Zaledwie rok po premierze swojego poprzedniego międzynarodowego filmu, osadzonej w Stanach Zjednoczonych „Rocznicy” [2025], Jan Komasa wraca z kolejną koprodukcją, zrealizowaną tym razem z udziałem głównie brytyjskiej obsady, na podstawie debiutanckiego scenariusza Bartosza Bartosika. O ile „Rocznica” była nieudaną epopeją o amerykańskim populizmie w formie karykaturalnej rodzinnej sagi, w „Dobrym chłopcu” stawki są na szczęście dużo skromniejsze – rodzina pozostaje jednak słowem kluczem. 

Do malowniczej rezydencji Chrisa i Kathryn, umiejscowionej gdzieś na odludziu w północnej Anglii, wchodzimy razem z nowo zatrudnioną sprzątaczką Riną (Monika Frajczyk). Gospodarz, kulturalny i nieco nieśmiały Chris (Stephen Graham, znany polskim widzom z innej ojcowskiej roli w serialu Netfliksa „Dojrzewanie” – który był jednak filmowany po „Dobrym chłopcu”) oprowadza ją po domu, przedstawia swojego 11-letniego syna Jonathana (Kit Rakusen) i ewidentnie pogrążoną w depresji żonę Kathryn (Andrea Riseborough). Na koniec sprowadza ją do piwnicy, aby przedstawić również Tommy’ego (Anson Boon) – nastolatka, którego przetrzymuje tam, skutego łańcuchem.

Układ nagrody

Ten sztafaż rodem z horroru jest jednak w „Dobrym chłopcu” tylko przykrywką (nie jesteśmy psychopatami, śmieje się Chris) – tak naprawdę rozchodzi się o przysposobienie społeczne. Jak się okazuje, Chris i Kathryn mają ambicję przerobić Tommy’ego – chuligana, narkomana i imprezowicza – na porządnego człowieka za pomocą systemu kar i nagród, nieodbiegającego wiele od tego, jaki stosują wobec własnego syna. Jakie pobudki stoją za tym resocjalizacyjnym projektem, długo nie jest jasne, ale jego orężem będzie muzyka klasyczna, dystopijna literatura i społecznie zaangażowane kino. Wszystko to przeplatane seansami chuligańskich filmików z TikToka Tommy’ego, odbywających się pod karcącym i zatroskanym spojrzeniem pary ekscentrycznych wychowawców. Pod wpływem tyleż dyscyplinującej, co zaskakująco opiekuńczej obecności Chrisa i Kathryn, w Tommym stopniowo kiełkuje autorefleksja. Proporcjonalnie do skruchy za swe dotychczasowe wybryki, jaką zaczyna okazywać, wolność chłopaka – odzwierciedlana długością łańcucha) –zostaje stopniowo poszerzana na kolejne piętra domu. Ale czy nieznana Tommy’emu do tej pory uwaga, zaangażowanie i obecność zastępczych rodziców wystarczą, żeby nie próbował wydostać się z tego, bądź co bądź, więzienia?

Traktat o wyznaczaniu granic

Komasa nie od razu odsłania motywacje stojące za działaniem Chrisa i Kathryn. Możliwych tropów jest tu kilka. Kim był i gdzie się podział przywoływany w rozmowach członków rodziny Charlie, do którego należał pusty pokój? Ich drugim synem, którego Tommy skrzywdził, zabił albo dręczeniem doprowadził do samobójstwa – a teraz czeka go za to rodzicielska zemsta? A może Tommy nie miał z jego śmiercią nic wspólnego, tylko Charlie, tak jak on sam, po prostu zszedł na złą drogę – ale już z niej nie wrócił? Może parą kieruje zatem wola zadośćuczynienia za rodzicielskie zaniedbania? A może chodzi o zwykły społeczny altruizm, tudzież sekciarską moralną obsesję i chęć naprawy zepsutego świata, chociażby przez naprawę jednego młodego człowieka?

Dobry chłopiec nie jest jednak filmem o przepracowywaniu żałoby po stracie dziecka, ani tym bardziej podejmowanym w imię dobra społecznego osobliwym czynie, jakim byłaby tresura przedstawiciela zdegenerowanej młodzieży do postaci społecznie pożądanej. Bartosik w swoim scenariuszu nie mierzy też w polityczną metaforę, jak robił to w pamiętnym „Kle” [2009] Yorgos Lanthimos. W filmie greckiego reżysera, zrealizowanym w dobie nieufności obywateli wobec znajdującego się w kryzysie państwa, trójka dorosłych już dzieci była trzymana pod kluczem przez rodziców, na przemian nagradzana i dyscyplinowana przemocą, z obietnicą wypuszczenia na wolność w momencie wypadnięcia tytułowego kła. U Lanthimosa izolacja służyła jednak wykreowaniu alternatywnej rzeczywistości, przypominała psychologiczny eksperyment: egzekwowany przez rodziców system reguł nie miał odniesienia do świata zewnętrznego, dzieci uczone były innego znaczenia słów i poddawane dezinformacji. Opowiadając o tym zamkniętym domu, Lanthimos opowiadał o autorytarnym państwie, obnażał mechanizmy dyktatury, indoktrynacji, arbitralność języka i przyporządkowywanych słowom znaczeń. Rodzice w tym świecie byli symbolem politycznej władzy.

Scenariusz Bartosika uderza w zupełnie inne tony. Dobry chłopiec jest filmem o realizacji pewnej prywatnej fantazji rodzinnej w czasach ponowoczesnej niepewności, przebodźcowania, chaosu informacji i moralnego relatywizmu. U fundamentów działań Chrisa i Kathryn, leży, jak się okazuje, zupełnie małe, prywatne marzenie o stworzeniu funkcjonalnej, kochającej się rodziny; takiej, która w dobie cyfrowych dystrakcji i coraz bardziej swobodnych, graniczących z brakiem odpowiedzialności koncepcji wychowawczych, otacza swoich członków należytą opieką, bliskością i uwagą.

W wizji tej rodzina jest jak samowystarczalna forteca, dająca jednostce wszystko to, czego nie daje jej pogrążony w chaosie, zdegenerowany i obojętny świat zewnętrzny (a w nim coraz luźniejsze koncepty rodzicielstwa): jasny system reguł funkcjonowania, skutkujący poczuciem przewidywalności i bezpieczeństwa; czujną i czułą opiekę, jakościową obecność, czas. Kary fizyczne, jakimi owe reguły są egzekwowane, mają tutaj znaczenie drugorzędne; nie na przemocy film się zresztą skupia – sceny z jej użyciem są nieliczne i przydarzają się niejako mimochodem, z poczucia fabularnego obowiązku; to one, w swojej grotesce, budują przesadzony, hiperboliczny klimat filmu.

Przede wszystkim jednak rodzina ukazana zostaje jako komórka dostarczająca towar deficytowy – stuprocentową uwagę i uważność. W domu obowiązuje zakaz używania komórek, czas wolny spędza się na wspólnej lekturze, rozmowach, grze w szachy i gry planszowe, oglądaniu filmów, pracy w ogrodzie i wspólnych posiłkach. Łańcuch jest tu groteskowym symbolem wyraźnego wyznaczania granic, koniecznego przecież, aby dojrzewający człowiek dorastał w poczuciu bezpieczeństwa i względnego ładu – poczuciu, że komuś zależy na tym, żeby to wszystko trzymało się kupy.

Utopia i dystopie

Koncept rodzicielskiej uwagi i zaangażowania – ukazanej jako deficytowa w świecie poza murami domu – zostaje w filmie Komasy pociągnięty do ekstremum, przybierając postać fizycznego uziemienia wychowanka i skupienia całej energii na realizacji celu, jakim jest stopniowe wpasowanie go w zdrową, opartą na bliskości rodzinną strukturę. Film obraca się między tymi dwiema skrajnościami – światem, w którym figury rodzicielskie są nieobecne i domem, w którym ich obecność determinuje każdy ruch – aby postawić pytanie o to, co jest lepsze: osobista wolność w pakiecie z (rodzicielską) obojętnością czy uwięzienie i podporządkowanie w pakiecie z (rodzicielską) uwagą, miłością i zaangażowaniem? Wybór będzie należał do Tommy’ego.

Fakt, że wybrać można tylko z tych dwóch skrajności, jest częścią wspomnianej już, opartej na przesadzie i hiperbolizacji konwencji filmu. To ona czyni z niego nie dramat społeczny, lecz groteskową zabawę tematem. Komasa opowiada w taki sposób, że dziwaczne uniwersum tej rodziny Addamsów wydaje nam się atrakcyjniejsze i bezpieczniejsze od tego, co obserwujemy poza jego granicami. Dwie czy trzy sceny spuszczania manta nikną tu pod lawiną bliskich planów, w których zatroskani lub wzruszeni bohaterowie patrzą na siebie czule ze łzami w oczach, spokojnie i kulturalnie rozmawiają o przeczytanych książkach, czy po prostu przyjemnie spędzają czas. Sympatia do tej rodziny kiełkuje naturalnie, im bardziej autentyczne stają się więzi między jej członkami i wyraźniejszy rys buntu wobec hulającego na zewnątrz trendu pokoleniowej alienacji i socjalizacji przez media społecznościowe. 

Zwłaszcza że do ilustrowania tez wychowawczych służy tu dobra literatura. W tworzonej przez Chrisa i Kathryn rodzinnej utopii pierwsze skrzypce gra tradycja dystopijna: o narkotykach jako formie eskapizmu Tommy uczy się z „Nowego wspaniałego świata” Aldousa Huxleya; o zagrożeniach związanych z rozwojem technologii i dehumanizacją z odpowiednika dzisiejszego „Czarnego lustra”, zbioru opowiadań science-fiction „Ilustrowany człowiek” Raya Bradbury’ego z 1951 roku, a o konieczności stawiania oporu społecznej hipokryzji z „Zabić drozda” Harper Lee. Wszystkie te lektury stanowią ostrzeżenie przed zagrożeniami związanymi z dyskryminacją, alienacją, atrofią relacji międzyludzkich i społeczną inwigilacją realizowaną za pomocą technologii.

Reżyser manipuluje nami tak, żebyśmy kibicowali projektowi Chrisa, chcieli, żeby bohaterowie pozostali w tej narzuconej przemocą, a jednak radosnej i owocnej konfiguracji. Mamy poczucie, że Tommy tam po prostu pasuje. Momentami ta patchworkowa rodzina, obejmująca – poza Chrisem, Kathryn i Jonathanem – Tommy’ego i sprzątaczkę Rinę, przypomina równie niestandardową, co dodającą otuchy rodzinną układankę z Mommy [2014] Xaviera Dolana.

Rodzinny mindfulness

Dobry chłopiec stoi warsztatem realizacyjnym i aktorstwem: to film oparty na prostym, ale konsekwentnie poprowadzonym koncepcie fabularnym, wartko zmontowany i znakomicie odegrany przez całą piątkę pierwszoplanowych aktorów. Mimo tego, że ciężar rozwoju historii spoczywa tu w dużej mierze na dialogach, dynamiczny montaż Agnieszki Glińskiej sprawia, że film nie robi wrażenia przegadanego, a zdjęcia Michała Dymka wydobywają bogactwo detali z ograniczonej przestrzeni, jaką są trzy poziomy domu. Dzięki temu twórcom udaje się uniknąć efektu sfilmowanej sztuki teatralnej. Wadą scenariusza jest jednak to, że choć główna stawka fabularna jest tu czytelna, to niektóre wątki poboczne zostają trochę zbyt arbitralnie porzucone i niedomknięte (jak los Riny czy nigdy niewyjaśnione dzieje Charliego). Film Komasy broni się jednak jako lekkostrawna zabawa konceptem mindfulness; niezobowiązujący, ale trafny głos w dyskusji o modelach rodzicielstwa w przebodźcowanym świecie, wychowawczych konsekwencjach życia w nieustannym podłączeniu do sieci. 

W „Lady Bird” Grety Gerwig jest scena rozmowy tytułowej bohaterki, zbuntowanej nastolatki, z siostrą zakonną prowadzącą jej liceum. Lady Bird zaprzecza, jakoby kochała swoje rodzinne miasteczko; twierdzi, że po prostu zwraca uwagę na to, co ją otacza. „Nie wydaje ci się, że to może to samo – miłość i zwracanie uwagi?”, pyta z przekorą dyrektorka. W „Dobrym chłopcu” Komasa stawia tezę, że największą walutą jest dziś uwaga, a w takim świecie dom Chrisa to nie więzienie – to enklawa.