Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Lekkie otępienie Fausta,...

Lekkie otępienie Fausta, czyli Berlioz w Filharmonii Narodowej

Gniewomir Zajączkowski, Szymon Żuchowski

Sezon 2014/2015 Filharmonia Narodowa zakończyła wykonaniem „Potępienia Fausta” Hektora Berlioza pod dyrekcją Jacka Kaspszyka, który dwa lata temu zastąpił Antoniego Wita na stanowisku dyrektora artystycznego Filharmonii.

„Potępienie Fausta” to – jak na utwór mistrza i twórcy romantycznej instrumentacji przystało – dzieło pełne zaskakujących pomysłów i dające wielkie pole do popisu dyrygentowi i sprawnej orkiestrze. Ujmujące efekty kolorystyczne z wykorzystaniem skrajnych rejestrów instrumentów dętych, wprowadzone nie dla pustego efektu, lecz w celach wyrazowych, oraz ekspozycja instrumentów solowych są tyleż zaletą partytury jako takiej, co potencjalną wadą każdego wykonania. Niewątpliwie najistotniejsza jest wyobraźnia i koncepcja brzmieniowa, o jaką pokusi się dyrygent.

„Potępienie” bywa przypominane co jakiś czas także warszawskiej publiczności – ostatnio w 2007 r. podczas Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena, wówczas pod batutą Antoniego Wita, niestety z chybioną obsadą, nieprzygotowanym chórem i dyrygentem bez pomysłu na brzmienie orkiestry i interpretację tej efektownej partytury.

Wcześniej utwór ten wystawił Teatr Wielki–Opera Narodowa w porywającej reżyserii Achima Freyera i pod dyrekcją Jacka Kaspszyka, tamta produkcja jednak również nie miała szczęścia do solistów – brakowało zwłaszcza sensownego Fausta (w śpiewie Marcela Bedoniego, w miejscach gdzie było go słychać, dominowały niestety fałsze) i Małgorzaty (w tej partii Małgorzata Walewska, która miała zawsze w tych samych miejscach problemy z czystością dźwięku, zwłaszcza w arii „D’amour l’ardente flamme”). Równie interesująca, co reżyseria tego spektaklu, była pełna kontrastów koncepcja brzmieniowa, jaką zaproponował Kaspszyk. Jego interpretacja znakomicie współgrała z dynamiczną i zaskakującą koncepcją reżysera. Była to prawdopodobnie jedna z lepszych inscenizacji, jakie prezentowano na scenie TW–ON w ciągu ostatnich 13 lat.

W tym roku Jacek Kaspszyk, niewątpliwie dobrze zaznajomiony z tym utworem, zaproponował interpretację dość wyważoną. Skoncentrował się na wydobyciu z orkiestry rozmaitych barw i zadbał o jakość ustępów lirycznych. Bardzo problematyczne okazały się altówki w tutti, co dało się usłyszeć już w scenie I, w której roztacza się muzyczny obraz węgierskiej równiny i samotnego Fausta – każda grała inną barwą. Raczej trudno się spodziewać, żeby Berlioz miał aż tak oryginalny pomysł instrumentacyjny, nawet biorąc pod uwagę jego nowatorskie podejście do ekspresji brzmienia, trudno też o taki zamiar podejrzewać Kaspszyka. Być może to wina solisty/koncertmistrza altówek, Marka Marczyka, który nie popisał się także swoim solo w XI scenie, towarzysząc niewykończoną, nielogiczną frazą Małgorzacie w „Balladzie o królu z Thule”. Dynamika jego solo także była dyskusyjna, przez co w przykry sposób odcinało się od harmonizującej z balladą barwy głosu solistki, Lilli Paasikivi.

Wartością dodaną tego wykonania, poza dobrą ręką Kaspszyka do Berlioza, okazali się soliści. Dużym zaskoczeniem był obsadzony w niewielkiej partii Brandera Adam Palka, dysponujący naturalnym, pięknie brzmiącym głosem, bez sztucznego przyciemniania barwy, które zdarza się młodym basom i barytonom. Palka przykuwał uwagę dojrzałością i dbałością o szczegóły. Bardzo dobrze śpiewał pod względem technicznym Michael Spyres (Faust), amerykański tenor znany z występów w rolach Rossiniowskich; godna odnotowania jest jego interpretacja arii, w której bohater rozmyśla o samobójstwie („Sans regrets j’ai quitté” w IV scenie), dobrze sprawdził się także jako żywiołowy kochanek w scenie wyznania miłości Małgorzacie (duet „Grand Dieux! Ange Adoré!” w scenie XII).

Partię Mefistofelesa śpiewał pochodzący z Belgii Lionel Lhote. Trudność tej partii zasadza się m.in. na fragmentach o charakterze deklamacyjnym, co ze względu na specyficzną prozodię języka francuskiego bywa kłopotliwe dla wykonawców. Jednocześnie ta rozbudowana rola obfituje w wielkie sceny dramatyczne, gdzie dużo wysiłku trzeba włożyć w ich „teatralizację” – Lhote, choć obdarzony mało demonicznym barytonem, wykazał się wielkim wyczuciem dramaturgicznym, a także ładnym górnym rejestrem o stabilnym barytonowym brzmieniu.

Lilli Paasikivi jako Małgorzata zrobiła znakomite wrażenie; niezwykle nastrojowo zaśpiewała „Balladę o królu z Thule”. Czarując pięknie brzmiącą zmysłową średnicą, zrobiła to, co absolutnie konieczne i zupełnie wystarczające, aby uniknąć niepotrzebnego „teatrzyku”. Niestety, popisowa aria „D’amour l’ardente flamme” nie udała jej się tak dobrze jak „Ballada…”. Po przyjemnej kantylenie w pierwszej części arii wyzwaniem okazały skoki i „górki”, zaśpiewane mało precyzyjnie, oraz samo zakończenie z serią wysokich dźwięków w rozciągniętym tempie. Trzeba jednak przyznać, że jest to bardzo trudna aria, a Paasikivi, świadoma swoich walorów i mankamentów, próbowała wybrnąć z problematycznych dźwięków, śpiewając je niepełnym głosem, trochę jakby markując.

Kaspszykowi, udało się podkreślić teatralno-operowe aspekty tego utworu przez zastosowanie różnych rozwiązań przestrzennych, a także dzięki subtelnemu podkreślaniu rytmów tanecznych (miły dla ucha był marsz węgierski, a także przemarsze wojsk i menuet w XII scenie). Bardzo dobrze wypadło pod jego batutą kilka lirycznych fragmentów, w których można było docenić brzmienie orkiestry, jak na przykład IV scena. Niestety efekty pracy Michaela Spyresa i nastrojowego piana orkiestry szybko zniweczył chór, który nawet po zmianie dyrektora artystycznego wciąż jest najsłabszym ogniwem tych koncertów Filharmonii Narodowej, w których bierze udział.

Jego wejście w IV scenie (kantyczka wielkanocna) należało do spektakularnie brzydkich z winy licznych nieścisłości metrycznych i bardzo wycofanej, spłaszczonej emisji. Nieszczególnie dobrze wypadły również inne fragmenty chóralne, jak chór żołnierzy – miało się wrażenie, że to wojska pancerne i następujący po nich chór leniwych studentów, z pewnością myślących już o wakacjach. Trzeba jednocześnie przyznać, że chóry męskie wypadły zdecydowanie lepiej niż żeńskie – w epilogu, gdzie mają pojawić się niebiańskie brzmienia, trudno było uwierzyć w to, co zaproponowały panie, szczególnie soprany. Jak na ironię i tak był to prawdopodobnie najlepszy występ chóru Filharmonii Narodowej w tym sezonie – nieznacznie polepszyła się jakość brzmienia i zwiększyła się dyscyplina metryczna (jednak dowcipna fuga na słowie „amen” w scenie z Branderem została zaśpiewana bardzo nierówno i chaotycznie, mimo klarownych wskazówek dyrygenta). Chór ma w tym utworze ważną i rozbudowaną rolę – i głównie z jego winy to, co mogło być całkiem uczciwym potępieniem Fausta, okazało się ostatecznie co najwyżej lekkim… otępieniem.

W porównaniu z wykonaniem z TW-ON sprzed dziesięciu lat Kaspszyk zmodyfikował nieco koncepcję brzmieniową całości i wyczulił się na aspekty kolorystyczne. Trochę mniej było także skrajnych poziomów dynamicznych, zwłaszcza tych najgłośniejszych. Oby była to nowa, stała tendencja w podejściu tego dyrygenta do wielkiej symfoniki; byłoby to zresztą z korzyścią dla orkiestry FN, której forte zwykle jest niestaranne, wręcz fałszywe, ale to prawdopodobnie jeszcze spadek po poprzednim dyrektorze.

Koncert:

Zakończenie sezonu artystycznego Filharmonii Narodowej, 29 maja 2015 r.

Orkiestra i Chór Filharmonii Narodowej

dyrygent: Jacek Kaspszyk, dyrektor chóru: Henryk Wojnarowski,
soliści: Lilli Paasikivi, mezzosopran (Małgorzata), Michael Spyres, tenor (Faust), Lionel Lhote, baryton (Mefistofeles), Adam Palka, bas (Brander).

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 339

(27/2015)
7 lipca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj