0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Schizofrenia „Halki”

Schizofrenia „Halki”

Aleksander Laskowski

Podejmując trud inscenizacji „Halki” na operowej scenie narodowej, reżyser decyduje się na wielopłaszczyznową konfrontację: po pierwsze, ze skojarzoną z dźwiękami Moniuszkowskiego arcydzieła historią dumy i cierpienia narodowego, po drugie, z głęboko zakorzenioną w PRL-u tradycją sceniczną rodem z Cepelii.

Powinien też w swojej realizacji odnieść się do nowej tradycji, która nakazuje choć skrawek dzieła i sceny zarezerwować dla mini-ansamblu transwestytów. Jak trafnie zauważa Marc Minkowski, w Polsce „każdy oczekuje »Halki«, którą zna, ale innej niż widział do tej pory”. Sądzę, że Natalii Korczakowskiej udała się nader trudna sztuka stworzenia spektaklu, który owym oczekiwaniom może sprostać.

Pierwsze dwa akty przedstawienia Korczakowskiej rozgrywają się w przestrzeni, którą określić można mianem estetycznego czyśćca, gdzie białe dekoracje Anny Met, inspirowane utopijnymi projektami florentyńskiej grupy Superstudio, dają możliwość pokazania świata, w którym nie odrzuca się tradycji, a Halka stać się może postacią uniwersalną. Temu samemu celowi służą współczesne kostiumy, w wypadku panów ozdobione jedynie pasem kontuszowym. Tylko Jontek (Rafał Bartmiński) i Stolnik (Mieczysław Milun) noszą się tradycyjnie, jeden z chłopska, drugi zaś po szlachecku. A widoczny w głębi sceny salon polskiego dworu (a może drobnomieszczańskiego palais) jednocześnie straszy i kusi gobelinem oraz stylowymi meblami, na których smacznie śpią najprawdziwsze charty.

W akcie trzecim przenosimy się w góry, które okazują się parodią współczesnego kurortu z obowiązkową ekipą promenadowych misiów, dzięki którym słynne tańce góralskie stają się numerem farsowym. Wreszcie w akcie czwartym widzimy zdekonstruowaną, a może rozsadzoną od środka świątynię, przed którą ślubny orszak Janusza (Artur Ruciński) i Zofii (Małgorzata Pańko) zamiera niczym uczestnicy chocholego tańca w „Weselu” Andrzeja Wajdy. Doskonały jest też pomysł na odwołanie się do malarstwa Jacka Malczewskiego poprzez postać Fauna-Dudziarza (Czesław Gałka), a także uczynienie z Dziemby (Piotr Lempa) rasowego wodzireja. Po spektaklu pozostaje także w pamięci niezwykły mazur, w którym jaśnie państwo tańczą razem ze służbą, ich kostiumy – na co zwrócił uwagę Bartosz Kamiński – układają się w barwy rewolucji francuskiej: oto wolność, równość i braterstwo skazane na chwilową egzystencję w ménage à trois.

Na premierze, którą dyrygował Marc Minkowski, słychać było w muzyce Moniuszki i offenbachowską lekkość, i namysł nad subtelną orkiestracją dzieła, chociaż czasem gubił się charakterystyczny, z polszczyzny wyrastający idiom melodyczny „Halki”. Cała obsada wypadła bardzo dobrze, choć wykonująca partię tytułową Wioletta Chodowicz miała przez chwilę problemy z głosem, zdarzały jej się też tu i ówdzie potknięcia intonacyjne. Znakomity Artur Ruciński wykreował Janusza na krajowego Don Juana przynajmniej na małopolską miarę (ten efekt wzmaga hiszpańska bródka artysty). Jontek Bartmińskiego zachwycił miękkością i rozmarzeniem. Zanim jednak zakończę, pisząc, że wieczór był bardzo udany, trzeba jeszcze zapytać: a gdzie transwestyci? Podejrzewam, że zostali przez Natalię Korczakowską schowani na Giewoncie śród śpiących rycerzy. Ciekawe, kto teraz ośmieli się ich zbudzić.

Opera:

Stanisław Moniuszko „Halka”
Soliści, chór i orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej
Dyr. Marc Minkowski
Reż. Natalia Korczakowska
Premiera: 23 grudnia 2011

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 157

(1/2012)
10 stycznia 2012

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj