Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Pytając > Strach Ukraińców jest...

Strach Ukraińców jest jak moralny Czarnobyl

mówi ojciec BORYS GUDZIAK w rozmowie z Karoliną Wigurą

Strach Ukraińców jest jak moralny Czarnobyl

mówi ojciec Borys Gudziak w rozmowie z Karoliną Wigurą

Z ojcem Borysem Gudziakiem spotykam się w warszawskim klasztorze Ojców Bazylianów. Mój rozmówca to rektor Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu i jeden z grekokatolickich duchownych, którzy w minioną niedzielę koncelebrowali mszę beatyfikacyjną ks. Jerzego Popiełuszki. Ojciec Gudziak kilkanaście dni temu publicznie zaprotestował przeciwko zachowaniu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy wobec jego uczelni. 19 maja na stronie internetowej UKU ukazało się memorandum, w którym poinformował profesorów, studentów i społeczeństwo o szczegółach rozmowy, jaką przeprowadził z nim dzień wcześniej lwowski funkcjonariusz SBU (http://www.ucu.edu.ua/eng/current/chronicles/article;4693). Skróconą wersję relacji opublikował wówczas między innymi „The Economist” (http://www.economist.com/blogs/easternapproaches/2010/05/ukraine).

Z Borysem Gudziakiem rozmawiamy o tym wydarzeniu i o dzisiejszej Ukrainie. O pozostałościach komunizmu i o strachu, który wciąż panuje w ukraińskim społeczeństwie.

Karolina Wigura: Czego symptomem jest wizyta agenta Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w rektoracie Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu? I jakie są jej konsekwencje?

Borys Gudziak: Musimy wyraźnie powiedzieć jedno: na Ukrainie panuje olbrzymi strach. To jest jak moralny Czarnobyl. Jak promieniowanie radioaktywne. Nie można tego wyczuć węchem ani smakiem, to właściwie nie boli. Mimo to jest wszechobecne i stopniowo niszczy organizm. W XX stuleciu zginęło na naszej ziemi 17 milionów ludzi. System sowiecki był zaprojektowany tak, by rozpuszczać i niszczyć międzyludzkie zaufanie. Zaś Lwów był jednym z najsurowiej w Bloku Wschodnim ideologicznie kontrolowanych miast. Ponieważ przed 1939 był silnie antysowiecki, do 1950 roku panował tam reżim wojskowy. Strach, który pozostawiły te wydarzenia, mamy tuż pod skórą. Bardzo niewiele potrzeba, by się ujawnił. Pytanie, jakie dziś musi zadać sobie cała Ukraina – nie tylko Ukraiński Katolicki Uniwersytet, nie tylko ukraińscy katolicy w ogóle, lecz również ukraińscy politycy, biznesmeni, sfera publiczna, edukacyjna, kulturalna, jest takie: czy strach przetrwa, czy też mamy szanse na to, by zastąpiło go zaufanie? Jeśli chcemy, by zaufanie rosło w siłę musimy być świadomi, że to, co działo się w ostatnim miesiącu, było na tej drodze krokiem wstecz.

Rozumiem, że ma ojciec na myśli więcej niż tylko wizytę funkcjonariusza SBU w rektoracie UKU. Czy ów „krok wstecz” jest związany z przejęciem na Ukrainie władzy przez Wiktora Janukowycza?

Mamy tu przynajmniej do czynienia z powiązaniem chronologicznym, choć unikałbym łatwych sądów. Ale to prawda, że nowy minister edukacji szkalował niedawno Ukraińców zachodnich, twierdząc, że ani kulturalnie, ani społecznie, ani językowo (podobno mówią śmiesznie po ukraińsku), ani wyznaniowo nie są prawdziwymi Ukraińcami. To zupełnie tak, jak gdyby minister edukacji Niemiec stwierdził, że Bawarczycy nie mają prawa do niemieckiej tożsamości… Z kolei młodzi ludzie, zaangażowani w biznes, mówią mi, że wywierana jest dziś na nich presja.

Wróćmy do problemu strachu. Dlaczego Polska w miarę szybko poradziła sobie z totalitarną traumą, a Ukraina nie?

Istnieje wiele powodów. Polska była krajem komunistycznym przez dwa pokolenia. Ukraina – przez trzy. To wiele zmienia. W Polsce rolę wielkiej konsolidującej i wyzwalającej siły odgrywał Kościół, którego nie zdelegalizowano. Na Ukrainie Kościół greckokatolicki został zmuszony do zejścia do podziemia. Między rokiem 1939 a 1989 liczba księży grekokatolickich zmniejszyła się z 2500 do 300. Kościół prawosławny z kolei został najpierw zniszczony w latach 30., a później podlegał kontroli i licznym manipulacjom, a katolicki – zdziesiątkowano. Polska była głęboko straumatyzowana II wojną światową, a później działał w niej bardzo represyjny aparat bezpieczeństwa. Jednak nie dokonano w niej zbrodni na skalę ludobójstwa w czasie pokoju. Zaś na Ukrainie mieliśmy Hołodomor. I wreszcie: Polska, choć podległa Związkowi Radzieckiemu, była jednak do pewnego stopnia odrębna, Polacy mówili własnym językiem. Ukraińcy przez kilkadziesiąt lat byli bezustannie traktowani jak obywatele drugiej kategorii, język ukraiński – jako niepełnowartościowy. Na proces socjalizacji składało się między innymi negowanie własnej tożsamości.

Jak Ukraińcy mogą poradzić sobie ze strachem?

Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. To nie sytuacja, jak z kawą rozpuszczalną: wrząca woda, proszek i po sprawie. Wszyscy dobrze wiemy, że dzieci, wobec których w dzieciństwie stosowano przemoc lub które upokarzano, noszą w sobie psychologiczną bliznę do końca życia. Z Ukrainą jest podobnie. Żeby z tego strachu wyjść, potrzebujemy zapewne minimum dwóch pokoleń. W społeczeństwie, w którym masowe zbrodnie były organizowane przez system państwowy, naturalny jest odruch negatywny wobec systemów wszelkiego rodzaju. Stąd między innymi bierze się gigantyczny problem ukraińskiej korupcji. Dlatego nie wystarczy moralizować, nie wystarczy powtarzać ludziom: „powinieneś robić to, a tego nie powinieneś robić”. Potrzeba bardzo wiele miłości i budowania trwałych, zdrowych związków. Nieważne, czy w sferze instytucjonalnej, czy personalnej. Dlatego też w sprawie niedawnej wizyty agenta SBU w rektoracie UKU najważniejsze jest dziś dla nas, by po pierwsze chronić naszych studentów, a po drugie, by reagować po chrześcijańsku – bez agresji, z szacunkiem dla godności także tych, którzy naszej godności nie respektują. „Zło dobrem zwyciężaj” – mówił ks. Jerzy Popiełuszko, o którego nauce i losie próbuję teraz, w tych trudnych dniach, trochę czytać. Mam nadzieję, że być może w ten sposób w końcu wywiąże się konstruktywny dialog między nami a policją i tajnymi służbami, że ci ostatni będą wchodzili w interakcję z uniwersytetami i społeczeństwem, bardziej respektując autonomię i prawo do wolności słowa.

* Borys Gudziak, duchowny grekokatolicki, rektor Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie.
** Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Członkini Redakcji „Kultury Liberalnej”, piątkowego dodatku „Kultura” do „Dziennika” i miesięcznika „Europa”.

„Kultura Liberalna” nr 74 (24/2010) z 8 czerwca 2010 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 74

(23/2010)
8 czerwca 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj