PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > 100 lat „brzydkiego...

100 lat „brzydkiego słowa na «f»”

Z Sylwią Spurek rozmawia Tatiana Barkovskiy

Pierwsze feministki narażały życie i zdrowie, abyśmy my mogły głosować i kandydować w wyborach, pracować, studiować. Jednym z wyrazów naszej wdzięczności i pamięci o nich powinny być żeńskie końcówki nazw zawodów”, mówi zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich.

Tatiana Barkovskiy: Jakimi środkami polskie feministki wywalczyły sto lat temu prawa wyborcze dla kobiet?

Sylwia Spurek: Przede wszystkim ogromną pracą u podstaw, przekonywaniem ludzi, w szczególności mężczyzn, że bez względu na płeć powinniśmy mieć te same prawa i wolności. Często spotykały się z bardzo negatywnymi reakcjami — były wyśmiewane, lekceważone, zastraszane. Przypomina to walkę o prawa i wolności różnych wykluczonych grup społecznych. Pierwsze feministki narażały życie i zdrowie, abyśmy my mogły głosować i kandydować w wyborach, pracować, studiować. Jednym z wyrazów naszej wdzięczności i pamięci o nich powinny być żeńskie końcówki nazw zawodów.

Nie wszystkie kobiety chcą być nazywane „socjolożkami”, „polityczkami” czy „filozofkami”.

Język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale i kształtuje naszą świadomość — jeśli kobiet nie ma w języku, to ich nie dostrzegamy, szczególnie w życiu publicznym.

Powinniśmy zmuszać do ich stosowania?

Nadal spotykam się z opiniami, że żeńskie końcówki są śmieszne, i widzę, że wciąż budzą ogromne emocje – zwykle jednak u mężczyzn. Możemy powiedzieć, że jest to kwestia przyzwyczajenia, ale dla mnie te emocje są po prostu niezrozumiałe. Wygląda to tak, jakby ktoś czuł się zagrożony przez żeńskie końcówki, chociaż język polski jest bardzo elastyczny i może pokazywać obecność kobiet w różnych sferach życia. Powinniśmy korzystać z tej elastyczności i używać wszystkich końcówek. Mam wrażenie, że część mężczyzn nadal czuje się zagrożona tym, że współczesne kobiety – tak jak pierwsze feministki – po prostu chcą całego życia.

Mówi pani o tym, że feministki wyśmiewano. Czy wynika to z jakiejś immanentnej w polskiej kulturze mizoginii?

Te doświadczenia były wspólne dla sufrażystek na całym świecie. Lekceważenie, wyśmiewanie, upokarzanie, przemoc – tak niektóre osoby odpowiadały na postulaty zmian, widzianych przez nie jako rewolucyjne. Do dziś mamy do czynienia z naruszeniami praw kobiet wynikającymi ze stereotypów, uprzedzeń związanych z lękiem dotyczącym zmiany status quo.

Mam wrażenie, że część mężczyzn nadal czuje się zagrożona tym, że współczesne kobiety — tak jak pierwsze feministki — po prostu chcą całego życia.

Sylwia Spurek

W jaki sposób możemy przekonać mężczyzn do współczesnego feminizmu, o którym mówi się, że pomaga nawet im, cierpiącym z powodu pewnych wykreowanych kulturowo ról?

Dokładnie tak – pokazywać im, że feminizm jest korzystny dla wszystkich bez względu na płeć, zwracać uwagę na to, że każdy i każda z nas ma prawo do realizacji swoich celów i że nikt nie może nam narzucać jakichś ról. Oczywistym przykładem naruszeń praw mężczyzn przez funkcjonowanie krzywdzących stereotypów dotyczących ról płciowych jest obszar związany z ich rodzicielstwem.

Nadal niewielu polskich mężczyzn – 1 procent – korzysta z urlopu rodzicielskiego poza tymi dwoma tygodniami przeznaczonymi do ich wyłącznej dyspozycji. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro nie korzystają, to pewnie wcale nie chcą korzystać, ale z raportu Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że często otoczenie, pracodawcy, rodzina, tkwiąc w stereotypach, ograniczają mężczyznom możliwość realizacji się właśnie w tej roli, próbując im wmówić, że sobie nie poradzą, że się do tego nie nadają, że to rola kobiety. Równe prawa kobiet i mężczyzn to nasza wspólna sprawa i każda grupa może na nich zyskać.

Sto lat temu kobietom udało się uzyskać prawa wyborcze. Co jeszcze udało nam się osiągnąć od tego czasu?

Mam wrażenie, że przez te sto lat mogło nam się udać więcej. W tym momencie już nikogo chyba nie dziwi, że kobieta studiuje, pracuje zawodowo i ubiega się o funkcje publiczne, natomiast nadal w wielu obszarach dochodzi do naruszeń elementarnych praw kobiet. Pierwszą kwestią jest przemoc wobec kobiet, w szczególności przemoc w rodzinie – jedna z największych patologii XXI wieku, której przez te sto lat nie udało nam się wyeliminować.

Kolejny przykład: w XXI wieku kobiety w Polsce nadal nie mają zagwarantowanego prawa do rodzenia po ludzku; w niektórych województwach nawet 99 procent nie miało dostępu do znieczulenia zewnątrzoponowego. To nie tylko kwestia braku odpowiedniej liczby anestezjologów, ale też braku realnych gwarancji praw rodzących kobiet jako praw człowieka. Mówimy o rzeczywistości w 2018 roku w środku Europy. Kobiety nadal zarabiają mniej od mężczyzn na tych samych stanowiskach, a przepaść między wysokością przeciętnej emerytury Polaka i Polki wynosi prawie 40 procent.

Mam wrażenie, że przez te sto lat mogło nam się udać więcej. W tym momencie już nikogo chyba nie dziwi, że kobieta studiuje, pracuje zawodowo i ubiega się o funkcje publiczne, natomiast nadal w wielu obszarach dochodzi do naruszeń elementarnych praw kobiet.

Sylwia Spurek

Z czego wynika różnica płac?

W poszczególnych obszarach naruszeń praw kobiet, w tym także w życiu zawodowym, ogromną rolę odgrywają właśnie stereotypy dotyczące ról płciowych. Jeżeli nadal widzimy kobietę wyłącznie w sferze domowej, rodzinnej, opiekującą się – nieodpłatnie – dziećmi i starzejącymi się rodzicami lub teściami, to na pewno ma to wpływ na oferty w zakresie wysokości wynagrodzeń, które otrzymują kobiety. Na różnicę w wysokości emerytur ma wpływ to, że kobiety zarabiają średnio mniej od mężczyzn na tych samych stanowiskach, mają większe przerwy w pracy na przykład ze względu na trudności w pogodzeniu ról rodzinnych i zawodowych, podejmują pracę w gorzej płatnych zawodach, szybciej przechodzą na emeryturę – to wszystko powoduje, że na starość kobieta jest w większym stopniu niż mężczyzna zagrożona ubóstwem.

Wszystko zaczyna się od stereotypów i na nich się kończy. Dopóki nie zaczniemy wdrażać nowoczesnej edukacji antydyskryminacyjnej, na którą Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę od bardzo długiego czasu, nie wyjdziemy z błędnego koła i nie osiągniemy punktu krytycznego, w którym zaczniemy porządnie traktować wszystkie luki i zaniedbania dotyczące praw kobiet. Polska szkoła uczy skomplikowanych operacji matematycznych, wzorów chemicznych, budowy pantofelka, ale nie uczy, czym jest demokracja, czym są prawa człowieka, nie wzmacnia wrażliwości na dobro wspólne, nie pokazuje, że świat, społeczeństwa i ludzie są różni, a nasze otoczenie jest tęczowe, a nie czarno-białe. Ale, oczywiście obok dobrej edukacji, i mówię to jako prawniczka, potrzebne są też precyzyjne przepisy i skuteczne polityki publiczne przyjazne dla kobiet, realizowane przez profesjonalną – niezależną od polityków i polityczek – służbę cywilną.

Co zostało jeszcze do zrobienia w Polsce, poza wyrównaniem różnicy płac i wprowadzeniem odpowiedniej edukacji antydyskryminacyjnej mającej na celu także ograniczenie przemocy domowej?

Patrząc na każdy obszar życia, widać, że do załatwienia jest cała lista spraw związanych z prawami kobiet. Możemy mówić o sferze życia zawodowego i prawach pracowniczych – w tym właśnie o godzeniu ról, odpowiedniej liczbie instytucji opieki nad dziećmi, rozwiązaniu problemu luki płacowej, ale też o daniu kobietom możliwości realizacji się w takich zawodach, które dla niektórych osób wciąż wydają się zastrzeżone dla mężczyzn. Akcja „Dziewczyny na politechniki” jest doskonałym przykładem tego, że nadal o kobietach i mężczyznach myślimy w kontekście różnych zawodów i różnych zainteresowań.

Spójrzmy na instytucje publiczne – trudno sobie wyobrazić, aby w Senacie było 87 procent kobiet i 13 procent mężczyzn. Obecny, odwrotny stan rzeczy nikogo nie szokuje. Spójrzmy jeszcze na zdrowie i prawa reprodukcyjne kobiet – tutaj też zobaczymy problemy wymagające kompleksowego rozwiązania, od leczenia niepłodności i porządnej ustawy dotyczącej in vitro, przez standardy opieki okołoporodowej, edukację seksualna, dostęp do antykoncepcji, w tym tak zwane tabletki „dzień po”, realizację obecnie funkcjonujących przepisów dotyczących przerywania ciąży. Te problemy dotykają wszystkich kobiet, ale najbardziej – tych mieszkających w mniejszych miejscowościach i na wsiach, starszych, mających niższe dochody lub z niepełnosprawnościami. Dostrzeżenie problemów tych kobiet, które po prostu mają gorzej, jest kluczowe.

Równe prawa kobiet i mężczyzn to nasza wspólna sprawa i każda grupa może na nich zyskać.

Sylwia Spurek

Niemało kobiet na wsi uważa, że nie potrzebują feminizmu, ponieważ źle im się kojarzy.

Kobieta mieszkająca na wsi ma takie same prawa człowieka i taką samą godność, jak na przykład kobieta z tak zwanej klasy średniej żyjąca w dużym mieście. Ale to kobieta żyjąca na wsi bardziej potrzebuje gwarancji swoich praw. Wskazują na to wszystkie analizy, w tym raporty Najwyższej Izby Kontroli. Jeden z ostatnich raportów NIK-u doskonale pokazuje, jaki dostęp do opieki ginekologicznej, okołoporodowej i onkologicznej mają kobiety żyjące na wsi, ile z nich ma możliwość zrobienia badań profilaktycznych, na przykład wykrywających na wczesnym etapie nowotwór szyjki macicy. Są to rzeczy, o których absolutnie nie możemy zapominać. Tworząc prawo i polityki publiczne, musimy brać pod uwagę ograniczenia, które mogą napotkać kobiety z tych jeszcze bardziej wykluczonych grup. Jeżeli zagwarantujemy realizację praw człowieka im, tym silniejsza będzie ta gwarancja dla wszystkich innych kobiet.

Ale co zrobić w sytuacji, w której osoby, które najbardziej potrzebują tych praw, po prostu ich nie chcą? Pewne kobiety, na przykład te na wsi, nie ufają feministkom.

O prawach kobiet możemy mówić również bez używania tego „brzydkiego słowa na «f»”. Nie wyobrażam sobie, żeby kobieta z niepełnosprawnością albo mieszkająca na wsi nie chciała mieć gwarancji dostępu do ochrony zdrowia, skutecznej ochrony przed przemocą domową i seksualną oraz gwarancji praw pracowniczych. Wszystkie chcemy tak naprawdę tego samego, chociaż wciąż niewiele z nas uważa się za feministki. To skutek stereotypów i uprzedzeń, które narosły wokół tego pojęcia. Potrzebujemy dialogu, który wyjaśni i przybliży cele, jakie sobie stawiamy. Jeżeli nie rozwiążemy tych problemów, jeżeli nie zagwarantujemy tym kobietom praw podstawowych, to możemy zapomnieć o ich emancypacji i o tym, że zaczną utożsamiać się z ideą feminizmu. One potrzebują solidarności i wsparcia. Ja osobiście czuję ogromną odpowiedzialność, z uwagi na moją obecną pozycję. Próbuję tę sytuację zmieniać od 20 lat. To nie jest łatwa droga, ale wierzę, że zmiana jest możliwa.

Wszystkie chcemy tak naprawdę tego samego, chociaż wciąż niewiele z nas uważa się za feministki. To skutek stereotypów i uprzedzeń, jakie narosły wokół tego pojęcia.

Sylwia Spurek

Czy obecnie w polskim prawie istnieją szkodliwe dla kobiet przepisy?

Polska już dawno wyeliminowała wyraźne nierówności w przepisach prawnych, choć jeszcze kilka lat temu, odpowiadając na obowiązki wynikające z umów międzynarodowych, musieliśmy usuwać ostatnie przepisy, które zakładały zróżnicowanie ze względu na płeć.

Na przykład?

Usunęliśmy przepisy, które przyznawały pierwszeństwo nazwisku ojca przy nadawaniu nazwiska dziecku. Wydawało się, że był to drobiazg, ale przyznawanie priorytetu nazwisku ojca wyraża pewien sposób widzenia świata.

Nadal jednak istnieje wiele aktów prawnych, które zawierają luki. Przepisy są neutralne bez względu na płeć, co niekiedy powoduje, że prawo nie dostrzega szczególnych potrzeb konkretnych grup. Przykładem jest znowu urlop rodzicielski. Przepisy przyznają to prawo ojcu i matce, ale kobiety korzystają z niego zdecydowanie częściej. Nie dostrzegamy, że przepisy nie realizują w pełni i dla wszystkich swojej funkcji. Wiele luk mogłabym wskazać także w przepisach tworzących system przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Oczywistym przykładem jest brak mechanizmów natychmiastowej izolacji ofiary od sprawcy. Problemem nie są zatem przepisy, które bezpośrednio, poprzez swoje brzmienie stanowią dyskryminację, lecz brak określonych przepisów, luki w przepisach prawnych. Na pewno wiele do życzenia pozostawia też praktyka ich stosowania — jeżeli w pewnych obszarach, takich jak prawa kobiet, nie będziemy tworzyć precyzyjnych i konkretnych przepisów, to nadal zbyt wiele będzie zależało od interpretacji i uznania osób, które te przepisy stosują.

Tak się dzieje w przypadku ustawy regulującej dostęp do aborcji. W jaki sposób moglibyśmy podnieść w Polsce świadomość dotyczącą praw reprodukcyjnych na poziom europejski? Czy w przeciągu dekady mogłybyśmy mieć te same prawa, co inne Europejki?

Od bardzo dawna analizuję sprawozdania rządu dotyczącej realizacji tej ustawy. Te dokumenty co roku wyglądają praktycznie tak samo – opisywana jest treść przepisów prawnych, a poszczególne rządy praktycznie w ogóle nie odnoszą się do poziomu ich realizacji. Dotyczy to kluczowych kwestii objętych tą ustawą: edukacji seksualnej, dostępu do antykoncepcji, pomocy dziewczynkom, które są w ciąży, w dalszej edukacji w szkole i przerywania ciąży w trzech przewidzianych ustawą przypadkach. I co bardzo ważne – to nie jest kwestia ostatnich 3 lat, ale od początku uchwalenia tej ustawy, czyli 25 lat. Realizacja tej ustawy nigdy nie była poważnie traktowana. Adam Bodnar to pierwszy Rzecznik Praw Obywatelskich, który przeanalizował sprawozdania rządu, zgłosił konkretne rekomendacje i zwrócił uwagę na braki w analizie dotyczącej realizacji tej ustawy. Od wielu lat ta ustawa – tak restrykcyjna, jeśli chodzi o jej przepisy dotyczące przesłanek przerwania ciąży – nie jest nawet odpowiednio egzekwowana.

Z czego to wynika? Z klauzuli sumienia?

Sama klauzula, która jest instytucją usankcjonowaną prawami i wolnościami konstytucyjnymi, nie może uniemożliwiać pacjentkom i pacjentom dostępu do wykonania świadczenia medycznego dopuszczonego prawem. Brakuje natomiast procedury na wypadek, gdy lekarz chce skorzystać z tej klauzuli – nie oferujemy pacjentce żadnej informacji o tym, gdzie, kiedy i w jaki sposób może ona wykonać świadczenie zdrowotne, czyli w tym przypadku: przerwanie ciąży.

Ale ustawa to także inne kwestie, o których wspomniałam już wcześniej, a sprawozdania rządowe powinny także odpowiadać na pytania, czy na przykład tabletki antykoncepcyjne są dostępne – w sensie organizacyjnym i cenowym? Jeżeli, zgodnie z badaniami, na wizytę do ginekologa czeka się średnio osiemnaście dni, to od razu widać, że dostęp do tak zwanej pigułki „dzień po” praktycznie nie istnieje.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ
(45/2018)
10 listopada 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj