Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Pianistyczny trans, czyli...

Pianistyczny trans, czyli Grosvenor i Trifonow na CD

Gniewomir Zajączkowski i Szymon Żuchowski

Zanim przyjdzie czas, by pokusić się o wybór najciekawszych pozycji fonograficznych 2016 r., proponujemy jeszcze jedną parę tegorocznych płyt, które zwróciły ostatnio naszą uwagę. Są to najnowsze nagrania spod znaku „trans” (transkrypcji, transformacji i transcendencji) dwóch pianistów młodego pokolenia: Benjamina Grosvenora i Daniiła Trifonowa.

Benjamin Grosvenor, „Homages” (Decca)

grosvenor-decca

Grosvenor wydał kolejną płytę w wytwórni Decca, z którą kilka lat temu podpisał prestiżowy kontrakt i dzięki czemu stał się chyba najmłodszym muzykiem (rocznik 1992), jakiego połączyła umowa z tym wydawnictwem. Można by podejrzewać, że jego kariera okaże się podobna do wielu innych charakterystycznych dla młodych gwiazd, gwiazdek i gwiazdeczek pianistyki, to znaczy sztucznie napompowana przez przemysł muzyczny i napędzana przez media. W tym jednak wypadku tak nie będzie.

Temu 24-letniemu pianiście towarzyszy już od wielu lat spory rozgłos, na który zapracował przede wszystkim dobrą techniką wykonawczą. Grosvenor wciąż się rozwija i ma coraz więcej do powiedzenia. Śledzimy jego kolejne nagrania, mieliśmy okazję usłyszeć go również kilka razy na estradzie (koncertował dwa razy w Warszawie). Wygląda na to, że Brytyjczyk solidnie pracuje na wzrost popularności.

Nowa płyta Grosvenora nosi chwytliwy i często goszczący na okładkach CD tytuł „Homages” (Hołdy). W tym przypadku nazwa albumu jest szczególnie uzasadniona – znajduje bowiem odzwierciedlenie w spójnej koncepcji płyty. Na program „Homages” złożyły się bowiem utwory Jana Sebastiana Bacha w transkrypcji Ferruccia Busoniego, a także kontrapunktyczne transformacje Feliksa Mendelssohna i Cézara Francka, tworzące jeden cykl, będący hołdem dla Bacha, oraz utwory Fryderyka Chopina i Ferenca Liszta, które poświęcone są tradycjom muzyki włoskiej.

Płytę otwiera „Chaconne” Bacha z „II partity skrzypcowej d-moll” BWV 1004 w monumentalnej XIX-wiecznej transkrypcji Busoniego, która pod palcami Grosvenora uzyskała mięsiste, dobrze zbudowane brzmienie, jednak bez przesady i forsowania, które jest plagą w przypadku wykonań tego utworu. Chociaż przy pierwszym słuchaniu trochę umyka jej struktura, przy kolejnych staje się klarowna, a intencje Grosvenora czytelne. Po „Chaconne” następuje prawdziwy rarytas: numery 1 i 5 z op. 35 Feliksa Mendelssohna. Aż szkoda, że na płycie nie znalazło się miejsce dla wszystkich „Sześciu preludiów i fug”. To opus, zawieszone gdzieś między w pełni romantycznym potencjałem Mendelssohna a barokowymi formami, jest czytelnym ukłonem w stronę Bacha. Niewątpliwie to jednak utwór skończenie romantyczny, co słychać zwłaszcza w obu zagranych przez Grosvenora preludiach. Duże wrażenie robi to, jak pianista podchodzi do gęstej faktury, zwłaszcza w potrójnej potężnej „Fudze e-moll”, i jak nasyca ją romantycznym brzmieniem (pedalizacja i dynamika). Dopełnieniem hołdu złożonego Bachowi jest dużo popularniejsze od Mendelssohnowskich kontrapunktów „Preludium, chorał i fuga” Francka (FWV 21). Utwory te pod palcami Grosvenora są po romantycznemu kapryśne, a z uwagi na mniejszy poziom ścisłości formalnej zdają się zaledwie dalszym echem muzyki Bacha.

Drugą część płyty rozpoczyna „Barkarola Fis-dur” op. 60 Chopina. Grosvenor nadał jej kształt nieco odmienny od tego, do którego przywykliśmy, co ujawnia się w nieco innych pogrupowaniach nut, nie stojących przy tym w sprzeczności z zapisem kompozytora. Pianista operuje krótszym oddechem, legato czasem obejmuje mniejsze odcinki, a mimo to liryczny temat nie traci ciągłości. Utwór wydaje się bogatszy w różne subtelne refleksy i może bardziej przez to wenecki? „Barkarola” i trzy kompozycje Liszta składające się na „Venezia e Napoli” S. 162 (suplement do „Lat pielgrzymowania”) umieszczone tuż po niej wskazują na hołd złożony muzyce włoskiej. Liszt, realizując swoje założenia programowe, wykorzystał w tych utworach temat piosenki ludowej („Gondoliera”), zaczerpnął od Gioacchina Rossiniego temat „Canzone”, a w „Tarantelli” sięgnął po melodię neapolitańskiego kompozytora Teodora Cottrau. Dzięki temu kolejne utwory tym bardziej zakotwiczają się w Italii. Słychać, że Grosvenor dobrze czuje się w tym repertuarze, choć czasem ponoszą go emocje i gdzieniegdzie wkrada się trochę niedbałości artykulacyjnej, lecz jego narracja na tej płycie w obu „cyklach” – zarówno polifonicznym, jak i włoskim – jest wciągająca.

Daniił Trifonow, „Transcendental” (Deutsche Grammophon)

trifonov-dg

Daniił Trifonow (ur. w 1991 r.), zdobywca wielu laurów na prestiżowych konkursach pianistycznych, jest jednym z najwybitniejszych pianistów młodego pokolenia. Nagrywa płyty, koncertuje we wszystkich najważniejszych salach i sprawia przy tym wrażenie, jakby naprawdę to kochał. Stał się obecnie jednym z najpopularniejszych pianistów głównego nurtu. Nie zaskakuje dojrzałością interpretacji i znakomitym opanowaniem techniki pianistycznej jedynie dlatego, że dysponuje nimi już od jakiegoś czasu, a jego kolejne nagrania pojawiające się na rynku zyskują za każdym razem niemałą popularność. Także dla nas godnym odnotowania wydarzeniem fonograficznym było wydane w zeszłym roku CD z utworami Rachmaninowa (Deutsche Grammophon). Najnowszy dwupłytowy album Trifonowa w całości poświęcony jest etiudom Ferenca Liszta i także zapowiada się na spory sukces.

Trifonow nagrał następujące cykle: „Etiudy transcendentalne” (S. 139), „Dwie etiudy koncertowe” (S. 145), „Trzy etiudy koncertowe” (S. 144) i „Wielkie etiudy na tematy Paganiniego” (S. 141). Te legendarne utwory stanowią wyzwanie techniczne na absolutnie najwyższym poziomie. Dodatkowo stawiają specyficzne wymagania interpretacyjne, dlatego że – jak to często bywa z Lisztem i jego inwencją melodyczną – składają się na swojego rodzaju assiette, szereg dań przygotowanych z tego samego produktu, które łatwo mogą wypaść mdło i nudno, jeśli nie wpadnie się na to, jak podtrzymać zainteresowanie odbiorcy.

Najpierw więc rzuca się w uszy godna podziwu biegłość techniczna, przywodząca na myśl sławny pojedynek między Lisztem a Sigismundem Thalbergiem w paryskim salonie księżnej Belgiojoso (choć miał miejsce przed napisaniem opusów, o których mowa) i inne ówczesne rozrywki muzyczne, nazbyt często ograniczające się do epatowania wirtuozerią. Liszt, który uchodził w paryskim środowisku towarzyskim za uduchowionego kompozytora-erudytę, taśmowo wytwarzał takie kaskaderskie popisy z bardzo prostego powodu: potrafił je zagrać. Dziś Trifonow wykonuje je zapewne z podobnych powodów. Liszt ewidentnie poskąpił swoim etiudom własnej rzekomej erudycji i uzyskał muzyczną konstrukcję o bardzo fasadowym charakterze, przez co trzeba się sporo napracować, by uczynić te utwory czymś więcej niż tylko pustymi akrobacjami na trapezie.

W utworach Liszta nie brakuje ciekawych harmonii, czasem całkiem wizjonerskich, i niebanalnych zabiegów fakturalnych, które istotnie oddziałały na rozwój pianistyki. Wszystko jednak zatopione jest w efektach i fajerwerkach w stylu nieustannych pasaży, monstrualnych akordów, przebiegów oktawowych i fioritur, które w takiej masie nudziłyby jeszcze szybciej, gdyby nie usilne starania Trifonowa, aby je twórczo wykorzystać. Budzą uznanie gromy akordów (np. w „Wilde Jagd” albo „Mazepie”), koronkowe pasaże (w „Feux follets”) czy elektryzująca wręcz wirtuozeria (np. w „Gnomenreigen”), szwungiem zachwycają „La chasse” i popularna „La campanella”, przy czym tej ostatniej nie brakuje waloru lirycznego, który niewielu pianistów potrafi w nią tchnąć. Wyjątkowo w wykonaniu Trifonowa brzmi też „Il lamento” utrzymany bardziej w tonie lirycznej melancholii niż lamentu jako takiego.

Każda z etiud jest dopracowana w szczegółach. Ale to wyobraźnia i ponadprzeciętna umiejętność różnicowania planów brzmieniowych i kształtowania barwy (np. w „Harmonies du soir” albo „Paysage”) pozwoliły pianiście w wielu miejscach zaprezentować coś więcej niż tylko mechaniczną pamięć mięśniową. Trifonow świadomie buduje kulminację w każdym z utworów, używając finezyjnej gradacji dynamicznej, eksponuje wyszukane odcienie tonalne („Chasse-neige”, „Harmonies du soir”, „Ricordanza”), a nade wszystko znakomicie posługuje się fakturą. Abstrahując od wymiaru duchowego twórczości Liszta, który u jednych budzi zachwyt, a u innych powątpiewanie, Trifonowowi udało się uzyskać transcendencję o tyle, że zdołał odmalować na klawiaturze efekty „orkiestracyjne” i otrzymał kolorystykę na bodaj najwyższym poziomie zaawansowania możliwym do osiągnięcia na tym instrumencie.

 

Albumy:
Benjamin Grosvenor, „Homages”, Bach-Busoni, Mendelssohn, Franck, Chopin, Liszt (Decca, 2016).
Daniil Trifonov, „Transcendental”, Liszt (Deutsche Grammophon, 2016).

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 413

(49/2016)
6 grudnia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj