Z centrum widać najwięcej
  

Ilustracja: Max Skorwider

Szanowni Państwo!

Słynny angielski projektant mody Alexander McQueen podobno rzucał w asystentów nożyczkami, był „tyranem nieznoszącym sprzeciwu”, „nieumiejącym przyjmować krytyki” i wymagającym poświęcenia dosłownie 24 godziny na dobę.

Kiedy pracownicy firmy Tesla protestowali, że muszą zbyt dużo pracować, Elon Musk miał odpowiedzieć, że „swoje rodziny będą widzieć znacznie częściej, gdy zbankrutujemy”. A kiedy pisząca o nim dziennikarka Ashley Vance zwróciła uwagę, że setki pracowników Tesli pracują w soboty, odpowiedział, że „staliśmy się, k…wa, zbyt miękcy”. Zdaniem Vance, Musk miał też napisać e-mail do pracownika, w którym krytykował go za to, że zamiast na wydarzenie firmowe pojechał na... narodziny syna. „Nie ma żadnego usprawiedliwienia. Jestem bardzo zawiedziony. Musisz określić, jakie masz priorytety”, miał napisać Musk, choć po ukazaniu się książki, zaprzeczył, by taki mail wysłał.

Steve Jobs potrafił zwołać zebranie jednego z zespołów po to tylko, aby w wulgarnych słowach zwolnić jego szefa, czy wtargnąć do biura podwykonawcy i obrzucić najgorszymi wulgaryzmami tylko dlatego, że spóźniali się z dostarczeniem jednej z części. Steve Wozniak, przyjaciel oraz jeden z pierwszych i najbliższych współpracowników Jobsa, mówił, że nigdy już nie chciałby z nim pracować.

W największej firmie na świecie zarządzanej przez najbogatszego człowieka na świecie – Amazonie – pracownicy są nieustannie poddawani ocenie, sami również mają oceniać siebie i innych, a kiedy dostrzegą jakąkolwiek słabość (u siebie lub kolegów z zespołu), mają natychmiast informować przełożonych. Kiedy wyniki pracy spadają, otrzymują mail z informacją, że mogą stracić pracę. Jak informował „The New York Times”, pracownicy biurowi spędzają w pracy nawet 80 godzin tygodniowo, a brak zgody na taką pracę jest uznawany za „poważny problem” . Według informacji samego Amazona, tylko 15 procent zatrudnionych pracowało w firmie więcej niż pięć lat.

Brzmi znajomo? Wszystkie te przykłady zadziwiająco przypominają opis tego, co przez lata miało się dziać w Stowarzyszeniu Wiosna zarządzanym przez księdza Jacka Stryczka. Wrzaski, publiczna, krytyka odbierana jako upokorzenie, natychmiastowe zwolnienia, wreszcie – wymaganie pracy daleko przekraczające 40 godzin tygodniowo.

Reportaż opublikowany w Onet.pl wywołał burzę. I natychmiast pojawiły się „szablonowe” odpowiedzi, zamiast realnego poszukiwania przyczyn. Na przykład Partia Razem niedwuznacznie zasugerowała, że takie patologie to wynik wolnorynkowych poglądów księdza. Samego Stryczka zaś nazwała „Balcerowiczem w sutannie”, sugerując, że relacje w stowarzyszeniu to produkt specyficznie polskiego, drapieżnego kapitalizmu, a kompletnie ignorując osobowość kapłana czy właśnie fakt jego kapłaństwa. W podobnym duchu Konrad Kołodziejski na portalu wpolityce.pl również zarzucił kapłanowi, że ten nazbyt utożsamił się z poglądami „ludzi biznesu”.

Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, a tego rodzaju patologiczne relacje w pracy, to nie domena tylko Polski. Samo pojęcie przecież zostało ukute poza naszym krajem. A jednak warto na tle skandalicznej sprawy zadać sobie kilka zupełnie podstawowych pytań. Pierwsze z nich to przede wszystkim pytanie o polską skłonność do mobbingu – to prawda czy mit?

Sytuacja oskarżonego o mobbing księdza Stryczka wzbudziła zainteresowanie właśnie dlatego, że „nie mieści się stereotypie, zgodnie z którym chciwy kapitalista lub zastęp bezdusznych menadżerów wyciskają wynik z ludzi, żeby potem ich wyrzucić i wymienić. Tu mamy kogoś, kto tworzy dyktaturę w sposób «bezinteresowny». Albo nawet wierząc, że postępuje właściwie”, mówi nam Jacek Santorski, jeden z najbardziej znanych w Polsce psychologów, zajmujący się doradztwem biznesowym. W rozmowie z Łukaszem Pawłowskim Santorski zwraca też uwagę na specyfikę polskich relacji pracownik–pracodawca, ale jednocześnie podkreśla, że podobne kryzysy przeżywają organizacje na całym świecie. I że można sobie z nimi radzić. „Każdy lider ma ego. Pytanie jest takie: czy to on ma ego, czy ego już ma jego – nad tym można pracować, ale on sam musi się na to zdecydować. W księdzu Stryczku na pewno jest wielki potencjał, tym bardziej więc warto by było pomóc mu popracować nad sobą”.

Dziennikarz i autor reportaży o polskim rynku pracy Marek Szymaniak podkreśla z kolei brak procedur, które w ogóle pozwoliłyby mobbingowanym pracownikom na zgłoszenie tej sytuacji. „Jak pokazują badania, 75 procent pracowników polskich firm twierdzi, że w ich organizacjach takich procedur nie ma albo w ogóle o nich nie słyszało”, mówi w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim i Jakubem Bodzionym. A z kolei instytucje państwowe powołane do zajmowania się tego rodzaju patologiami, na czele z Państwową Inspekcją Pracy, nie spełniają swojej roli. „Są statystyki pokazujące, że w małych firmach kontrola odbywa się średnio raz na 36 lat, czyli praktycznie nigdy, bo firmy tak długo nie istnieją”. Dlatego „dziś niektórym firmom opłaca się łamać prawo i na tym budują swój model biznesowy”.

Pytanie tylko, co dokładnie jest „łamaniem prawa”, a co dopuszczalną metodą zarządzania? Z pozoru sprawa jest prosta. Zgodnie z kodeksem pracy mobbing „oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników”.

Pomijając już niejasność terminów „uporczywy” i „długotrwały”, to przecież opisane na początku praktyki Jobsa, McQueena, Muska czy Bezosa wydają się wręcz równoznaczne z mobbingiem, ale każdy z nich uznawany jest za geniusza swojej branży i podziwiany za zdolność budowania innowacyjnych przedsięwzięć.

Czy zatem biznes nie stoi przed odpowiednikiem akcji #MeToo, tyle że dotyczącej mobbingu? Akcji, w której będą ujawniane i piętnowane przypadki mobbingu? Nie jest to rzecz nie do pomyślenia, szczególnie że nagranie sytuacji zakazanych przez prawo technicznie nigdy nie było tak łatwe.

Niektórzy zwracają jednak uwagę, że należy chłodniej patrzeć na rynek pracy i na przykład przyjmować różne miary wobec różnych profesji.

„Inaczej zachowywałem się w klubie studenckim, w którym pracowałem tylko z woluntariuszami, a zespół musiałem budować na entuzjazmie. Inaczej zachowywałem się w fabryce, gdzie «na produkcji» miałem fryzjerów, ślusarzy, szklarzy czy inne osoby, które wspólnie miały produkować meble”, mówi jeden z najbardziej znanych ludzi sukcesu wśród polskich przedsiębiorców, Piotr Voelkel. „Oni oczekiwali, nie powiem, że brutalnych, ale na pewno stanowczych wytycznych. Cenili mnie za to, że miałem twardą rękę, a jak próbowałem w pewnych sytuacjach być bardziej elastyczny, to w ich oczach widziałem zaskoczenie”.

Nie chodzi tu bynajmniej o niedorzeczną sugestię, by różnym typom pracownika przypisywać różne prawa. Ale to, że coś, co przez jednego może być uznawane za poniżenie, ośmieszenie czy próbę izolacji, gdzie indziej nie wywoła takiej reakcji. Nie można jednak nie zauważyć, iż zmienia się nasza wrażliwość.

Tym bardziej, zamiast szukać sztampowych wyjaśnień dla tego, co stało się w Szlachetnej Paczce (i zapewne dzieje w wielu innych organizacjach) – „że Balcerowicz”, „że globalny kapitalizm”, „że Kościół katolicki”, „że polskość” itd. – należy przede wszystkim znaleźć sposób na eliminowanie źródeł tego rodzaju patologii na co dzień. Do tego bez wątpienia potrzebne jest kształcenie i szeregowych pracowników, i osób zarządzających innymi. Ale równie ważne jest stworzenie efektywnego systemu zgłaszania tego rodzaju nadużyć.

Bo łamanie przepisów obowiązującego prawa to łamanie przepisów obowiązującego prawa. I kropka.

Tymczasem w tej kwestii polskie państwo wciąż ma do odrobienia ważną lekcję. Bo jeśli za oficjalnie potwierdzone łamanie praw pracowniczych (po kilkunastu kontrolach) największa firma na świecie – Amazon – dostaje od polskich instytucji kontrolnych szereg pouczeń i... tysiąc złotych kary, to nie bardzo wiadomo, czemu mają one służyć.

Zapraszamy do lektury!
Redakcja

 

Pomysł Tematu Tygodnia: Redakcja „Kultury Liberalnej”.
Opracowanie: Łukasz Pawłowski, Jakub Bodziony.

Nr 508

(40/2018)
02.10.2018

Z Jackiem Santorskim rozmawia Łukasz Pawłowski

Szlachetna Paczka? To norma – ale tak jak próchnica jest „normą”

„Tu mamy sytuację, która nie mieści się stereotypie, zgodnie z którym chciwy kapitalista lub zastęp bezdusznych menadżerów wyciska wynik z ludzi, żeby potem ich wyrzucić i wymienić. Tu mamy kogoś, kto tworzy dyktaturę w sposób «bezinteresowny». Albo nawet wierząc, że postępuje właściwie”, mówi psycholog biznesu.

Z Markiem Szymaniakiem rozmawiają Łukasz Pawłowski i Jakub Bodziony

Polski pracownik cierpi na „deficyt godności”

„W większości moich tekstów występuje coś, co można nazwać «deficytem godności». Ci pracownicy są traktowani jak koła w zębatce czy śrubka w elemencie większej konstrukcji. Nie mają podmiotowości człowieka, są bardzo łatwo wymienialnym elementem”, mówi autor reportaży o patologiach na polskim rynku pracy.

Z Piotrem Voelkelem rozmawiają Jakub Bodziony i Łukasz Pawłowski

Dobry przywódca musi wiedzieć, czy lepiej przytulić, czy zakląć

„Inaczej zachowywałem się w klubie studenckim, w którym pracowałem tylko z woluntariuszami, a zespół musiałem budować na entuzjazmie, a inaczej w fabryce, gdzie «na produkcji» miałem fryzjerów, ślusarzy, szklarzy czy inne osoby, które wspólnie miały produkować meble. Oni oczekiwali, nie powiem, że brutalnych, ale na pewno stanowczych wytycznych”.

PATRZĄC
WIĘCEJ
CZYTAJĄC

Paweł Majewski

Porządek dziobania. O książce „Polityka wrogości” Achille’a Mbembego

Żyjecie w bańce mydlanej – pisze Mbembe do mieszkańców Zachodu – wasz komfort zbudowano na cudzej krzywdzie i wy to wiecie, choć udajecie, że nie wiecie. Ale nie cieszcie się. Dzisiejszy świat jest poddany przymusowi ciągłej zmiany. Również wy żyjecie na krawędzi zbiorowego szaleństwa.

WIĘCEJ