Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > [Turcja] Tykająca bomba

[Turcja] Tykająca bomba

Z Katarzyną Górak-Sosnowską rozmawia Jagoda Grondecka

Jak zmieni się turecka rzeczywistość po referendum, które oddaje niemal pełnię władzy w ręce prezydenta Recepa Erdoğana?

Jagoda Grondecka: Jak popularny jest dziś prezydent Recep Tayyip Erdoğan? W Europie znamy głównie głos opozycji, a przecież część społeczeństwa go popiera.

Katarzyna Górak-Sosnowska: Wskazówką dotyczącą tego poparcia jest chociażby wynik referendum. Częściowo dotyczyło ono zmiany systemu, ale przede wszystkim tego, czy większe uprawnienia dać tej konkretnej osobie. Na tej podstawie możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że przynajmniej połowa Turków go popiera, choć druga połowa go nie cierpi i nie wyobraża sobie życia w swoim państwie. Społeczeństwo jest w tym zakresie bardzo mocno podzielone.

Co łączy jego zwolenników? Czy pani zdaniem ma to jakiś związek z religią? Rządząca AKP jest partią religijną, konserwatywną, która odcina się od tradycji sekularyzmu. Poparcie znajduje nie wśród zlaicyzowanych, stambulskich elit, lecz biedniejszych, bardziej konserwatywnych warstw społeczeństwa, prowincji.

Związek z islamem oczywiście jest; on zawsze będzie w świecie muzułmańskim opium dla części ludu. W żadnym państwie muzułmańskim nie udało się islamu wyplenić i zastąpić go pełną laickością oraz poczuciem przynależności do wspólnoty obywateli. To jest niewykonalne, taki projekt zawsze w którymś momencie pęka i wychodzi na opak. Wystarczy popatrzeć na Iran – przedrewolucyjny i obecny. Jeśli polityk chce mieć przekaz trafiający do mas, które są słabiej wykształcone i bardziej przywiązane do tradycyjnych wartości, powinien odwołać się do islamu.

Bardzo często przeceniamy jednak rolę islamu w obecnych wydarzeniach w Turcji. Kiedy Erdoğan odsądza swoich wrogów politycznych od czci i wiary, nie mówi, że są złymi muzułmanami, tylko zdrajcami narodu tureckiego. Walka z Kurdami nie jest walką o inny odłam czy lepszą wersję islamu – choć część z nich nie jest sunnitami – jest walką o podłożu etnicznym i narodowościowym. Wszystko, co dzieje się w Turcji, w dużej mierze jest przesiąknięte duchem tradycji wielkiego narodu tureckiego. Erdoğan nie mówi, że zbuduje wielkie państwo muzułmańskie, tylko że Turcja będzie wielkim państwem tureckim i że będzie jeszcze bardziej liczyła się na arenie międzynarodowej.

Czyli islam w Turcji nie jest tak silnym czynnikiem państwowotwórczym, jak w wielu innych krajach świata muzułmańskiego?

On jest w tle, ale nie jest wykorzystywany jako narzędzie w walce politycznej. Nikt nie odwołuje się do niego w celach promocji konkretnej opcji politycznej. Wszystko jest osadzone w kontekście tureckości, a nie w kontekście islamu. Erdoğan nie musi lansować się na przywódcę religijnego, bo chce być przede wszystkim „ojcem narodu tureckiego”, a nie ojcem muzułmanów w Turcji.

Jak wraz ze zmianą ustroju i roli Erdoğana zmieni się sytuacja w Turcji? Jakie będą konsekwencje dla tureckiego społeczeństwa?

Na razie obserwujemy protesty, lecz o ile ktoś nie będzie w stanie wykazać, że doszło do fałszerstw, i to na tyle dużych, że warto unieważnić referendum lub przeprowadzić je kolejny raz, ruchy opozycyjne mają związane ręce. Możliwości protestu ograniczą się do wyrażania niezadowolenia. Żadna siła nie odwróci wyniku referendum, w którym naród zdecydował, że chce uciec od wolności i w większym stopniu zawierzyć Erdoğanowi.

Ludzie się przyzwyczają?

To tykająca bomba: na powierzchni Turcja będzie pozornie stabilniejsza pod wodzą jednej osoby, jednak pod powierzchnią społeczeństwo jest rozedrgane, bo o wyniku referendum zdecydowała niewielka przewaga głosów – o ile faktycznie tak było. Pytanie, do czego różne siły przeciwne Erdoğanowi będą w stanie się posunąć. Mieliśmy już do czynienia z zamachami terrorystycznymi i niepokojami na południu Turcji. W sytuacji niestabilności, kiedy władze państwowe nie są nastawione na dialog, opozycja może albo wyemigrować, albo stosować przemoc. Zresztą wielu jej przedstawicieli siedzi w więzieniach i nie może nic zrobić.

Żadna siła nie odwróci wyniku referendum, w którym naród zdecydował, że chce uciec od wolności i w większym stopniu zawierzyć Erdoğanowi.

Katarzyna Górak-Sosnowska

Jak w takim razie powinna zareagować Unia Europejska? OBWE wydało oświadczenie, że referendum nie spełniało standardów, na co turecki MSZ odpowiedział zarzutem o brak obiektywizmu, a Erdoğan stwierdził, że „Ankara nie widziała tej opinii, nie słyszała o niej i jej nie uznaje”.

Unia najpewniej postąpi pragmatycznie i będzie interesowała się głównie swoją umową w kwestii uchodźców. Erdoğan może grozić, że nie dotrzyma jej warunków, co zapewne przyczyniłoby się do wzrostu nastrojów antyimigranckich w poszczególnych państwach członkowskich. To będzie najbardziej przeszkadzać Unii w relacjach bilateralnych.

Możemy oczywiście rozmawiać o sankcjach gospodarczych, ale one dotkną również tej połowy społeczeństwa, która jest przeciwko Erdoğanowi, a tej, która jest za, da sygnał, że Unia po raz kolejny próbuje narzucać swój dyktat i należy się jej przeciwstawić. To rozwiązanie nie jest dobre dla nikogo.

Co w takim razie można zrobić?

Rośnie grupa ludzi zwalnianych z pracy, pozbawionych środków do życia: dziennikarzy, pracowników organizacji pozarządowych, nauczycieli akademickich. Warto wprowadzić dla nich ułatwienia wizowe i może przyjąć te osoby do Europy. Balastem mogą okazać się nasze doświadczenia z przyjmowaniem uchodźców politycznych z państw muzułmańskich, ale w tym wypadku są to często bardzo dobrze wykształcone osoby, którym warto realnie pomóc. Oczywiście negatywną konsekwencją będzie przeniesienie sporów wewnątrztureckich na arenę europejską.

Wydarzenia w Turcji są wpisane w szerszy kontekst niestabilnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Czy wzmocnienie władzy Erdoğana przyniesie zmianę położenia tureckich Kurdów i przebiegu wojny w Syrii?

Niewątpliwym zagrożeniem jest dla Erdoğana to, że Kurdowie pod turecką granicą rosną w siłę i w sytuacji opresji ze strony państwa tureckiego wobec ich współbraci, mogą udzielić im wsparcia. W wojnie z samozwańczym kalifatem, ISIS, rozgrywającym nie jest jednak Erdoğan, tylko inny nieprzewidywalny polityk, czyli Donald Trump. A jemu posunięcia Erdoğana się podobają.

 

 

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Mstyslav Chernov (CC BY-SA 4.0); Źródło: Wikimedia Commons.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 432

(16/2017)
21 kwietnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj