Polskie czytelniczki i czytelnicy zdążyli się już zaznajomić z charakterystycznym punkowym stylem pisania Acker dzięki dwóm tytułom: „Kicia, Król piratów” oraz „Krew i flaki w szkole średniej”. Pierwszy pojawił się na naszym rynku w 2002 roku, drugi dwadzieścia lat później, co pokazuje, jak długo trzeba było czekać na przekład książek jednej z najbardziej wpływowych amerykańskich pisarek. Lidia Yuknavitch w „Chronologii wody” nazywa autorkę swoją literacką pramatką, a w kolażowych strukturach „Po Safonie” Selby Wynn Schwartz i „Biografii X” Catherine Lacey odbija się złożona z fragmentów innych dzieł proza Acker. Paweł Frelik stawia pisarkę obok Williama S. Burroughsa i Allena Ginsberga (którego „Skowyt” jest sparafrazowany w „Imperium…”) w wielkiej trójce „szamanów literatury” i dodaje:

„Jej pisarstwo zawsze szokowało, czy to szczegółowymi opisami przemocy i seksu, czy to bezpardonowym odsłanianiem hipokryzji społeczeństwa konsumpcyjnego, czy też wreszcie strategiami literackimi takimi jak brawurowe, często balansujące na granicy plagiatu, zapożyczenia z innych autorów: Charlesa Dickensa, Marka Twaina, Nathaniela Hawthorne’a czy Williama Gibsona. […] Jej pisarstwo było narzędziem konstrukcji alternatywnych rzeczywistości poza fallocentrycznym porządkiem języka i polityczną kontrolą państwa” [1].

Zamach na patriarchat

„Imperium…” jest najbardziej spójnym (!) i przemyślanym zamachem Acker na patriarchat i jego język. Rozgrywanym w trzech płaszczyznach: w Paryżu jutra, Stanach Zjednoczonych końca lat osiemdziesiątych oraz legendzie o piracie Thivaiu i cyborgini Abhor. Nie ma tu mowy o linearnej akcji czy prostym opowiadaniu historii. Wypowiadane głosami kochanków-terrorystów rozdziały są serią urwanych skrawków opowieści, przemyśleń, manifestów czy impresji dotyczących tematów politycznych i osobistych. Mając w pogardzie poprawność polityczną, Acker opisuje najpodlejsze grzechy społeczeństwa, od patriarchatu, przez kolonializm, po kapitalizm i obnaża jego zakłamanie zarówno, kiedy pisze, że „rządy Paryża i Francji pragnęły po prostu eksterminacji algierskich śmieci, terrorystów, cyganów” [s. 80], jak i kontestuje, że „mężczyźni, w szczególności hetero mężczyźni, są nic niewarci” [s. 112]. Wobec ciętego języka pisarki nikt nie jest bezpieczny, jej krytyka dosięga reprezentantów wszelkich płci, wyznań, ras i poglądów. Mimo tego, jak wiele w tej prozie przemocy i zwyrodnienia, to jednak jej celem nie jest taplanie się w „krwi i flakach”. Autorka próbuje rozsadzić dotychczasowy porządek i wprowadzić nowe zasady – choćby tylko w świecie literatury.

Inspiracje

Mniej i bardziej dosłownych inspiracji w „Imperium…” można wymienić wiele: dzieła markiza de Sade’a i Sigmunda Freuda, przygody Sindbada Żeglarza czy cyberpunkowy „Neuromancer” Williama Gibsona. Jednak wbrew anarchicznej energii książki przypisałabym jej tradycyjną parę rodziców, ojca i matkę – Jeana Geneta i Hélène Cixous. Od twórcy „Dziennika złodzieja” Acker przejęła kontestację społecznego ładu i sposób pokazywania wyrzutków i przestępców – jako świętych pogrążonego w chaosie świata. Podobnie jak marynarze i piraci więźniowie dla pary pisarzy są figurami symbolizującymi wolność i bunt oraz możliwość przekraczania granic. Thivaiu i Abhor są poza moralnością, ani dobrzy, ani źli, a ich przestępcze działania nie piętnują ich, tylko symbolicznie stawiają w kontrze do świata. Jak opisuje to fragment „Imperium…”: „Bo więzienie jest bytem, bytem społecznym, które przeciwstawia się ludzkiemu życiu. Więc każdy, kto jest w więzieniu, jest zły. Fakt że wszyscy więźniowie powinni zostać zabici przez państwo, a ponieważ nie zostali, w rzeczywistości są ponad śmiercią. Zatem więźniowie są święci. Ich życia należą do wyobraźni” [s. 147]. Pisarkę łączy z Genetem również sam styl, połączenie poetyckości z wulgarnością, przeplatanie wysokich i niskich tonów. Współcześnie w podobny sposób pisze Mateusz Górniak, analogicznie sklejający naiwność z brutalnością, który nieprzypadkowo napisał jeden z blurbów do „Imperium…”. Acker w swoich literackich eksperymentach idzie krok dalej niż francuski pisarz, z plagiatu czyniąc charakterystyczny element swojego stylu. Oprócz wspomnianych już twórców pisarka przywołuje w swojej powieści również fragmenty tekstów samego Geneta. Trawestacje nie są dla niej elementem zabawy czy pokazem erudycji, wręcz przeciwnie – widać w jej działaniu bunt przeciwko kapitalistycznemu kultowi jednostki oraz idei własności. Punkowa zasada, że kultura i sztuka są dobrem wspólnym, wybrzmiewa w tym geście bardzo wyraźnie.

„Literatura kobieca”

Powieść Acker jest też interpretacją słynnego eseju Cixous „Śmiech meduzy” z 1975 roku, w którym francuska filozofka feministyczna pisała o literaturze tworzonej przez autorki:

„Będę mówić o pisarstwie kobiecym (écriture féminine): o tym, co ono spowoduje. Chodzi o to, żeby kobieta wreszcie siebie napisała: musi zacząć pisać o kobiecie i wprowadzić kobiety w świat pisma, z którego zostały wyparte z taką samą gwałtownością, jak i z odczuwania swoich ciał; z tych samych powodów, tym samym prawem i w tym samym, śmiercionośnym celu. Kobieta musi sama, własnym wysiłkiem, wstąpić w tekst – jak w świat i w historię” [2]. 

W ujęciu badaczki écriture féminine powinno wychodzić z ciała, być anarchiczne i sprzeciwiające się hierarchiczności i linearności patriarchalnego języka. Teoretyczne „przepisywanie języka” męskiego, by nie był narzędziem dominacji, Acker robi w praktyce, podważając obowiązującą składnię, logikę, ciągłość fabularną czy konwencje gatunkowe. Postulowana przez Cixous hybrydyczność literatury jest widoczna u pisarki w plagiacie, rozumianym jako zakwestionowanie postaci autora, ale też w niejednorodności samych postaci. Kolektywny głos jest uzyskany nie tylko z fragmentów innych tekstów, ale też przez to, że narracje prowadzą Thivaiu i Abhor, których tożsamość jest zmienna i niejednoznaczna. Abhor nie jest kobietą, tylko cyborginią, co samo w sobie wyjmuje ją ze stereotypów związanych z płcią. Acker opowiada herstorię opresji, a tworząc nowe mity, nadaje im inne zakończenie. „Szach Zamam, Król Samarkandy, i Król Shahryar byli braćmi. Kiedy odkryli, że wszystkie kobiety są maniaczkami seksualnymi, postanowili że kobiety wymagają kontroli. Był to początek patriarchatu” [s. 148] – tak zaczyna się opowieść o męskiej dominacji, a kończy w świecie przyszłości, gdzie żyją same kobiety. 

Córka swojego ojca

„Imperium…” domaga się wejścia w jeszcze jeden, psychoanalityczny kontekst. Powieść Acker doskonale wpisuje się w klucz wyjścia z tożsamości „córki ojca” opisanego przez jungistkę Maureen Murdock. Na początku opowieści bohaterka przyznaje, że „wyglądała jak on. Pachniała jak on. Uczyła się jak on. Mój ojciec się rozmnożył” [s. 18] i jednocześnie „pogardzała ludźmi takimi jak jej matka” [s. 19]. Abhor, podobnie jak opisane przez Murdock kobiety, powiela wartości nastawionego na sukces ojca i neguje pasywność uosabianą przez matkę. Acker w „Imperium…” nie tylko atakuje społeczny patriarchat, ale na różne sposoby zabija postać ojca, dając cyborgini możliwość prawdziwej emancypacji i uwolnienia się spod jego władzy.

Mam wrażenie, że tematy poruszane w powieści niemal cztery dekady temu, dziś trafią w Polsce na bardziej podatny grunt niż wówczas. Być może większe społeczne zrozumienie tematu niebinarności czy oswojenie z polifoniczną i nielinearną kobiecą literaturą, pozwoli książce zaistnieć poza kontrkulturowymi kręgami. Tym bardziej żałuję, że wydany właśnie przekład jest tak niechlujny. Nie mam na myśli punkowego charakteru oryginału, ale dużą ilość literówek, nieobecnych w anglojęzycznej wersji. Tłumaczenie autorstwa Patricka Leftwicha celnie oddaje puls i krnąbrność języka Acker oraz kolażowość jej stylu, problemem jest sama korekta. Mimo to publikację „Imperium…” uważam za jedno z najważniejszych wydarzeń literackich minionego roku, a to, jak mocnym przeżyciem jest sama lektura, najlepiej opisuje jego autorka:

„[…] czuję się jakbym zdejmowała warstwy swojego naskórka, które są warstwami wciąż świeży [sic!] krwawej blizny, czarnobrązowej i czerwonej, i rozrywała każdą tak, żeby jeszcze więcej krwi tryskało w wasze twarze. Tym jest pisanie dla mnie kobiety” [s. 197].

Przypisy:

[1] P. Frelik, przedmowa do: K. Acker, „Staję się morderczynią” [w:] „trans/wizje”, nr 2/2012, s. 154.
[2] H. Cixous, „Śmiech meduzy” [w:] „Teksty Drugie”, nr 4/5/6/1993, s. 147.

Książka:

Kathy Acker, „Imperium postradanych zmysłów”, tłum. Patrick Leftwich, wyd. Ha!art, Kraków 2025.