0000398695
close
W walce o demokrację nie robimy sobie przerw! Przekaż 1,5% na Fundację Kultura Liberalna WSPIERAM
close
Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

PRZEKAŻ
1,5%
PODATKU
close

W walce o demokrację

nie robimy sobie przerw!

Przekaż 1,5% na Fundację
Kultura Liberalna

Przekaż 1,5%
na Fundację Kultura Liberalna
forward
close

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Lepiej późno niż...

Lepiej późno niż wcześniej

Gniewomir Zajączkowski

O słabych i mocnych stronach recitalu Nadine Sierry i Mariusza Kwietnia pisze Gniewomir Zajączkowski.

W połowie marca w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej odbył się podwójny recital wokalny przełożony z wiosny zeszłego roku. Pierwotnie z Mariuszem Kwietniem wystąpić miała Aleksandra Kurzak, jej rezygnacja spowodowała, że drugi termin koncertu nie miał promocji we wszystkich możliwych mediach. Jak widać, nawet gwiazdy formatu Mariusza Kwietnia potrzebują reklamy, widownia Teatru Wielkiego nie zapełniła się bowiem w stu procentach.

Jeśli chodzi o międzynarodowe uznanie, to Mariusz Kwiecień o kilka długości wyprzedza Aleksandrę Kurzak, a jego pozycja na rynku śpiewaków jest zasłużenie mocna. Z polskiej perspektywy można jednak odnieść mylne wrażenie, że daleko mu do intensywnie promowanej śpiewaczki, która pozuje do okładkowych zdjęć, nawiedza programy śniadaniowe i należałoby się obawiać, że zaraz zacznie nam wychodzić z lodówki, gdyby już tam jej poniekąd nie było (gwiazda para się również promocją mrożonych jogurtów). Dzięki nieobecności Kurzak, która debiutuje właśnie w roli mamy, mieliśmy więc okazję posłuchać koncertu aż dwojga wspaniałych artystów. Mariuszowi Kwietniowi partnerowała młoda, niewątpliwie utalentowana i najwyraźniej słusznie nagradzana w wielu konkursach, Nadine Sierra.

Zaprezentowano znany i lubiany włoski repertuar – utwory Rossiniego, Donizettiego i Belliniego. Koncert otworzyła popularna uwertura do „Cyrulika Sewilskiego” Rossiniego. Niestety, dyrygujący tego wieczora Carlo Montanaro nie zaskoczył publiczności i zaprezentował charakterystyczny dla siebie brak koncepcji brzmieniowej. Problemy metryczne, urozmaicane od czasu do czasu drobnymi wpadkami intonacyjnymi zarówno smyczków, jak i instrumentów dętych, towarzyszyły solistom do samego końca koncertu. Brak spójnego zamysłu dyrygenta objawiał się złym zbalansowaniem orkiestry w obrębie sekcji: prawie niesłyszalne kontrabasy nie dawały reszcie oparcia tam, gdzie powinny, a słuchając niestabilnego brzmienia instrumentów dętych, od początku wiadomo było, że nie ma co liczyć na szlachetne brzmienie rogów w „Łucji z Lammermooru” ani na finezyjne dopowiedzenia klarnetów czy fletów. Mieliśmy za to w wykonaniu Carla Montanara gaskonadę, pełną gestów teatralnych i pustych. W uwerturze z „Cyrulika” wydawało się, jakby dyrygował VI symfonią Mahlera albo przynajmniej którymś z wielkoskalowych dzieł Beethovena.

Pierwszy wystąpił Kwiecień z arią Figara „Largo al factotum”. Jest to utwór popisowy, dający możliwość wykazania się dobrą dykcją, która – podobnie jak zdolności aktorskie – niewątpliwie jest mocną stroną Kwietnia. Po przerwie na „Temporale” przyszedł czas na duet Rozyny z Figarem z I aktu („Dunque io son?”). Nadine Sierra zaczęła asekurancko i trochę niepewnie, zabrakło jej też wsparcia ze strony dyrygenta, który zanadto skupiał się na sobie. Sama partia Rozyny nie jest zresztą idealna dla tej śpiewaczki, dysponującej dość skromnym dolnym rejestrem. Za to w arii Adiny „Prendi, per me sei libero” z „Napoju miłosnego” Donizettiego Sierra zaskoczyła słuchaczy wysmakowaną interpretacją, w której czuć było tytułową wolność i swobodę. Sierra udowodniła, że dysponuje głosem może nie za dużym, ale precyzyjnym i świadomie kontrolowanym.

Nawet gwiazdy formatu Mariusza Kwietnia potrzebują reklamy, widownia Teatru Wielkiego nie zapełniła się bowiem w stu procentach.

Gniewomir Zajączkowski

Drugą część koncertu otworzyła aria Riccarda z I aktu „Purytanów” Belliniego („Ah! Per sempre io ti perdei”). Kwiecień odznaczył się wyczuciem stylu i zrozumieniem tekstu, aczkolwiek brakowało w niektórych frazach legata. Akompaniament orkiestry lepiej przemilczeć, bo miał on niewiele wspólnego z rozkołysanym liryzmem tej arii. Za kulminację recitalu posłużyły dwa ustępy z „Łucji z Lammermooru”. Najpierw Sierra w arii „Regnava nel silenzio” dała pokaz solidnej techniki i dobrego smaku. Wykorzystanie belcantowych ozdobników nasyciło arię pasją i naznaczyło ją indywidualnym charakterem bohaterki. Następnie dołączył na estradę Kwiecień i we dwoje zaśpiewali duet Enrica i Łucji z II aktu. Było to wykonanie porywające, parze śpiewaków udało się stworzyć prawdziwy teatr. Sierra była przekonująca w roli siostry zdominowanej przez brata, choć w sensie wykonawczym mieliśmy do czynienia z pełnym partnerstwem. Oboje śpiewacy skupili na sobie całą uwagę publiczności tym pełnym pasji duetem, choć Montanaro robił, co mógł, żeby podkraść im trochę show. Po kolejnym przerywniku instrumentalnym artyści zaśpiewali ostatni z przewidzianych w programie utworów: duet Noriny i Malatesty z I aktu „Don Pasquale”. Pod względem aktorskim i wokalnym równie wyśmienity, eksponujący liryczno-komiczne zdolności wykonawców był znakomitym finałem występu.

Na bis Mariusz Kwiecień zdecydował się zaśpiewać krótką, błyskotliwą „Arię szampańską” („Fin ch’han dal vino”) Don Giovanniego. Rola ta przez wiele lat była jego wizytówką, występował w niej także z wielkim powodzeniem w warszawskiej Operze Narodowej. Nawiązał tym samym niejako do wymagającej artykulacyjnie arii, od której zaczął się koncert. Zaśpiewał ją nonszalancko i zalotnie, czym przypomniał publiczności, dlaczego partia Giovanniego należy do jego najbardziej cenionych kreacji. Nadine Sierra zdecydowała się na bis wyłamujący się z włoskiego repertuaru, ale związany tematycznie z Włochami, a dokładnie z Weroną – zaśpiewała „Je veux vivre” z „Romea i Julii” Gounoda, prezentując po raz kolejny liryczne koloratury w sposób precyzyjny i ujmujący świeżością. Można powiedzieć idealna, pełna wdzięku Julia. Jeszcze tej nocy miało miejsce uwiedzenie owej dziewczęcej niewinności, kiedy to, jako ostatni utwór tego wieczora, zabrzmiał duet „La ci darem la mano” z „Don Giovanniego”.

Recital Sierry i Kwietnia był zadowalający nie tylko od strony wokalnej, lecz także aktorskiej. W duetach stanowiących najjaśniejsze punkty wieczoru śpiewacy świetnie się ze sobą dogadywali. To duża przyjemność w takim wykonaniu posłuchać – nawet pod dyrekcją Montanara – repertuaru belcantowego, który na scenie Opery Narodowej pojawia się dość rzadko.

 

Koncert:

Recital Nadine Sierry i Mariusza Kwietnia, dyr. Carlo Montanaro.
Program: Gioachino Rossini, Vincenzo Bellini, Gaetano Donizetti.
15 marca 2015, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 325

(13/2015)
31 marca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj