Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Koniec pewnego konfliktu....

Koniec pewnego konfliktu. Po Marszu Niepodległości

Wojciech Engelking

Przed tegorocznymi obchodami rocznicy odzyskania niepodległości w powietrzu wisiało właściwie jedno pytanie: spalą czy nie spalą? Czy powtórzą się wydarzenia sprzed roku – tym razem z palmą na rondzie de Gaulle’a w roli tęczy z placu Zbawiciela? Nie powtórzyły się. Oprócz incydentów – poważnych, jak zdarzenia na rondzie Waszyngtona, ale incydentów – do głosu nie doszła podbudowana politycznie przemoc.

Wyeksploatowanie

Spróbujmy z dystansu spojrzeć na wydarzenia, które zdominowały zeszłoroczną debatę o obchodach rocznicy 11 listopada: na spalenie tęczy przy placu Zbawiciela. Chociaż niektórzy uporczywie przypisywali je działaniu nagiej, nieoglądającej się na żadne wartości przemocy, było to wydarzenie stricte polityczne. W ogromnym uproszczeniu stanowiło wypadkową konfliktu między beneficjentami transformacji a dochodzącą do głosu grupą skrzywdzonych i poniżonych. Stosując terminologię Hannah Arendt, można powiedzieć, iż mieliśmy do czynienia z przemianą skrzywdzonych i poniżonych w enragés: wściekłość była zbyt wielka, by skanalizować ją inaczej, niźli w przemocy.

Przez wiele miesięcy kolejne sondaże wskazywały na rosnącą, zwłaszcza wśród młodych, popularność PiS i Ruchu Narodowego. Jednocześnie jednak był to rok, w którym Polska świętowała 25-lecie pierwszych wolnych wyborów, a w związku z rocznicą media wzięły na warsztat temat społecznych kosztów transformacji. Przy okazji tych debat ów temat został jednak prawie całkowicie wyeksploatowany. Wciąż wyraźnie dzieli Polaków, to prawda, ale już nie grzeje – wypalił się. Młodzi w wyborach europejskich poparli nie Ruch Narodowy, lecz stroniącego od polityczności Janusza Korwin-Mikkego. Wszystko to są oczywiście ogromne uproszczenia; prowadzą one jednak do zadania jednego, istotnego pytania: czy po tym, jak wyglądał w tym roku 11 listopada, możemy ogłosić koniec pewnego konfliktu? Sądzę, że tak.

Rozdmuchiwanie ognia

Nie żeby przed tegorocznymi obchodami Święta Niepodległości nie podejmowano prób rozdmuchania zeszłorocznego politycznego ognia. Takie próby jak najbardziej miały miejsce – i to po obu stronach barykady. Aktualny „Newsweek” piórem Wojciecha Staszewskiego w długim artykule opisał środowisko narodowców, w „Do Rzeczy” zaś Rafał Ziemkiewicz opisał „milicję obywatelską Platformy Obywatelskiej”. 11 listopada wielu facebookowiczów deklarujących lewicowe lub liberalne poglądy podłączało się do kamer na żywo obserwujących plac Zbawiciela. Dorota Masłowska pod pseudonimem Mister D. umieściła w sieci piosenkę „Tęcza”, w której, włączając się w zeszłoroczną debatę, zaśpiewała: „Komu to szkodziło, że było pusto, szaro / Ludziom do twarzy przynajmniej pasowało. / Jakieś kolory dla pedałów? Ma być czarno-biało”. Wreszcie – kilka dni temu partia Zieloni zaapelowała do Bronisława Komorowskiego, by idąc na czele prezydenckiego marszu zgody narodowej „Razem dla Niepodległej”, nie zatrzymywał się pod pomnikiem Romana Dmowskiego. Zieloni swoje prośbę tłumaczyli tym, że „dziś ideowe dzieci Romana Dmowskiego atakują squaty, biją imigrantów i homoseksualistów, odwołują się do tradycji przedwojennego antysemityzmu”. Prezydent w programie Tomasza Lisa w TVP2 do apelu się odniósł, ale mimo wszystko pod pomnikiem Dmowskiego kwiaty złożył.

Czy po tym, jak wyglądał w tym roku 11 listopada, możemy ogłosić koniec pewnego konfliktu? Sądzę, że tak.

Wojciech Engelking

Właściwie nikogo, prócz kilku niewielkich, zamkniętych grup, decyzja prezydenta nie oburzyła. Tegoroczne marsze rozmaitych środowisk (i maraton, któremu jeszcze rok temu niektórzy publicyści nadaliby polityczny charakter, w bieganiu widząc świecką religię „lemingów”) nie miały w żadnym wypadku charakteru politycznego. Niewykluczone, że jest to efekt trafnej decyzji władz Warszawy, które co prawda zezwoliły na marsze rozmaitych formacji, ale w różne dni, a przynajmniej o różnych godzinach. 8 listopada przez Warszawę przemaszerowali antyfaszyści, 11 listopada Marsz Prezydencki i tego samego dnia – Marsz Niepodległości. Ale w poprzednich latach różne trasy i godziny przemarszów nie powstrzymywały przeciwnych stron przed starciami.

Oczywiście, w tym roku doszło do incydentów na rondzie Waszyngtona, podczas których ponad 200 zamaskowanych osób wdało się w regularną bitwę z policją. Po pierwsze, to nie byli jednak – jak stwierdziły służby – uczestnicy Marszu Niepodległości, bo ci szli z odsłoniętymi twarzami. Po drugie – pod względem politycznym te starcia były właściwie nieistotne.

Konflikt w rodzinie

W mediach niemal niezauważalnie przemknęła informacja o bójkach na antyfaszystowskim marszu zorganizowanym 8 listopada, podczas którego doszło do starć między radykałami – wyposażonymi we flagi ZSRR i Chińskiej Republiki Ludowej – a pokojowo nastawionymi uczestnikami manifestacji. A szkoda, bo za tymi starciami stały zjawiska podobne do tych, które doprowadziły do bijatyki  na rondzie Waszyngtona.

Po pierwsze, konflikt między dwoma różnymi obozami na scenie politycznej został zastąpiony przez konflikt „w rodzinie”. W sobotę doszło do przepychanek wśród samych antyfaszystów, we wtorek walki wywiązały się nie między antyfaszystami i narodowcami, ale między narodowcami a policją. Pęczniejący od zeszłego roku proces przedzierzgania się rozmaitych radykalnych środowisk w większe wspólnoty nie wytrzymał wewnętrznych napięć między tworzącymi je grupami. Wydawało się, że przynajmniej na prawej stronie może się z nich wykrystalizować wspólnota, która w obliczu wspólnego wroga zjednoczy się i przemówi jednym głosem. Tak się nie stało.

Zadyma z policją na rondzie Waszyngtona niczym – prócz rozmachu – nie różni się od zadym kiboli po meczach piłkarskich. Niebezpiecznych, ale nie politycznych.

Wojciech Engelking

Po drugie, przemoc i wandalizm, do jakich doszło w obu przypadkach, nie miały charakteru stricte politycznego. Walka z policją, demolowanie zwykłych elementów przestrzeni publicznej, takich jak wiaty autobusowe, ławki czy znaki drogowe, nie jest tym samym, co podpalanie Tęczy i walka z osobami blokującymi manifestację. Dzisiejsza zadyma z policją na rondzie Waszyngtona niczym – prócz rozmachu – nie różni się od zadym kiboli po meczach piłkarskich. Inaczej niż w zeszłym roku, tym razem mieliśmy do czynienia z nagą przemocą. Równie niebezpieczną, ale nie polityczną.

Brak politycznego charakteru powyższych wydarzeń potwierdza jeszcze jedna rzecz – całkowite medialne „przykrycie” przez przemoc istotnego politycznie doniesienia, nominacji Andrzeja Dudy na kandydata PiS w wyborach prezydenckich. Gdyby ogłoszenie to pojawiło się w zeszłym roku, byłoby zagraniem pod względem PR-owym znakomitym – oto młodzi protestują przeciwko systemowi, zaś główna partia opozycyjna informuje, kto będzie ją – a więc przeciwników systemu – reprezentował w wyborach. W tym roku te wydarzenia nijak się ze sobą nie łączą.

Pewien konflikt polityczny właśnie się w Polsce skończył. Została po nim przemoc i… nic więcej. Trudno oczywiście oczekiwać, by tak już zostało, by za kilka lat również narodowcy poszli w prezydenckim marszu zgody narodowej. To raczej sytuacja przejściowa – i bardzo trudno przewidzieć, w co przerodzi się za rok.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 305

(45/2014)
11 listopada 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj