Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Muzyczne rytuały –...

Muzyczne rytuały – magiczne oglądanie życia

Jerzy J. Kolarzowski

Muzyka zapisana w nutach, podobnie jak tradycja czy religia, przetrwa. Muzyka wykonana, ale nie utrwalona jest zdarzeniem jednorazowym

Muzyk, który ma wiele pomysłów twórczych potrzebuje grupy wykonawców. Związki łączące twórcę muzyki z wykonawcami są silniejsze i bardziej złożone niż w przypadku innych rodzajów sztuki, np. plastyki czy literatury, gdzie odbiorca nie jest dokładnie określony, a i wymagania stawiane przed nim są niejednoznaczne. Wykonawca jest zatem medium i pośrednikiem, często pierwszym odbiorcą dzieła muzycznego. Stąd też ogromne znaczenie mniejszych czy większych grup, dla których muzykowanie, dochodzenie do maestrii i utrwalanie muzycznych pomysłów stało się pasją, zawodem i sposobem na życie. W drugiej połowie XX wieku, dzięki zdobyczom cywilizacyjnym, kompozytorzy otrzymali wspaniałe laboratoria wyposażone w wielościeżkowe magnetofony oraz rozliczne urządzenia elektroniczne wytwarzające, przekształcające i zapisujące dźwięki – potocznie i mało precyzyjnie – nazwane syntezatorami. Urządzenia elektroniczne mogą być niezmiernie użyteczne, ale nie zastąpią żywych ludzi.

W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych grupa znakomicie wykształconych muzyków założyła szczególnego rodzaju przedsięwzięcie – kwartet kameralny, którego zamierzeniem było zamawianie, wykonywanie i promocja muzyki współczesnej. Zespół został założony przez Davida Harringtona z San Francisco w 1973 roku pod nazwą kwartetu KRONOS. Wykonywał muzykę wielu współczesnych kompozytorów światowych. Spośród Amerykanów byli to Steve Reich, Philip Glass i Terry Riley. Wśród kompozytorów z Europy w repertuarze zespołu są Bela Bartok, Sofia Gubajdulina, Witold Lutosławski i Henryk Górecki. Zespół zaprasza też często przedstawicieli muzyki folk z różnych rejonów świata, z Afryki czy z Laponii. Uchodzi za grupę, która ma znaczące osiągnięcia w wykonywaniu tzw. World Music – muzyki świata. Gra też w towarzystwie rockmanów, takich jak Jimi Hendrix, i jazzmanów – Ornette’a Colemana, Billa Evansa, Charlesa Mingusa.

Kompozytorem, który potrafił w najciekawszy sposób wykorzystać potencjał zespołu okazał się Terry Riley, amerykański multiinstrumentalista i wykładowca klasycznej muzyki Indii w Mills College w Oakland. Właśnie tam poznał Davida Harringtona, co zaowocowało długoletnią współpracą z założonym przezeń kwartetem Kronos. Riley skomponował dla zespołu między innymi 13 kwartetów smyczkowych. Nagrali wspólnie trzy płyty: „Cadenza on the Night Plain”, „Requiem for Adam” i „The Cusp Of Magic”.

Droga muzyczna Riley’a była wyboista i trudna, w pewnym sensie przypomina biografię pisarza Hermana Hessego. Urodził się 24 czerwca 1935 roku w Colfax, w stanie Kalifornia. Uczył się w Shasta College, na Uniwersytecie Stanowym i w konserwatorium w San Francisco, zdobył tytuł magistra sztuki w dziedzinie kompozycji na Uniwersytecie w Berkeley. Przez kilka lat był związany z eksperymentalną instytucją w San Francisco Tape Music Center, w ramach której współpracował z wieloma twórcami muzyki elektroakustycznej m.in. ze Steve’em Reichem. Praca w laboratorium dźwięków eksperymentalnych bynajmniej go nie zadowalała. Duży wpływ na ukształtowanie jego osobowości twórczej odegrał jednak Pandit Pran Nath (1918–1996), wykładowca klasycznego śpiewu indyjskiego, który uczył Riley’a tajników muzyki hindusów. W czasie wielu lat nauki Terry Riley wielokrotnie podróżował do Indii, gdzie uczył się gry na tradycyjnych instrumentach – tabli i tamburze – akompaniował i śpiewał z grupami wykonującymi archaiczną muzykę hinduską. Po podróżach do Indii wybrał się także w latach sześćdziesiątych XX wieku do Europy. Utrzymywał się z gry na pianinie w barach i restauracjach niemal całego kontynentu, pragnął poznać możliwie najintensywniej zaplecze kulturowe swoich przodków. W 1971 roku, po powrocie do Stanów Zjednoczonych, został zatrudniony w jednej z najsłynniejszych szkół jazzowych Mills College, gdzie został wykładowcą tradycyjnej muzyki indyjskiej. Riley należy do grona tych historyków i teoretyków muzyki, którzy zwrócili uwagę na podobieństwo pierwotnych sakralnych motywów modi w starożytnej muzyce Indii i w chorale gregoriańskim przy diametralnie różnych środkach wyrazu. Bogactwo instrumentów w dawnych Indiach i nacisk tradycji utrwalił muzykę hinduską jako hermetyczną i stabilną od tysiącleci. Oparty wyłącznie na śpiewie chorał rozwijał się powoli, ewoluował w stronę dwóch wymiarów polifonii, by wraz z nadejściem epoki baroku zniknąć z życia sakralno-muzycznego Europy, aż do ponownego odkrycia w późnym romantyzmie.

W muzyce kameralnej Riley’a od początku splatają się ze sobą dwa nurty inspiracji – dążenie do muzycznego minimalizmu z techniką aleatoryczną. Minimalizm w muzyce często czerpie z muzyki kultur pozaeuropejskich, głównie azjatyckich i afrykańskich, które w swych pierwotnych cechach są zasadniczo minimalistyczne. Historycy muzyki dopatrywali się cech minimalistycznych u niektórych kompozytorów późnego romantyzmu, np. u Erika Satie. Początek minimalizmu sytuuje się w połowie lat sześćdziesiątych XX stulecia , a za głównych jego przedstawicieli uznają Terry’ego Riley’a, Mortona Feldmana, La Monte Younga, Steve’a Reicha i Philipa Glassa. W swym ideowym założeniu minimalizm odrzuca intelektualnie skomplikowaną i nieprzejrzystą dla przeciętnego odbiorcy muzykę współczesną, głównie wywodzącą się z serializmu. Riley jako pierwszy już w latach pięćdziesiątych zastosował charakterystyczne dla minimal music krótkie i nieustannie powtarzające się małe frazy muzyczne. Powtarzalność zmodyfikowana towarzyszyła wczesnej muzyce Riley’a, a jego utwór zatytułowany „In C” (z 1964 r.) uznano za początek XX-wiecznego minimalizmu. Zagrał go po raz pierwszy ze Steve’em Reichem, Jonem Gibsonem, Pauline Oliveros i Mortonem Subotnickiem. Cała grupa stała się wkrótce odtwórcami, a w przypadku Riley’a i Reicha twórcami, głębokiej muzyki transowej. Kompozycje miały postać powtarzalnych motywów granych melodycznie przy powolnym zwiększaniu ich tempa. Wykonywanie na dwóch, trzech bądź czterech instrumentach doprowadza stopniowo do dysharmonizowania materii dźwiękowej. Ze względu na trudność wykonania jednostajnego motywu i jednocześnie powolnego zwiększania tempa utworu, często podczas występów na żywo do wykonywanej przez jednego bądź kilku muzyków frazy włączano co pewien czas dodatkową nutę stabilizującą i dającą wytchnienie wykonawcy. Riley komponuje swoje utwory zarówno dla skali naturalnej, jak i mikrotonowej. Minimalistyczne techniki kompozytorskie wzmacniają tendencję muzyki aleatorycznej. Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa alea oznaczającego kostkę do gry. Kompozytor może używać czynnika losowego już na etapie komponowania (podobnie jak w dadaizmie) albo pozostawić pewną dowolność wykonawcy. W zapisie nutowym polega to na celowo niedookreślonym zapisie, pojawia się na przykład nieregularna linia falista na pięciolinii zamiast określonych dźwięków. Inną metodą jest budowanie kompozycji z krótkich elementów składowych, których kolejność wybierana jest losowo w czasie wykonywania utworu. Ten drugi rodzaj aleatoryzmu często stosował Riley. Czasem obok skomponowanego dzieła, dopuszcza się udział innych dźwięków, nie podlegających zapisowi, zwłaszcza jeżeli tą niespodziewaną formą ekspresji może być śpiew, krzyk, monorecytatyw czy dźwięk pochodzący z jakiegoś technicznego urządzenia czy maszyny. Z teoretycznego punktu widzenia każde wykonanie utworu jest zjawiskiem aleatorycznym, gdyż precyzyjny zapis muzyczny nigdy nie równa się absolutnej precyzji wykonawczej. Przewidziany i zaprogramowany margines inwencji wykonawczej stał się zjawiskiem powszechnym w muzyce współczesnej.

Muzyka kameralna zapisana na płycie „Cusp of Magic” została wykonana w siedemdziesiątą rocznicę urodzin kompozytora, 24 czerwca 2005 roku. Sześć utworów kameralnych zostało zagranych przez grupę jego przyjaciół z zespołu Kronos Quartet, któremu towarzyszył chiński instrumentalista Wu Man z grupą indiańskich dzieci.

24 czerwca to data jednej z najkrótszych nocy w roku, gdy jednocześnie Słońce weszło już w znak Raka i zmiany obserwowane na nieboskłonie świadczą o astronomicznie odmiennym położeniu naszej planety. Zjawisko to zaobserwowane w kulturach pierwotnych zaowocowało licznymi rytuałami i świętami w tradycji Chin, Indian amerykańskich, w podniosłym świętowaniu, które przekazała tradycja Celtów i Germanów. Nawet w wysokiej europejskiej kulturze do daty tej nawiązał William Szekspir w „Śnie nocy letniej” i Richard Wagner w librettach do swoich oper, szczególnie w misterium „Parsifal”.

W sześciu utworach kameralnych kompozytor Terry Riley zawarł epifanie swoich życiowych doświadczeń. Kolejne tytuły utworów to: „The Cusp of Magic” (magiczny początek, „wierzchołek” losu, ale w tym wypadku: poczęcie), „Budda’s Bedroom” (sypialnia Buddy), „The Nursery” (szkółka, edukacja początkowa), „Royal Wedding” (królewskie wesele), „Emily” i „Alice, Prayer Cirle” (cykl modlitewny).

We wspólnym muzykowaniu brali udział David Harrington i John Sherba na skrzypcach, Hank Dutt na wioli, Jeffrey Zeigler na wiolonczeli oraz gość grupy Wu Man na piszczałkach chińskich i indiańskich. Wykonywana muzyka ma cechy kontemplacyjne, przekazuje zmaganie się jednostki w jej dążeniu do przekroczenia osobistych i kulturowych ograniczeń, jest potencjalna w swych zapisanych pomysłach aranżacyjnych i miła dla ucha. W utworze piątym i szóstym rozlega się gaworzenie, a następnie śpiew dzieci. Programowy minimalizm wczesnych utworów Riley’a został tu podporządkowany kompozytorskiej inwencji , która z pomocą prostych środków pragnęła oddać magię życia jako takiego i zarazem magiczną konieczność transgresji – zobaczyć to, co się wcześniej przeżyło, jak na biegnącej w tył taśmie filmowej – niejako zagrać w kilku wirtuozowskich kwartetach.

Transgresja to pojęcie, które w ostatnich kilkudziesięciu latach zrobiło ogromną karierę w naukach humanistycznych, oznacza przekraczanie zawierające w sobie to, co przekraczane. Transgresja jest odejściem „od czegoś”, co dotychczas stanowiło rdzeń i centrum. W psychologii pojęcie transgresji odwołuje się do koncepcji człowieka wielowymiarowego, który posiada zdolność przekraczania granic materialnych, społecznych i symbolicznych. W tym kontekście należy próbować zrozumieć powrót, niekiedy wydawałoby się na siłę, do pogańskich tradycji i ludycznych zabaw w czerwcową noc. Tym bardziej tego rodzaju zamysł może zrealizować obdarzony niezwykłą wrażliwością i oryginalnym poczuciem humoru wybitny twórca w dniu swoich siedemdziesiątych urodzin.

Płyta:

Terry Riley: The Cusp Of Magic by Kronos Quartet & Wu Man

Nonesuch Records

2008*

 * Amerykańskie płyty zespołu dotarły do europejskiego dystrybutora Amazon UK na przełomie roku 2010 i 2011.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 138

(35/2011)
29 sierpnia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj