Flash Feed Scroll Reader

W tym numerze:


Szybki komentarz


Temat tygodnia


Patrząc


Czytając


Słysząc


Spacerując


Smakując


Pytając


Archiwum






Meta


Polska żałoba. Między świętem a dajanizacją

13.04.2010 — 00:04

Polska żałoba. Między świętem a dajanizacją

z Agatą Bielik-Robson rozmawia Karolina Wigura

Karolina Wigura: 10 kwietnia katastrofa prezydenckiego samolotu wstrząsnęła krajem, wywołując falę olbrzymich emocji. W pierwszym odruchu, co wiele osób przyznaje, chciano zareagować tak, jak po śmierci Jana Pawła II. Potem jednak pojawiały się wątpliwości. Czy mamy jakąś trudność z rytuałami? Może jakiś kłopot z godnym okazywaniem żałoby…?

Agata Bielik-Robson: Postaram się mówić analitycznie, nie angażując w to zbyt wielu emocji. Ale na początek mam pewne zastrzeżenie: to, co się dzieje, wcale mi się nie podoba. To rzeczywiście karnawał na smutno, święto fałszywej jedności. Osobiście obawiam się też fatalnych konsekwencji politycznych tego: tego, że PiS zdobędzie ogromny kapitał symboliczny. Natomiast jeśli chodzi o samą żałobę, nasuwa mi się tu pewna analogia. Mieszkałam w Anglii, kiedy zmarła księżna Diana. Na żywo oglądałam zbiorową histerię, która ogarnęła wtedy Brytyjczyków. To było zdumiewające. Zwykle kojarzymy ten naród z oświeconym i zracjonalizowanym podejściem do życia. Tymczasem okazało się, że nawet tam możliwy był ów regres, o którym pisali Zygmunt Freud czy Gustaw Le Bon. Regres do pierwotnej i rytualnej jedności, odróżnicowania, w którym wszyscy jednają się, płaczą, padają sobie w ramiona. A nad tym wszystkim unosiło się widmo ofiary, kozła ofiarnego, jak napisałby z kolei René Girard.

KW: Czy mogłabyś powiedzieć o tym więcej?

ABR: Zbiorowa histeria zawsze podszyta jest agresją, która musi znaleźć ujście, żeby rytuał mógł się zakończyć. Takim kozłem ofiarnym w rytuale żałobnym Lady Di była Elżbieta II. Nikt nie chciał wtedy słyszeć o realnych okolicznościach śmierci księżnej Diany. O tym, że wraz ze swoim playboyem pędziła samochodem po Paryżu ze 200 kilometrów na godzinę. O tym, że wszyscy, łącznie z kierowcą, byli po kilku butelkach wina. Wszyscy woleli zwalić winę na królową, która rzekomo zaszczuła Dianę. To takie magiczne połączenie: nawet jeśli nie można było wskazać żadnych realnych związków między działaniami królowej, a śmiercią Diany, za samo to, że królowa była nieprzychylna Lady Di, została asygnowana na kozła ofiarnego. Polaków ogarnęła teraz histeria o bardzo podobnej strukturze. Dziś również mamy do czynienia z wielkim rytuałem odróżnicowania, w którym dochodzi – lub niedługo dojdzie – do wyszukania kozła ofiarnego.

KW: Co jednak masz na myśli, mówiąc o histerii Polaków? Spędziłam ostatnie trzy dni na ulicach, najpierw Poznania, potem Warszawy, byłam kilkakrotnie pod Pałacem Prezydenckim, potem na Marszałkowskiej podczas przejazdu konduktu żałobnego. Nie widziałam histerii, niekiedy łzy, a na ogół spokój, w przeważającej mierze milczenie. W oczywisty sposób nasuwa się porównanie z nastrojem po śmierci Jana Pawła II – tylko że teraz jest spokojniej, bardziej milcząco, bardzo świecko. Oczywiście, są grupy, które modlą się pod Pałacem Prezydenckim. Ale inni, po złożeniu kwiatów, idą na lody lub kupują serdelek i piwo w słynnym bistro na przeciwko Pałacu Prezydenckiego… Wszyscy to widzą, nikt nie reaguje oburzeniem.

ABR: Mam wrażenie, że Polacy wykorzystają każdą okazję, żeby zrobić sobie święto. Bardzo charakterystyczne było zdanie, które dziś rano wypowiedział w TVN jeden z prezenterów obserwujących zachowanie tłumu pod Pałacem: „Nikt nie śpieszy się do pracy”. Powiedział to bardzo patetycznym tonem, ale de facto ujawnił ukryty powód tego zbiorowego zachowania. W wielkiej mierze chodzi o wymknięcie się codziennym obowiązkom dnia… Natomiast prawdziwa histeria odbywa się w mediach. Nastąpiła już „dajanizacja” żałoby po Lechu Kaczyńskim. Zbijanie kapitału oglądalności na ludzkich emocjach.

KW: A girardowskie poszukiwanie kozła ofiarnego?

ABR: Reakcja niektórych PiS-owców wskazywałaby na to, że dokładnie coś takiego już się odbywa. Widziałam w telewizji, jak Zbigniew Girzyński ze łzami w oczach wygłosił przemówienie dosłownie przesycone girardowską magią. Powiedział oto, że nie wyobraża sobie już uczestnictwa w polityce tych, którzy prezydenta krytykowali. Z kolei Witold Waszczykowski w RMF FM zmył głowę mediom, mniej więcej w takim tonie: „krytykowaliście prezydenta, a on tak zginął”. W domyśle: „zabiliście go”. To klasyczny mechanizm poszukiwania winnego w sytuacji, kiedy wina jest w ogóle raczej wątpliwa. W ogóle natomiast nie wspomina się o tym, co jest tu rzeczywiście największym problemem.

KW: To znaczy?

ABR: To znaczy o determinacji, która towarzyszyła prezydentowi, żeby polecieć do Smoleńska i tam wylądować. Pomimo tego, że od samego początku informowano, że warunki na tamtejszym lotnisku są fatalne. Doradzano: lądujcie raczej w Mińsku, czy w Moskwie. A oni się jednak zdecydowali. W paradoksalnym, tragicznym sensie, to jest zwieńczenie polityki historycznej Lecha Kaczyńskiego. Jego prezydentura była od samego początku oparta na kulcie śmierci i to śmierci męczeńskiej. Stąd to myślenie: prezydent nie mógł sobie pozwolić, żeby się spóźnić, bo leciał przecież do Katynia.

KW: W istocie formułujesz tezę, że niewybaczalne jest, że Lech Kaczyński naraził uosabianą przez siebie instytucję – prezydenta państwa – oraz osoby towarzyszące mu na stratę życia. To bardzo mocna teza. Może zbyt mocna, szczególnie, że nie możemy mieć pewności, czy prezydent jakkolwiek ingerował w decyzję pilota?

ABR: A jednak taką właśnie tezę formułuję, nauczona już tym, co wydarzyło się wcześniej w Tbilisi, kiedy pilot odmówił prezydentowi lądowania na wskazanym przez niego lotnisku, a potem miał z tego powodu poważne kłopoty. I, moim zdaniem, Polacy to wiedzą, ale boją się tę tezę wypowiedzieć wprost. Mówi się co prawda w mediach o „musie lądowania”. Ale co to znaczy? Czyj to był „mus”, jeśli nie Lecha Kaczyńskiego? Obawiam się, że media sprawią, że śmierć kompletnie oczyści Kaczyńskiego; nie tylko z uchybień jego prezydentury, ale także z odpowiedzialności za te dziewięćdziesiąt pięć osób, które wraz z nim zginęły. Uczyni go świętym. Męczennikiem, który natychmiast został wywindowany, tak jak papież niemalże, w rejony absolutnej świętości. To niestety może sprawić, że ten kandydat z PiS-u, który będzie startował w wyborach prezydenckich, wygra. A wcześniej bezwzględnie wykorzysta sytuację. Cała sprawa zostanie ustawiona tak, że nie będzie mogło paść jedno słowo krytyki wobec Lecha Kaczyńskiego i jego obozu, bo będzie to natychmiast potraktowane jako szkalowanie pamięci zmarłego męczennika. A w związku z tym jako szkalowanie Polski. I obawiam się, że Polacy to kupią.

KW: Mówisz o medialnej histerii, mnie jest ją trudno ocenić, bo nie oglądam telewizji i nie słucham radia. Czytam tylko prasę, która jest raczej stonowana. Wydaje mi się – mogę się mylić, ale ja osobiście tak do tego podchodzę – że w żałobie Polaków chodzi w istocie o głowę państwa i o przedstawicieli tego państwa. O pokazanie szacunku osobom, które umarły, a reprezentowały państwo polskie.

ABR: Chyba chcesz to tak rozumieć, bo to w ogóle tak nie wygląda. Mnóstwo ludzi pojawia się w mediach i powtarza najgłupszą rzecz pod słońcem: „ach, gdybym mógł odwołać wszystko, co powiedziałem krytycznego na temat Lecha Kaczyńskiego…”. Wszyscy popadają w zbiorową histerię i charakterystyczne dla niej magiczne myślenie, w którym krytyka Kaczyńskiego staje się odpowiedzialna za jego śmierć. Boję się tego, bo ja – w przeciwieństwie do Ciebie – nie mam wielkiego zaufania do racjonalności Polaków.

KW: Roman Bäcker napisał dla „Kultury Liberalnej” dzisiaj tekst, w którym stwierdził, że opinia publiczna bardzo źle oceni osoby, które będą się wyłamywały z czegoś, czego społeczeństwo potrzebuje w naturalny sposób, czyli jedności, choćby na parę dni. Trudno się z nim nie zgodzić. Społeczeństwu czasem potrzebna jest taka zbiorowa żałoba. Może musimy nauczyć się, jak przeżywać katharsis.

ABR: To troszeczkę naiwne. Jedności nie można budować na niczym innym, jak tylko na negatywnym odniesieniu. Zawsze jest wróg ukryty. Zawsze ktoś jest winien. Nie ma innych rytuałów jedności. Girard ma absolutnie rację. Każde odróżnicowanie, każde pojednanie podszyte jest wskazaniem na winnego. Na tego, który zadał ranę tej jedności, który jątrzył, na tego, który jest odpowiedzialny za konflikt. Przecież we wszystkich tych rytuałach jedności odzywa się archaiczna zasada nietolerancji na konflikt. Polska przez swoją katolickość i głęboko nieoświeceniową tradycję, przez swoje zanurzenie w iście matriarchalnym micie, ma minimalną tolerancję na konflikt, czyli na coś, co w istocie stanowi normę życia politycznego. Zauważ, że we wszystkich tych rytuałach pojednania dochodzi do głosu odrzucenie polityczności jako sfery brudnej, naznaczonej konfliktami. Triumfuje oceaniczne uczucie powszechnej harmonii, wielkiego pojednania. Więc ja, po pierwsze, nie wierzę w to, żeby tego rodzaju rytuały miały dobry wpływ na politykę. A po drugie, to prawdziwe nieszczęście, że w Polsce mamy albo rytuały pojednawcze, które są antypolityczne – albo politykę, której nie potrafimy prowadzić inaczej, jak w postaci totalnej jatki.

* Agata Bielik-Robson, profesor filozofii.
** Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz.
***Współpraca: Agata Tomaszuk.

„Kultura Liberalna” nr 66 (16/2010) z 13 kwietnia 2010 r.

Podobne teksty:

Kategoria: Pytając | Tagi: , , , , , Komentarzy 26 - dodaj swój »

Komentarzy 26 do “Polska żałoba. Między świętem a dajanizacją”

  1. KRÓL, OBIREK, BÄCKER, MIŚ, KAZIMIEROWSKA, KUISZ, BIELIK-ROBSON: O żałobie | Temat tygodnia | Kultura Liberalna dnia 13.04.2010 o godz. 02:04 mówi :

    [...] Polska żałoba. Między świętem a dajanizacją [...]

  2. szaul dnia 13.04.2010 o godz. 11:04 mówi :

    Musze przyznac, ze jest to wypowiedz smiala, ale nieco powierzchowna, czysto negatywna. Z faktu, ze toczy sie i toczyc bedzie gra polityczna wokol katastrofy – jest konstatacja banalna nawet jak ja ubrac w jezyk antroplogii Girarda – nie wynika jeszcze, ze w tym swiecie jednoscii i zaloby nie odkrywamy jednak pewnych wspolnych potrzeby. Sa nimi, jak sądzę, teksnota za polityka i dyskursem nie budowanym na nienawisciach, zwalaniu winy, obscenicznych wypowiedziach ,jak i też odkrywam wielka potrzebe pryncypiow w polityce. Jednym z nich jest traktowanie powaznie pamieci i powaznie osob publicznych. Mnie sie wydaje, ze rojenia publicystow o postpolitycznej polityce (nie ma o co sie starac, wszystkie plynne, zadne, niepowazne, jest tylko gra, ) okazuja sie zwyklym bajdurzeniem.

  3. Porto dnia 13.04.2010 o godz. 14:04 mówi :

    Wywiad z prof. Bielik-Robson przeczytalem nie tylko z wielkim zainteresowaniem, ale tez duza doza aprobaty dla zaproponowanej przez nia analizy. Szczegolnie pozytywnie uderza mnie analitycznosc i bezemocjonalnosc opisu.

    Tym bardziej jednak zdumiewa mnie jegoj jednostronnosc i – osmiele sie uzyc tego slowa – powierzchownosc. Prof. Bielik-Robson zatrzymuje sie w polowie drogi i niestety mimo pozoru apolitycznosci schodzi ze swojej poznawczej sciezki i wkaracza na szeroki trakt antypisowskich uprzedzen i obaw, o czym najlepiej swiadcza slowa: „Osobiście obawiam się też fatalnych konsekwencji politycznych tego: tego, że PiS zdobędzie ogromny kapitał symboliczny”. Nie mowi – jak nalezaloby oczekiwac od analityka – „sadze”, „spodziewam sie”, „nie wykluczam”, ale „obawiam sie”. Wiem, ze to problem semantyczny, ale jestem przekonany, ze semantyka czesto jest czyms wiecej niz tylko doborem slow, gdyz odkrywa glebsze intencje mowiacego.
    Ponadto tez warto zwrocic uwage, ze pani profesor jako analityk probuje wszystko opisac jezykiem racjonalnym i „w duchu oswieceniowym” (co jestem w stanie zrozumiec), lecz i tu jest zbyt jednostronna, deprecjonujac w istocie wymiar „magiczny” czy „symboliczny” rzeczywistosci. Dostrzegajac – w duchu radykalnego racjonalizmu – zagrozenia plynace z mitow i symboli, zapomina, ze stanowia one nieodlaczny element ludzkiego zycia, zwlaszcza zycia zbiorowego, a kazda proba „wyprania” swiata z symbolu konczy sie najwyzej zastapieniem go innym, czesto gorszym mitem.

    W dodatku profesor Robson nie dostrzega lub swiadomie przeinacza pewne fakty i naciaga ich interpretacje. Wskaze tylko kilka takich elementow.

    1. Prof. Robson cytuje posla Gizynskiego, ktory znany jest ze swoich tylez rejtanowsko-radykalnych, co po prostu glupich wypowiedzi. Tymczasem problem z krytykami prezydenta Kaczynskiego polega na tym, ze dzis az trudno uwierzyc w to, co widzimy w TVN, co pisze Gazeta Wyborcza i mowi Adam Michnik, ktory zastanawia sie, czy nie byl wobec Kaczynskiego niesprawiedliwy, a nawet brutalny!… Spontanicznie wiec rodzi sie pytanie: w co wierzyc? Kiedy Adam Michnik mowil szczerze. I czy rzeczywiscie nie mielismy do czynienia ze zwyczajna nagonka na Lecha Kaczynskiego.

    2. Kozlem ofiarnym w sprawie ksieznej Diany byla moze krolowa Elzbieta, ale – przynajmniej na poczatku – oskarzenia spadly na paparazzich, przed ktorymi uciekal jej kierowca. Tak samo w Polsce gniew ludzi kieruje sie – owszem – przeciw PO, ale przede wszystkim przeciwko mediom i najwazniejszym publicystom i dziennikarzom. A jesli przeciwko politykom, to – przynajmniej na razie – przeciw Palikotowi czy Sikorskiemu (slawne „dozynanie watah” czy „byly prezydent Lech Kaczynskie”). O tym zaszczuwaniu przez media mowila chocby prof. Staniszkis. Ja sam nie moge sie oprzec wrazeniu, ze to, co dotad bylo smieszne i godne wyszydzenia, dzis okazuje sie „wzruszajace”, „prawdziwe”, „autentyczne”, „szczere” itp.

    3. Osobiscie denerwuje mnie budowanie sztucznej jednosci w sferze politycznej. Prosze jednak zwrocic uwage, ze w tym budowaniu jednosci przoduja czlonkowie Platformy. To oni mowia, ze to nie czas na spor i ze trzeba sie pojednac. Tymczasem z mojego punktu widzenia najgorszym skutkiem katastrofy jest ogromna wyrwa po prawej i lewej stronie sceny politycznej, a najwiekszym zagrozeniem zwiazana z ta wyrwa monopolizacja sceny politycznej.

    4. „Pilot odmówił prezydentowi lądowania na wskazanym przez niego lotnisku, a potem miał z tego powodu poważne kłopoty”. Nie wierze wlasnym oczom. Czy pani profesor Bielik-Robson naprawde nie wie, ze te „powazne klopoty” to bylo odznaczenie, jakie pilot otrzymal z rak ministra obrony narodowej „przestrzeganie procedur i poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo czterech prezydentów na pokładzie”, a A. Kublik w GW zatytulowala artykul na ten temat: Medal dla pilota co Lecha Kaczynskiego sie nie bal? I nawet jesli tamten pilot faktycznie „wyszedl z depresji”, jak podaje GW, to kazdy nastepny wiedzial, ze za asertywnosc nie spotka go kara, lecz raczej nagroda.

  4. darek dnia 13.04.2010 o godz. 15:04 mówi :

    „Osobiście obawiam się też fatalnych konsekwencji politycznych tego: tego, że PiS zdobędzie ogromny kapitał symboliczny.”
    no i zdaje się o to chodzi, co? to jest największy problem.
    jesli ktos nie ma potrzeby przeżywać żałoby, albo przeżywa ja ‘wewnętrznie”, „jednostkowo”, to niech da innym dajanizować i jak tam by jeszcze to zwał. po prostu.

    a już ten fragment: „Mam wrażenie, że Polacy wykorzystają każdą okazję, żeby zrobić sobie święto. Bardzo charakterystyczne było zdanie, które dziś rano wypowiedział w TVN jeden z prezenterów obserwujących zachowanie tłumu pod Pałacem: „Nikt nie śpieszy się do pracy”. Powiedział to bardzo patetycznym tonem, ale de facto ujawnił ukryty powód tego zbiorowego zachowania. W wielkiej mierze chodzi o wymknięcie się codziennym obowiązkom dnia…” (słyszałem to zdanie w tv) jest podłe. skąd ta pani snuje takie wnioski? siedzi w łowach tych ludzi? a co powie o tym, że i po nocach ludzie chodza po ulicach warszawy i idą pod pałac prezydencki? przed czym ci uciekają? czemu chcą się wymknąć? podłośc i tyle…. Zobacz więcej

    Bielik-Robson wykorzystała okazję, aby zaatakować nielubiany przez siebie obóz polityczny.
    wypowiedzi tej kobiety, bardzo delikatnie mówiąc, budzą niesmak.

  5. Leszek Konarski dnia 13.04.2010 o godz. 18:04 mówi :

    opinia Bielik-Robson wyłamują się z jednego sposobu mówienia o rzeczywistości. A cała perspektywa ponadpartyjna powinna być traktowana jako tymczasowa. Jednak wrazenie jest jakby PiS zaraz miał wstąpić do PO albo odwrotnie. Dobry powod do rozczarowan i za pare dni do kolejnego natezenia agresji z tych rozczarowan wzietyhc.

  6. Andrzej dnia 14.04.2010 o godz. 00:04 mówi :

    Panie profesor, jak wyczuwam, jest zwolennikiem takiej pseudonaukowej metody badawczej, która polega na zapytywaniu siebie „co JA bym zrobił/a, pomyślał/a, co myślę, co czuję” a następnie przypisywaniu sformułowanych wniosków ogółowi. Jednak jest to metoda choć popularna (niejeden hit księgarski w ten sposób powstał) zawodna, o czym Pani profesor, skoro udało się jej zostać profesorem, powinna wiedzieć. Nie wszyscy ludzie jednakowo odbierają i odczuwają zdarzenia, i uogólnienia są nieprawdziwe, a tym bardziej niegodne osoby posługującej się wysokim tytułem naukowym.
    Pozwolę sobie poinformować (chyba dobre słowo) Panią profesor, że zarówno jak jaki i moja rodzina oraz wielu znajomych, choć zdecydowanie nie jesteśmy zwolennikami PiS, zdarzenie które miało miejsce przeżyliśmy głęboko i szczerze. Były prawdziwe łzy, zupełnie bezinteresowne wywieszanie flag z kirem. Nawet osoby, które do tej pory nie wywieszały flag nigdy. Bo to LUDZKA tragedia. Tak samo Warszawiacy, którzy masowo szli na starówkę, robili to z potrzeby. Z pewnością nie wszyscy, to prawda. Współodczuwania trzeba się nauczyć, dorosnąć do niego. To jest ludzki odruch, i różnie się objawia, ale nie u każdego. Może Pani profesor, podobnie jak Jacek Kurski, nie wierzy w prawdziwe łzy. Trudno uwierzyć w coś, co nie jest naszym udziałem.

  7. xaq dnia 14.04.2010 o godz. 09:04 mówi :

    Na moje oko, prof. Bielik-Robson mówi o tragedii, próbując posługiwać się po prostu narzędziami i pojęciami, które pozwalają w tej sytuacji na jakikolwiek dystans i nie prowadza do myślenia wedle jednego wzoru. Czy wszyscy muszą się wzruszać bezrefleksyjnie.. Gdyby ktoś miał wątpliwości, przed czym ostrzegać należy, niech zajrzy do Gazety Polskiej z wierszykiem Marcina Wolskiego.

  8. Mietek dnia 14.04.2010 o godz. 09:04 mówi :

    Ciekawe, ale nie zgadzam się.

  9. Monika dnia 14.04.2010 o godz. 12:04 mówi :

    Pani z artykułu.co za bzdury!Wstydziłaby się Pani.Żałoba dotyczy wielu ludzi, którzy wtedy odeszli.Kozła ofiarnego nikt nie szuka.Zaduma jest, ale wszystko jest rozsądne.Wstyd jak się czyta takie bzdury!

  10. Marta G. dnia 14.04.2010 o godz. 12:04 mówi :

    Moim zdaniem to jest zwykła próba zaistnienia w świecie mediów. Ostatnimi czasy bardzo popularna wśród polityków, artystów i innych ludzi zza szklanego ekranu. Chodzi o napisanie czegoś co ruszy masy ludzi, co tak zaboli, że aż każdy zapamięta nazwisko autorki/autora tekstu.

    Po za tym jak osoba która rok temu napisała artykuł „Uwolniłam się od polskości” może się wypowiadać na temat odczuć polaków w tak smutnych dla nich chwilach…
    Jak widać, jest to prawdą, Agata Bielik-Robson dawno już uwolniła się od polskości…

  11. Michał Gancarski dnia 14.04.2010 o godz. 12:04 mówi :

    Nareszcie coś analitycznego, z jasno nakreślonymi pojęciami i poza sferą emocji. Dobra rozmowa, szkoda, że tak krótka.

  12. Darek Jedzok » Blog Archive » Śmierć prezydenta 2.0 – co w Internecie piszczy dnia 14.04.2010 o godz. 17:04 mówi :

    [...] Polska żałoba. Między świętem a dajanizacją [...]

  13. Waw dnia 14.04.2010 o godz. 19:04 mówi :

    Bardzo wyważona spokojna analiza. A właściwie wyrażone spokojnym tonem sprecyzowane poglądy polityczne pani profesor. Każdy ma prawo do poglądów, każdy ma prawo je mieć i wyrażać. Także dzięki dorobkowi życia człowieka który w sobotę zginął w katastrofie lotniczej w Smoleńsku. Pani profesor bezbłędnie demaskuje narodową histerię. Tak w każdym razie jawi się pani profesor odruch dużej większości społeczeństwa aby współczuć rodzinom ofiar i pożegnać zmarłych. Zadziwiające że pani profesor nie spostrzegła owej histerii narodowej w jaką przed pięcioma laty została wprowadzona duża częśc społeczeństwa. Histerii strachu przed PiS-em i braćmi Kaczyńskimi. Atmosfera strachu , ba – paniki doprowadziła nawet do porównania idei IV RP do faszyzmu, co tak zgrabnie ujeła w tytuł inna pani profesor nazywając tezy głoszone przez braci Kaczyńskich „kaczyzmem”. To prawda – doniesienia pewnej części mediów o dziesiątkach nielegalnych podsłuchów zakładanych oponemtom politycznym oraz dziennikarzom okazały się nieprawdą, desygnowanie takich ludzi jak np prof Jerzy Stępień czy ś.p. Sławomir Skrzypek na kluczowe stanowiska państwoe nie było zawładnięciem tychże stanowisk te całe masy zawetowanych ustaw okazały się liczbą mniejszą niż to czynili poprzednicy – przy czym w przypadku kilku z owych wet dziś nie wyobrażamy sobie co mogło by się stać gdyby Lech Kaczyński ich nie wprowadził. Sądze jednak że tak jak nie dostrzegła pani profesor w swej wnikliwej analizie że samochód z księżną Dianą i wybrankiem jej serca Mahomedem AlFayedem jechał szybko by uciec dziennikarzom na motorach, tak podejrzewam że tu również dyskusja nie będzie możliwa. Jeden znany i o dziwo bardzo w Polsce ceniony filozof – choć nie profesor dzieki swym odważnym i wnikliwym przemysleniom doszedł do wniosku że Lech Kaczyński był nałogowym alkoholikiem oraz cierpiał na chorobę Alzheimera, jego ojciec dowódca AK wpoił mu od dziecka ideologię bolszewicką a jako dowódca odziału powstanczego wyładowywał na swych żołnierzach swoje kompleksy i agresję. Brat za to – Jarosław jest niechybnie homoseksualistą bo w przypadku bliźniaków to się zdarza a Jasosław ma wszak…kota. Pani profesor niestety nie zauważyła biedna że uległa zwykłej propagandzie strachu, zwykłej nagonce politycznej. Oskarżeń że Lech Kaczyński ma na swych rękach krew 95 osób z pokładu Tupolewa nie będę komentował bo obawiam się że szkoda czasu. Pani profesor się PiS-u panicznie boi i jeszcze gotowa oskarżyć Lecha Kaczyńskiego że trzymał pilotowi pistolet przy głowie – żelaznym argumentem pani profesor będzie że Kaczyńskich nie lubi i się ich boi. Nie wystarczy pani profesor ubrać poglądów w eufemistyczną otoczkę – prosze się zastanowić co pani wygaduje bo naprawdę obawiam się że pani przemyślenia zaczynają być mocno neurastyczne a przy tym niestety bardzo krzywdzące dla uczciwych ludzi…którzy w dodatku właśnie zginęli. I to nie moja agitacja polityczna, pani profesor – to zwykła ludzka przyzwoitość

  14. marek dnia 15.04.2010 o godz. 07:04 mówi :

    Obawiam się Pani Profesor, iż dla Polaków jest za wcześnie (może nigdy nie będzie odpowiedniego czasu) na racjonalną refleksję nad tym co się stało i co się aktualnie dzieje. Większość tu komentujących posługuje się odbiorem czysto emocjonalnym i wszelka wymiana argumentów jest z góry skazana na porażkę. Czytają między wierszami, dorabiają do Pani słów ideologię, bo to łatwiejsze niź zmierzyć się z analizą (jakkolwiek oceniamy jej jakość). Przyznaję, że sam dałem się ponieść fali zbiorowego uniesienia i nawet kilka razy łzę uroniłem. Nie wiem czy przeżywałem to jak „prawdziwy” czy „fałszywy” patriota, ale wiem jedno: żałoba się zakończyła zanim się zaczęła. Decyzja (do której nikt o dziwo nie chce się przyznać) o pochówku na Wawelu rozpoczęła klasyczną walkę polityczną, która będzie o tyle brutalniejsza, iż cytująca i posługująca się elementami śmierci, katastrofy, szkalowania. Proponuję niektórym wpisującym tutaj swe gorące uwagi o uważniejsze czytanie tekstu, który się komentuje, bo wyrażenie swojej dezabrobaty czy afirmacji powinno się na jakiś przesłankach opierać. Jeśli ktoś uważa, iż tekst Pani Profesor rani uczucia i nie docenia rangi zbiorowego i jednostkowego przeżycia polecam poczekać kilka dni i wtedy zobaczymy, co zostało w nas z tej wielkiej chwili. Obawiam się, że żadnej różnicy nie dostrzeżemy.
    Porto, nie posługuj się tylko wiadomościami i analizą rodem z kiepskich portali internetowych. Czytasz tylko wp i onet? Sam piszesz o gniewie kierowanym wobec PO, mediów itp. Rozumiem, że kierunek zwiedzania całkowicie pomija to, iż była to katastrofa i błąd pilota, bo musi wyjść, że skrzydłem samolotu o drzewa zahaczył Donald Tusk. Co do jedności politycznej: PO mówi o potrzebie jedności w TYM szczególnym momencie, a nie o np. koalicji z partią PiS. Sprawa pilota nad Gruzją skończyła się awanturą z Lechem Kaczyńskim na pokładzie oraz tym, że prezydent się na załogę obraził. Klich ratował sytuację i nie sądzę, aby Lech Kaczyński wpadł na taki pomysł. I znam tę historię nie tylko z mediów. Więcej wnikliwości Porto, a mniej gniewu!

  15. Waw dnia 15.04.2010 o godz. 08:04 mówi :

    Panie Marku – owszem emocje grają tu wielką i czasem złą rolę. Ale czy śmierć tych wszystkich naprawdę wspaniałych ludzi wywołuje emocje i łzy jedynie w … histerykach. Patrzę na listę ofiar, pierwsze dni to szok z powodu śmierci tych którzy byli najwązniejsi dla naszego państwa i tych których znaliśmy osobiście lub po prostu lubiliśmy. W kolejne dni dociera do nas śmierć pozostałych ludzi lecących tym samolotem. To niebywałe że z lekkim wręcz wstydem przyznaje Pan że uronił Pn łzę – postrzegając to jako swoją słabość. To naprawdę niebywałe! Siłą człowieka jest jego wyobraźnia, mądrość , wrażliwość , umiejętność rozumienia sukcesów i tragedii w życiu innych ludzi a także umiejętność rozumienia, odczuwania i wyrażania emocji. rzyznam szczerze Panie Marku że nigdy nie byłem specjalnie lotny bo za nic w świecie nie pojmuję jak można w takiej chwili być dumnym że nie poniosły człowieka emocje. To zupełne pomylenie pojęć. A swoją drogą – jak już mowa o histerii którą na chłodno zdemaskowała pani profesor. Czy nie sądzi Pan że histeria nie ma wiele wspólnego z rozumnym odczuwaniem żalu w sposób adekwatny do wydarzenia. Zgodzę się że żałobę narodową należy odróżniać od narodowej histerii. Mimo wszystko jednak histeria jest pewnym zaburzeniem emocji – takim samym jakim była lansowana przez ostanie pięć lat pogarda do samej osoby Lecha Kaczyńskiego. Być może cała ta dzisiejsza histeria jest odreagowaniem, pewnego rodzaju skutkiem ubocznym jakiegoś katharsis po smierci człowieka którego niewątpliwie przez ostanie lata opluwano grając właśnie na ludzkich emocjach społeczeństwa

  16. porto dnia 15.04.2010 o godz. 15:04 mówi :

    Marku, chyba nie warto Ci odpowiadac, skoro i tak wiesz najlepiej, co czytam, ogladam i skad czerpie wiadomosci… Najlatwiej insynuowac…
    Badz jednak laskaw i wskaz mi, w ktorym dokladnie miejscu dalem rzekomo upust gniewowi i oskarzylem kogokolwiek poza sama prof. Bielik-Robson, ktorej – owszem – zarzucam stronniczosc i manipulacje.

  17. Shamsa dnia 15.04.2010 o godz. 22:04 mówi :

    Bardzo interesujące, choć mocno pesymistyczne. Niestety podzielam brak wiary w polski zdrowy rozsądek prof. Bielik-Robson, a jednocześnie chciałabym się mylić.

    Mnie jednak zaintrygowało stwierdzenie prowadzącej wywiad, podpisanej jako dziennikarka, że nie ogląda telewizji i nie słucha radia. Miło, ale jak to się ma do dziennikarstwa i prowadzenia wywiadu o histerii w mediach? Chyba, że stronę mediów audiowizualnych zabezpieczała współpracowniczka.

  18. miro dnia 18.04.2010 o godz. 21:04 mówi :

    Na wstępie deklaruje się stosunek analityczny, później pogardę dla nieracjonalności Polaków, a wszystko aby obarczyć winą Prezydenta jakby sie w jakiś mistyczno-cudowny sposób było obecną na pokładzie samolotu.I te żenujące kalki. Emocje poniosły.

  19. nik dnia 19.04.2010 o godz. 16:04 mówi :

    ?

  20. uberVU - social comments dnia 20.04.2010 o godz. 10:04 mówi :

    Social comments and analytics for this post…

    This post was mentioned on Twitter by godai_wn: http://kulturaliberalna.pl/2010/04/13/polska-zaloba-miedzy-swietem-a-dajanizacja/ Straszne, tym straszniejsze, im prawdziwsze….

  21. Andrzej Miszk dnia 20.04.2010 o godz. 14:04 mówi :

    Wywiad „Między świętem a dajanizacją” kompromituje Agatę Bielik-Robson jako eksperta-filozofa, człowieka i Polkę. Parafrazując Autorkę można powiedzieć: ogarnięta histerią pani Agata Bielik-Robson projektuje agresywnie na społeczeństwo polskie – jej osobistego „kozła ofiarnego” – swoje głębokie lęki, używając insynuacji, kłamstwa i nadużywając własnego i cudzego autorytetu uczonych.

    Jako ekspert-filozof Agata Bielik-Robson kompromituje się skrajną nierzetelnością intelektualną i pochopnością w wygłaszaniu powierzchownych i błędnych ocen, tworzeniem sztucznych konstrukcji, w które nieudolnie próbuje wepchnąć rzeczywistość, której nie rozumie i nie akceptuje. Jako człowiek pani Agata kompromituje się pogardą i lekceważeniem dla swoich bliźnich, insynuacjami wobec tragicznie zmarłych, brakiem elementarnej wrażliwości i zaufania wobec cierpienia i duchowości innych osób. Jako Polka pani Agata kompromituje się żarliwą niechęcią wobec swojej Ojczyzny, jej tradycji, zwyczajów, historii i symboliczno-urzędowych autorytetów.

    Wyrażone w poście tezy rozwijam dyskursywnie i retorycznie w tekście pt. „Kozioł ofiarny Agaty Bielik-Robson”:

    http://nowy.tezeusz.pl/blog/201457.html

  22. Szymon dnia 22.04.2010 o godz. 15:04 mówi :

    Czytałem w życiu wiele wywiadów, ale tak przesiąkniętego (do szpiku!) nienawiśćią chyba jeszcze nie miałem okazji.

    Wypowiedzi pani prof. stanowia jakiś myślowy chaos, są wewnątrznie sprzeczne, a na każdą uwagę wskazującą, że być może jej obserwacje nie są tak przenikliwe jak by jej się wydawało reaguje histerycznym atakiem podważając kwalifikacje umysłowe pani redaktor – bo jak inaczej rozumieć zdanie: „Chyba chcesz to tak rozumieć, bo to w ogóle tak nie wygląda”.

    Wiele sie tu mówi o girardowskim poszukiwaniu kozła ofiarnego. ABR tego kozła już znalazła i jest nim (a jakże) Lech Kaczyński, to on jest winny śmierci swojej i 95 osób z nim lecących terroryzując pilota, który wolał się zabić niż sprzeciwić.

    ABR skwapliwie porównała tę sytuacje do tej z podróży do Tibilisi. Otóz chciałem gwoli przypomnienia dodać, że wówczas nie chodziło o pogodę, która była w Tibilisi dobra, lecz o to, że pilot bał się zestrzelenia, a na ten temat wiedza Prezydenta była zdecydowanie większa niż pilota.
    I jeszcze o rzekomych krzywdach jakie tego pilota spotkaly. Widziałem w TVN wywiad z nim i w odpowiedzi na pytanie redaktorki o to jakie szykany spotkaly go za odmowę lądowania powiedział: ” Jak widzi pani rozmawiam z panią pracuje i latam dalej”.

    Nigdy nie należałem do elektoratu PiS i na Kaczyńskiego nie głosowałem, ale gdy słyszę wypowiedzi, że Polacy w żałobie sa przez swoją głupotę i powoduje nimi histeria ( a jeśli ktoś widzi inaczej, to jest głupi i sam dał się zmanipulować pisiorom), to mam ochotę zrobić z Pani profesor po girardowsku ofiarnego kozła i dać jej w papę.

  23. Panasonic dnia 23.04.2010 o godz. 13:04 mówi :

    Szymonie opamietaj sie!

    Poglądy pod prąd, świeże. O tym, co myślą inni wiadomo aż za dobrze. Jeszcze nikomu nie zaszkodziło odmienne spojrzenie. Można się nie zgadzać, ale ręce przy sobie jednak proponuję trzymać. Zarzucanie komuś nienawiści i grożenie rękoczynami kobiecie – wygląda, powiedzmy, kiepsko.

    Wstyd, Szymonie.

  24. Szymon dnia 23.04.2010 o godz. 15:04 mówi :

    Te poglądy nie są „pod prąd”, są do szczętu zgrane a świeże jak pewien chiński przysmak- 100-letnie jajko ( tyle mniej więcej, z resztą, lat maja).

    Nie rozumiem dlaczego zarzucanie nienawiści komuś kto tę nienawiść propaguje i obraża normalnych ludzi za ich ludzkie odruchy „wygląda, powiedzmy, kiepsko”. Jesteśmy w niezwykłym momencie – zginął Prezydent i szczyt administracji państwowej i wojskowej, więc proszę mi, brak wstrzemięźliwości, wybaczyć. Nie mogłem jednak pozostawić bez ostrego komentarza wypowiedzi, że Polacy, to nieroby i kwiaty oraz znicze pod prezydencki pałac włóczą, bo trafiła się okazja, żeby się od roboty wymigać (osobliwie ci co w nocy pod pałacem się kręcili, bo ci się wymigali z nocki- cwaniaki).

    Co się zaś rękoczynów tyczy, to napisałem że, cytuję: „mam ochotę” a nie że dam jak tylko Bóg okazje ześlę. Nie używam przemocy ( bardzo rzadko werbalnie) i nie mam zamiaru używać, ale chęć jednak, nic na to nie poradzę, jest.

    Pozdrawiam

  25. Panasonic dnia 25.04.2010 o godz. 20:04 mówi :

    Poglądy – w cieście kontekstu – jednak były czystym nonkonformizmem. Co do idei, to nowość zwykle jest względna. To chyba tu w ogóle jest mniej ważne, czy Platon, czy Arystoteles, czy Girard (żeby choć jakiś polski autor… zostaje bezpardonowy Z. Krasnodębski).

    Z „rękoczynami” niebezpieczeństwo jest : to, co dla jednych jest retorycznym zabiegiem, dla innych niekoniecznie. Słowa i dziś bywają niebezpieczne, a podczas żałoby emocjonalnie sobie pozwolono na bardzo dużo. Słuchacze bywają różni, właśnie dlatego lepiej ad rem ostro, ale ad rem, żeby mieć czyste sumienie.

    Pozdrawiam

  26. Zuzanna dnia 26.04.2010 o godz. 12:04 mówi :

    Czuję się obrażona osobiście przez panią Agatę Bielik-Robson oraz zaatakowana jej jadem i nienawiścią do mnie ze względu na moje przeżywanie żałoby. Niech pani Agata Bielik-Robson powie mi w oczy, że histeryzowałam, że szukam kozła ofiarnego i co tam jeszcze nawypisywała. Gdyby mi to powiedziała w twarz – spotkałybyśmy się w sądzie i pewnie bym wygrała, natomiast takie szkalujące tysiące ludzi uogólnienia są zupełnie bezkarne a nawet traktowane jako naukowe, świeże, racjonalne i ciekawe.
    Wstyd, pani Agato.


Zostaw swój komentarz