Temat migracji pojawiał się na łamach „Kultury Liberalnej” w 2025 roku często, ostatnio przy okazji projektu „Spięcie”, w ramach którego autorki i autorzy związani z różnymi środowiskami intelektualno-ideowymi podzielili się swoją opinią na temat integracji imigrantów w Polsce. Swój znakomity cykl „Uchodźcy Migranci Obywatele” prowadzi również Krzysztof Renik. Dyskutowaliśmy o migracji i uchodźcach z wielu różnych perspektyw, poza jedną – o bezdomności migrantów w Polsce.
Od 2022 roku, kiedy rozpoczęła się pełnoskalowa wojna w Ukrainie, jest to zjawisko coraz bardziej widoczne na ulicach miast, o czym mówią pracowniczki i pracownicy miejsc pomagających zarówno osobom w kryzysie, jak i cudzoziemcom. A to znaczy, że zawiedliśmy jako państwo, które miało być dla tych osób bezpiecznym schronieniem.
Coraz więcej osób chce mieszkać w Polsce
Urząd do Spraw Cudzoziemców w Polsce na dzień 31 maja 2025 roku określił, że status uchodźcy w Polsce posiada 3131 osób, a 17 046 – ważne dokumenty pobytowe w związku z udzieloną ochroną uzupełniającą. W tym czasie, czyli od 1 stycznia do 31 maja 2025 roku, cudzoziemcy złożyli 7471 wniosków o uzyskanie ochrony międzynarodowej, byli to obywatele: Ukrainy, Białorusi, Rosji, Tadżykistanu, Afganistanu i Etiopii.
W roku 2024 wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej w formie statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej w Polsce złożyło 17 tysięcy cudzoziemców. To wzrost o 79% w stosunku do roku 2023. Jednak tylko 7 tysięcy osób taką ochronę otrzymało. Czekało na nią zresztą miesiącami, bo ustawowy termin rozpatrzenia takiego wniosku to sześć miesięcy. W tym czasie takie osoby mogą korzystać z pomocy socjalnej, a więc zakwaterowania z wyżywieniem w odpowiednich ośrodkach, ochrony medycznej zapewnianej przez Urząd do Spraw Cudzoziemców, a także przystąpić do kursów nauki języka polskiego.
Kim mogą być cudzoziemcy
W dyskursie publicznym najczęstszym słowem, które pada jest „migrant” lub „uchodźca”, uporządkujmy jednak możliwe formy ochrony cudzoziemców w Polsce. Mamy azyl terytorialny (polityczny), który jest dość szczególny, bo tak naprawdę nie ma określonej definicji i jest przyznawany osobom dyskryminowanym lub prześladowanym za działalność polityczną, religijną, naukową czy za przekonania. Nie jest obowiązkiem w świetle prawa, ale decyzją każdego państwa. Uchodźcę natomiast najczęściej definiujemy jako osobę, która musiała opuścić swój kraj ze względu na wojnę czy inną katastrofę. Tyle społeczna definicja.
W świetle prawa międzynarodowego, a konkretnie Konwencji Genewskiej z 1951 roku, uchodźca to taka osoba, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem, i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony tego państwa, albo, która nie ma żadnego obywatelstwa i znajdując się poza państwem swojego dawnego stałego zamieszkania, nie chce lub nie może z powodu tych obaw powrócić do tego państwa”.
Następnie mamy ochronę uzupełniającą, zgodę na pobyt ze względów humanitarnych. Najkrócej mówiąc ochronę związaną z zagrożeniem praw człowieka w kraju pochodzenia oraz zgodę na pobyt tolerowany.
Warto wspomnieć jeszcze o ochronie czasowej, która zwykle dotyczy osób wysiedlonych lub prześladowanych, masowo opuszczających swój kraj, która pozwala na mniej administracyjnych działań niż ochrona indywidualna, czyli wszystkie powyższe przykłady. Ochrona czasowa była stosowana przez Polskę i inne kraje już w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i wiązała się z pomocą ofiarom konfliktu w byłej Jugosławii, teraz związana jest z wojną w Ukrainie.
Te niuanse są raczej niewidoczne dla osób, które nie zajmują się zawodową tą tematyką, ale o okazują się kluczowe na granicach – dla setek tysięcy osób, które każdego dnia przemieszczają się ze swoich miast, państw i kontynentów. Do końca kwietnia 2025 roku, jak pokazał raport UNHCR, na świecie było 122,1 milionów przymusowo przemieszczonych osób, a główną przyczyną były konflikty zbrojne – w Ukrainie (8,8 milionów), ale także Sudanie (14,3 milionów), Syrii (13,5 milionów) czy Afganistanie (10,3 milionów).
Kryzys bezdomności w Polsce
W Polsce, według szóstego Ogólnopolskiego badania liczby osób bezdomnych z 2024 roku, które odbyło się w nocy z 28 na 29 lutego (zleconego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej) 31 042 osoby doświadczają kryzysu bezdomności, w tym 80% to mężczyźni (24 880 osób), a 20% kobiety (6162 osoby). Osoby poniżej 18 roku życia stanowią 5% (1524). W stosunku do wcześniejszych badań, w tym z 2024 roku, są ankietowane także osoby, które zadeklarowały obywatelstwo inne niż polskie.
Konkretnie, według badania, 90% osób w kryzysie bezdomności zadeklarowało obywatelstwo polskie (27 959 osób), 6% obywatelstwo ukraińskie (1 749 osób). Pozostali deklarowali inne obywatelstwa lub jego brak (127 osób z krajów europejskich, 20 osób z Azji, 8 osób z Afryki, 46 osób w badaniu określono hasłem „pozostałe”). Z tego 25 osób ubiega się o azyl, 1617 nie, a 486 osób ma status uchodźcy. W badaniu tym nie są liczeni Romowie.
Tyle statystyki. Zresztą jeśli chodzi o pytanie dotyczące obywatelstwa, pytano o to tylko w jednym województwie, więc dane te nie odpowiadają realnej sytuacji. Ale już one pokazują, że na ulicy pojawia się coraz więcej cudzoziemców. Za tymi liczbami kryją się jednak konkretni ludzie.
Status UKR i Ośrodki Zbiorowego Zakwaterowania
Podobnie jest z liczeniem migrantów przebywających na ulicy. Tylko z tym jest problem, choć jest badanie „Bezdomność cudzoziemców – Raport z badania 2025”, które zostało zrealizowane w pierwszej połowie 2025 roku na zlecenie Ogólnopolskiej Federacji na rzecz Rozwiązywania Problemu Bezdomności przez zespół badawczy Pracowni 3E.
Aneta Szarfenberg odpowiedzialna za badanie podkreśla jednak, że jest ono jakościowe, nie ilościowe. Wyniki nie zostały jeszcze opublikowane, ale była to analiza w trzech województwach: mazowieckim, dolnośląskim i pomorskim. Sugerowano się tym, że w tych regionach może być najwięcej cudzoziemców oraz że jest tam najlepiej rozwinięta sfera pomocy, zarówno oferowana przez jednostki publiczne, jak i NGO-sy.
Przeprowadzono ponad pięćdziesiąt wywiadów z: osobami reprezentującymi OPS lub samorządowe jednostki pomocy w poszczególnych województwach, miejsca zbiorowego zakwaterowania, organizacje pozarządowe, przedstawicielami władz różnego szczebla (w tym: MSWiA czy Mazowiecki Urząd Wojewódzki, Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego), a także wśród osób cudzoziemskich (10 kobiet, kraje pochodzenia: Ukraina – 7, Białoruś – 1 , Gruzja – 2) oraz 2 mężczyzn (Ukraina, Iran). Jak mówi specjalistka:
„Jednym z kluczowych wniosków, który wyłonił się już na etapie projektowania badania, była wyraźna dychotomia między osobami z Ukrainy posiadającymi PESEL-UKR a wszystkimi innymi migrantami. Pracownicy OPS i organizacji – zarówno tych zajmujących się stricte migrantami, jak i osób doświadczających bezdomności – konsekwentnie wskazywali na wzrost liczby osób migranckich zgłaszających się po pomoc. Nie tyle w sensie jednoznacznego wzrostu skali bezdomności wśród cudzoziemców, ile narastającej presji na system i coraz częstszych sytuacji, w których dostępne instrumenty wsparcia okazują się niewystarczające”.
Status UKR, który otrzymywali uchodźcy z Ukrainy po 2022 roku
Pozwolił im on między innymi na zamieszkanie w Ośrodkach Zbiorowego Zakwaterowania, w których do dziś przebywa część z nich. Jednak od 1 listopada 2025 roku, kiedy specustawa, która porządkowała kwestie formalne dotyczące przebywania w Polsce osób ze statusem UKR, uległa znacznym przekształceniom, wiele z tych osób może trafić wkrótce na ulicę. Potwierdza to streetworkerka Dominika Bremer ze Stowarzyszenia Pomocy i Interwencji Społecznej w Warszawie:
„Po zmianach w specustawie, które weszły w życie 1 listopada 2025 roku stajemy w obliczu ryzyka bezdomności wielu osób, które dotychczas przebywały w OZZ (ośrodkach zbiorowego zakwaterowania), nowe przepisy znacznie ograniczają możliwość do korzystania z tych miejsc. Przykładowo, w OZZ przebywać mogą: kobiety w ciąży lub z dzieckiem do dwunastego miesiąca życia, rodzic samotnie wychowujący przynajmniej troje dzieci, z czego przynajmniej jedno nie ukończyło siódmego roku życia albo małoletni w pieczy zastępczej, na którego nie są pobierane świadczenia 800 plus. To są bardzo konkretne i trudne sytuacje.
Osoby, które nie mieszczą się w nowo przyjętych zasadach trafią w systemową pomoc określoną na mocy istniejących dokumentów, już niezależnie od specustawy. Pomoc osobom w kryzysie bezdomności to kompetencja gminy, zaś pomoc migrantom leży w obowiązku wojewody. Zasadniczą kwestią jest to, w jaki sposób należy te dwa poziomy uspójnić, żeby móc odpowiednio pomagać. W OZZ pozostają osoby, które do tej pory przejawiały trudności w usamodzielnieniu się, z różnych powodów. To najważniejszy dowód na to, że potrzebują kompleksowego wsparcia również poza ośrodkami”.
Będziemy się mierzyć z coraz większą skalą sytuacji, w których całe grupy osób nie będą mogły już przebywać w OZZ, a noclegownie czy schroniska dla osób bezdomnych będą je odsyłać. Obecnie zdarza się to zwłaszcza w Warszawie. Potwierdza to Lali Tvalchrelidze z Fundacji Polskie Forum Migracyjne:
„Dużym problemem wśród osób z Ukrainy jest na przykład to, że nie są przyjmowani w noclegowniach. W zasadzie ten problem nasilił się, kiedy prezydent Karol Nawrocki na ostatnią chwilę podpisał ustawę przedłużającą legalny pobyt obywateli Ukrainy w Polsce, ale jednocześnie ograniczającą kategorię ludzi, którzy mogliby zamieszkać w Ośrodkach Zbiorowego Zakwaterowania. Jeśli ktoś nie kwalifikował się do tzw. grupy wrażliwej lub nie miał orzeczenia o niepełnosprawności, itp., to musiał się stamtąd wyprowadzić. Ostatnio zaczęły się zgłaszać takie osoby, my ich kierowaliśmy do noclegowni, a one wracały z informacją, że osoby ze statusem UKR nie są tam przyjmowane”.
Luka kompetencji a w niej najbardziej potrzebujący ludzie
Osoby ze statusem UKR mają prawo korzystać z opieki społecznej w Polsce, a więc mają też prawo przebywać w miejscach takich jak noclegownia. Jednak, co ważne, i co podkreślają wszystkie osoby, z którymi rozmawiam, problem pojawia się na poziomie decyzyjności. OZZ funkcjonują pod wojewodą a za noclegownie odpowiada prezydent miasta. Wojewoda uważa, że teraz miasto powinno się zająć takimi osobami, miasto przywołuje status UKR i odpowiedzialność wojewody. A, jak podkreśla Lali Tvalchrelidze, w tych wszystkich procedurach zniknął człowiek:
„OZZ po prostu wyrzuca ludzi na bruk. Chociażby takich, którzy dopiero przyjechali do Polski i nie zdążyli jeszcze wyrobić sobie polskiego orzeczenia o niepełnosprawności. To proces, który trwa do trzech miesięcy, a nawet dłużej, w zależności od tego, gdzie się złożyło ten wniosek”.
Fundacja Polskie Forum Migracyjne oraz Ogólnopolska Federacja na rzecz Rozwiązywania Problemu Bezdomności 22 grudnia 2025 roku wystosowały wspólne pismo do Katarzyny Nowakowskiej, Podsekretarz Stanu Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w którym piszą m.in. o problemie, który zgłaszają różne miasta:
„Udzielenie schronienia osobom w opisanej sytuacji jest zadaniem własnym gminy o charakterze obowiązkowym (art. 17 ust. 1 pkt 3 u.p.s.), niezależnie od obywatelstwa czy wcześniejszego korzystania z zakwaterowania wojewody. Nie jest to bardzo liczna grupa – MSWiA szacuje jej liczebność na około 3000 osób w skali kraju.
Mimo to obserwujemy, że przepisy te nie są stosowane w praktyce. Osoby nie są przyjmowane przez polski system wsparcia osób w kryzysie bezdomności – noclegownie odsyłają je z powrotem do Wojewodów. Ludzie, o których mówimy, to często osoby niezdolne do samodzielnego funkcjonowania i wymagające pomocy ze strony państwa: osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami, które nie uzyskały jeszcze polskiego orzeczenia o niepełnosprawności, osoby niezaradne życiowo, które nie są w stanie samodzielnie zadbać o swoje potrzeby. Obserwujemy trudności tych osób w znalezieniu dachu nad głową, co sprawia, że są one zagrożone kryzysem bezdomności. Fundacja Polskie Forum Migracyjne zorganizowała 1 grudnia robocze spotkanie w gronie warszawskich podmiotów zaangażowanych we wsparcie osób w kryzysie bezdomności. Dowiedzieliśmy się na nim, że warszawskie schroniska i noclegownie nie przyjmują osób w opisanej sytuacji. Tę informację potwierdza nasze praktyczne doświadczenie, a także doświadczenia innych organizacji w Polsce, w tym organizacji zrzeszonych w Ogólnopolskiej Federacji na rzecz Rozwiązywania Problemu Bezdomności”.
Konkretny przykład podaje mi Tvalchrelidze, wspominając sytuację, gdy w OZZ przebywała pięćdziesięciokilkuletnia kobieta wraz z dziewięćdziesięcioletnią, leżącą matką, która potrzebuje całodobowej opieki. Według zmian w specustawie, matka kobiety wciąż może przebywać w placówce, ale ona sama już nie. Po uważnym przeczytaniu kolejnych punktów, o których wspomniała też Dominika Bremer, możemy również łatwo wyobrazić sobie sytuację matki z trójką dzieci, gdzie żadne z nich nie ma poniżej siedmiu lat, co sprawia, że cała rodzina musi opuścić OZZ. Przez chaos, który powstał, jak podkreśla Lali Tvalchrelidze: „noclegownie często uważają, że jak zaczną przyjmować osoby posiadające status UKR, to zatka im to system i nie będą mogli realizować bieżących zadań. I to jest ich pozycja, więc odsyłają albo do organizacji pozarządowej albo na numer 987. Powstała luka, w której zostali ludzie”.
MSWiA mówi o 3000 osób w sakli kraju, które mogą przestać kwalifikować się, po zmianach w specustawie, do pobytu w OZZ, ale trudno powiedzieć, czy te liczby odzwierciedlają rzeczywistość. Fundacja Polskie Forum Migracyjne w styczniu odebrała kilka zgłoszeń w tej sprawie.
Dwaj mężczyźni przebywali w szpitalu – jeden z połamanymi rękami, drugi po przeszczepie skóry. Nie mogą dłużej zostać w szpitalach, bo kwalifikują się do wypisu, ale nie mogą już też wrócić do OZZ. Są poza systemem. I nikt tak naprawdę nie wie, jak im pomóc.
„Problemem jest jednak skala – schronienia będzie potrzebować coraz więcej osób, OZZ będą zamykane, placówki tymczasowego schronienia pozostaną tej samej wielkości co kiedyś. Musimy też pamiętać o nastrojach społecznych. Szczególnie wśród społeczności doświadczających trudności, deficytów, na przykład wśród osób w kryzysie bezdomności, narastają negatywne emocje wobec osób z Ukrainy. Osoby migranckie bywają postrzegane jako te, które „odbierają” pomoc. To wrażenie, które dla osób potrzebujących i równocześnie doświadczających trudności w otrzymaniu pomocy, staje się rzeczywistością. Nastroje bardzo często prowadzą wzajemnej agresji” – dodaje Mateusz Przygodziński, streetworker ze Stowarzyszenia Pomocy i Interwencji Społecznej w Warszawie.
Skąd pochodzą ludzie na polskich ulicach
Jednak bezdomności doświadczają także osoby z innych krajów niż Ukraina, choć bez wątpienia tych jest najwięcej. Drugą grupę stanowią osoby z Ameryki Łacińskiej, które są w Polsce często przez pracodawców oszukiwane. Zwykle ściąga się ich do pracy w gospodarstwach rolnych, gdzie dostają też zakwaterowanie i wyżywienie (często w dramatycznych warunkach), pracują przez trzy miesiące, czyli w ramach ruchu bezwizowego. Następnie są wyrzucane bez zapłaty za ich pracę i oczywiście bez zalegalizowanego pobytu. Z takimi sytuacjami spotyka się Fundacja Polskie Forum Migracyjne.
„Potem lądują u nas bez pieniędzy, bez legalnego pobytu, w zasadzie bez niczego. A taka osoba, która przebywa w Polsce według prawa nielegalnie, nie kwalifikuje się do żadnej pomocy. W takiej sytuacji pojawia się straż graniczna, która zabiera tę osobę do specjalnego ośrodka i rozpoczyna procedurę – zwykle deportacyjną. Wtedy czasowo takie osoby mają dach nad głową” – dodaje Lali Tvalchrelidze.
Migranci z Ameryki Łacińskiej to przeważnie mężczyźni, którzy przyjechali do pracy, ale Polskie Forum Migracyjne widzi także wzrost zapytań o pomoc medyczną dla ciężarnych kobiet, głównie z Kolumbii. Często są w zagrożonej ciąży, nie mają żadnego ubezpieczenia, bo pracodawca je oszukał i w zasadzie wylądowały na ulicy.
„Boją się szukać pomocy w szpitalach czy przychodniach, bo nie mają pieniędzy i myślą, że jak nie zapłacą, to nie wypuszczą ich ze szpitala albo coś im zrobią. Zwykle nie wiedzą, jak to w Polsce działa. Często jest też tak, że przez kilka dni czy nawet tygodni szukają w ogóle pomocy, np. jak się ubezpieczyć, jakie są ich możliwości prawne, żeby skorzystać z tej tak zwanej bezpłatnej pomocy. Ale niestety ze względu na nielegalny pobyt, tak naprawdę nie mają dostępu do niczego, oprócz odpłatnej pomocy medycznej na warunkach komercyjnych” – podsumowuje Tvalchrelidze.
W kraju tradycyjnie katolickim, gdzie prawica od lat krzyczy o świętości życia poczętego, nie mamy żadnych form pomocy dla kobiet w ciąży oraz z małymi dziećmi, jeśli nie mają odpowiedniego statusu pobytowego. I zazwyczaj taka sytuacja nie wzbudza protestów.
Rządzący rozkładają ręce
Na szczeblach lokalnych, jak i centralnych, mówią, że nie ma odpowiednich rozporządzeń i ustaw. Pozostają streetworkerki i streetworkerzy, tacy jak Dominika Bremer i Mateusz Przygodziński, którzy zetkną się z taką osobą na ulicy. A są przecież specjalistami od pracy z osobami w kryzysie bezdomności, nie od prawa migracyjnego. Jednak, jak podkreśla Mateusz, bardzo często muszą się w tym kierunku doszkalać, bo sytuacja na polskich ulicach wciąż się zmienia. Wspomina też jedno z trudniejszych spotkań:
„W gąszczu różnych spraw przytrafiają się skrajne przypadki. Jeden z nich to historia kobiety, która trafiła do Polski w wyniku handlu ludźmi. Bardzo trudna sytuacja, wyrwanie z rodzimego kręgu kulturowego, przemoc, brak zasobów językowych, bliskich osób. I my w takich przypadkach przede wszystkim staramy się nawiązać kontakt, zrobić przestrzeń na zaufanie, na rozmowę. Możemy udzielić tzw. niskoprogowego wsparcia, czyli zaopatrzyć osobę higienicznie, ubraniowo, zdrowotnie, informacyjnie, podjąć próbę znalezienia schronienia. To wsparcie interwencyjne, bardzo potrzebne, ale w tak trudnych sytuacjach niewystarczające. Oprócz okropnych doświadczeń pani miała problemy zdrowia psychicznego. Brak dostępu do podstawowej, regularnej psychiatrycznej opieki zdrowotnej utrudniały intensywniejszą współpracę. Pani „utknęła” w instytucjonalnym systemie wsparcia, który pozwalał jej przetrwać, ale nie dawał zasobów na poprawę funkcjonowania i integrację”.
Polska centralna i lokalna
Według Ogólnopolskiego badania liczby osób bezdomnych z 2024 roku najwięcej osób w kryzysie bezdomności przebywa w województwie mazowieckim, pomorskim i śląskim. W tych województwach mamy też sporo dużych miast, a gros osób migrujących przyjeżdża to Warszawy po lepsze życie. Nie znaczy to jednak, że w mniejszych miejscowościach ten problem nie istnieje.
Streetworker Jan Strączyński ze Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy „Agape” w Częstochowie mówi mi, że po podliczeniu osób cudzoziemskich, którym pomagał w 2025 roku, zdecydowana większość to osoby z Ukrainy (15 osób), ale także jeden Kolumbijczyk, Austriak i Francuz. Podkreśla:
„Ukraińcy ze statusem UKR mają możliwość korzystania z pomocy społecznej w Polsce. Gorzej z pozostałymi. Wtedy, staram się szukać pracy z zakwaterowaniem. Ta grupa też często wybiera ogrzewalnie i miejsca pomocy doraźnej, które nie posiadają formalnych wymogów. Wyzwaniem dla tej grupy jest zwłaszcza korzystanie z opieki zdrowotnej w przypadku choroby. Duży problem stanowi też brak dokumentów osób z Ukrainy oraz wymóg opłat za wyrobienie nowych dokumentów w konsulacie/ambasadzie. W przypadku Austriaka, kontaktowaliśmy się z ambasadą. Spośród wspomnianych 18 osób, 5 z nich udało się znaleźć pracę z zakwaterowaniem (w tym Kolumbijczykowi). Tylko dwie osoby znalazły schronienie w placówce, pozostali (prócz jednej, która do tej pory jest w miejscach niemieszkalnych) zdecydowali się na pobyt w ogrzewalni lub straciliśmy z nimi kontakt” – dodaje.
Wśród osób migranckich w kryzysie bezdomności Dominika Bremer i Mateusz Przygodziński w Warszawie spotkali się także z osobami z Czeczenii, Białorusi, Rosji. Jeszcze kilka lat temu osoby przyjeżdżające do Polski z Białorusi dość szybko otrzymywały w naszym kraju azyl, dziś to się zmieniło.
Jednak jest jeszcze jedna grupa osób – obywatele krajów należących do Unii Europejskiej
Okazuje się, że często to właśnie im najtrudniej pomóc.
W Warszawie kryzys bezdomności dotknął na przykład Hiszpana, Szweda, Norwega czy Włocha, a przynajmniej o nich wiedzą streetworkerzy, bo podjęli próbę pomocy tym osobom.
„Osoby z krajów należących do Unii Europejskiej nie mają bezpośredniego dostępu do pomocy społecznej, nie mogą zatem złożyć wniosku o schronisko, przed spełnieniem pewnych warunków. Czasami jedynym, najszybszym rozwiązaniem jest próba skontaktowania się z rodziną takich osób albo skontaktowanie się z ambasadą” – tłumaczy Mateusz Przygodziński.
Wydawać by się mogło, że takie sytuacje powinny być najłatwiejsze. Ale kraje należące do UE uchodzą za takie, w których poziom życia jest stabilny czy wysoki i nie ma zagrożeń wojną, prześladowaniami itp. Dlatego takiej osobie o wiele trudniej udowodnić, że potrzebuje azylu czy ochrony międzynarodowej.
Oczywiście każda historia jest indywidualna, ale według procedur istnieją pewne założenia. Jan Strączyński wspomina historię pobytu w Częstochowie Francuza, któremu pomógł pojechać dalej:
„Francuz zaszył się w namiocie nad rzeką. Pierwsza dotarła do niego straż miejska, która myślała, że jest głuchoniemy. Za pośrednictwem SMS (pisał po angielsku) udało się z nim umówić na następny dzień, w którym pracowaliśmy. Przy pierwszym kontakcie, okazało się, że Sebastien słyszy, ale nie mówi. Na kartkach opisał nam swoją historię, opowiadając o niechęci do swojego narodu i ucieczce z południa Francji przez pół Europy do Szwecji, z którą wiązał swoją przyszłość ze względu na dobre wspomnienia z pobytu w tym kraju. W Częstochowie, w której przebywał przez około dwa tygodnie, został pobity przez grupę młodych Polaków, brakowało mu też jedzenia.
Po szybkim opracowaniu planu, towarzyszyliśmy Francuzowi do prysznicowni Caritas, gdzie wykąpał się, ogolił i zmienił odzież. Następnie, towarzyszyliśmy mu do jadłodajni Fundacji Adullam, gdzie spożył posiłek. Marzeniem Sebastiena było dostać się do Sztokholmu, do schroniska prowadzonego przez jedną z tamtejszych organizacji. Pomogliśmy mu w zakupie biletu na prom do Szwecji (ze względu na cały swój dobytek, podróż samolotem była niemożliwa) i w zaopatrzeniu w paczkę żywnościową na dalszą podróż. Po skontaktowaniu z gdańskimi streetworkerami, zakupiliśmy dla Sebastiena bilet kolejowy do Gdańska, skąd miał odpłynąć do Sztokholmu. Dzwoniłem też do szwedzkiej placówki. Gdańscy streetworkerzy przejęli bohatera tej historii na dworcu i odprowadzili na prom”.
Pomoc konkretnej osobie, to bardzo często dobra wola i empatia osoby, na którą cudzoziemiec trafi
Gdyby zapytał w najbliższym urzędzie miejskim czy pomocy społecznej, raczej nikt nie rozpisałby mu konkretnego planu kolejnych działań. I nie chodzi nawet o to, że w Polsce za sprawą politycznej nagonki na imigrantów, budzą się w nas nienawiść, agresja, rasizm itd. (choć oczywiście często także), ale dlatego, że urzędniczki i urzędnicy nie są przygotowani na takie sytuacje. A przecież taka osoba, zwykle nie znająca języka polskiego, a czasem nawet angielskiego, nie może się porozumieć i wyjaśnić, jakiej pomocy potrzebuje. A nawet, gdyby jej się udało, to często usłyszy, że to nie są kompetencje danej placówki, że powinna się udać do Urzędu ds. Cudzoziemców. W Polsce brakuje bowiem spójnego, całościowego systemu pomocy dla osób migranckich, które doświadczają bezdomności. Jak dodaje Dominika Bremer:
„Są ustawy, procedury i drogi wsparcia osób migranckich, jednak wiele spraw dla osób bezpośrednio zainteresowanych pozostaje niejasnych. Na przykład my spotkaliśmy się jeszcze przed końcem 2025 roku z sytuacją, że w urzędzie pracy, w wydziale dla cudzoziemców, obowiązkowy do wypełnienia formularz dostępny był jedynie w języku polskim. Zdarza się, że dostępny jest tłumacz lub osoba, która pomoże w wypełnieniu formularza. Jednak przetłumaczenie dokumentów byłoby najlepszym rozwiązaniem. Z podobnymi sytuacjami spotykaliśmy się w innych placówkach, nawet tych dedykowanych właśnie osobom migranckim”.
Ten sam system, drastyczne inna skala wyzwań
Pomoc osobom w kryzysie bezdomności w Polsce na większą skalę była tworzona po 1989 roku, ale od tej pory, jeśli chodzi o system, niewiele się zmieniło. Ogrzewalnie, noclegownie, schroniska dla osób bezdomnych – tak wygląda „drabinka pomocowa”, którą zapewniają podmioty samorządowe. Od lat na tym polu działają jednak organizacje pozarządowe, które widziały przede wszystkim potrzebę wyjścia na ulicę, więc zajęły się streetworkingiem.
Jest także wiele organizacji, które szukają sposobów pomocy doraźnej dla osób w kryzysie bezdomności, takich, które są nim zagrożone lub nie starcza im na przeżycie, więc rezygnują na przykład z posiłków, aby opłacić czynsz czy leki. To sytuacja wielu osób starszych w Polsce.
Fundacja Daj Herbatę odpowiada na te problemy, organizując w każdy poniedziałek o godzinie 19.00 tzw. wydawkę przed dworcem centralnym w Warszawie. Niezmiennie od kilkunastu lat, w każdy poniedziałek wieczorem, bez względu na porę roku, pogodę czy okoliczności pracowniczki, pracownicy oraz wolontariuszki i wolontariusze każdorazowo karmią kilkaset osób, a oprócz gorącego posiłku mają też kawę, herbatę i paczki na wynos.
Patrycja Drożyńska zajmuje się w Fundacji Daj Herbatę między innymi organizacją poniedziałkowych wydawek na dworcu. Również tam zauważa wzrost osób cudzoziemskich, które pojawiają się w poniedziałek na wydawce, choć również podkreśla, że większość z nich to osoby z Ukrainy, ale też Białorusi czy Rosji:
„Jest na przykład pani Irena z Ukrainy, która przychodziła do nas z takim starutkim pieskiem uratowanym spod ostrzału. To nie był jej piesek, ona się nim po prostu zajmowała. Pani Irena ma wynajęty pokój w hostelu. Ponieważ ten piesek jest stary, często załatwia się pod siebie, więc w hostelu dali jej ultimatum, że albo się pozbędzie psa albo będzie musiała się wynieść. Przychodziła do nas bardzo zestresowana, nie wiedziała, co ma zrobić, bo chciała się tym pieskiem zajmować. Na szczęście udało się znaleźć mu schronienie, coś na kształt hoteliku dla psów. Pani Irena go odwiedza, a do nas przyjeżdża w każdy poniedziałek i odbiera karmę dla tego pieska”.
Fundacja nikogo stojącego w kolejce po posiłek nie pyta o status pobytowy i dlaczego tu jest
Choć oczywiście zdarzają się komentarze polskich obywatelek i obywateli w kierunku osób z Ukrainy, które również czekają na pomoc, żeby „lepiej wzięły się do pracy”, ale Patrycja Drożyńska szybko i stanowczo reaguje na takie sytuacje. Osoby z Ukrainy można czasem poznać po akcencie, ale są też cudzoziemcy, którzy wyróżniają się kolorem skóry.
„Na kolejkę, w której stoi średnio pół tysiąca osób, czasami więcej, kojarzę trzy osoby o innym kolorze skóry. Ale one przychodzą regularnie. Jest jeden bardzo miły mężczyzna, uśmiechnięty, serdeczny przychodzi na pewno już ponad rok. Czasami ktoś przychodzi przez przypadek. Ostatnio tak się właśnie zdarzyło, że czarnoskóry mężczyzna po raz pierwszy do nas trafił. Kompletnie nieubrany na zimę – bez czapki, rękawiczek, ciepłej kurtki. Nie byliśmy się w stanie z nim dogadać, bo nie mówił ani po angielsku, ani w żadnym innym języku. Na migi pokazał, czego potrzebuje. Dostał od nas kurtkę, ciepłą bluzę, rękawiczki, nie mieliśmy czapki, ale jeden z panów w kryzysie bezdomności powiedział, że ma dwie i chętnie oddał swoją temu mężczyźnie” – opowiada Patrycja Drożyńska.
Choć często mówimy o ogólnym wzroście niechęci czy agresji względem imigrantów, to są też zwykłe osoby, same będące w kryzysie, które nie poddają się politycznej mowie nienawiści i w drugim człowieku widzą po prostu kogoś w potrzebie, potrafią dostrzec, że kryzys ich łączy a nie dzieli.
Podstawowa godność ludzka i pomoc nie ogląda się na język, kolor skóry i status pobytowy. Jak podkreśla Drożyńska:
„Jeżeli ktoś stoi 3 albo 4 godziny w kolejce na mrozie po to, żeby dostać 250 ml kaszy z sosem, dwie kanapki, jabłko i konserwę, to naprawdę jest w potrzebie. W tak straszną pogodę, w taki mróz, widzimy jak ci ludzie są przemarznięci, czasami przychodzi ktoś, kto potrzebuje ciepłej kurtki i musimy tę osobę ubierać, bo ma tak skostniałe ręce, że nie jest w stanie samodzielnie założyć kurtki, nie mówiąc o jej zapięciu. Dlatego nie uwierzę, że ktoś, kogo stać na pójście do sklepu i zrobienie sobie zakupów, będzie stał 4 godziny na mrozie po to, żeby dostać ten skromny posiłek. Naprawdę trzeba być w potrzebie. Dla nas to jest weryfikacja. Nie ma znaczenia czy będzie pod wpływem alkoholu, jaki ma kolor skóry i jakim językiem mówi. Osoba stojąca w kolejce po jedzenie potrzebuje jedzenia. Kropka”.
Prawdziwy kryzys dopiero przed nami
To zaledwie kilka organizacji zajmujących się pomocą cudzoziemcom oraz osobom w kryzysie bezdomności, głównie warszawskich, które mierzą się na co dzień z chaosem, który ma obecnie miejsce, lukami prawnymi, do których trafiają takie osoby i stają się niewidoczne dla systemu. Kiedy dodać do tego kolejne województwa i miasta, może się okazać, że prawdziwy kryzys dopiero przed nami.
Kolejne zmiany przepisów dotyczące choćby pomocy obywatelom Ukrainy są opracowywane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji i mają wejść w życie od 4 marca 2026 roku. Jak przekonywała rzeczniczka MSWiA, Karolina Gałecka, w rozmowie z portalem Interia pod koniec 2025 roku:
„Po prawie czterech latach sytuacja uchodźców w Polsce jest bardziej stabilna, a instytucje publiczne i samorządy nauczyły się obsługiwać nowoprzybyłych cudzoziemców w ramach zwykłych procedur”.