Żywioł zniszczył okoliczne mosty i drogi, a także unicestwił lub uszkodził w znacznym stopniu dwie elektrownie wodne budowane w tym rejonie – Dhauliganga Dam i Tapovan Vishnugad Dam. Są ofiary śmiertelne wśród robotników drążących tunele będące częścią tych inwestycji. W chwili, gdy piszę te słowa, nie wiadomo jeszcze jak wiele z niemal dwustu zaginionych osób uda się odnaleźć służbom ratowniczym, które pracują w dotkniętej kataklizmem dolinie.

Katastrofa w Himalajach Gharwalu po raz kolejny zwróciła uwagę na problemy wynikające z realizowania w trudnym, górskim terenie skomplikowanych inwestycji hydroenergetycznych. Program tych inwestycji jedynie w stanie Uttarakhand obejmuje kilkanaście elektrowni wodnych o małej i średniej mocy. Mają one zapewnić regionowi, ale także Indiom kolejne megawaty tak potrzebne krajowi od lat borykającemu się z brakami energii elektrycznej. Ledwie żarząca się żarówka w wiejskich domostwach jest czymś normalnym, a niemal codzienne wyłączenia prądu w dużych aglomeracjach miejskich są czymś, co specjalnie nie dziwi już nikogo. Słowa, które słyszałem jakiś czas temu z ust byłego indyjskiego ministra energetyki, iż Indie przezwyciężyły już kryzys energetyczny i w Delhi nie brakuje prądu są wyłącznie częścią urzędowego optymizmu. Kiedy, powołując się na własne doświadczenia, wyraziłem wówczas zdziwienie, usłyszałem, że mogę przecież kupić sobie agregat…

Tak więc Indie potrzebują nowych elektrowni, a hydroelektrownie budowane na himalajskich rzekach będą, zdaniem części indyjskich ekspertów, znakomitym rozwiązaniem. Podobnie zresztą myślą władze sąsiedniego Nepalu, a i Pakistan rozważa budowę hydroelektrowni na rzekach przecinających rejony himalajskie. Realizacja tych projektów natrafia jednak na opór płynący ze strony ekspertów zajmujących się badaniem wpływu tego typu inwestycji, a także rozbudowy infrastruktury drogowej, na ciągle nie w pełni rozpoznane środowisko przyrodnicze rejonu himalajskiego. Autorzy tych ekspertyz zwracają uwagę, że środowisko to zmienia się dość gwałtownie zarówno w wyniku globalnych zmian klimatycznych, jak i aktywności gospodarczej człowieka. Ekspertyzy sprzed kilku lat mówiły, iż w rejonie, w którym doszło do tegorocznej katastrofy, hydroprojekty nie powinny być w ogóle realizowane.

Najbardziej widocznym znakiem zmian związanych z klimatem jest przyśpieszone topnienie himalajskich lodowców. Kurczą się one średnio od 30 do 100 metrów rocznie. Mówią o tym zarówno badacze Himalajów, jak i himalaiści od wielu lat wspinający się w najwyższych górach świata. Efektem przyśpieszonego topnienia są obrywy zarówno fragmentów lodowców, jak i powstawanie wewnątrz lodowców zbiorników wodnych w bezpośrednim sąsiedztwie czoła lodowca. Takie lodowcowe jezioro, często trudne do zobaczenia na zdjęciach satelitarnych, może gromadzić ogromne masy wody. W przypadku przerwania czoła lodowca, stanowiącego naturalną tamę, zgromadzona w jeziorze woda powoduje katastrofalną powódź w leżących poniżej dolinach. Detonatorem przerwania czoła lodowca może być lawina śnieżna lub śnieżno-błotna, mogą być ruchy tektoniczne w ciągle sejsmicznie aktywnym rejonie himalajskim, może być także nadmiernie ingerująca w delikatny ekosystem Himalajów aktywność ludzka.

Jak było w przypadku ostatniej katastrofy w Gharwalu dowiemy się zapewne wkrótce. Skąd wzięły się owe masy wody, które spustoszyły doliny rzeki Rishigangi i Dhauligangi? Czy rzeczywiście w lodowcu spływającym spod Nanda Devi powstało lodowcowe jezioro? Czy masy wody zgromadzone w lodowcu uwolniła lawina, obryw lodu, czy może lekki wstrząs sejsmiczny? A może drgania wywołane użyciem silnych ładunków wybuchowych podczas budowy tuneli stanowiących integralną część inwestycji hydroenergetycznych realizowanych w Gharwalu? Na te pytania nie ma jeszcze jednoznacznej odpowiedzi.

Na razie na czoło ostrzeżeń wysuwają się argumenty o aktywności sejsmicznej regionu himalajskiego. Ruchy górotworu stanowią istotne zagrożenie dla budowanych w himalajskich dolinach tam oraz tuneli będących częścią hydroelektrowni. Niektóre z tych tuneli mają po kilkanaście, a niekiedy po kilkadziesiąt kilometrów długości, a ich wysokość sięga kilku metrów. Nawet lokalne trzęsienie ziemi może, zdaniem krytyków himalajskich inwestycji, doprowadzić do tragedii. Kolejną kwestią jest sposób drążenia tuneli. Do tego celu używane są ładunki wybuchowe, często o dużej mocy. Pamiętam własne doświadczenia płynące z pobytu w innym himalajskim rejonie, w dolinie rzeki Satledż, w stanie Himachal Pradesh, gdzie realizowane są podobne inwestycje hydroenergetyczne. Siła wybuchów towarzyszących drążeniu tuneli była na tyle duża, iż w promieniu kilkunastu kilometrów drżały wiejskie domy, a okoliczna ludność obawiała się lawin ziemno-skalnych.

Inwestycje infrastrukturalne w Himalajach to nie tylko hydroenergetyka. To także drogi potrzebne do realizacji inwestycji energetycznych. Rejon Himalajów Gharwalu, dotknięty ostatnią katastrofą, to ponadto ważny dla Hindusów obszar z punktu widzenia religijnego i kulturowego. Znajdują się tutaj bowiem cztery niezwykle ważne sanktuaria hinduistyczne. Świątynie w Badrinath, Kedarnath, Gangotri i Yamunotri odwiedzane są rokrocznie przez tysiące indyjskich pielgrzymów. By ułatwić pielgrzymom dotarcie do tych wysokogórskich sanktuariów, władze stanowe zdecydowały się przed kilkoma laty na modernizację dróg dojazdowych. Nie chodzi rzecz jasna o budowanie autostrad – takich w Indiach, w europejskim rozumieniu tego terminu, po prostu nie ma. Ale poszerzanie do szerokości kilkunastu metrów starych dróg przecinających himalajskie stoki, przy jednoczesnym braku wzmacniania takich pochyłości, prowadzić może i prowadzi do coraz częstszych lawin ziemno-błotnych.

„Wyjeżdżają” całe zbocza i w ostatnich latach rejony podhimalajskie, nie tylko w Indiach, ale i w Nepalu oraz Pakistanie, były sceną tragicznych w skutkach osuwisk. W roku 2010 znany był przypadek zablokowania przez lawinę ziemną rzeki Hunza w Pakistanie. W wyniku zablokowania koryta przez skały, kamienie i ziemię, w dolinie utworzył się potężny zbiornik wodny. Woda zagroziła osadom położonym nad rzeką oraz wsiom położonym poniżej lawiniska stanowiącego naturalną tamę. W przypadku jej niekontrolowanego przerwania osadom groziła katastrofa. Z podobnym problemem borykał się w roku 2014 Nepal, gdy lawiny ziemno-błotne zablokowały szosę łącząca Katmandu z granicą z ChRL. Tam również utworzył się na rzece Sunkoshi potężny zbiornik wodny, którego likwidacja była poważnym przedsięwzięciem techniczno-logistycznym.

Tragiczne w skutkach lawiny ziemno-błotne są w Himalajach efektem wstrząsów tektonicznych, ale są również efektem ludzkiej działalności. I to nie tylko inwestycji infrastrukturalnych, ale także systematycznego wylesiania himalajskich stoków. Z Himalajów pochodzą cenne gatunki drzew, by wspomnieć tylko o himalajskich cedrach. Dobre ceny na egzotyczne gatunki pochodzące z himalajskich lasów powodują, iż lasy te są wycinane w szybkim tempie. Zbocza pozbawione naturalnego płaszcza roślinnego stają się niezwykle podatne na erozję. Są rozmywane przez monsunowe deszcze, niszczą je wiatry. Efektem są właśnie lawiny ziemno-błotne. Brak lasów powoduje też, że niczym niehamowana woda z deszczy monsunowych spływa w dół i zalewa doliny. Tak się stało w Uttarakhandzie w roku 2013. W wyniku powodzi zginęło wówczas według danych oficjalnych około sześciu tysięcy osób, według nieoficjalnych – ponad trzydzieści tysięcy.

Ostatnia tragedia w Himalajach Gharwalu po raz kolejny pokazała, iż himalajski ekosystem jest systemem niezwykle wrażliwy. Himalajskie rzeki są żywiołem, który może przynosić korzyści, ale może także nieść tragedie. Z tego właśnie względu ostrzeżenia płynące ze strony ekspertów, by w sposób niezwykle rozważny ingerować w środowisko naturalne Himalajów, powinny być wzięte pod uwagę. Jeżeli stanie się inaczej, to powodzie i katastrofy w rejonach podhimalajskich będą coraz częstsze.

Na zagospodarowywanie środowiska naturalnego regionu himalajskiego cieniem kładzie się rywalizacja chińsko-indyjska. Oba kraje z powodów gospodarczych, a także ze względów militarnych, dążą do rozbudowy infrastruktury po obu stronach łańcucha himalajskiego. Ta geopolityczna rywalizacja nie sprzyja jednak zrównoważonemu rozwojowi regionu.

 

Źródło ilustracji do ikony wpisu: Flickr.com