Pochodzący ze Śląską, związany z Krakowem, a od roku 2022 również z Warszawą, Mateusz Górniak należy do grona młodych twórców (rocznik 1996), którzy – nie mogę pozbyć się tego wrażenia – swoje literackie moce czerpią z pramatki Doroty Masłowskiej [1]. Co więcej, Górniak należy do najszerzej rozpoznawalnych i najbardziej docenianych osób twórczych z tego grona. Debiutancka książka autora „Trash Story” dotarła do finałowej siódemki Nagrody Literackiej Nike 2023, „Dwie powieści ruchu” otrzymały nominację do Nagrody Literackiej Gdynia. „Ćpun i głupek” z kolei znalazł się wśród najlepszych książek 2025 roku ogłoszonych przez Magazyn Książki. Postawangardowa energia językowa, cięty żart oraz awersja do kapitalizmu w połączeniu z charakterystyczną dezynwolturą i bezczelnością autora utrwalają jego status ważnego głosu prekariatu.

Adaptacja sztuki i sztuka adaptacji

W „Pięciu adaptacjach” Górniak, jak tłumaczył w rozmowie z Marcinem Miętusem w „Dwutygodniku” [2], zachęca do „adaptowania rzeczy do siebie czy do świata”. Adaptacje utworów pochodzących z różnych rejestrów – tak sztuki wysokiej, jak i popularnej – są motywem przewodnim jego twórczości sensu largo. Już w debiutanckiej książce „Trash story” zachęcał czytelników do zapoznania się wariacjami na temat tekstów kultury takich jak „Świat według Kiepskich” czy „South Park”. Podczas współpracy z reżyserem Grzegorzem Jaremko na warsztat wziął między innymi „Frankensteina” czy „Cierpienia młodego Wertera”. Wśród najnowszych przeróbek z „Pięciu adaptacji” znajdują się impresje na temat serialu „M jak miłość”, teledysków polskiego hip-hopu i filmików z internetowymi głupotami, a także „Piramidy zwierząt” Katarzyny Kozyry, dramatu „Pleśń i keczup” Filipa Matwiejczuka czy życia samego Górniaka. Poza premierową „Adaptacją nastroju” otrzymujemy odgrzane teksty publikowane wcześniej w „Dialogu” lub stanowiące część projektów realizowanych podczas rezydencji Górniaka w warszawskim Nowym Teatrze.

U jak Unia

„Adaptacja serialu” to remiks poematu inspirowanego fabułą serialu „M jak miłość”, polskiej konstytucji (pełnoprawna adaptacja konstytucji jest marzeniem Górniaka) i poezji Adama Mickiewicza adaptującego Goethego [3]. Przetwarzając te teksty, Górniak wychodzi do czytelnika z lirycznym, ironicznie podniosłym opisem Grabiny, urodzajnego raju utraconego, którym rządzą patriarcha Lucjan i matrona Barbara. Górniak ukazuje Grabinę na tle wielkiej Historii – mamy rok 2004, drzwiami i oknami wraz ze Stefanem/Steffenem wdziera się Unia Europejska. Czerpiąc z biblijnej tradycji przedstawiania rodowodów, Górniak wprowadza kolejne ikoniczne postaci serialu – Marka, Gosię, Hankę, Krzysztofa i całą resztę.

Postaci ściera z wielkimi przemianami dziejowymi (jak wejście Kingi na Neostradę dzięki pomocy Piotrka, co wyznacza początek złotej ery polskiego internetu) albo fatum (jak Hankę ginącą na skutek zderzenia z kartonami). Postać Hanki Mostowiak staje się ponadto dowodem na wędrówkę dusz w uniwersum TVP. Wkrótce po swoim śmiertelnym wypadku ta odradza się bowiem jako Natalia w „Rodzince.pl”. To już jednak inna historia – nie o esencji polskości, lecz o stołującej się w delikatesach wyższej klasie średniej. Górniak wspomina o tym, jak dochodzi do przebóstwienia – Hanka „swojska” odradza się jako Boska.

J jak „jutub”

„Adaptacje jutuba” w książce Górniaka są dwie i obie bazują na projektach realizowanych w Nowym Teatrze w Warszawie. Adaptacja pierwsza, zdecydowanie bardziej interesująca [4], to monochromatyczne kadry z polskich teledysków hip-hopowych opatrzone metatekstem. „Dla mnie masz stajla” Trzeciego Wymiaru i „Serce” LSO. Pod względem artystycznym utwory dzieli przepaść – o ile kawałek wrocławskiego 3W to „dyskotekowy hit ery gimnazjum”, o tyle „Serce” w gronie zapalonych słuchaczy uchodzi za niezwykle klimatyczny i nieoczywisty diament rapowego podziemia. Teledyski do obu utworów wiele łączy – samochody, testosteron, namiętności. Górniak w odniesieniu do utworu Trzeciego Wymiaru stwierdza, iż: „tytułowy stajl jest wypadkową posiadania broni palnej, jeżdżenia po pustyni, konsumenckiego głodu, imprezowego życia i obietnicy seksu”. Kawałek LSO jest natomiast „rozpasanym protokołem z gangstersko-ludzkich uniesień, szukaniem różnych rodzajów szybkości i namiętności”, relacją z poszukiwań odpowiedzi na pytanie „czy prędkość można jeszcze troszkę przekroczyć”.

Rozpędzony algorytm youtube’owy poprowadził autora w stronę kolejnych motoryzacyjnych ukrytych skarbów platformy, amatorskich filmików takich jak „Teraz to odjebałeś lipę! RUDY ZA KIEROWNICĄ! DRIFT” czy „Jedziemy! Dawaj Malina”, a później także playlist z kompilacjami wypadków drogowych. Wszystko to prowadzi ku refleksji na temat petroseksulaności odznaczającej się zarówno pożądaniem kilometrów na liczniku, jak i erotycznych fantazji na temat ostatecznego scalenia się z maszyną w śmiertelnym wypadku.

K jak Kozyra

Katarzyna Kozyra w 1993 roku zasłynęła rzeźbą-instalacją „Piramida zwierząt”, nawiązującą do baśni „Muzykanci z Bremy” braci Grimm. Rzeźba składa się ustawionych jedno na drugim, od największego do najmniejszego, konia, psa, kota i koguta. Towarzyszył jej film przedstawiający zabicie konia w rzeźni oraz liczne kontrowersje [5] dotyczące nie tylko etycznego wymiaru sztuki autorki (do wykonania pracy wykorzystała ciało martwego psa i kota oraz przeznaczonego na ubój konia i koguta, którego kazała zabić), ale też potencjalnego przestępstwa. Poprzez swoją pracę Kozyra chciała wypowiedzieć się między innymi na temat społecznej hipokryzji i (nie)obecności tematu mięsnego przemysłu śmierci w dyskursie publicznym. Adaptując rzeźbę i elementy życiorysu rzeźbiarki, Górniak chciał stworzyć „afirmatywną opowieść o sztuce dotykającą momentu, w którym artyści mieli inicjatywę”.

„Adaptacja rzeźby”, najlepszy tekst ze zbioru, w znacznej części jest monologiem młodej artystki. Kilkugodzinna podróż modernizowaną koleją upływa jej na autowiwisekcji. Pod kołami pociągu giną kolejne zwierzęta, włączając się do cyklu obiegu materii w naturze. Wydarzenia te wyrywają artystkę z marazmu. Rośnie w niej potrzeba drastycznego unaocznienia tego, czego inni nie dostrzegają, która popchnęła ją do stworzenia „Piramidy zwierząt”.

Doświadcza dysocjacji, a jej monolog przeradza się w dialog z podmiotami prawdziwymi lub wyimaginowanymi. Stopniowo władzę nad tekstem przejmuje pierwszoosobowy narrator dźwigający bagaż współczesnej freelancerskiej niedoli. Górniak, pisząc z trzewi, opowiada o kwestiach dobrze znanych prekariuszom, i to nie tylko artystom, lecz także freelancerom rzemieślnikom, którym nie przysługuje zaszczytny status artysty. Pisze o niestabilności finansowej, pracy na akord, niedostępności opieki psychiatrycznej, naprzemiennej stymulacji organizmu stymulantami i uciszaniu go depresantami. Najbardziej poruszającym fragmentem „Adaptacji rzeźby” pozostaje jednak opis skórowania konia z „Piramidy zwierząt”, a więc kolejna adaptacja w adaptacji – przełożenie wideo towarzyszącego rzeźbie na język literatury i teatru.

P jak parówka

Filip Matwiejczuk jest poetą, dramaturgiem i krytykiem związanym między innymi z „Dwutygodnikiem” i „Dialogiem”, który w 2024 roku wydrukował jego dramat „Pleśń i keczup”. Rok później – również w „Dialogu” – ukazała się adaptacja tego tekstu w wykonaniu Górniaka. Mowa o monodramie, którego bohaterem jest personifikowana parówka „w folijce”, zamieszkująca lodówkę marki Siemens i rozprawiająca o ogarniających ją lękach i falach upałów nadciągających z zewnątrz niczym katastrofa klimatyczna.

Tak naprawdę mielonym mięsem jest Górniak – jednocześnie mowa zatem o uosobieniu parówki i „uparówczeniu” osoby. „Byłem zwykłym człowiekiem. Jestem po prostu parówą” – czytamy. Tekst okazuje się antykapitalistycznym manifestem wyobcowanej jednostki, zawieszonej w poczuciu niepewności i chaosie informacyjnym. W opozycji do męskości, Górniak wprowadza kategorię miękkości. „Boję się przyszłości, choć jako parówa nie straciłem poczucia humoru” – przekonuje. 

S jak słowotok

Ostatnia z pięciu adaptacji, „Adaptacja nastroju”, to modelowy przykład prozy, która wielu czytelników odstrasza od tak zwanej literatury wysokoartystycznej. Ma ona bowiem formę autofikcyjnego strumienia świadomości. Cierpiący na bezsenność, zawieszony w bezczasie i rutynie podmiot po raz kolejny uprawia literackie samobiczowanie. Poczucie paranoi i nastrój grozy potęguje litania nazw narkotyków. Parafrazując znany mem – mamy Burroughsa w domu! Przytaczanie fragmentów monologu jest bezcelowe z powodów, które zgrabnie ujęła Olga Wróbel, pisząc, że „Metoda Górniaka oparta jest na nagromadzeniu, powtórzeniu. Wyrwane z kontekstu zdania stają się puste i bezużyteczne” [6].

Technika strumienia świadomości to technika wyjątkowa i choć liczy ponad sto lat, nadal uchodzi za eksperymentalną. Satysfakcjonuje przede wszystkim osobę pisząca, która wolna od jakichkolwiek formalnych ograniczeń, może się roznegliżować, a nawet wybebeszyć przed czytelnikiem. Jednak osoba czytająca bardzo szybko męczy się tą gonitwą myśli i zamiast zbliżyć się do narratora, nabiera do niego dystansu. Niemniej rozumiem, że właśnie ta forma narracji pozwala pisarzowi obrazować neurotyczność i rozbicie podmiotu eksploatowanego przez późny kapitalizm. Może też pełnić rolę terapeutyczną. Irytowanie czytelnika to zresztą jedna z celowych strategii pisarskich autora. Górniak zdecydowanie lepiej wypada jednak wtedy, gdy nie usiłuje dawać upustu swojej radykalności poprzez pogardę dla interpunkcji i ortografii, ale gdy wznosi się ponad autotematyzm. Choć oczywiście mam świadomość, że pisząc o sobie, reprezentuje całą klasę.

„Pięć adaptacji” to dzieła zebrane Górniaka, które można uznać za umiarkowanie spójny cykl. Jednak pamiętając, jak szeroko pisarz myśli o kategorii adaptacji i znając jego zanurzenie w kulturze remiksu, na dobrą sprawę można by do tego cyklu włączyć każdy jego tekst. Adaptacje nie są równe, z powodu odrębności gatunkowej trudno je zresztą ze sobą zestawiać. Z pewnością jednak nie każdy z tekstów oddaje potencjał pisarza. Czasami mamy do czynienia po prostu z efekciarstwem. Dodatkowo nie wszystko, co sprawdzało się w teatrze, sprawdza się na papierze ze słabej jakości ilustracjami. Mam jednak świadomość, że żelazo kuje się, póki gorące – Górniak jest na fali, dlatego nasycanie nim rynku wydaje się naturalnym krokiem.

Przypisy:

[1] Niemniej pisarz stwierdza, że z racji wieku wychowały go raczej „Mały Format” i „Stoner Polski” niż „Ha!art” czy „Lampa”. Zob. Spotkanie z Mateuszem Górniakiem, autorem książki „Ćpun i głupek” na youtube’owym kanale Domu Literatury w Łodzi.
[2] Marcin Miętus, „Zaadaptować można wszystko. Rozmowa z Mateuszem Górniakiem”, „Dwutygodnik”, nr 425.
[3] Mowa o wierszu „Do H*** Wezwanie do Neapolu (Naśladowanie z Goethego)” polskiego wieszcza, stanowiącego parafrazę „Mignon (Kennst du das Land?)” Goethego. Wiersz ten z kolei zaadaptował Stanisław Moniuszko. Pieśń „Znasz-li ten kraj” znalazła się w słynnym „Śpiewniku domowym” kompozytora.
[4] Druga to po prostu kilka kadrów z niszowych klipów z YouTube’a oscylujących wokół zagadnienia nudy, okraszonych oszczędnymi filozoficznymi komentarzami autora. Ze względu na jakość druku niewiele na nich widać – to jednak też jakiś komentarz dotyczący adaptacji.
[5] Zob. Nina Archańska, „Piramida kłopotów kontrowersyjnej artystki”.
[6] Olga Wróbel, „Jesteśmy młodzi, o nic nam nie chodzi”, „Dwutygodnik”, nr 412.

Książka:

Mateusz Górniak, „Pięć adaptacji”, Wydawnictwo Ha!art, Kraków 2025.