Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > [List do Redakcji]...

[List do Redakcji] McDuda i potrzeba obywatelskości

Adrian Sinkowski

Tomasz Lis twierdzi, że Andrzej Duda może się od Bronisława Komorowskiego uczyć troski o Polskę obywatelską. Co za ironia losu – czy nie obywatelskości, i to pojmowanej bardzo szeroko, nie brakuje Polakom najbardziej?

Tym większy pech, skoro prezydent Duda – według Marcina Króla – „bardzo mało umie”, a w ciągu 5 lat będzie „pozornie aktywny, a faktycznie bierny”. „Kultura Liberalna”, publikując tuż po zaprzysiężeniu prezydenta blok tekstów pod tytułem „Kult Dudy?”, dała sygnał, że w tytule pisma stawia na drugi jej człon – o kulturze nieco chyba zapominając.

Obywatelskość w praktyce

Zacznę na wspak, od tego, że cenię Marcina Króla. Zajęcia z historii idei, na które uczęszczałem fakultatywnie w 2007 r., będąc kimś od słuchaczy profesora starszym i niejako „z zewnątrz”, w pamięci zostawią mi chyba na zawsze dowcip o amerykańskim piwie sączonym z Leszkiem Balcerowiczem. Ale nie tylko to – o wiele lepiej zapamiętałem bowiem, jak wykład toczony na Żurawiej, w wypełnionej po brzegi sali, przerwał telefon. Studentka siedząca w drugim rzędzie, tuż przed profesorem, nie wyciszyła go, podniosła się z miejsca i odwróciła w kierunku drzwi, przechodząc bez pośpiechu całą salę i rozmawiając w tym czasie przez komórkę. Profesor – nie wiem, czy przymykający oko na brak szacunku w studenckich ławach, machający w duchu ręką na dziewczynę, być może nieświadomy, do czego przed chwilą doszło – nie dał po sobie nic poznać, po prostu ciągnął wykład, o ile się nie mylę, na temat Thomasa Hobbesa.

Dzień przed zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy wybrałem się z dwójką dzieci na spacer. O Marszu Pamięci, organizowanym tego dnia przez Muzeum Powstania Warszawskiego, nie wiedziałem nic – poza tym, że upamiętnia on poległych w 1944 r. cywilów. Z przystanku „Sowińskiego” wracałem do domu. Akurat, tuż po uroczystościach, zebrało się na nim wiele osób wracających z Cmentarza Powstańców Warszawy. Rozpoznanie ich nie było trudne, wszyscy mieli w rękach foldery albo flagi z kotwicą. Widać z nawiązką wypełnili obywatelską powinność, bo ani nie widzieli nic złego w paleniu papierosów na przystanku, mimo że palić tam nie wolno, ani nie widzieli potrzeby, aby zwolnić w tramwaju miejsce przeznaczone na wózek.

Ot, dwie historie, trudno uznać je za normę, a mimo to coś one mówią – i to mówią niemało o miejscu, jakie w sercach Polaków zajmuje obywatelskość. Da się je zamknąć klamrą: obejmują one okres od przejęcia władzy w kraju przez PO do roku, w którym – wiele na to wskazuje – PO tę władzę, i to na własne życzenie, bezpowrotnie utraci.

Duda to oszust?

Zanim wyjaśnię, dlaczego o tym wspominam, dodam, że mimo wszystko zdumiewa mnie, jak wiele miejsca Andrzejowi Dudzie poświęcają – kolejno – Adam Michnik, Tomasz Lis, Marcin Król, Aleksander Smolar (dwaj ostatni na łamach „Kultury Liberalnej”). Efekt, chcąc nie chcąc, a może jak wolą niektórzy, „kult Dudy” – rodzaj „przyciągania” i zainteresowania, któremu w jakimś stopniu „Kultura Liberalna” uległa, poświęcając mu tyle miejsca – staje się faktem. Dokąd nas to doprowadzi? Uczciwie mówiąc, sam prezydent nie może tego wiedzieć. Marcin Król przypuszcza, że donikąd, akcentując tak: „po prezydenturze Andrzeja Dudy nie spodziewam się praktycznie niczego”.

Pierwszą przychodzącą na myśl po lekturze felietonu Króla i wywiadu ze Smolarem metaforą, jaką „Kultura Liberalna” dolepia prezydentowi, jest McDonald’s. Dokładnie: McDuda’s. Kanapka na każdą kieszeń, bez wartości odżywczych, na zdjęciach ładnie wypieczona, lecz w smaku bez charakteru – jej rola często sprowadza się do roli „zapychacza”, którego można pochłonąć w biegu. Metafora ta wydaje się dodatkowo użyteczna w obliczu amerykańskiego stylu prezydenckiej kampanii wyborczej, na co w swoim czasie zwracano uwagę w mediach. A jeśli kanapkę z sieci McDuda’s „dobije się” na koniec frytkami z colą – w tej roli oczywiście PiS – kłopoty z trawieniem wydają się nieuniknione.

Co więc sprawia, że każdemu, bądź co bądź, przyszło kiedyś mierzyć się z rozczarowaniem (moralnym, etycznym, kulinarnym lub innym) po spożyciu kanapki w fast foodzie? Wrócę do tekstu Heleny Jędrzejczak, w którym autorka twierdzi, że o wyniku wyborów zdecydowały emocje. Powiem bez cienia ironii, że najlepszą ilustracją jest dla niego napis wykonany zielonym sprejem na płachcie rozciągniętej wzdłuż ogrodzenia u zbiegu ulic Twardej z Chmielną. „DUDA TO OSZUST”, z podkreśleniem pod słowem oszust. Czy oddający w wyborach głos na Andrzeja Dudę, zamiast poświęcać czas na skrupulatne porównywanie programu Dudy z programem Komorowskiego, poddali się – jak chce Jędrzejczak – emocjom? Prawdą jest, że Duda obiecywał coś, czemu w pojedynkę, bez udziału parlamentu, nie podoła, a natura tegoż pozostanie nieznana jeszcze do października. Nazywanie prezydenta oszustem chowa jednak ukrytą pretensję o to, że Duda, obiecawszy zbyt wiele, właśnie deklaracjami bez pokrycia, dla kraju finansowo nie do udźwignięcia, wygrał w drugiej turze z Komorowskim.

Nieprawda. Mówię nie tylko za siebie – to, czy rodzina otrzyma po narodzeniu dziecka 500 zł od państwa, trochę zmienia jej sytuację. To, czy dziecko pójdzie do szkoły w wieku 6 lat czy rok później, zmienia bardzo wiele. Nie chcę powiedzieć, że zmienia wszystko, lecz skala jednego i drugiego wymyka się łatwym porównaniom – druga sytuacja jest po prostu odpowiedzią na realną potrzebę społeczną, zamiataną dotąd pod dywan, z kolei pierwsza to slogan, zwykła „wyborcza kiełbasa”. Duda zatem odniósł zwycięstwo nie oszustwem, nie tym, że w narodzie wezbrały skrywane pod skórą emocje, na pewno nie obietnicą 500 zł na dziecko, lecz perspektywą zmiany jakości polityki w zakresie obywatelskości. Czy próba postawienia się na miejscu rodzin, które posyłają dzieci do szkoły, choć wcale tego nie chcą, nie wpisuje się odrobinę w obywatelską postawę, której mimo wszystko zabrakło byłemu prezydentowi? A skoro ryba psuje się od głowy, od głowy ma szansę się naprawić.

Zgodzę się z Królem w jednym. Oprócz niego nikt, chyba nikt, nie zwrócił uwagi, że nowy prezydent ma problem w momentach konfliktowych. W oczywisty sposób widać to po nim było podczas debat z Komorowskim. Owszem, trochę mnie to martwi. Lecz nie oczekuję, że Duda wygra z kimkolwiek wojnę – na pewno nie wojnę między Polską a Polską. Liczę jednak, że obudzi w nas ducha, i nie musi to być od razu Duch Święty, który nam, Polakom, da wiarę w wygraną. Nie tobie, nie mnie. Nam wszystkim, w poczuciu wspólnoty. A czym jest ta wygrana? Ano tym, aby ani profesorowi, ani mnie – nikomu – nie przydarzały się historie takie jak opisane na wstępie. Nie wyeliminuje się ich z życia publicznego ustawą. Jeśli drogą do tego jest efekt Dudy – och, przepraszam, „kult”, nie „efekt” – przez jednych nazywany pozorną aktywnością, formą sprawowania urzędu przez drugich, to w zasadzie – czemu nie?

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 349

(37/2015)
15 września 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj