Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Fonosfera kibica: studium...

Fonosfera kibica: studium przypadku z pociągu relacji Rzeszów – Warszawa

Bogna Olszewska

Wnioskując po niezbyt „narodowych” strojach osób czekających na pociąg, na dworcu w Dębicy we wtorek o 6 rano nie było żadnego kibica.

Pociąg wtoczył się na tory, wioząc ospałych pasażerów podróżujących nim już od Rzeszowa. Z niejakim zawodem również w samym pociągu odnotowałam nieobecność grup zebranych pod sztandarami w stylu „Zabójcy z Przemyśla jadą ratować honor ojczyzny” czy „Sanoccy Ultras niosą śmierć konfidentom”, które świadczyłyby o tym, że i Galicja będzie reprezentowana na mającym się odbyć tego dnia wieczorem w Warszawie meczu Polska – Rosja. Spodziewaną zmianę przyniósł dopiero postój w Krakowie, gdzie wagon zaludnili mężczyźni w biało-czerwonych koszulkach, kapeluszach w deseń flagi i narodowych „afro”. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że Kraków obdarzył mnie altruistycznymi artystami, którzy niestrudzenie, aż do samej Warszawy, swoim niskim, donośnym śpiewem będą usiłowali połączyć współpasażerów w piękną futbolową wspólnotę.

O rozpoznaniu przez dotąd ospałych podróżnych doniosłości tego celu niech świadczy to, że nikt z nas – jedynie konduktor, zaledwie raz, wychylając się nieznacznie zza drzwi wagonu – nie zwrócił kibicom uwagi. Siedząc w co raz to otwieranym i zamykanym, w zależności od natężenia dźwięku, przedziale, poznaliśmy polski patriotyczny kanon muzyczny.

Był tam więc rozmaryn, symbolizujący oddanie żołnierza swojej ukochanej; były sokoły, którym dawano rady na drogę; była Katiusza – ewidentnie zawłaszczona na złość rosyjskiemu kibicowi, który zaintonował ją jako pierwszy; szlagiery weselne, zachęcające młodych do kolejnych pocałunków; pieśń namawiająca jedną z drużyn piłkarskich do miłości oralnej („ssij pałę, ssij”); wreszcie, ku rozczuleniu co bardziej sentymentalnych pasażerów – Umówiłem się z nią na dziewiątą. Wystukiwanie przez jednego z kibiców rytmu piosenek pięścią o ścianę wagonu nadawało im pożądanej dynamiki i ułatwiało ewentualnym chętnym włączenie się w śpiew w dowolnym momencie. Warte odnotowania jest, że pieśniarze nie trzymali się kurczowo litery tekstów wykonywanych piosenek, pozwalając sobie na ich swobodne interpretacje, tym śmielsze, im więcej czuli „spirytu”. Wykonanie miało w sobie rys śpiewu gardłowego; niedoskonałość wynikała być może ze spontanicznego charakteru dopiero co utworzonego kilkuosobowego chóru, który nie miał czasu ani możliwości przeprowadenia próby.

Słuchaliśmy w milczeniu, doceniając, że kibice nie wysilali się ot, dla przyjemności: to mogliby robić za zamkniętymi drzwiami przedziału. Kluczowa była publiczność. To dla nas, Polaków podróżujących PKP, chłopcy nadwyrężali struny głosowe. To do nas skierowane były piosenki, dzięki którym mogliśmy poczuć się w tym doniosłym dniu prawdziwymi Polakami (bo przecież każdy prawdziwy Polak wyśpiewywany kanon zna doskonale, a każdy, kto zna ten kanon, jest prawdziwym Polakiem; kłopotliwa wśród klasyków mogła być tylko Katiusza, ale przecież powody jej wykonania są zrozumiałe: z Rosją będziemy rywalizować póki jesteśmy Polakami). Duch narodowej wspólnoty wonnymi oparami materializował się w powietrzu. Aby mieć pewność, że nikt nie zostanie poszkodowany izolacją z muzycznej strefy kibica, nasi śpiewający chłopcy przemieszczali się pod drzwi kilku kolejnych przedziałów.

Pozwalając ukołysać się melodiom, rozmyślałam, jaka jestem ostatnio w tej mojej polskości zadbana. Publicyści i politycy dbają, bym poczuła się częścią narodu sukcesu („Euro to nasz wielki narodowy sukces”). Piotr Kraśko komentujący w telewizji mecz Polska – Grecja oświetlił mi postać mojego nowego bohatera („Proszę państwa, proszę spojrzeć uważnie: oto Tytoń, nasz nowy bo-ha-ter na-ro-do-wy!”). Z billboardów wywieszonych na ulicach dowiedziałam się, że i ja jestem drużyną narodową. Moje serce wzrusza też to, że – jak powiedział premier Tusk – bije ono we wspólnym rytmie z 40 milionami innych serc…

Zasnęłam, czując się bezpiecznie w niosącym tamtego dnia nas wszystkich pociągu do Polski. 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 180

(25/2012)
19 czerwca 2012

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj