Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Technoszamanizm

Technoszamanizm

Paweł Hajdasz

„Czy kiedykolwiek coś wpłynęło na ciebie do takiego stopnia, że zatrzymałeś się i przeanalizowałeś na nowo wszystkie myśli, plany, pomysły oraz zdarzenia ze swojego życia?” – zapytał mnie kiedyś chłopak wracający z rave’u. Wtedy nie wiedziałem, o co dokładnie mu chodzi. Nie wiedziałem też, co może mieć z tym wspólnego weekendowa impreza.

Ucieczka od czasu i przestrzeni

„Rave’em” nazywano subkulturę muzyczną wywodzącą się z ruchu acid house, którą przeniesiono z Chicago do Londynu pod koniec lat 80. Władzę na Wyspach już od kilku kadencji sprawowali konserwatyści. Zachodzące zmiany ekonomiczne pod kierownictwem Margaret Thatcher prowadziły ku eskalacji wolnego rynku, a różnice majątkowe i podziały społeczne zaczynały być coraz bardziej widoczne. Młodzi ludzie, zmęczeni sytuacją panującą w kraju, szybko odnaleźli w rave’ach lek na postępującą hierarchizację.

Rave był subkulturą otwartą na wszystkich – nie opierał się na żadnych dogmatach. Radykalny charakter oraz intensywność towarzysząca imprezom przyciągały przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Zacierała się tam granica pomiędzy światem materialnym, a tym, co metafizyczne, dając ludziom poczucie równości egzystencjalnej. Zarówno piłkarscy chuligani, jak i skinheadzi zatracali się we wspólnym doznaniu, zapominając o nienawiści. Imprezy odbywały się w prowizorycznych sekretnych miejscach, takich jak opuszczone magazyny, fabryki lub też na łonie natury (najczęściej w lasach). Muzykę, którą tam puszczano, charakteryzował jednostajny, szaleńczy rytm o częstotliwości 140 uderzeń na minutę.

Ilustracja: Joanna Witek

Ówczesne środowisko akademickie rozpatrywało rave jako kulturę wycofania i zniknięcia. Analitycy zjawiska byli zgodni, że jego ideą było propagowanie hedonistycznych wartości oraz zniesienie podmiotowości. Podczas gdy artyści na innych imprezach muzycznych, takich jak koncerty, byli wynoszeni na scenę, oświetlani reflektorami, a całe wydarzenie podlegało ustalonemu wcześniej scenariuszowi, w trakcie rave’u uczestników nie obarczano podmiotem artysty ani jego ego. Postać DJ-a nie była eksponowana, a sami imprezowicze nie skupiali na nim uwagi. Wykonawca podmiot zastąpiony został ścianą wielopłaszczyznowego, cyfrowego dźwięku. Lokalizację imprezy utrzymywano w tajemnicy i ujawniano ją tuż przed rozpoczęciem wydarzenia. Aby wzmocnić efekt „wyłączenia się”, raverzy zażywali MDMA (3,4-metylenodioksymetamfetaminę, czyli ecstasy). Obszerne badania efektów tego narkotyku, które przeprowadził Nicholas Saunders, de facto wykazały, że substancja doprowadzała do uśpienia ego oraz pozwalała uwolnić się od indywidualnych zahamowań. Z kolei według Stevena Connora stosowanie „samplingu” (procesu w którym DJ-e i producenci używają zaawansowanej technologii audio, aby dopasować w czasie i połączyć ze sobą ścieżki dźwiękowe wcześniej nagrane przez innych muzyków), było najlepszym przykładem postmodernistycznej fragmentacji. W efekcie taka dekonstrukcja i rekonstrukcja ścieżek dźwiękowych wywoływać miała dezorientację odbiorcy.

Łącząc ze sobą muzykę, taniec oraz narkotyki, raverzy tworzyli próżnię, w której mieli doświadczać nieskończonej radości płynącej z wyzbycia się wszelkich dysonansów.

Paweł Hajdasz

Badacze zgodnie określali rave stanem zatopienia w czasie i przestrzeni. Organizując imprezy w ukrytych, niedostępnych miejscach, w czasie, gdy reszta ludzi spała, raverzy wślizgiwali się w egzystencjalną lukę, do której nie przenikały władza i opinia publiczna. Łącząc ze sobą muzykę, taniec oraz narkotyki, tworzyli próżnię, w której mieli doświadczać nieskończonej radości płynącej z wyzbycia się wszelkich dysonansów.

Pusta rozrywka czy coś więcej?

Lata 90. w Polsce obfitowały w przemiany społeczno-gospodarcze, przy okazji których nadzieje związane z gospodarką wolnorynkową spotkały się z twardymi prawami kapitalizmu. Również tutaj rave’y spełniły swoją rolę, dając ukojenie wszystkim tym, którzy nie mogli odnaleźć się w nowych realiach. Wraz z ustabilizowaniem się sytuacji w kraju, rave wszedł do mainstreamu, a niedługo później ewoluował w nieco bardziej kontrolowany clubbing, tracąc przy tym na swojej sile. Trwająca obecnie wojna ideologii oraz burzliwe zmiany zachodzące na polskiej scenie politycznej doprowadziły do powrotu tego typu imprez. Ogólnodostępne środki „odreagowania” przestały być wystarczające do uporania się z narastającym napięciem i na nowo część z nas zaczęła szukać ukojenia w ukrytych, niekontrolowanych rave’ach.

Mimo że nawet dziś zdarza się postrzegać imprezy tego typu jako przejaw hedonizmu, sami raverzy nie zgadzają się z takim spojrzeniem. Twierdzą, że otrzymują coś więcej niż tylko pustą rozrywkę. W rozmowie z jednym z uczestników imprezy dowiedziałem się, że DJ nie tylko wprowadził go w stan transu, ale również sprawił, że… ten zobaczył Boga.

„Rave jest moją religią, celebracją życia wiecznego. Z każdego rave’u wychodzę, widząc moją duszę w wieczności” – mówił. „Rave wpływa na ludzi w sposób metafizyczny” – tłumaczyła mi kolejna bywalczyni. Jeszcze inny uczestnik po jednej z imprez mówił: „Widzę ludzi idących do kościoła, ubranych w najlepsze odświętne ciuchy i wiem, że ostatniej nocy na parkiecie byłem bliżej absolutu, niż jakakolwiek religia pozwoli im ze swoimi doktrynami”.

„Rave nie jest doświadczeniem czysto hedonistycznym. Ma on również wymiar społeczny i więzotwórczy” – mówi Zofia Krawiec, artystka i współautorka wystawy o polskim rave’ie „140 uderzeń na minutę” zaprezentowanej w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. „Ludzie, którzy uczestniczą w tego typu imprezach, łączy wspólne doświadczenie hipnotycznego tańca, wspólnego przeżycia czegoś mocnego. To jest bardzo zbliżające. Wiele z osób uczestniczących w imprezach z muzyką techno opowiada o tym, że wokół tych imprez tworzą się akceptujące wspólnoty, coś na wzór rodzin”.

Będąc w nieprzerwanym amoku tanecznym, imprezowicze są całkowicie podatni na ścieżki dźwiękowe serwowane przez DJ-a. Dodatkowo szybki rytm muzyki uniemożliwia taniec w parach, co jednocześnie potęguje uczucie odcięcia się od świata zewnętrznego i zatracenia się we własnym doznaniu.

Paweł Hajdasz

Rave jest zatem postrzegany przez samych uczestników jako wyjątkowe przeżycie, którego celem jest wspólna podróż do wnętrza i zrozumienie. Doświadczają tam stanu (absolutnego), który ich łączy, ale też nie do końca potrafią go opisać. W grę bowiem wchodzą wyłącznie odczucia i emocje, w skutek czego każda próba zilustrowania tego przeżycia jest skazana na porażkę, a w najlepszym wypadku brzmi surrealistycznie. Sama forma (imprezy), w jakiej ten proces się odbywa, ma dla nich już drugorzędne znaczenie. Są pewni, że w jakiś cudowny sposób, energia generowana podczas rave’u oczyszcza i jednoczy.

Publiczność wpada w trans

Na mechanizm tego zjawiska, pomógł mi spojrzeć późniejszy wyjazd do Ameryki Centralnej. W trakcie podróży „do źródła” zetknąłem się z uzdrawiającymi praktykami rdzennych Indian. Techniki stosowane podczas rytuałów oczyszczały, nierzadko wywołując ekstatyczne doznania. Dostrzegłem pewną zależność pomiędzy tymi metodami, a tym, co działo się na rave’ach.

Postanowiłem rozpatrywać zjawisko rave’u jako tak zwany „technoszamanizm”, gdzie rola technoszamana (DJ) jest zgodna z antropologiczną definicją szamana, podaną przez Michaela Harnera. Szaman jako strażnik ekstatycznych technik, pomagał wyruszyć w duchową podróż, która wykraczała poza ogólnie pojmowaną rzeczywistość. Podmiot DJ-a w tym przypadku przyjmował rolę „nawigatora” odpowiedzialnego za sterowanie doznaniami grupy (Rushkoff). Wczuwając się w nastrój tłumu, intensyfikował lub minimalizował bodźce, wprowadzając uczestników w trans – zupełnie tak jak szaman w sytuacjach plemiennych.

„Transem” nazywamy odmienny stan świadomości, wywołany rytmicznie powtarzającą się czynnością/bodźcem w długim przedziale czasowym (Wier). Bardzo głośna muzyka, o częstotliwości zbliżonej do rytmu bicia serca ludzkiego płodu, osiągała szaleńczą prędkość 125–140 uderzeń na minutę. Zapomniana przez nasze ciało, niegdyś kluczowa (w pierwszych miesiącach życia) częstotliwość, wywołuje silne wibracje prowadzące do biopsychologicznego rozedrgania ludzkiego organizmu. W ciele zaczynają zachodzić reakcje chemiczne zbliżone do tych, które przebiegają po podaniu morfiny. Zaburzona zostaje równowaga pomiędzy świadomością a poczuciem rzeczywistości. Pobudzając struktury mózgowe za pomocą odpowiednio spreparowanej ścieżki dźwiękowej, DJ może wysyłać imprezowiczów w całonocną mistyczną podróż. Jednak aby zrozumieć, jak uczestnicy są wprowadzani w trans, musimy spojrzeć szerzej, poza muzykę i DJ-a.

V.J. Walter i W.G. Walter zauważyli, że oślepiające, szybko migające światło może wywoływać wrażenia wizualne (koloru, wzorów lub poczucia ruchu) niezwiązane z bodźcem, odczucia kinestetyczne (kołysanie, wirowanie, skakanie, zawroty), skórne (mrowienie, łaskotanie), emocjonalne i fizjologiczne (strach, złość, mdłości, dezorientację, zmęczenie, podniecenie), halucynacje, napady padaczkowe, a nawet kliniczne stany psychopatyczne.

„Kultura rave była następną po punku w latach 80. subkulturą muzyczną, w którą mocno zaangażowali się artyści wizualni. Obraz odgrywał w niej bardzo ważną rolę” – mówi Zofia Krawiec. Podczas rave’u wykorzystywano stroboskopy (emitujące 100 błysków świetlnych na sekundę), lasery oraz projekcje fraktali na ścianach. Jednak tym, co przede wszystkim charakteryzuje rave jest całonocny wyczerpujący taniec. Spełnia on najważniejszą funkcję ze wszystkich składowych. Aktywność motoryczna wpływa bezpośrednio na stan fizjologiczny, a jako czysty wydatek energetyczny taniec jest oczyszczający. Uczestnicy wystawieni na działanie maksymalnie zintensyfikowanych bodźców, łatwo wpadali w trans, tracąc przy tym poczucie czasu. Będąc w nieprzerwanym amoku tanecznym, imprezowicze są całkowicie podatni na ścieżki dźwiękowe serwowane przez DJ-a. Dodatkowo szybki rytm muzyki uniemożliwia taniec w parach, co jednocześnie potęguje uczucie odcięcia się od świata zewnętrznego i zatracenia się we własnym doznaniu.

Odpowiednie połączenie tańca, świateł oraz muzyki otwiera drzwi do wyższych obszarów świadomości. Związek MDMA, o którym wspomniałem powyżej, miał w opinii części uczestników wspomagać uzyskanie tego stanu. Nie jest on jednak niezbędny, aby w pełni móc czerpać z doświadczenia (Reynolds). Podobnych metod można szukać w tańcach plemienia Dobe Ju/’hoansi z Botswany (popularnie zwanych Buszmenami), podczas których nie stosuje się żadnych substancji wspomagających. W obu przypadkach, trans uzyskuje się poprzez odpowiednią kombinację muzyki (szybkie bębny Ju/’hoansi są w rzeczywistości odpowiednikiem rytmu muzyki techno), wyczerpujący całonocny taniec oraz migoczące światło ogniska (Lee, Katz).

W rozmowie z jednym z uczestników imprezy dowiedziałem się, że DJ nie tylko wprowadził go w stan transu, ale również sprawił, że… ten zobaczył Boga.

Paweł Hajdasz

„Kiedy tancerz poddaje się impulsom, a nawet przedimpulsom – co Eugenio Barba z Odin Theatret określa skandynawskim terminem «Sats» – zdejmuje z pierwszego planu technikę, styl oraz wszystkie wyuczone role i zanurza się w miejsce bezbronności. Kiedy zdejmuje jedną maskę po drugiej, rozbraja i staje wobec siebie wewnętrznie prawdziwy, nieutożsamiony z nikim i niczym, wolny od jakiegokolwiek osądu i oglądu, świadomy siebie i swoich potrzeb, nieograniczany żadnymi regułami, pozwalający przemieszczać się świadomości w strukturach wyobraźni, urzeczywistniając marzenia, niezależny i zdystansowany – prawdopodobnie w tym momencie dokonuje świętego (w sensie niezwykłej rzadkości, a przez to niezwykłości) zanurzenia się w duchowym/niematerialnym aspekcie swojego istnienia” – mówi Piotr Gronek, autor książki „Moje laboratorium sztuki bezbronnej”, kierownik Katedry Tańca i Gimnastyki oraz założyciel kierunku „Taniec w kulturze fizycznej” na poznańskiej AWF.

***

„Instynktownie dążymy do «wiecznego powrotu»” – stwierdza Mircea Eliade, autorytet w zakresie szamanizmu. Rozmawiając z uczestnikami rave’u, zdałem sobie sprawę, że właśnie tam otrzymali to, czego nigdzie indziej nie mogli znaleźć. Podczas procesu, jakim jest rave, ich umysł został poddany dekonstrukcji po to, aby mógł zrekonstruować się na nowo.
To tylko jedna z wielu metod – narzędzia, jakie będziemy wykorzystywać w tym celu, mogą przyjmować rozmaite formy. Potrzeba zatrzymania się i oczyszczenia w stale fluktuującym świecie była, jest i będzie nam towarzyszyć. Kieruje nami nostalgiczne pragnienie powrotu do pierwotnego stanu niewinności i harmonii, gdzie czas, niezgoda społeczna i podmiotowość nie istnieją. Zupełnie tak jak w łonie matki. Rave jest niczym innym jak doświadczeniem tego stanu. W ciemności, wilgoci i cieple tańczących ciał, podążamy za rytmem bicia dziecięcego serca, rodzimy się na nowo.

 

Bibliografia:

S. Connor, „Postmodernist Culture: An Introduction to Theories of the Contemporary”, 2nd ed. Blackwell, Oxford 1997.
P. Gronek, „Moje laboratorium sztuki bezbronnej”, Wydawnictwo AWF, Poznań 2016.
M. Harner, „Common Themes in South American Indian Yage Experiences” [w:] „Hallucinogens and Shamanism”, M. Harner [red.], Oxford 1973.
R. Katz, „Accepting Boiling Energy”, Ethos, 1982.
R. Lee, „Trance Cure of the !Kung Bushman”, Natural History, 1967.
A. Melechi, „The Ecstasy of Disappearance”, „Rave Off: Politics and Deviance in Contemporary Youth Culture”, S. Redhead [red.], Aldershot, Avebury 1993.
S. Reynolds, „Generation Ecstasy: Into the World of Techno and Rave Culture”, Little, Brown and Company, Boston 1998.
D. Rushkoff, „Cyberia”, Okultura, Warszawa 2008.
N. Saunders, „Ecstasy and the Dance Culture”, Turnaround, London 1995.
V.J. Walter, W.G. Walter, „The Central Effects of Rhythmic Sensory
Stimulation”, „Electroencephalography and Clinical Neurophysiology”, 1949.
D.R. Wier, „Trance: from magic to technology”, 1995.

SKOMENTUJ

Nr 496

(28/2018)
10 lipca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj