Być może najlepszym opisem manifestacji, które przetoczyły się 17 października przez Francję, jest gra słów: zamiast „gilets jaunes”, czyli „żółtych kamizelek”, manifestanci okrzyknęli się „gilets jeunes” — „młodymi kamizelkami”. Jednak w sobotę ich uzasadniona frustracja polityką rządu Emmanuela Macrona została przyćmiona przez obrazy przemocy i zniszczenia, które stały się symbolem Francji pogrążonej w głębokim kryzysie.

Pochody zebrały w całym kraju co najmniej pół miliona osób, protestujących przeciwko wysokim kosztom życia i okazujących solidarność z licealistami.

Przykład Placu Republiki w Paryżu, gdzie manifestanci ubrali posąg Marianny w gigantyczną żółtą kamizelkę, dobrze pokazuje dwa rywalizujące ze sobą nastroje.

Z jednej strony uczniowie i młodzi dorośli, stanowiący trzon tłumu, zademonstrowali, że również w Europie Zachodniej „pokolenie Z”, a nawet „pokolenie alfa”, może stanąć na czele szerokiego ruchu politycznego. „Żółta kamizelka to symbol buntu” – mówi 24-letnia Marianne. „Musimy pokazać, że zarówno młodzi, jak i dorośli, przedstawiciele różnych zawodów, pracownicy sektora publicznego, wszyscy, są zjednoczeni w walce przeciwko Macronowi i polityce rządu”.

Druga strona protestów to destrukcyjny chaos.

Na ulicach sąsiadujących z Placem Republiki zostały splądrowane dziesiątki sklepów, zapłonęły samochody i barykady zbudowane z miejskich rowerów. Na terenie całego kraju zamaskowani uczestnicy protestów zniszczyli setki lokali usługowych i budynki użytku publicznego. W Limoges doszczętnie spalili zabytkowy ratusz, a w Lyonie miejskie centrum turystyczne.

Bez zahamowań na licealistów

Wydarzenia z 17 października to eskalacja wcześniejszych protestów. Od września objęły dwie trzecie wszystkich francuskich liceów. Uczniowie domagają się lepszego finansowania szkół. Skarżą się na odwoływane zajęcia z powodu braków kadrowych oraz fatalne warunki higieniczne w budynkach. Ostatni tydzień przyniósł przedsmak powszechnej mobilizacji. Już we wtorek poprzedzający 17 października co najmniej 160 tysięcy osób wyszło na ulice Francji, by wyrazić solidarność z uczniami.

Od początku ruchu licealistów wiralowe nagrania starć policji z młodzieżą przyczyniły się jedynie do podsycania konfliktu. Manifestanci obarczają rząd Sébastiena Lecornu odpowiedzialnością za brutalność, z jaką policjanci traktują nieletnich.

Według szesnastoletniego Axela, ucznia jednego z paryskich liceów, reakcja rządu jest nieproporcjonalna. „Próbują zdławić nasz ruch za pomocą przemocy” – uważa.

Od kilku tygodni przedstawiciele rządu używają niemal wojennego języka, opisując ruch uczniowski. Sam Lecornu mówił, że zmienił się on w „kampanię miejskiej przemocy”. Odpowiedzią jest kontrowersyjna reakcja służb porządkowych. Jeszcze przed sobotnim protestem policja aresztowała łącznie ponad osiem tysięcy osób, w zdecydowanej większości nieletnich. W Saint-Étienne policyjny granat hukowy urwał dłoń piętnastolatkowi, a w Saint-Ouen czternastolatek stracił wszystkie górne zęby podczas konfrontacji z funkcjonariuszami.

Fakt, że francuskie służby nie dostosowały swojej doktryny do postępowania wobec nieletnich, pokazuje, że koalicja rządząca nie wie, jak traktować protesty najmłodszego pokolenia Francuzów. „To objaw niezdolności rządu do zajęcia się naszymi problemami” – mówi Axel. Wtóruje mu dziewiętnastoletnia Joséphine: „Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że nikt nas nie słucha, to nic nowego. Ale teraz doszły do tego pogarda i przemoc”.

Trampolina dla Le Pen?

Centrowa koalicja Emmanuela Macrona jest zakładnikiem przekonania, że przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi musi zabiegać o prawicowego wyborcę. Dlatego też w niedawnym wywiadzie dla telewizji TF1 minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez przekonywał, że w instrukcjach dla funkcjonariuszy tłumiących protesty licealistów „nie ma mowy o zahamowaniach”.

To polityczny błąd, bo Marine Le Pen i jej Zjednoczenie Narodowe i tak mogą przedstawiać obóz Macrona jako odpowiedzialny za chaos w kraju. Centrowym kandydatom trudno będzie również odzyskać młodych wyborców, którzy czują się atakowani przez stronnictwo prezydenta.

Kryzys, w którym znalazła się Francja, jest więc prezentem dla Marine Le Pen.

Może umocnić jej pozycję liderki sondaży przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Zjednoczenie Narodowe pozostaje na uboczu politycznego sporu toczonego między skrajną lewicą a centrum wokół protestów. Korzysta jednocześnie z niepokoju, jaki odczuwają Francuzi z powodu wymykających się spod kontroli zamieszek. Jednak nadzieje Le Pen na wzrost poparcia nie muszą się spełnić. Porównanie sondaży przed i po francuskich zamieszkach z lata 2023 roku nie wykazało lepszych wyników Zjednoczenia Narodowego.

Mélenchon skorzysta? Nie wiadomo

Dotychczas, największym wygranym jesieni we Francji wydawał się kandydat lewicowych populistów z La France Insoumise (Francja Nieujarzmiona), Jean-Luc Mélenchon. Bezwarunkowe poparcie Mélenchona dla ruchu licealistów pokryło się ze wzrostem w sondażach, aż według niektórych badań wyprzedził zajmującego dotychczas drugie miejsce byłego premiera Macrona, centroprawicowego Edouarda Phillipe’a.

Jednak po eksplozji przemocy, która miała miejsce 17 Października, poparcie dla Mélenchona może być zagrożone.

Koalicja rządząca wskazuje LFI jako „podżegaczy” winnych zamieszek. Emmanuel Macron w wystąpieniu telewizyjnym dzień po manifestacjach obarczył odpowiedzialnością za chaos „frakcje wywodzące się ze skrajnie lewicowych środowisk”. A według premiera Lecornu LFI „musi wybrać, po której stronie stoi”.

Następne tygodnie będą testem dla hasła Macrona, że osoby odpowiedzialne za zamieszki 17 października nie mają nic wspólnego z „setkami tysięcy rodaków, którzy wyszli na ulice, pragnąc przedstawić swoje uzasadnione postulaty”. Wiadomo już, że sobotnie wydarzenia nie były rozładowującym punktem kulminacyjnym. Następnego dnia, ponad tysiąc osób starło się z policją w Paryżu. Żółte kamizelki zapowiedziały już na 24 października „akt II” manifestacji. A CGT, największa francuska konfederacja związków zawodowych, nawołuje do strajku i manifestacji 5 listopada.

Chociaż francuscy licealiści mają w tym tygodniu jesienne wakacje, ruch, który zapoczątkowali, nie ogranicza się już tylko do środowiska szkolnego. „Jesteśmy wściekli dzisiaj, będziemy jeszcze bardziej wściekli jutro” – mówi dziewiętnastoletnia Joséphine, trzymając wyciągniętą w górę rękę z transparentem „Młode Kamizelki”.