Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > (Prawie) 30 lat...

(Prawie) 30 lat temu... „A Tribute to Jack Johnson”

Radosław Łopiński

„A Tribute to Jack Johnson” jest albumem nagranym przez Milesa Davisa w 1970 roku, a wydanym przez studio nagraniowe „Columbia” w 1971, poświęconym pierwszemu wybitnemu afroamerykańskiemu bokserowi, mistrzowi świata wagi ciężkiej, Jackowi Johnsonowi.

Czas powstania płyty jest okresem wielkich wydarzeń, zmian społecznych i obyczajowych, iskrzącym wielkimi talentami rocka i jazzu. Jest tuż po festiwalu Woodstock (1969). Znani już są The Rolling Stones. W 1970 roku umiera Janis Joplin – jedna z najbardziej wpływowych postaci współczesnej kultury masowej i Jimi Hendrix w wyniku zatrucia barbituranami. Wciąż trwa wojna w Wietnamie.

W tym eksplodującym artystycznymi, społecznymi wydarzeniami świecie powstaje „A Tribute to Jack Johnson”. W nagraniu oprócz Milesa Davisa wzięli udział tak znakomici artyści jak: Steve Grossman (saksofon), Herbie Hancock (organy), John McLaughlin (gitara), Michael Henderson (bas), Billy Cobham (perkusja). Album pochodzi z okresu, gdy Davisowi udało się zerwać z narkotykami i wydaje się być w doskonalej formie. To, że był to niezwykły czas słychać w każdej minucie nagrania.

Od samego początku pierwszego utworu wpadamy w środek niesamowitego jamu. Żadnego wstępu, rozgrzewania słuchacza. Zespół bez rozbiegu od razu atakuje z impetem, wibrującym dźwiękiem gitary o charakterystycznym brzmieniu przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Za chwilę dołącza znakomita trąbka. Wszystko dynamicznie się toczy i nabiera rozpędu. Każdy z utworów trwa ponad 25 minut, ale nie dostrzeżemy tu monotonii. Każda minuta to mistrzowskie rozwinięcie poprzednich. Wyczuwa się unikalne improwizowanie. Bez hałaśliwych popisów. W pewnym momencie zastanawiamy się czy to jeszcze jazz, funk czy już rock. Chwilami muzyka staje się nostalgiczna, by zaraz uderzyć w ostre tony. W tle słyszymy pulsujący, głęboki i niepokojący bas oraz uzupełniającą całość perkusję. I coś, co mnie, słuchacza, rzuca na kolana – rewelacyjne organy w duecie z nonszalancko szarpanymi strunami gitary. A w tym wszystkim fantastyczny, dynamiczny rytm. Niesamowity jam, który po prostu w pewnym momencie znika. Równie bez ostrzeżenia jak się pojawił.

Na płycie słyszymy niezwykłą sekcję rytmiczną, grającą z niecodziennym wyczuciem. Chwilami uproszczona, rockowa. Potem płynnie przechodzi w subtelny, kameralny jazz. Nad wszystkim unosi się dźwięk najlepszej trąbki świata. Słuchając płyty czujemy, że uczestniczymy w czymś ważnym. W zasadzie jesteśmy na miejscu. Ulice wyglądają jak w filmie Bullit ze Stevem McQueenem. Mijamy studia nagraniowe, pełne papierosowego dymu, a cały świat należy do nas. Niedawno gdzieś obok przesiadywał Jimi Hendrix, a grupa młodych ludzi paliła trawkę albo karty powołania do wojska, albo szykowała się, by uciec do Kanady.

Na sam koniec albumu pojawia się tubalny głos: „I’m Jack Johnson. Heavyweight champion of the world. I’m black. They never let me forget it. I’m black all right! I’ll never let them forget it!”.

Niesamowita płyta, niezwykły czas! Na szczęście nie musze chodzić w tych przedziwnych butach na obcasie, które zaczęły wtedy podbijać ludzkie stopy. Uciekać do Kanady też nie muszę. Wybiorę się za to na pierożki do Śródmieścia.

Płyta:

Miles Davis „A Tribute to Jack Johnson”, Columbia Records 1971.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 48

(48/2009)
14 grudnia 2009

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj