycznej na Litwie. Od ska-punkowego Will’n’Ska, po pop-folkową StarąNovą. Nie można też nie wspomnieć o Janie Maksymowiczu, jazzowym wirtuozie saksofonu, od lat budującym polską markę na Litwie.

Saint Oil Sand jest już legendą lokalnej sceny ska, a teraz zdecydowali się nagrać utwór po polsku. Black Biceps śpiewa w dużej mierze po litewsku i rosyjsku, jednak wszyscy wiedzą, że to chłopaki z Niemenczyna. Polskość na Litwie staje się atrakcyjna. Trudno się nie zgodzić z opinią, że kilkaset osób różnej narodowości – w tym Litwinów – bawiących się na koncercie zespołu śpiewającego również po Polsku znaczy więcej dla dialogu społecznego niż wielogodzinne debaty polityczne czy naukowe.

Atrakcyjność i nowoczesność polskości wcale nie musi przekreślać tradycji. „Cząstka polskiej duszy w młodej muzyce Litwy ma ciągle wileński zaśpiew” – stwierdził Krzysztof Czyżewski po przesłuchaniu „Muzycznych Rodowodów – Litwa”, by zaraz dodać: „Ale ten zaśpiew nie jest już na ludową nutę: rapuje, swinguje, szuka nowych brzmień… I dalej porusza nasze serca, tak jak kiedyś wileńska kukułka. A przede wszystkim zestraja to odwiecznie wielokulturowe miasto w jeden dialogujący różnymi językami organizm. Wspaniała to sztuka z polskiego rodowodu współczesnych Litwinów uczynić budulec kultury współistnienia”.

 

* Album muzyczne Rodowody Litwa został wydany w grudniu 2014 r. przez INC East&West przy współfinansowaniu Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą MSZ. Z całością muzycznego materiału można zapoznać się na stronie muzycznerodowody.pl.

 

Współpraca: Szymon Hamela.

SKOMENTUJ

Nr 318

(6/2015)
14 lutego 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj