Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > „Nie było czasu...

„Nie było czasu na przyjęcia”. Wspomnienia rządu Tadeusza Mazowieckiego

Cywińska, Hall, Niezabitowska, Samsonowicz, Święcicki

O doświadczeniach z pracy w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, a także swoich największych sukcesach i porażkach opowiadają członkowie tego gabinetu.

Pieniędzy nie będzie na nic

 

„Kultura Liberalna”: Co sobie pani pomyślała, gdy po raz pierwszy usiadła pani za biurkiem ministra kultury?

Izabella Cywińska*: Kiedy weszłam do Ministerstwa Kultury, byłam już doświadczoną osobą, ale pamiętam swoją pierwszą rozmowę z Tadeuszem Mazowieckim. Przyjechałam do gabinetu premiera, prosto z lotniska, po locie z Omska, gdzie reżyserowałam spektakl. Jeszcze będąc na Syberii, przez telefon tłumaczyłam premierowi, że nic nie umiem, że nie wiem, że to nie powinnam być ja. Premier powiedział mi, że nikt z nas nic nie umie, że wszyscy zaczynamy od początku i że wobec tego nie wolno mi odmówić, bo Ojczyzna wzywa. Nie miałam wyjścia.

Ale kiedy już przyjechałam do Warszawy, nadal nie wiedziałam ani dlaczego to ja zostałam wybrana, ani czego się premier po mnie spodziewa. To było moje pierwsze pytanie. Premier odpowiedział mi po długim namyśle – on nigdy szybko nie odpowiadał – że moim pierwszym zadaniem jest pogodzenie skłóconych środowisk literatów, aktorów, plastyków itd. W tym czasie, w każdej z tych grup funkcjonowały co najmniej po dwa różne stowarzyszenia, które rzucały się sobie do gardeł. Oprócz tego dodał jedno przykre zdanie, którego można się było spodziewać – pieniędzy nie będzie na nic.

Codziennie ze strony różnych środowisk słyszałam jedno i to samo zdanie: „Co jak co, ale na sztukę pieniądze znaleźć się muszą”.

Izabella Cywińska

Co uznaje pani za swoją największą porażkę?

Na pewno nie udało mi się zmienić naszej środowiskowej mentalności – mentalności nas, wychowanków socjalizmu – myślenia dosiebnego, roszczeniowego. Przez te 18 miesięcy, kiedy byłam ministrem, nie udało się zmienić sposobu myślenia większości środowiska. Oczekiwano, że wszystko będzie tak, jak było w PRL-u, czyli że dostaną pieniądze od państwa i nie będą za nie odpowiedzialni.

Ta pochwała PRL-u nie jest prowokacją. Nieprawdą jest, że ten system, z którym szczęśliwie  się pożegnaliśmy, miał wyłącznie wady. My, ludzie sztuki, nie byliśmy wprawdzie wolni, ponieważ cenzura nie pozwalała na swobodę twórczą, ale posłuszni – a takich była większość – mogli żyć w PRL-u całkiem wygodnie. Nie wolno o tym zapominać, bo te doświadczenia miały wpływ na relacje artystów z moim urzędem. Codziennie ze strony różnych środowisk słyszałam jedno i to samo zdanie: „Co jak co, ale na sztukę pieniądze znaleźć się muszą”.

Co w takim razie uznaje pani za swój największy sukces?

Chyba udana praca nad początkami kultury samorządowej. To była rewolucja. Wszystko cośmy robili, było robione PO RAZ PIERWSZY. To był eksperyment – śmiem twierdzić, że udany.

 

* Izabella Cywińska, minister kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Opracowanie: Łukasz Pawłowski i Katarzyna Kawala.

 


 

U premiera w sandałach

 

„Kultura Liberalna”: Jak wyglądał pana pierwszy dzień w pracy?

Aleksander Hall*: Doskonale pamiętam moment, kiedy pierwszy raz wkroczyłem do Urzędu Rady Ministrów. Miało to miejsce dzień lub dwa dni po formalnym powołaniu Tadeusza Mazowieckiego na stanowisko premiera. Do URM-u dotarłem w stroju całkowicie nieurzędowym – w ręku miałem reklamówkę, a na nogach sandały. Stojący przed wejściem oficer Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych zlustrował mnie wówczas podejrzliwie wzrokiem. Wpuszczono mnie do środka dopiero po potwierdzeniu mojej tożsamości. W gabinecie Tadeusza Mazowieckiego siedzieli Jacek Ambroziak oraz Anna Cisło. Wtedy w tym gmachu to były jedyne, oprócz mnie, osoby z obozu solidarnościowego. Scena trąciła surrealizmem. Miałem jednak świadomość, że to jest niezwykła chwila i ważny, historyczny moment. Tak się rozpoczynała – co tu dużo mówić – moja wielka przygoda.

Do URM-u dotarłem w stroju całkowicie nieurzędowym – w ręku miałem reklamówkę, a na nogach sandały. Wpuszczono mnie do środka dopiero po potwierdzeniu mojej tożsamości.

Aleksander Hall

Co pana zdaniem można było zrobić lepiej?

Rząd nie zaproponował odpowiednio wcześnie, czyli na początku 1990 r., kalendarza dalszych zmian politycznych: przyspieszonych wyborów do sejmu, przyjęcia nowej konstytucji i określenia kompetencji prezydenta. Nie było to możliwe ze względu na trzy czynniki: z powodu układu sił w sejmie, wcielania w życie „planu Balcerowicza” oraz z racji na postrzeganie parlamentu przez społeczeństwo – nie posiadał on przecież pełnej, demokratycznej legitymizacji. Mimo to sądzę, że można było program zmian politycznych przynajmniej w konturach zarysować.

Z jakiej decyzji jest pan najbardziej dumny?

Trudno podać mi konkretne decyzje. Jestem dumny z samej możliwości bliskiej współpracy z Tadeuszem Mazowieckim, politykiem o formacie męża stanu, który był przy tym bardzo szlachetnym człowiekiem.

 

* Aleksander Hall, minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, członek Rady Ministrów ds. współpracy z organizacjami politycznymi i stowarzyszeniami.

Opracowanie: Błażej Popławski.

 


 

 Żaden rząd nie zrobił więcej

 

„Kultura Liberalna”: Co sobie pani pomyślała, gdy po raz pierwszy zasiadła pani za swoim biurkiem w Urzędzie Rady Ministrów?

Małgorzata Niezabitowska*: Kiedy w poniedziałek 18 września 1989 r. usiadłam za biurkiem, byłam już bardzo zmobilizowana i skoncentrowana na czekających mnie zadaniach. Za chwilę spotykałam się z moimi podwładnymi, całym Biurem Prasowym Rządu, a przede mną na blacie piętrzyły się dokumenty, które musiałam przeczytać na zaczynające się wkrótce posiedzenie Rady Ministrów. Nie miałam więc czasu na refleksję.

Poczucie nierealności towarzyszyło mi natomiast, gdy kilka dni wcześniej weszłam po raz pierwszy do URM na rozmowę z premierem Mazowieckim. Był wieczór. Wtedy wielkie, puste i ciemne o tej porze gmaszysko zrobiło na mnie wybitnie ponure wrażenie. Przy kolejnej wizycie – za dnia – było już nieco lepiej, lecz nadal dominowało poczucie obcości. Pompatyczno-oficjalny wystrój kojarzył mi się bezpośrednio z komunistycznym reżimem.

Ale najbardziej uderzające było coś innego. W tamtych czasach moi przyjaciele, znajomi czy koledzy z „Solidarności” chodzili w swetrach i dżinsach. Już marynarka stanowiła rzadkość, a w eleganckim ubraniu większości z nich nie widziałam nigdy, nawet jeśli znaliśmy się od lat. Zaś w URM wszyscy mężczyźni, a od razu spotkałam wielu, chodzili ubrani w garnitury. I to był mocny sygnał, że oto znalazłam się w innym świecie.

Z jakich osiągnięć lub decyzji w czasie pracy rządu jest pani najbardziej dumna?

Z perspektywy czasu najbardziej dumna jestem z postawy naszej ekipy – i dotyczy to nie tylko premiera i ministrów z „Solidarności” – postawy całkowitej bezinteresowności, skupieniu się wyłącznie, podkreślam to z pełną odpowiedzialnością, na dobru kraju. Pytanie: „czy to jest właściwe dla Polski?”, towarzyszyło nam przy każdej sprawie, rozważane było z największą powagą i pod wieloma kątami.

Co do konkretów:

Reforma samorządowa przeprowadzona w błyskawicznym tempie. Nieomal natychmiast po objęciu urzędu premier powołał profesora Jerzego Regulskiego na stanowisko pełnomocnika rządu ds. reformy samorządu terytorialnego. Już w maju 1990 r., po złożeniu przez rząd projektu ustawy w parlamencie i jej uchwaleniu, odbyły się pierwsze w pełni demokratyczne wybory do rad gminnych. Nastąpiła fundamentalna zmiana ustrojowa, odrodził się samorząd terytorialny.

Nasz udział w konferencji zjednoczeniowej Niemiec, tzw. dwa plus cztery – czyli dwa państwa niemieckie oraz czwórka aliantów – wywalczony przez premiera Mazowieckiego i ministra spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego po niezwykle trudnej, kilkumiesięcznej akcji dyplomatycznej, którą i ja wspomagałam, wygłaszając stanowcze oświadczenie na każdej konferencji prasowej. „Nic o nas bez nas”, było hasłem, a chodziło o polską rację stanu, prawnomiędzynarodowe uznanie naszej granicy na Odrze i Nysie. Generalnie – nasze wybicie się na suwerenność w polityce zagranicznej.

Co, pani zdaniem, można było zrobić lepiej?

Poza dość oczywistym stwierdzeniem, że prawie zawsze można zrobić coś lepiej, odpowiem tak:

Przejęliśmy państwo w stanie upadku, na domiar złego rząd Mieczysława Rakowskiego na odchodnym uwolnił ceny żywności. Tylko w sierpniu 1989 r. ceny niektórych artykułów spożywczych wzrosły dziesięciokrotnie, galopująca inflacja przeszła w hiperinflację. Ludzie wykupywali wszystko, co się dało. Załamał się przemysł i rolnictwo. Gdy powołano rząd, wiedzieliśmy, że jest bardzo źle, ale dopiero po rzeczywistym przejęciu władzy okazało się, jak katastrofalna jest sytuacja. Na pierwszym posiedzeniu Rady Ministrów szef resortu pracy Jacek Kuroń oświadczył, że za trzy dni trzeba wypłacić renty i emerytury, a ZUS nie posiada żadnych środków. Nie było ich też nigdzie indziej. Kasa państwowa była pusta!

Musieliśmy więc w zawrotnym tempie dokonać zmian, których nikt jeszcze na świecie nie ćwiczył. W ciągu zaledwie trzech miesięcy opracowaliśmy i przeprowadziliśmy przez parlament pakiet 10 ustaw zmieniających całą strukturę gospodarki i finansów, jednocześnie negocjując z Międzynarodowym Funduszem Walutowym utworzenie funduszu stabilizacyjnego i z wierzycielami restrukturyzację kolosalnego zadłużenia, które odziedziczyliśmy.

Na pierwszym posiedzeniu Rady Ministrów Jacek Kuroń oświadczył, że za trzy dni trzeba wypłacić renty i emerytury, a ZUS nie posiada żadnych środków. Kasa państwowa była pusta!

Małgorzata Niezabitowska

A poza tym w wyniku działań naszego rządu nastąpiła głęboka przemiana MSW – likwidacja SB, utworzenie UOP, powołanie policji, reforma sądownictwa, rozpoczęcie prywatyzacji przedsiębiorstw, przekształcenie niewydolnego systemu bankowego, likwidacja partyjnego, medialnego molocha, koncernu RSW Prasa, utworzenie szkoły administracji publicznej, aby powstał korpus cywilnych urzędników…

Mogę wymieniać długo i to we wszelkich dziedzinach. Żaden następny rząd nie zrobił tyle, co nasz, a mieliśmy przecież na to tylko piętnaście miesięcy. Naturalnie zdarzyły się błędy, byliśmy przecież pionierami, ale tylko ten ich nie popełnia, kto nic nie robi.

 

* Małgorzata Niezabitowska, rzecznik rządu Tadeusza Mazowieckiego.

 


 

Edukacja do wymiany

 

„Kultura Liberalna”: Jaka był pana pierwsza myśl, kiedy zasiadł pan za swoim biurkiem w ministerstwie?

Henryk Samsonowicz*: Trochę strachu, trochę nadziei no i ufność, że moi znakomici koledzy pomogą wyjść ze wszystkich opresji, a były to nie byle jakie postacie – Anna Radziwiłł, Janusz Grzelak, Andrzej Janowski.

Co pana zdaniem można było zrobić lepiej?

Zawsze można coś zrobić lepiej. Mogliśmy szybciej rozpocząć prace nad przygotowaniem nowych programów, wyrzucając teksty, które dominowały we wcześniejszej epoce. Można było to zrobić sprawniej, ale trzeba też pamiętać, jak wtedy wyglądała sytuacja szkolnictwa. Pamiętam spotkanie z nauczycielami, na którym pewien zadzierzysty pedagog objechał mnie straszliwie, że niszczę polską szkołę i że trzeba potem będzie wrócić do „jedynego, słusznego programu nauczania”. Jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że edukacja w wersji PRL była – delikatnie mówiąc – do wymiany, by nie powiedzieć do wyrzucenia. Także powrót do sposobu przekazywania wiedzy – nie tylko w szkołach średnich, również w szkołach wyższych – zgodny ze standardami II RP zupełnie się zdezaktualizował.

Z jakiej decyzji jest pan najbardziej dumny?

Wydaje mi się, że słuszną rzeczą było umożliwienie rozwoju wyższych uczelni niepublicznych oraz wprowadzenie różnorodności szkolnictwa średniego, kiedy to rozmaite instytucje takie jak Społeczne Towarzystwo Oświatowe, poszczególne ośrodki w Krakowie, Łodzi, Warszawie mogły wprowadzać swoje pomysły nauczania.

 

*Henryk Samsonowicz, minister edukacji w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Opracowanie: Katarzyna Kawala i Błażej Popławski.

 


 

Skasowałem długi radzieckie

 

„Kultura Liberalna”: Jak wyglądał pana pierwszy dzień w Radzie Ministrów?

Marcin Święcicki*: Pierwszego dnia zostałem przedstawiony najbliższym współpracownikom. Wprowadzał mnie minister Ambroziak. Dowiedziałem się wówczas, że tego dnia odbywa się jakieś przyjęcie, gdzie pełnię rolę gospodarza. Resort rozpoczął wydawanie zaproszeń dużo wcześniej – a ja nie wiedziałem nawet gdzie, dla kogo i z jakiej okazji to przyjęcie się odbywa. Tak się przestraszyłem, że tam nie poszedłem. Poza tym trzeba było się zajmować sprawami całego resortu, a nie chodzić na przyjęcia!

Pierwszego dnia dowiedziałem się, że odbywa się jakieś przyjęcie, gdzie pełnię rolę gospodarza. Tak się przestraszyłem, że tam nie poszedłem.

Marcin Święcicki

Co pana zdaniem można było zrobić lepiej?

Wiele rzeczy można było zrobić lepiej. Chociażby problem świadczeń socjalnych – z jednej strony zapewnialiśmy ochronę przed masowymi zwolnieniami, zasiłki dla bezrobotnych, ale z drugiej strony nie przeprowadziliśmy równoczesnej reformy systemu wcześniejszych emerytur czy sposobu naliczania świadczeń.

Drugim błędem było podniesienie oprocentowania kredytów 1 stycznia 1990 r., w tym pożyczek udzielonych wcześniej. Zrobiliśmy to zbyt mechanicznie, co wpłynęło na pogorszenie sytuacji części spółdzielni i rolników, którzy wzięli kredyty na korzystnych warunkach, a musieli spłacić na normalnych. W innych kwestiach robiliśmy z kolei więcej, niż sami się spodziewaliśmy.

Z jakiej decyzji jest pan najbardziej dumny?

Osobiście jestem najbardziej dumny z tego, że skasowałem długi radzieckie. U nas dużo mówi się teraz o spłacaniu pożyczek udzielonych rządom PRL przez kraje zachodnie, a zapominamy często o zadłużeniu w stosunku do ZSRR w wysokości pięciu miliardów rubli, czyli prawie 10 miliardów dolarów. Rząd, na mój wniosek, zgodził się połączyć spłatę tych zobowiązań z dodatkowym eksportem naszych maszyn i urządzeń, na czym skorzystali też i nasi producenci. To było moje największe osobiste osiągnięcie.

 

* Marcin Święcki, minister współpracy gospodarczej z zagranicą w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

Opracowanie: Katarzyna Kawala i Błażej Popławski

Już w piątek, 12 września w 25. rocznicę powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego „Kultura Liberalna” wraz z Fundacją im. Friedricha Eberta organizuje konferencję „Stara wolność, nowa wolność. Bilans III RP w 25. urodziny”. Szczegóły wydarzenia TUTAJ. Wstęp wolny. Zapraszamy!

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 296

(36/2014)
9 września 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj