We wrześniu OpenAI ogłosiło, że jej systemy są bliskie rozwiązania jednego z siedmiu Problemów Milenijnych – równań Naviera–Stokesa. Nad zadaniem przez 88 godzin pracowało około dziesięciu tysięcy agentów AI. Entuzjazm szybko ustąpił jednak miejsca sporowi. Część badaczy zarzuciła firmie wykorzystanie efektów ich wcześniejszej pracy, a laureaci Medalu Fieldsa (matematycznego odpowiednika Nagrody Nobla) przypomnieli, że matematyka nie polega wyłącznie na znalezieniu poprawnej odpowiedzi. Liczy się nie tylko rozwiązanie, lecz także zrozumienie, dlaczego jest ono prawdziwe.
Zbuntowane maszyny?
Kilka dni później uwagę zwróciły wyniki testów autonomicznych agentów AI. W jednym z eksperymentów modele włamały się do infrastruktury Hugging Face, a następnie do własnych serwerów OpenAI, tworząc swoje kanały komunikacji i próbując ukrywać te działania przed systemem monitorującym. Nie dlatego, że „zbuntowały się” przeciw człowiekowi. Po prostu uznały, że w ten sposób skuteczniej wykonają powierzone im zadanie.
Nieprzypadkowo podobne pytania coraz częściej zadają sami szefowie największych laboratoriów AI.
Dario Amodei ostrzega przed kolejnymi generacjami agentów, Sam Altman apeluje o odpowiedzialny rozwój i potrzebę regulacji. Jednocześnie ich firmy inwestują miliardy dolarów, by rozwijać coraz potężniejsze modele. Wygląda to tak, jakby kierowcy najszybszych samochodów ostrzegali, że wyścig staje się zbyt niebezpieczny i zaraz doprowadzą do katastrofy, ale jednocześnie dociskają gaz do dechy.
Władza AI
Do tej rozmowy wracamy w „Kulturze Liberalnej” od wielu miesięcy. Karen Hao opisywała mechanizmy budowy technologicznego imperium OpenAI i pokazywała, jak prywatne firmy przejmują władzę, która jeszcze niedawno należała do państw.
Czy grozi nam technofaszyzm? Karen Hao o imperium AI
Cory Doctorow tłumaczył, że podporządkowywanie użytkowników interesom platform nie jest skutkiem ubocznym internetu, lecz fundamentem modelu biznesowego bigtechu.
Cory Doctorow: Gównowacenie to model biznesowy bigtechu
Aleksandra Przegalińska przekonywała, że pytanie nie brzmi, czy zatrzymać rozwój AI, ale jak wyznaczyć jego granice i podporządkować go interesowi publicznemu.
Aleksandra Przegalińska: Nie wierzę, że można zatrzymać AI. Trzeba ją regulować
Mateusz Mazzini zwracał uwagę, że największym kosztem AI może okazać się nie spektakularna katastrofa, lecz powolna utrata umiejętności samodzielnego myślenia, uczenia się i przekazywania wiedzy.
MAZZINI: Coxon nie powiedział nam nic nowego o AI
Paradoks AI
W podcaście rozmawiam z Sylwią Czubkowską o paradoksie, który coraz lepiej opisuje świat sztucznej inteligencji. Najwięksi gracze rynku przekonują, że rozwój AI wymaga ostrożności, regulacji i odpowiedzialności. Ostrzegają przed zagrożeniami, apelują o samokontrolę. Jednocześnie sami nie są gotowi zwolnić nawet na chwilę, bo każda przerwa oznacza ryzyko, że wyprzedzi ich konkurencja. Dobrowolna samokontrola bigtechu od lat pozostaje obietnicą, która nie zmienia kierunku rozwoju tej technologii. Trudno oczekiwać, by firmy czerpiące z AI największe korzyści same narzuciły sobie ograniczenia. Dlatego pytanie o regulacje jest dziś przede wszystkim pytaniem o siłę państw i instytucji publicznych. Rozmawiamy również o tym, dlaczego Europa coraz bardziej uzależnia się od zagranicznych gigantów technologicznych i czy jest jeszcze w stanie odzyskać kontrolę nad własną infrastrukturą cyfrową.
Najłatwiej patrzeć na AI jak na element rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Tyle że skutki tego wyścigu widzimy znacznie bliżej – w szkołach, na uczelniach, w redakcjach, kancelariach prawnych czy biurach projektowych. Coraz częściej także w administracji publicznej. Ministerstwa i urzędy mierzą się z lawiną dokumentów, opinii i interpelacji przygotowywanych przy pomocy modeli językowych. Jeszcze dwa lata temu taki problem po prostu nie istniał.
Konsekwencje ekspansji imperiów AI widzimy nie tylko na kolejnych szczeblach geopolitycznej drabiny eskalacyjnej. Widać je w szkołach, na uczelniach, w urzędach i miejscach pracy.
Trudno pominąć tutaj LinkedIn, gdzie każdy guru biznesu albo kolejny lider przyszłości zdaje się korzystać z tego samego promptu, co nie przeszkadza użytkownikom tego portalu wpadać w spiralę wzajemnego samouwielbienia (pewnie też w dużej mierze generowanego za pomocą AI). Nawet tradycyjne menu tanich restauracji i osiedlowych kebabowni coraz częściej zamienia się w budzący niepokój AI slop.
Polowanie na AI
Dlatego w Temacie Tygodnia Katarzyna Skrzydłowska–Kalukin rozmawia z Dariuszem Jemielniakiem nie o tym, czy AI zastąpi człowieka, lecz o tym, jak zmienia ono nasze rozumienie wiedzy. Jemielniak przekonuje, że zakazy korzystania z modeli językowych przypominają wcześniejsze próby walki z internetem czy kalkulatorem. Polowanie na teksty napisane przez AI może okazać się ślepą uliczką. Znacznie ważniejsze staje się nauczenie studentów korzystania z tych narzędzi i brania odpowiedzialności za ich efekty. Model może przygotować szkic tekstu, uporządkować argumenty czy znaleźć informacje szybciej od człowieka. Nie weźmie jednak odpowiedzialności za interpretację, ocenę źródeł ani wyciągnięte wnioski.
Zmienia się więc również szkoła i uniwersytet. Coraz mniej liczy się umiejętność odtworzenia informacji, a coraz bardziej zdolność zadawania właściwych pytań, weryfikowania odpowiedzi i samodzielnego myślenia.
Wszystkie rozmowy w tym numerze prowadzą do jednego pytania. Nie o to, czy AI będzie coraz lepsza, bo to już właściwie przesądzone. Pytanie brzmi, kto będzie wyznaczał zasady jej rozwoju i kto będzie ponosił konsekwencje tych decyzji.
Jakub Bodziony
zastępca redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”