Polemika z listem Konstantego Geberta opublikowanym na łamach „Kultury Liberalnej” 1 czerwca 2026 roku.
Jestem jedną z 1543 sygnatariuszek listu Krzysztofa Cieślika, współzałożyciela wydawnictwa ArtRage, który apeluje do Marty Cienkowskiej, ministry Kultury i Dziedzictwa Narodowego, by w obliczu izraelskiego ludobójstwa na Palestyńczykach i zbrodni wojennych w Gazie i Libanie zerwała współpracę Polski z izraelskimi instytucjami kultury. A obywateli Izraela współpracujących przy współfinansowanych przez MKiDN projektach ograniczyła do osób, które z polityką ludobójczego państwa się nie zgadzają. To apel, który nawołuje do symbolicznego izolowania Izraela, podobnego do tego, który dotyczy dziś Rosji.
Na apel odpowiedział Konstanty Gebert w liście do redakcji „Kultury Liberalnej”.
Granice debaty
Martwi mnie, że wciąż wiele osób w Polsce uważa, że właściwe pole dialogu o Izraelu rozciąga się między stanowiskiem Konstantego Geberta a zdaniem Jana Hartmana. Gebert reprezentuje bardziej umiarkowane, refleksyjne skrzydło. Gotowe przyjąć, że w pewnym sensie za cierpienie i śmierć Palestyńczyków, poza Hamasem, współodpowiedzialna jest polityka prawicowego rządu Izraela. Hartman to zaś „dumny syjonista”, dzielnie i bezkompromisowo walczy z rozpasaną hydrą polskiego antysemityzmu, nie dzieląc przy tym włosa na czworo.
Te dwa nazwiska pozostają kluczowe w polskiej dyskusji na temat tego, co dzieje się w Gazie i Libanie. A to daje fałszywe wrażenie, że ich stanowiska wyczerpują możliwe punkty widzenia dobrze poinformowanego i przygotowanego obserwatora czystek etnicznych nazywanych, zarówno przez Geberta, jak i Hartmana, najczęściej „konfliktem”.
Tymczasem ich punkty widzenia są tylko pozornie odmienne.
Tak naprawdę to bardzo do siebie podobne zestawy klisz i chwytów erystycznych, które stosuje się od kilkudziesięciu lat i które zostały opisane już w 2007 roku w instrukcji: „The Israel Project’s 2007 Global Language” Franka Luntza. Schematy te są od tego czasu uwspółcześniane i unowocześniane (tu kieruję podziękowania dla Wojciecha Lewickiego, który mnie z tym dokumentem zapoznał). Każdy kraj snuje własną opowieść o sobie, swoim znaczeniu i swojej historii.
Wywieranie wpływu i kształtowanie dyskusji o państwie Izrael jest bardzo ważną częścią izraelskiej polityki informacyjnej i jego polityki w ogóle, od momentu powstania państwa.
Jest ona szeroko i otwarcie komunikowana. Jasno formułowane są także oczekiwania wsparcia tej polityki przez członków diaspory na całym świecie.
Obaj publicyści dbają o to, aby polski dyskurs o ludobójstwie nie wyszedł poza wąskie ramy narracyjne, które zostały dla niego przygotowane i wydaje się, że większość mainstreamowych mediów utknęła na tym przedpolu, nie widząc, że właściwe pole dialogu jest znacznie szersze.
Poza setkami historyków i badaczy zagłady oraz ogromną liczbą organizacji zajmujących się prawami człowieka odrębne stanowisko niż Gebert przyjmuje chociażby 1543 przedstawicieli polskiej kultury, którzy poparli swoimi nazwiskami petycję Krzysztofa Cieślika.
Nie jesteśmy religijnymi ekstremistami ani wielbicielami grup terrorystycznych, jak brzmi oficjalny przekaz hasbary.
Jesteśmy ludźmi, którzy, jak ja, widzą w działaniach Izraela nie tylko zagładę narodu palestyńskiego, ale i zrywane pod ciężarem terroru i masowych wysiedleń więzy rodzinne, międzyludzkie i społeczne. Dotyka to zarówno społeczności Palestyńczyków w Gazie, jak i jedynego wielokulturowego i wielonarodowego świeckiego państwa na Bliskim Wschodzie – Libanu.
Widzimy zagładę, rzecz nieodwołalnie straszliwą, która – nieosądzona i nieukarana – zrujnuje zachodni porządek moralny na kilka pokoleń.
Ludobójstwo czy wojna obronna
Chciałabym zatem uważnie przeanalizować list Konstantego Geberta do redakcji.
Według autora ludobójstwo Palestyńczyków nie jest de facto ludobójstwem, a przedłużającą się w czasie wojną obronną. Pyta, dlaczego bojkot ma dotyczyć właśnie Izraela, a nie dajmy na to Iranu (względnie Sudanu czy Konga), wskazując, że są tacy, którzy odpowiadają za większe zbrodnie (na przykład nadają obywatelstwo podbitym społecznościom). Sugeruje też, że sygnatariusze listu Krzysztofa Cieślika mogą popierać Iran w wojnie z Izraelem. Ten ostatni element przypomina standardowy zarzut, który stawia się protestującym: skoro sprzeciwiasz się zbrodniom Izraela, to jesteś w gruncie rzeczy apologetą Hamasu/Hezbollahu, ewentualnie antysemitą.
Myślę, że formułując odpowiedzi na tak postawione zarzuty, warto pamiętać, że to Izrael, a nie Iran, udaje, że jest liberalną demokracją Zachodu i obrońcą praw człowieka. Oraz o tym, jak silne więzy gospodarcze i kulturowe łączą nas z Sudanem czy birmańską juntą.
Kolejna grupa uwag również przypomina klasyczny repertuar syjonistyczny, ale w bardziej rozwiniętej formie. W moim odczuciu ma na celu podważenie opinii instytucji i grup badawczych z całego świata, których raporty kończą się konkluzją o izraelskich zbrodniach.
Konstanty Gebert wybiera kilka z kilkuset takich organizacji i podważa ich wiarygodność, sięgając po historyczne precedensy sprzed kilkudziesięciu lat – jak głosowania ONZ z lat siedemdziesiątych i dziewięćdziesiątych – lub oświadczenia z pierwszych dni bombardowań, gdy skala zbrodni nie była jeszcze znana. Takie argumenty zwykle kończą się konkluzją, że procesy o ludobójstwo (Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości) i zbrodnie przeciw ludzkości (Międzynarodowy Trybunał Karny) wciąż trwają, więc nie należy przedwcześnie formułować opinii na ten temat.
Tymczasem niektóre śledztwa się zakończyły, postawiono zarzuty, procesy trwają. Osądzenie oskarżonych napotyka trudności, bo unikają stawienia się przed sądem. MTK wystawiło nakazy aresztowania wobec premiera Izraela oraz byłego ministra obrony – Joawa Galanta. Według informacji dziennikarzy „Haaretz”, których MTK nie potwierdził, prokuratura MTK złożyła tajne wnioski o nakazy aresztowania wobec Ben-Gwira, Smotricza, minister do spraw osiedli Orit Strook i dwóch nienazwanych oficerów IDF. Sprawa RPA przeciwko Izraelowi przed MTS, dotycząca naruszenia Konwencji o ludobójstwie, toczy się nadal. Izrael złożył odpowiedź na zarzuty w styczniu, ale rozprawa merytoryczna może odbyć się dopiero w 2027 roku.
Równouprawnienie opinii
We wspomniany sposób Konstanty Gebert rozprawił się z ONZ, Amnesty International, Międzynarodowym Stowarzyszeniem Badaczy Ludobójstwa (IAGS) i oboma trybunałami: MTK i MTS. Autor jednocześnie nie uwzględnia ostatnich oświadczeń niezależnej komisji powołanej przez Radę Praw Człowieka ONZ czy Amnesty International, które wprost mówią o ludobójstwie Izraela.
Gebert błędnie cytuje raport Human Rights Watch (HRW). Przekonuje, że mówi on o pojedynczych, a więc siłą rzeczy mniej istotnych, „aktach ludobójstwa”, choć HRW wyraźnie konkluduje, iż „polityka prowadzona w ramach masowego zabijania palestyńskich cywilów w Strefie Gazy oznacza, że władze Izraela popełniły zbrodnię przeciwko ludzkości polegającą na eksterminacji, która wciąż trwa. Polityka ta stanowi również akt ludobójstwa w rozumieniu konwencji o ludobójstwie z 1948 roku”.
Innym izraelskim i międzynarodowym organizacjom dokumentującym zbrodnie przyznaje prawo do formułowania stanowisk, ale nazywa je „opiniami”.
Zatem, ja mam opinię – Ty, czytelniku, też ją masz. Ośmiuset specjalistów prawa międzynarodowego i studiów nad ludobójstwem też ma jedynie „opinię”. I żadna z nich nie jest bardziej uprawniona niż inne.
Konstanty Gebert zajmuje na naszym „polskim poletku” wyjątkową pozycję. Dzięki doświadczeniu i głębokiemu wglądowi w sytuację Izraela jego opinie zapewniły mu status ulubionego publicysty i eksperta wśród istotnej części liberalnej strony naszego społeczeństwa. Jego opinia, z racji doświadczenia i głębokiego wglądu w sytuację Izraela, dostrzega rozmaite nieprawidłowości polityki tego państwa i dopuszcza się wobec nich (łagodnej) krytyki.
Tym samym, nie musisz, czytelniku, odwracać głowy od ekranu swojego telefonu, na którym wyświetlają ci się filmy z Gazy. Możesz pokręcić głową z dezaprobatą. Jako i kręci Konstanty Gebert.
Czarne owce
Kolejna część jego listu jest poświęcona dwóm figurom, które można, a nawet należy potępić. Pierwszą jest Ben-Gwir – ultraprawicowy minister bezpieczeństwa narodowego w rządzie Izraela. Drugą, wprowadzoną niedawno do obowiązującej narracji (posłużył się nią w swojej petycji Michał Bilewicz) jest „żydowski osadnik”. Nie izraelski, ale żydowski. Izrael nie jest reprezentowany w tej historii.
Ben-Gwir ma skupić na sobie ewentualny gniew i potępienie, jak skupia je tak zwana czarna owca. Ma przekierować naszą uwagę z zabójstw palestyńskich dzieci, zagłady społeczności, czystek etnicznych w Palestynie, tortur, którym poddawani byli członkowie misji humanitarnej Globalna Flotylla Sumud– na rolkę ministra na TikToku. Zbrodnia ustępuje miejsca „haniebnej demonstracji przemocy”. Dyskutujemy i potępiamy haniebną demonstrację, a nie samą zbrodnię. Pokładamy też ufność w nadchodzących wyborach, sądząc, że gdy Ben-Gwira nie będzie już w rządzie, to sytuacja w Gazie i Libanie ulegnie zmianie.
To technika przekierowania złości z działania całego państwa: jego wojska, parlamentu, rządu, w wyniku poparcia społecznego – na pojedyncze „zgniłe jabłka w koszyczku”. Konstanty Gebert wykorzystuje ją jeszcze raz, gdy pisze, że należy uważać, by nie nawiązać współpracy w Izraelu z „(pojedynczymi) ludźmi, których postępowanie budzić może sprzeciw”. Zatem naród wspaniały, tylko ludzie…
„Palestyńczycy na okupowanym Zachodnim Brzegu są istotnie dyskryminowani” – pisze Konstanty Gebert w swej szczodrej krytyce – „a w ostatnim czasie poddawani zmasowanemu terrorowi żydowskich osadników, któremu władze państwowe się nie przeciwstawiają”.
W tym scenariuszu żydowski (ale nie izraelski) osadnik to bezimienna postać, która pojawia się nagle, znikąd, nikt nad nią nie panuje, nikt jej na dobrą sprawę nie zna, a jej uporczywe działanie przeszkadza w osiągnięciu spokoju na Zachodnim Brzegu.
Tymczasem izraelscy osadnicy są wspomagani i ubezpieczani przez wojsko, co widać na setkach filmów nakręconych przez atakowanych Palestyńczyków, wolontariuszy z całego świata, a także ekip telewizyjnych. Izraelska administracja co jakiś czas hurtem legalizuje plastikowo-blaszane budy (outposty) budowane na skraju palestyńskich wiosek jako „nowe izraelskie osiedla”, w pobliżu których nie może być zamieszkałych palestyńskich wiosek. Ludzi, w majestacie prawa, wypędza się, ich domy burzy, a izraelskie sądy wypuszczają z tymczasowych aresztów osoby, którym w czasie napadów na Palestyńczyków zdarzało się podpalić dom z rodziną w środku, pobić czy po prostu zastrzelić Palestyńczyka.
Próba przedstawienia działań uzbrojonych przez władzę osadników, którzy pomagają administracji wysiedlać palestyńskie wioski, jako wewnętrznego problemu Izraela jest jedną z tych narracji, które hasbara zaadoptowała całkiem niedawno. Dokładnie wtedy, gdy liczba odsłon jednego z filmów pokazujących, jak bandyta z rozmachem uderza kijem w głowę starszą kobietę w gaju oliwnym, przebiła „szklany sufit”.
Wcześniej opisywano te napady jako „starcia” i liczono, ilu Palestyńczyków trafiło do aresztów w ich wyniku. Do aresztu, a zaraz potem do szpitala. Albo do szpitala, a stamtąd – do aresztu.
Izrael państwem apartheidu
Na koniec Konstanty Gebert polemizuje z argumentem, którego w rzeczywistej dyskusji właściwie nikt nie stawia: że sama niechęć Izraela do rozwiązania dwupaństwowego czyni go państwem apartheidu.
Izrael jest okupantem, a Palestyna jest krajem okupowanym. To jasne, że Palestyńczycy mają w swoim kraju inne prawa niż okupant. Nie mogą korzystać z dróg przeznaczonych tylko dla obywateli Izraela, z takiegoż transportu miejskiego czy z niektórych obszarów swoich miast. Palestyńczycy mają zupełnie inne prawo budowlane, inne prawo do edukacji, kupują wodę i energię po innych cenach niż okupant, a ich prawa do własnych domów są inne niż obywateli Izraela. Podlegają też innym sądom i innemu prawu niż obywatele Izraela. Ostatnio w kodeksie karnym pojawiła się kara śmierci, która dotyczy tylko ich, co sam Gebert nazwał w innym tekście „prawem apartheidowym”.
O apartheidzie w Izraelu, którego ukoronowaniem było przyjęcie w 2018 roku ustawy zasadniczej „o narodzie żydowskim”, świadczą jednak zupełnie inne działania, które autor opisuje jako „uznanie praw człowieka i praw obywatelskich mniejszości narodowych, etnicznych czy religijnych”. W rzeczywistości raporty Narodowego Instytutu Ubezpieczeń Społecznych i OECD pokazują wysoki poziom biedy, bezdomności, zabójstw i niskiego statusu społecznego mniejszości nieżydowskiej, czyli: palestyńskiej i beduińskiej. Poniżej progu ubóstwa żyje niemal 40 procent rodzin. Trudna sytuacja dotyka także etiopskich Felaszy czy żydów hinduskich, którzy w ciężkich i niskopłatnych zawodach mają zastąpić Izraelczykom izolowanych przez nich Palestyńczyków.
W styczniu i lutym 2026 roku tysiące palestyńskich mieszkańców Izraela wyszło na ulice w protestach przeciwko państwu, które spycha ich w ubóstwo, nie dotuje przepełnionych szkół ani infrastruktury i nie chroni ich przed wymuszeniami i przestępczością obecną w dzielnicach arabskich. Policja nie przyjmuje ich skarg i zgłoszeń, statystyki nie odnotowują więc rzeczywistych anomalii w realizacji, wymienianych przez Konstantego Geberta, praw obywatelskich mniejszości.
Opowieść a rzeczywistość
Te przykłady pokazują, że Konstanty Gebert snuje opowieść, która nie opisuje rzeczywistości Izraela. Ani jej teraźniejszości, ani przeszłości. Pisze za to o „oszczerstwach i hańbie”. Nie licytuję się na hańby. Każdy z nas ma swoją. Ci, pozostający biernymi czy żyjący w zaprzeczeniu, również.
Niezależnie jednak od użytych argumentów sądzę, że czytelnicy powinni wiedzieć także, że Konstanty Gebert pracuje na rzecz izraelskiej fundacji ELNET (w Polsce ELNET CEE), która promuje współpracę krajów Europy (u nas: Europy Środkowo-Wschodniej) i Izraela w zakresie strategicznym i dyplomatycznym oraz pośredniczy w handlu bronią pomiędzy obiema stronami. ELNET był także partnerem warszawskiej edycji NexTech, gdzie promowano sektor zbrojeniowy Izraela i ich firmy oferujące zaawansowane systemy inwigilacji. Firma jest również stałym partnerem Warsaw Security Forum. Opłaca wyjazdy do Izraela europejskich dyplomatów, ministrów i wojskowych. Dwukrotnie, w 2023 roku oraz 2025 roku, organizował takie wyjazdy polskim parlamentarzystom z większości opcji politycznych. Faktyczny budżet oraz sponsorzy są niejawni, ale śledztwa dziennikarskie „The Intercept” i Open Democracy wiążą go m.in. z fundatorami amerykańskiej prawicy, amerykańskim AIPAC oraz bezpośrednio z dotacjami od rządu Izraela, który w tym roku pięciokrotnie zwiększył wydatki na politykę informacyjną i perswazję (ze 150 do 730 milionów dolarów). Konstanty Gebert widnieje na ich stronie jako członek Rady Programowej i od ponad trzech lat prowadzi dla nich podcast: „Ziemia zbyt obiecana”.
W odcinku opublikowanym 1 czerwca mówił o działaczu społecznym, Piotrze Ikonowiczu, który ma być powiązany z Hamasem, o Francesce Albanese, sprawozdawczyni ONZ, która ma potępiać okazywanie solidarności z rodzinami ofiar napadu Hamasu z 7 października i o zdjęciach głodujących dzieci w Gazie, które według niego są preparowane. Wszystko to w kilku pierwszych minutach programu.
Nie zabraniam Konstantemu Gebertowi posiadania i głoszenia poglądów zbieżnych z jego pracodawcą. Byłoby wspaniale, gdybyśmy wszyscy pracowali w instytucjach, których działalność jest bliska naszym sercom. Warto jednak umieszczać tę informację w biogramach publicystów i ostrożniej korzystać z ich analiz. I uważnie czytać.