Naszym Tematem Tygodnia jest tym razem trauma – historyczna, jednostkowa, zbiorowa, uświadomiona lub nie, ale mająca wpływ na naszą teraźniejszość. Pretekstem do poruszenia tego tematu było spotkanie oraz rozmowa dwóch dziennikarek i intelektualistek z końca ubiegłego roku, opowiadających o traumie polskiej i niemieckiej – Karoliny Wigury i Asal Dardan. Jakie tematy poruszyły pisarki, możecie przeczytać w rozmowie, którą publikujemy. Jednak dla tych, które i którzy chcą ten temat zgłębić, polecam kilka tytułów – zarówno reportaży, esejów, jak i prozy. 

Wszystkie te książki łączy temat traumy, ale nie indywidualnej, choć ta oczywiście także jest w nich obecna. Autorki i autorzy podejmują przede wszystkim temat traumy zbiorowej, która wpływa na codzienne funkcjonowanie w przestrzeni lokalnej, krajowej, ale także globalnej, całych pokoleń.  

Zacznę od książek będących punktem wyjścia do rozmowy, która odbyła się w Instytucie Polskim w Berlinie.

Karolina Wigura, Jarosław Kuisz, „Posttraumatische Souveränität”, Suhrkamp Verlag, 2023

Karolina Wigura wraz z Jarosławem Kuiszem w książce „Posttraumatische Souveränität” [„Suwerenność posttraumatyczna. Esej o Europie Środkowo-Wschodniej”] przygląda się, jak w 2022 roku wraz z atakiem Rosji na Ukrainę powrócił środkowoeuropejski strach: aby nie stać się ofiarą wielkich mocarstw. W swoim eseju opisują, jak dzisiejsza wojna reaktywuje historyczne traumy, których Polska ma całkiem sporo.  

Trauma sprzyja jednak także zdobywaniu wiedzy, jak przekonują w swoim eseju, a Europa Środkowo-Wschodnia dzięki własnym traumom miała przewagę wiedzy nad Europą Zachodnią. Jednak – czy wykorzystała ją dobrze w 2022 roku i wykorzystuje teraz? 

Autorzy zdecydowali się napisać książkę w języku niemieckim, bowiem ich doświadczenie pracy i życia nie tylko w Warszawie, lecz także w Berlinie, pokazało, że przeżycie traumy, jaką ma w swojej historii Polska, ale również jej sąsiedzi, ma wyraźny i konkretny wpływ na dzisiejsze postrzeganie przez nas polityki czy zachowań społecznych. To elementy, jakich nie widzą kraje Europy Zachodniej, dla których działania rosyjskie w 2022 roku były często prawdziwym zaskoczeniem. I choć dziś cała Europa jest już bogatsza w doświadczenia oraz duży sceptycyzm i ostrożność w stosunku do tego, co mówi i obiecuje Rosja, to ta lektura nie straciła na aktualności i miejmy nadzieję, że może właśnie w tym nowym, 2026 roku, będą mogli ją Państwo przeczytać po polsku. 

Asal Dardan, „Traumaland. Eine Spurensuche in deutscher Vergangenheit und Gegenwart”, Rowohlt Hardcover, 2025

Asal Dardan tworzy nową topografię Niemiec, wyruszając na poszukiwanie śladów aktów przemocy w społeczeństwie imigranckim, jakim są według niej Niemcy. Przeszłość boleśnie wdziera się w teraźniejszość, a zbrodnie nazistowskie odbijają się w traumatycznych doświadczeniach mniejszości.

Kto tworzy historię Niemiec? Kto ponosi odpowiedzialność za dawne winy? Jakie wspomnienia są opowiadane, a jakie przemilczane? Dardan zadaje niewygodne pytania o to, kto uprawia w Niemczech kulturę pamięci, kto jest jej odbiorcą, a jakie historie zostały wymazane i dlaczego. 

Autorka przemierza różne miejsca i bada konkretne przestrzenie, w których historia pozostawiła ślady, między innymi Berlin, Dessau czy Kolonię. W Dessau opowiada o zamordowanych żydowskich studentkach Bauhausu przez architekta, który projektował także komory gazowe w Auschwitz, by płynnie przejść do roku 2005, w którym migrant – Oury Jalloh z Sierra Leone – spłonął w areszcie policyjnym, aż do 2016, kiedy chińska studentka Yangjie Li padła ofiarą rasistowskiej napaści. 

Dardan rozumie pamięć raczej jako praktykę solidarności i pokazuje, że dopóki ta przemoc trwa, pamięć nie wystarcza, a pomniki mogą niewiele zmienić. 

Książka na razie nie doczekała się tłumaczenia na inne języki, ale osobiście trzymam za to kciuki, bo zestawienie tej książki z polskim tytułem Michała Bilewicza może być naprawdę ciekawe. 

Michał Bilewicz, „Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości”, wyd. Mando, 2024

O tej książce napisano w ostatnich miesiącach już całkiem sporo, więc w dużym skrócie: Bilewicz stawia tezy, które stara się udowodnić jako czynny naukowiec – psycholog społeczny i socjolog:

– jak historyczne traumy wpływają na teraźniejszość i przyszłość narodów,

– jak celebrowanie traum w postaci świąt, pomników, nazw ulic itd. wpływa na naszą tożsamość i codzienność,

– jaka jest różnica między traumą przemilczaną, wypartą, a przepracowaną,

– dlaczego nie powinniśmy „licytować się” na traumy z innymi narodami, 

– czy przebaczenie jest ważne i czy zawsze powinniśmy przebaczać,

– i skąd u nas syndrom ofiary, którą wszyscy sąsiedzi krzywdzą i wykorzystują.

 

Christina Lamb, „Nasze ciała, ich pole bitwy. Co wojna robi kobietom”, tłum. Agnieszka Sobolewska, wyd. Znak Literanova, 2022

Gdybyście miały/mieli przeczytać tylko jedną książkę z tych, które polecam, to powinna być właśnie ta. Christina Lamb jako pierwsza przygląda się gwałtowi jako największemu tabu wśród zbrodni wojennych. Jej reportaż to kompendium, na które nie zdecydował się wcześniej nikt inny. To książka, na którą dziś powołują się liczne dziennikarki, pisarki, autorzy i reporterzy. 

Lamb przez kilka dekad relacjonowała konflikty zbrojne jako korespondentka wojenna. Rozmawiała z Jezydkami porwanymi przez ISIS, Nigeryjkami zgwałconymi przez bojowników Boko Haram, z kobietami Rohingja, ofiarami gwałtów z Pakistanu, Rwandy, Kongo, Argentyny i wielu wielu innych części świata. Historie, które opisuje, trudno objąć wyobraźnią, ale także znaleźć dla nich właściwy język. Lamb to się udaje. I choć dla wielu osób to będzie lektura, której być może nie dokończą, to powinni przynajmniej ją rozpocząć. 

Nie ma tu pornografizacji przemocy (ostatnimi czasy widzę ogromną popularność tego sformułowania, co powoduje, że zaczyna tracić na znaczeniu), mnożenia ofiar – jest ogromny szacunek, ale także pokazanie pewnych odradzających się wciąż mechanizmów przemocy seksualnej. To reportaż, o którym nie da się zapomnieć. 

Joanna Gierak-Onoszko, „27 śmierci Toby’ego Obeda”, wyd. Dowody, 2019

Joanna Gierak-Onoszko przez kilka lat mieszkała w Kanadzie, zanim zdecydowała się opowiedzieć o systemowej przemocy ze strony przede wszystkim kościoła katolickiego w stosunku do dzieci rdzennych mieszkańców Kanady. 

Dzieci, które ukończyły te placówki, a dziś dorośli, mówią o sobie: ocaleńcy. Tytułowy Toby Obeda to bohater, którego zniszczyła trauma, ale uosabia on pokolenie, a nawet kilka pokoleń, które wyrosło w milczeniu i któremu nikt nie zadośćuczynił. Głównie katolickie placówki „edukacyjne” działały w Kanadzie aż do końcówki lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Warto pamiętać, że pobyt w tych instytucjach był przymusowy, a dzieci były przemocą odbierane rodzicom. 

Dziś szacuje się, że do tych szkół uczęszczało około 150 tysięcy dzieci, z czego wiemy o 6 tysiącach, które tam zmarły w wyniku stosowanej przemocy. Nie są to dane kompletne. Dopiero w 2008 roku premier Kanady, Stephen Harper, oficjalnie przeprosił ludy rdzenne za to, że państwo nie zrobiło nic dla ich dzieci. 

Verena Kessler, „Duchy z miasteczka Demmin”, tłum. Małgorzata Gralińska wyd. ArtRage/Książkowe Klimaty, 2022

Inspiracją dla tej powieści były prawdziwe wydarzenia – wiosną 1945 roku, w obawie przed zbliżającą się Armią Czerwoną, blisko tysiąc mieszkańców niemieckiego miasteczka Demmin popełniło zbiorowe samobójstwo.

Bardzo odważny debiut niemieckiej pisarki osadzony we współczesnych Niemczech. Poznajemy Larrę – nastolatkę, której trudno jest zbudować więź z matką, a jej marzeniem jest zostanie reporterką wojenną. Larra wie, że jej sąsiadka – pani Dohlberg – pamięta zdarzenia z 1945 roku, które są wciąż żywe w Demmin. To zatem doskonała bohaterka dla jej pisarstwa. Tylko jak rozmawiać z kimś, kto przeżył taką traumę? 

Dodam, że wojenne wydarzenia są tylko wyjściem dla powieści, która rozwija się w teraźniejszości, ale zbiorowa trauma czy też trauma międzypokoleniowa są silnie obecne na stronach tej książki. 

Sarah M. Broom, „Żółty dom. Wspomnienia”, tłum. Łukasz Błaszczyk, wyd. Agora, 2020

To książka nieco w Polsce przeoczona, może dlatego, że została wydana w roku pandemii. Punktem wyjścia dla tych wspomnień jest trauma związana z huraganem Katrina z 2005 roku, który zmienił życie wielu ludzi. Jednak autorka książki opowiada o traumie związanej nie tylko z żywiołem, lecz przede wszystkim ze swoim pochodzeniem. 

Matka Sarah M. Broom – Ivory – jako pierwsza w rodzinie była właścicielką domu, który kupiła w Nowym Orleanie, a który straciła wraz z huraganem. Tytułowy „żółty dom” symbolizuje jednak historię pokoleń oraz doświadczenie czarnoskórych mieszkańców miasta zmagających się z problemami biedy, nierówności społecznych, rasizmu. 

Martin Pollack, „Topografia pamięci”, tłum. Karolina Niedenthal, wyd. Czarne, 2017

Na koniec książka, która w pigułce pokazuje traumy historyczne na poziomie indywidualnym, międzypokoleniowym i narodowym. Pollack to postać, o której było głośno, odkąd zaczął pisać. Pochodził z rodziny austriackich nazistów i praktycznie od początku swojej pisarskiej kariery podejmował temat rozliczenia się z przeszłością swoich przodków. 

Często pisał o swoim ojcu, którego stracił w wieku trzech lat, a więc nie miał okazji poznać. Pamiętał jednak doskonale, jak odkrył, że uczył się on z Adolfem Hitlerem w gimnazjum w Linzu, a podczas drugiej wojny światowej brał udział w masowych mordach na terenie Polski, w tym w likwidacji warszawskiego getta. 

Jednak historia rodzinna służy autorowi do szerszej refleksji nad dziedziczeniem win i traum po naszych przodkach i całych narodach. W tej książce sporo miejsca zajmuje także analiza i interpretacja wojennych zdjęć, w dużej mierze z terenów Galicji i roli dokumentu, jaki fotografia stanowi, a czasem chcemy, aby stanowiła. Co bowiem ze zdjęciami, na których nie potrafimy rozpoznać osób, miejsca, wydarzenia? 

Przy okazji ostatniej sytuacji, która miała miejsce w Niemczech w listopadzie 2025 roku, gdzie dom aukcyjny miał wystawić na sprzedaż zdjęcia i dokumenty z obozu w Auschwitz, bardzo aktualnie wybrzmiewa fragment książki Pollacka: „Przygnębiające jest to, że na masowo pojawiających się w handlu prywatnych zdjęciach z wojny robi się duże pieniądze. Zwłaszcza na zdjęciach ofiar. Żydów, Polaków, Rosjan, Cyganów… Im bardziej są drastyczne, tym wyższa cena”.