Szanowni Państwo!

Kiedy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ogłosił podpisanie Karty LGBT+, zdawało się, że próżno spodziewać się, by wybuchła w tego skutek afera – medialna ani jakakolwiek inna. Po pierwsze, następca Hanny Gronkiewicz-Waltz zapowiadał to już w trakcie kampanii wyborczej, i to nie jako jedyny polityk (czynili to wówczas także Jan Śpiewak i Andrzej Rozenek ). Po drugie, mogło się zdawać, że poziom poparcia w Polsce dla takich instytucjonalnych rozwiązań dotyczących intymnej sfery życia człowieka, jak chociażby związki partnerskie (56 procent według sondażu IPSOS dla OKO.press z lutego bieżącego roku) przełoży się także jeśli nie na akceptację, to przynajmniej na brak niechęci do takich, zawartych w Karcie LGBT+, pomysłów jak szkolna edukacja seksualna zgodna ze standardami WHO.

Stało się zupełnie inaczej, a deklaracja i wspomniane standardy umieszczone zostały w centrum polskiego sporu politycznego. Można argumentować, że wszystko ze względu na to, ile komentarzom dotyczącym Karty podpisanej przez Trzaskowskiego towarzyszyło przekłamań – czy to wynikających z ochoty, by Kartę obrzydzić, czy braku kompetencji do lektury standardów WHO. Od co bardziej radykalnych prawicowych publicystów (na przykład Samuela Pereiry) czytelnik mógł się dowiedzieć, że Rafał Trzaskowski będzie organizował dla czterolatków… lekcje masturbacji – by wymienić tylko najbardziej absurdalny przykład. Przekłamanie radykalne, w nieco złagodzonej formie, szybko podchwycili inni prawicowi publicyści, jak Marcin Makowski, który w Wirtualnej Polsce argumentował, iż urządzanie zajęć edukacji seksualnej w szkole jest wejściem w sferę wychowania dziecka, którą Konstytucja RP pozostawia w gestii rodziców. „Krytyczne podejście do norm religijnych, poruszanie tematu masturbacji czy afirmowanie innych orientacji seksualnych u dzieci w wieku przedszkolnym, słusznie może być uznane za naruszanie praw rodzicielskich właśnie w tym zakresie”, pisał Makowski.

Taką linię argumentacji podchwycił także ktoś inny – Jarosław Kaczyński, który na konwencji regionalnej PiS-u w Katowicach powiedział: „My chcemy jasno powiedzieć: tu mówimy nie, a już w szczególności, jeżeli chodzi o dzieci. Wara od naszych dzieci!”. Znów – sceptyk może powiedzieć, że użycie przez lidera partii rządzącej słów tak mocnych i w gruncie homofobicznych (gdyż poprzedziły je komentarze do wywiadu udzielonego przez Pawła Rabieja Robertowi Mazurkowi, w którym ten pierwszy twierdził, iż w długiej perspektywie takie zmiany prawne, jak edukacja seksualna w Polsce, mogłyby doprowadzić do legalizacji małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci) to nic innego, jak próba zdobycia przez PiS radykalnie konserwatywnego wyborcy, a partia rządząca umieszcza figurę osoby LGBT+ w tym samym miejscu wyborczej narracji, w której w 2015 roku umieściła uchodźców. Stosując podobny sposób myślenia, unikamy jednak odpowiedzi na istotne pytanie: dlaczego polski dyskurs stał się tak podatny na przekłamania dotyczące standardów WHO (jak choćby wspomniane już straszenie „nauką masturbacji”) i dlaczego postanowił zrezygnować z chłodnego podejścia do tematu, na rzecz podejścia emocjonalnego? Jednym słowem: co takiego jest w edukacji seksualnej prowadzonej w sposób przyjęty w wielu państwach Europy (na przykład w opisywanej przez nas w tym numerze Norwegii), że duża część Polaków ją odrzuca?

„Nie spodziewaliśmy się, że Kaczyński użyje Karty jako de facto broni atomowej” – usłyszeliśmy niedawno w rozmowie z wysokim urzędnikiem warszawskiego ratusza, który szczerze przyznawał też, że nie wie, co o Karcie myśli Grzegorz Schetyna. W tym świetle nader niespecjalnie przekonująco brzmią słowa prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego z wywiadu dla „Gazety Wyborczej” , że koledzy i koleżanki z PO nie próbowali odwodzić go od pospisywania Karty, ponieważ wiedzieli, że „to część zobowiązań, które podjął”. Dalej Trzaskowski dodaje jednak, że jest „politykiem niezależnym” i „zawsze samodzielnie podejmuje decyzje”, co jedynie potwierdzałoby nasze informacje, że dokładnego terminu podpisania Karty z kierownictwem PO nie konsultował. Z kolei bardzo nerwowe reakcje na wypowiedź Rabieja pokazują, że także konsekwencje tej decyzji nie zostały do końca przemyślane.

Czy to oznacza, że prezydent stolicy wycofa się z podpisania Karty LGBT+? „Podtrzymuję założenia Deklaracji LGBT+, tak jak podtrzymuję i popieram starania o ochronę praw człowieka, przeciwdziałanie dyskryminacji i przemocy, wsparcie dla osób i grup narażonych na agresję i przejawy nienawiści, a także pomoc wszystkim, którzy jej potrzebują – słabszym, niepełnosprawnym czy seniorom”, odpowiada nam Rafał Trzaskowski w krótkim wywiadzie prezentującym aktualne stanowisko Ratusza w sprawie Karty. Jednocześnie od wypowiedzi Pawła Rabieja prezydent wyraźnie się dystansuje: „Wiceprezydent Rabiej usłyszał ode mnie, że ma się skoncentrować tylko i wyłącznie na zadaniach, które mu powierzyłem, czyli polityce społecznej i zdrowotnej oraz reprywatyzacji”.

Wszystko to dowodzi, że z odważnym gestem podpisania Karty przez prezydenta Warszawy nikt sobie nie potrafi poradzić: ani urzędnicy Ratusza, ani jego macierzysta, zakłopotana Platforma sklejająca Koalicję Europejską, ani grające przekłamaniami PiS.

W obliczu tego narracyjnego chaosu warto zwrócić się ku osobom, które edukacją seksualną nie grają politycznie, ale traktują właśnie jako element edukacji. Pierwszą jest modelka Anja Rubik, która jesienią ubiegłego roku wydała poradnik dla młodzieży „#SEXEDPL”. Jak dotąd książka sprzedała się w 120 tysiącach egzemplarzy, a ponadto Rubik publikuje także krótkie klipy i nagrania rozmów na tematy edukacji seksualnej, które w mediach społecznościowych również przyciągają tysiące odbiorców. „Wiele osób chyba nie wie, czym jest edukacja seksualna”, mówi w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim. „Mylą ją z kamasutrą, podczas gdy jest to cały szereg istotnych tematów, które dotyczą nas wszystkich, które mają ogromny wpływ na nasze bezpieczeństwo, na samoakceptację, na to jakie związki w przyszłości będziemy budować. […] Mnie naprawdę szlag trafił, kiedy zorientowałam się, że polska młodzież ma gorszy start niż młodzież w innych krajach. Bo to jest gorszy start”.

Podobnie przedstawia temat nasza druga rozmówczyni, psycholog dziecięca Agnieszka Stein. „Edukacja seksualna służy też bezpieczeństwu dziecka”, mówi Natalii Woszczyk. „Jeżeli ktoś próbuje zaspokajać swoje fantazje seksualne za pomocą dziecka i je molestuje, to dziecko powinno wiedzieć, że naruszane są jego granice”. Lęk starszego pokolenia przed wprowadzeniem takiego rozwiązania tłumaczy tym, iż z jego przedstawicielami nikt w okresie dojrzewania na podobne tematy nie rozmawiał.

W tym kontekście warto też przyjrzeć się, jak tego rodzaju edukacja seksualna wygląda w praktyce. O tym pisze Kacper Szulecki z „Kultury Liberalnej”, od kilku lat wykładowca Uniwersytetu w Oslo w Norwegii.

„Wbrew niezbyt szczerym obawom konserwatywnych publicystów, taki model edukacji nie zniszczył moim synom sielskiego dzieciństwa. Pewne rzeczy są jednak dla nich po prostu oczywiste i nie wymagają komentarza – jak to, że chłopca z sąsiedniej grupy odbiera na zmianę raz jeden tata, raz drugi, a inny kolega, co jakiś czas przychodzi do przedszkola w sukience”.

Zarówno Rubik, jak i Stein bazują na badaniach naukowych; oprócz tych ostatnich jest jednak jeszcze antropologia chrześcijańska, twierdzi Krzysztof Mazur z Klubu Jagiellońskiego w rozmowie z Tomaszem Sawczukiem (nawiasem mówiąc: jedyny przedstawiciel strony konserwatywnej, który zgodził się na ten temat z nami porozmawiać; zarówno Rzecznik Praw Dziecka, jak i działacze wpływowych prawicowych think tanków, zbywali propozycje wywiadów milczeniem). „Zastanawiam się, na ile możliwe jest uwzględnienie w programie nauczania wątków związanych z antropologią chrześcijańską, na ile kategorie takie jak miłość, rozumiana jako odpowiedzialność za drugą osobę i poświęcenie dla niej, mogłyby zostać w nim ujęte”, mówi. „Wydaje się, że dokument WHO jest napisany z perspektywy jednoznacznie liberalnej, indywidualistycznej”. Jednocześnie dodaje, że nie jest jasne, czy awantura wokół decyzji Trzaskowskiego będzie przedwyborczym paliwem dla PiS-u, czy dla Platformy.

Konsekwencje polityczne decyzji Trzaskowskiego to oczywiście rzecz ważna, ale ważniejsze jest coś innego. Oto zamiast zająć się realnym problemem braku edukacji seksualnej w polskich szkołach, pogrążona w wyborczej gorączce scena polityczna serwuje nam kolejne igrzyska. Z życiem przeciętnego wyborcy – zwłaszcza tego młodszego – ta szarża pod przywództwem starszego pokolenia ma coraz mniej wspólnego.

Co więcej, w świetle danych o zmieniającej się obyczajowości Polaków, nie jest wykluczone, że politycy tylko udają bardzo konserwatywnych, choć większość ich wyborców wcale tego już od nich nie oczekuje.

Zapraszamy do lektury!
Wojciech Engelking